11.02.2021

Międzynarodowa akcja sprzeciwu wobec upolityczniania badań nad ciemnymi stronami historii Polski przyniosła skutek, choć połowiczny. Oskarżeni o domniemane zniesławienie sołtysa Malinowskiego badacze Holocaustu mają przeprosić bratanicę, ale nie muszą wypłacać żądanego przez nią wysokiego zadośćuczynienia finansowego. Profesor Jan Grabowski już zapowiedział apelację od tego wyroku.
Za pozwem wobec naukowców stoi związana z obecną władzą Reduta Dobrego Imienia i jej szef Maciej Świrski. Przed ogłoszeniem wyroku różne organizacje zrzeszające historyków publikowały wyrazy wsparcia dla oskarżonych. Ich przedstawiciele zauważyli, że metoda sądowego ustalania prawdy historycznej może wprowadzić zamrożenie wszelkich badań naukowych. Przedstawicie stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita pisali:
w demokratycznym państwie sąd nie może być miejscem rozstrzygania sporów dotyczących wyników badań i ich interpretacji. Publikacje naukowe, będące efektem wieloletniej pracy i kwerend archiwalnych, mogą być punktem wyjścia do dyskusji i polemiki, a nie przedmiotem sporu sądowego.
Czy Reduta Dobrego Imienia przestanie się awanturować po tym wyroku, trudno powiedzieć. Faktem jest, że utrzymywana za pieniądze podatnika organizacja przynosi jak dotąd Polsce coraz więcej wstydu, a jej próby obrony dobrego imienia kraju kończą się groteskowymi kompromitacjami.
W toku dyskusji prof. Barbara Engelking przyznała się do błędu, który jednak w jej odczuciu nie mógł mieć wpływu na wynik procesu.
Pomyłka, jaka rzeczywiście zaszła w tym akapicie, to przypisanie sołtysowi Malinowskiemu handlowania z Esterą, ale to akurat w żaden sposób nie godzi w dobra osobiste Edwarda Malinowskiego ani jego bratanicy.
Pani Filomena jest przekonana, że jej stryj jest tak naprawdę jednoznacznym bohaterem. Nie mógł nikogo okradać i w książce Dalej jest noc został pomylony z innym mieszkańcem wsi o tym samym imieniu i nazwisku. Natomiast kolaborację, która pośrednio miała wpływ na śmierć ukrywającej się w lesie żydowskiej rodziny, przypisuje zamordowanemu w czasie wojny kowalowi.
Rzecz jednak zasługuje na dokładne przestawienie, które zakończyło się właśnie 9 lutego 2021 roku. Tego dnia, jak podały media, Sąd Okręgowy w Warszawie wydał orzeczenie w sprawie, jaką z powództwa cywilnego wytoczyła przeciw autorom krewna jednego z opisanych w publikacji mężczyzn. Prof. Barbara Engelking i prof. Jan Grabowski mają przeprosić Filomenę Leszczyńską za informacje podane w książce, nie muszą jednak płacić zadośćuczynienia, którego domagała się kobieta. Wyrok nie jest prawomocny. Bratanica opisanego w publikacji Polaka twierdziła, że stryj został pomówiony i domagała się od autorów prof. Barbary Engelking i prof. Jana Grabowskiego przeprosin, 100 tys. zł zadośćuczynienia i erraty. Insynuowała też, co jej podpowiedziała Reduta, celowy zamiar szkalowania polskiego społeczeństwa.
Proces, który rozpoczął się w październiku 2019 r., dotyczy jednego akapitu z dwutomowej książki. Przytaczamy ten fragment w całości: Estera Drogicka (z domu Siemiatycka) po stracie rodziny, zaopatrzona w dokumenty kupione od Białorusinki, postanowiła wyjechać do Prus na roboty, w czym pomógł jej sołtys Malinowa Edward Malinowski (przy okazji ją ograbił) – i w grudniu 1942 r. trafiła do Rastenburga (Kętrzyna) jako pomoc domowa w niemieckiej rodzinie Fittkau. Nie tylko poznała tam swojego drugiego męża (Polaka, który także był na robotach), lecz rozwinęła działalność handlową, przesyłając Malinowskiemu paczki z rzeczami na sprzedaż. Odwiedziła go, gdy jechała na urlop „do domu”. Zdawała sobie sprawę, że jest on współwinny śmierci kilkudziesięciu Żydów, którzy ukrywali się w lesie i zostali wydani Niemcom, mimo to na jego procesie po wojnie złożyła fałszywe zeznania w jego obronie.
Estera Drogicka to Żydówka, której sołtys Edward Malinowski – stryj Filomeny Leszczyńskiej – pomógł uniknąć śmierci, ale także, według relacji samej Drogickiej, ograbił ją ze znacznej części posiadanego przez nią majątku. Wspierana pomocą prawną przez Redutę Dobrego Imienia Leszczyńska uważa, że w powyższym fragmencie nieprawdziwe są dwie rzeczy. Po pierwsze, że Drogicka przesyłała sołtysowi Malinowskiemu rzeczy na sprzedaż. Po drugie, że sołtys Malinowski wydał Niemcom kilkudziesięciu Żydów.
Sędzia Ewa Jończyk orzekła, że naukowcy mają na stronie Instytutu Badań nad Holokaustem umieścić oświadczenie. Mają w nim napisać, że przepraszają Filomenę Leszczyńską, bratanicę opisanego w Dalej jest noc Edwarda Malinowskiego, za „naruszenie jego czci” poprzez „podanie nieścisłych informacji” o tym, że w czasie wojny ograbił Żydówkę i przyczynił się do śmierci Żydów, którzy ukrywali się w lesie. Takie oświadczenie mają też wysłać w liście do Leszczyńskiej. W następnych wydaniach książki fragment o Malinowskim ma być zmieniony.
Praktycznie działania władzy sprowadzają się do dyskredytowania naukowców pokazujących niewygodną prawdę. Po ukazaniu się książki Dalej jest noc Świrski przystąpił do drobiazgowego badania podanych w niej faktów. Wspierał go Instytut Pamięci Narodowej, w którym do walki z książką Engelking i Grabowskiego powołano specjalny zespół badający każdy szczegół z tysięcy zdarzeń przytoczonych w książce. Tak właśnie udało się zakwestionować fragment dotyczący sołtysa Malinowskiego, w którego sprawie istniały dwie sprzeczne wersje jego zachowania w czasie wojny. Jedna to przytoczone w Dalej jest noc świadectwo ocalałej Żydówki złożone w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Druga to wyrok powojennego sądu, w którym ta sama osoba występuje wśród świadków zeznających w obronie sołtysa. Obie wersje są przytoczone w książce, jednak autorka rozdziału bardziej wierzy tej, która obciąża Malinowskiego. Świrskiemu udało się też znaleźć fragment, gdzie Engelking myli dwóch spokrewnionych ze sobą mieszkańców o tym samym nazwisku. Tyle że pomyłka nie jest istotna, a we wsi Malinowo mieszka kilkadziesiąt osób o nazwisku Malinowski.
A dzień przed wtorkowym wyrokiem specjalne oświadczenie wydał Michael Schudrich, naczelny rabin Polski: „W ostatnim czasie nasilają się próby represji wobec historyków i dziennikarzy, którzy usiłują rzetelnie przedstawić losy polskich Żydów pod okupacją niemiecką. Proces wytoczony profesorom Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu”. Nie sposób nie zgodzić się z tezą rabina.
Zarówno przed, jak i po wyroku ukazało się sporo artykułów w prasie światowej. Przynajmniej takie jest pożytek z działań Reduty: opinia światowa dowiaduje się, że wielu Polaków w czasie wojny mordowało swoich żydowskich sąsiadów i że obecna władza i działające na jej zlecenie organizacje mają trudność w zaakceptowaniu tego tragicznego faktu.


Czyli w istocie chodzi o zdanie „zdawała sobie sprawę, że” wobec na przykład alternatywnej wersji „uważała, że”. Niefortunne. Te dwie formy przekazują jednak różne opinie, czyli najprawdopodobniej chodzi o… przekazaną opinię ? Istotnie niefortunne. A jaką opinię ma rabin ? Możemy tak długo, tylko po co ?
Takie są efekty toksycznego machopolonizmu i bezkrytycznego zachwycania się własnym narodem, jakby niektórzy nie mieli nic czym mogli się pochwalić. Im mniej mózgu tym większa gęba. Powinno się mówić nie „kto nie ma w głowie ten ma w nogach” tylko „kto nie ma mózgu ten mocny w gębie”
Pamiętam histerię w sprawie Grossa, ustawę o IPN oraz roszczenia żydowskie w kampanii prezydenckiej. I ten rząd nie jest antysemicki? Używa tych samych argumentów, co przedwojenni faszyści a la ojciec Kolbe czy Dmowski. PiS obraził już wszystkie mniejszości: narodowe, seksualne, religijne. Myślę, że czas odwdzięczyć się, odbierając im władzę.
Chęć zero-jedynkowego widzenia świata bywa czasem zdradliwa. Pomylenie dwóch osób o tym samym imieniu i nazwisku (wbrew twierdzeniu pana profesora to rzecz istotna) paradoksalnie mogło być podstawą do „wybielania” krewnego pani Leszczyńskiej. Jawiłby się on wówczas jako postać mniej jednoznaczna, a więc trudniejsza do osądzenia. Wybrano inną drogę i RDI może się kiedyś zdziwić, jeśli ktoś zdecyduje się na dalsze badania tej sprawy. A rzecz jest tego warta, bo jak w soczewce pokazuje mnogość postaw w jednej tylko wsi.
Oczywiście, jeśli te badania nie będą nadzorowane przez sąd.
Lecz miejmy nadzieje, że ludzie stający się podmiotem owego „badania postaw” , lub ich rodziny, będą miały świadomość swoich praw obywatelskich a sądy nie będą się obawiać im takich praw gwarantować. Konsekwentnie, badacze będą postępować odpowiedzialnie.
>Rzecz jednak zasługuje na dokładne przestawienie, które zakończyło się właśnie 9 lutego 2021 roku.
>Tego dnia, jak podały media, Sąd Okręgowy w Warszawie wydał orzeczenie w sprawie.
Rzecz jednak zasługuje na dokładne przestawienie????? Kolejna bzdura, zrozumiała poza autorem jedynie dla świrów z tkz. Reduty Dobrego Imienia. Do tego procesu nigdy nie powinno było dojść a składający pozew powinni odpowiedzieć przed sądem za próbę wikłania pozwanych w tkz. SLAPP (Strategic Lawsuits Against Public Participation).
Zgodnie z podstawowymi zasadami prawa nie można zniesławić osoby zmarłej podobnie jak nie można zmarłego pozwać/oskarżyć. W procesie cywilnym o zniesławienie osoba (powód) skarży się o naruszenie jej niematerialnych dóbr osobistych, które z definicji są wyłącznie jej. Tym samym tylko osoba zniesławiona może dochodzić przed sądem swoich praw. Niematerialne dobra osobiste wygasają wraz ze śmiercią i nie przechodzą na spadkobierców.
Pośmiertne „zniesławienie” było już przedmiotem rozważań SN, który motywował wyrok w następujący sposób:
„….roszczenia o ochroną dóbr osobistych określonej osoby tylko jej przysługują. Do istoty bowiem tych dóbr należy to, że są one nierozerwalnie związane ze ściśle oznaczoną osobą. Dobra osobiste oraz wynikające z ich naruszenia roszczenia nie mogą przejść na inne osoby. W szczególności, jako prawa niemajątkowe, nie przechodzą one na spadkobierców. Po śmierci uprawnionego nie mogą być też dochodzone przez osoby bliskie zmarłemu. Gdy chodzi o ochronę autorskich dóbr osobistych, art. 53 § 2 pr. aut. przewiduje możliwość dochodzenia roszczeń przez osoby bliskie zmarłemu. Ustawodawstwo polskie nie zna jednak takiego 'generalnego przepisu, odnosząćego się do ochrony wszelkich dóbr osobistych’. Dlatego roszczenia, o których mowa, wygasają z chwilą śmierci zainteresowanej osoby. Powódka nie może przeto dochodzić roszczeń o ochronę dóbr osobistych, które przysługiwały jej zmarłemu mężowi. Teoretycznie rzecz biorąc, z roszczeniami takimi mógł wystąpić jej mąż.”
http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Palestra/Palestra-r1984-t28-n7_8(319_320)/Palestra-r1984-t28-n7_8(319_320)-s1-10/Palestra-r1984-t28-n7_8(319_320)-s1-10.pdf
Dość wątpliwa próba prawników „reduty” zastraszenia przy wykorzystaniu aparatu sprawiedliwości powinna była być natychmiast powstrzymana przez odrzucenie przez sąd pozwu jako bezpodstawnego. Zamiast tego mieliśmy do czynienia z komedią procedowania domniemanej „winy” sołtysa. Niewątpliwie dla „reduty” jest ono wraz z wyrokiem dowodem na „narodowość” sądu. Dla reszty, o winie (w sensie prawnym) nieprawnie pozwanych nie może być mowy. Dlatego sformułowanie „…prof. Barbara Engelking przyznała się do błędu…” jakiego Obirek użył w artykule, w kontekście procesu i zarzucanego zniesławienia, jest wyjątkowo niefortunne, żeby nie powiedzieć więcej. Prof. Engelking żadnego błędu skutkojącego zarzucanym przez pozew zniesławieniem, nie popełniła. Ale jak to teolog chyba dobrze wie, chroń nas „panie Boże” przed przyjaciółmi bo przed wrogami sami się obronimy.
W sumie Engelking i Grabowski zachowli sie odpowiedzialnie bo nie uciekali od odpowiedzialności za zistniała pomyłkę. Zgoda to ważna sprawa i warto ją drążyć. Może sie okazać, że zarówno działania RDI jak i sądu moga sprowokować dociekliwość innych badaczy a może i lokalnych mieszkańców. To znamienne, że obecny sołtys nie miał pojęcia, co sie tam działo w czasie wojny. Takich „zdziwionych sołtysów i burmistrzów” jest w Polsce więcej, więc warto im pomóc w wyjściu ze stuporu konfrontując ich z faktami.
>W sumie Engelking i Grabowski zachowli sie odpowiedzialnie bo nie uciekali
>od odpowiedzialności za zistniała pomyłkę. Zgoda to ważna sprawa i warto ją drążyć.
Zignorował Pan cytat z wyroku SN stwierdzającego wyraźnie i niedwuznacznie, że roszczenia z tytułu pomówienia przysługują jedynie żyjącym i nie są dziedziczne. Oczywiście mógł Pan nie wiedzieć, że materialne dobra osobiste nie są dziedziczne a nawet być zaskoczony takim podejściem prawa i dać temu swój wyraz. Zamiast tego brnie Pan w bredzenie o „od odpowiedzialności za zistniała pomyłkę” bo to „ważna sprawa i warto ją drążyć”. Naprawdę???? Monumentalna praca Engelking i Grabowskiego liczy prawie 1600 stron. Sam indeks osobowy zajmuje 68 stron i wylicza ponad 5000 osób. Tymczasem nasz rzekomo pomówiony sołtys wspomniany jest z nazwiska aż….dwa razy w dwóch zdaniach. Jest więc więcej niż jasne, że jego historia dla wymowy całej pracy jest krańcowo marginalna i o takim charakterze, że o pomówieniu nie mogłoby być mowy nawet gdyby ów człowiek nadal żył. Bredząc o odpowiedzialnym zachowaniu pozwanych legitymizuje Pan sądową brednię. Tymczasem sam przekaz Holocaustu, choć oczywiście ma dla nas kardynalne znaczenie, jest w tym wypadku zupełnie drugorzędny bo tu chodzi jedynie o toporną próbę zamknięcie ust i zastraszania niewygodnych osób. Nie mogąc (niestety?) oskarżyć Pana o apostazę , być może jutro ktoś spróbuje oskarżenia o pomówienie Chrystusa z powództwa jego ziemskiego dziedzica?
zgoda, cała sprawa jest farsą i może to powinno zamknąć dyskusję.