
W Niemczech bywałem regularnie od 1983 roku do 2005. Najczęściej były to pobyty wakacyjne w miasteczku Dettelbach koło Wurzburga. Ale były też konferencje i wymiana grzeczności z jezuitami niemieckimi, którzy hojnie wspomagali różne poczynania jezuitów polskich. Wykorzystywałem te pobyty również na intensywne lektury. W dużym stopniu to dzięki tym swoistym wakacjom udało mi się napisać doktorat i habilitację z wykorzystaniem najnowszej literatury historycznej i teologicznej tamtejszych dość zasobnych bibliotek.
Mam też wrażenie, że śledziłem dość uważnie tamtejsze piśmiennictwo filozoficzne i teologiczne. Jednym z najważniejszych doświadczeń było spotkanie z Karlem Rahnerem (1905-1984), którego książki znałem dość dobrze, a na temat jego teologii miałem za sobą seminarium roczne w Neapolu. W zgodnej opinii teologów był jednym z najważniejszych myślicieli katolickich XX wieku, a jedną z jego pomysłów byli tzw. chrześcijanie anonimowi, który był żywo dyskutowany w latach 60. Dzisiaj został on już dawno przezwyciężony, jednak w polowie XX wieku, gdy dominował ekskluzywizm w teologii chrześcijańskiej był to pomysł rewolucyjny. To spotkanie odbyło się na rok przed jego śmiercią w 1983 roku w ramach spotkań studentów jezuickich w Monachium z wybitnymi jezuitami. Byłem jednym z nich. Zapamiętałem, że wtedy Rahner mówił młodym jezuitom, że najważniejszą cechą w życiu jest cierpliwość (Gedult).
Nie zdawałem sobie sprawy, że wtedy ten zachwyt nad cnotą cierpliwości miał drugie dno.
Zrozumiałem to, gdy kilka lat później przeczytałem wydany pośmiertnie tom rozmów z Rahnerem zatytułowanych znamiennie „Wiara w czasie zimowym” („Glaube in winterlicher Zeit. Gespräche mit Karl Rahner aus den letzten Lebensjahren”). Ten czas zaczął się w październiku 1978 roku, gdy na papieża został wybrany Karol Wojtyła. Rahner zdał sobie sprawę dość szybko, że nadzieje rozbudzone na soborze watykańskim drugim zostały skutecznie zamrożone.
Do innych ta prawda dotarła z pewnym opóźnieniem, jednak większość teologów niemieckich (a właściwie niemieckojęzycznych, bo dołączyli do nich również koledzy z Austrii, Holandii i Szwajcarii) już pod lat 80. uznała, że dłużej nie można milczeć i dlatego w 1989 roku ogłosiła słynne kolońskie oświadczenie, nazywane też czasem memorandum „Przeciw ubezwłasnowolnieniu – za otwartym katolicyzmem” („Wider die Entmündigung – für eine offene Katholizität“). Podpisało je ponad 220 profesorów i profesorek teologii.
Wkrótce dołączyli do nich teologowie z całego świata, a liczba podpisów przekroczyła 700. Dla Watykanu była to czarna lista, żaden z sygnatariuszy nie mógł liczyć na awans w kościelnej hierarchii, nie wspominając o innych formach szykan. O ile mi wiadomo na tej liście nie znalazł się żaden z polskich teologów. Ich pozycja w kościelnych strukturach nie była zagrożona. Istnieje polskie tłumaczeniem tego tekstu, udostępnione przez pismo Ethos wydawane na Katolickim Uniwersytecie Katolickim, dostępne również online. Chętnych odsyłam więc do tej wersji: https://dlibra.kul.pl/dlibra/show-content/publication/edition/24934?id=24934 Również Ethos opublikował krytyczny komentarz do tej deklaracji autorstwa austriackiego teologa Andreasa Launa, który w 1995 roku został biskupem pomocniczym Salzburga, a od 2013 roku znany jest jako krytyk papieża Franciszka.
Dietmar Mieth, jeden z sygnatariuszy, w 2009 roku napisał, że po 20 latach dokument nic nie stracił ze swej aktualności. Sądzę, że w Polsce nie tylko, że jest nadal aktualny w 2021 roku, ale jego postulaty są nadal traktowane jako wyraz protestantyzacji katolicyzmu.
Właśnie dlatego warto się z nim zaznajomić, by zdać sobie sprawę z tego, że to nie niemieccy teologowie ulegają protestantyzacji, ale polski papież zapomniał od przemianach, jakie zaszły w katolicyzmie na soborze watykańskim drugim.
Deklaracja zwraca uwagę na trzy główne problemy, które niepokoją teologów. Po pierwsze chodzi o arbitralne nominacje biskupów przez Watykan z pominięciem lokalnych opinii. Tutaj chodziło o szczególnie skandaliczne nominacje w Wiedniu w 1986 roku gdzie wbrew woli przechodzącego na emeryturę kardynała Franza Königa jego następcą został Hans Hermann Groër, o nominację w Chur gdzie wbrew lokalnej społeczności biskupem został w 1988 roku Wilhelm Hass i o nominację konserwatywnego biskupa Joachima Meisnera w 1989 roku w Kolonii. Po drugie o pozbawianie wykładowców prawa nauczania teologii katolickiej w imieniu Kościoła – i po trzecie wreszcie, wzmożona tendencja poszerzenia kompetencji papieża nie tylko w sensie dyscyplinarnym, ale i naukowym. Każda z tych trzech prób ograniczenia autonomii lokalnych kościołów jest sprzeczna zdaniem sygnatariuszy deklaracji z duchem soboru watykańskiego drugiego.
Nie były one bynajmniej teoretyczne, ale jak najbardziej praktyczne, co właśnie w krajach niemieckojęzycznych, gdzie refleksja teologiczna rozwijała się szczególnie intensywne odczuwana. Stąd tak radykalny i masowy sprzeciw. Nie będę poszczególnych elementów deklaracji komentował, bo są one wystarczająco wymowne. Oto jej treść:
DEKLARACJA KOLOŃSKA PRZECIW UBEZWŁASNOWOLNIENIU ZA KATOLICYZMEM OTWARTYM, 6 01 1989.
Różne wydarzenia w naszym Kościele katolickim skłaniają nas do złożenia publicznego oświadczenia. Trzy obszary problemów niepokoją nas najbardziej:
1. Kuria rzymska z naciskiem urzeczywistnia koncepcję jednostronnego obsadzania stolic biskupich w całym świecie, lekceważąc propozycje Kościołów lokalnych i pomijając nabyte przez nie uprawnienia.
2. W całym świecie w wielu przypadkach odmawia się kwalifikowanym teologom (mężczyznom i kobietom) misji kanonicznej. Jest to poważna i niebezpieczna ingerencja w wolność badań i nauki oraz w dialogową strukturę poznania teologicznego, którą na wielu miejscach podkreślił Sobór Watykański II. Udzielanie misji kanonicznej jest nadużywane jako instrument dyscyplinowania.
3. Jesteśmy świadkami teologicznie w najwyższym stopniu problematycznej próby podkreślania i przekraczania w niedopuszczalny sposób nie tylko jurysdykcyjnej lecz także nauczycielskiej kompetencji Papieża.
Spostrzeżenia w tych trzech dziedzinach wydają się nam być znakami zmiany kursu Kościoła posoborowego:
- podstępnej zmiany strukturalnej poprzez nadmierne rozszerzanie się hierarchii jurysdykcyjnej;
- postępującego ubezwłasnowolnienia Kościołów cząstkowych, niedopuszczania argumentacji teologicznej i odsuwania laikatu w Kościele;
- odgórnego antagonizowania, które poprzez dyscyplinowanie zaostrza konflikty w Kościele.
- Jesteśmy przekonani, że nie wolno nam w związku z powyższym milczeć i uważamy zajęcie takiego stanowiska za konieczne:
- w imię naszej odpowiedzialności za wiarę chrześcijańską,
- w imię pełnienia naszej roli jako nauczycieli teologii,
- w imię respektu dla siebie w obliczu własnego sumienia,
- w imię solidarności z wszystkimi chrześcijankami i chrześcijanami, których gorszy ostatni bieg wydarzeń w Kościele lub którzy wręcz weń wątpią.
1. W związku z ostatnimi rzymskimi nominacjami biskupimi w całym świecie, zwłaszcza w Austrii, Szwajcarii oraz tu, w Kolonii, oświadczamy:
- Istnieją tradycyjne, także skodyfikowane prawa Kościołów lokalnych do współdziałania, które aż po dzień dzisiejszy kształtowały historię Kościoła. Należą one do wielopostaciowego życia Kościoła.
- Jeśli kościoły lokalne poddaje się dyscyplinowaniu drogą nominacji biskupów lub innymi sposobami (jak w Ameryce Łacińskiej, Sri Lance, Hiszpanii, Holandii, Austrii, Szwajcarii i tu, w Kolonii), opierającymi się często na fałszywych analizach i podejrzeniach, wówczas pozbawia się je samodzielności. Otwarcie Kościoła katolickiego na kolegialność między papieżem a biskupami, które należy do jednego z centralnych osiągnięć Soboru Watykańskiego II, ulega zdławieniu poprzez nowy rzymski centralizm.
- Takie sprawowanie władzy, jakie doszło do głosu w ostatnich nominacjach biskupich jest sprzeczne z ewangelicznym braterstwem, z pozytywnymi doświadczeniami w zakresie rozwoju prawa do wolności i z kolegialnością biskupów.
- Aktualna praktyka utrudnia w istotnych punktach proces ekumeniczny.
- W odniesieniu do „afery kolońskiej” uważamy za skandal wprowadzenie zmiany w przepisy wyborcze w trakcie trwającego postępowania. Zostało przez to dotkliwie ugodzone poczucie prawidłowości postępowania.
- Powaga i godność urzędu papieskiego domagają się taktownego posługiwania się władzą i powstałymi z czasem instytucjami.
- Dobór kandydatów na urząd biskupi wyraża w odpowiedni sposób wielopostaciowość Kościoła; proces mianowania nie jest indywidualną sprawą papieża.
- Rola nuncjatur staje się dziś coraz bardziej problematyczna. W czasie gdy drogi przekazu informacji i osobistej komunikacji uległy uproszczeniu, nuncjatura popada coraz więcej w odium agentury wywiadowczej, która często poprzez jednostronną selekcję informacji właściwie stwarza dopiero te odchylenia, które tropi.
- Deklarowane i wymagane w ostatnim czasie posłuszeństwo ze strony biskupów i kardynałów wobec papieża jawi się jako ślepe. Kościelne posłuszeństwo w służbie Ewangelii domaga się gotowości do konstruktywnego sprzeciwu (por. KPK kan. 212 par. 3). Wzywamy stąd biskupów, by przypomnieli sobie przykład Pawła, który pozostał w zgodzie z Piotrem, chociaż w sprawie misji wśród pogan „przeciwstawił mu się w twarz” (Ga 2, 11).
2. W sprawie powoływania profesorów teologii i udzielania misji kanonicznej oświadczamy:
- Uzasadniona teologicznie i częściowo nawet chroniona przez konkordaty kompetencja oraz odpowiedzialność biskupa miejscowego w zakresie udzielania względnie wycofywania misji kanonicznej winna pozostać zachowana.
- Biskupi nie są (jakimś) wykonawczym organem papieża.
- Obecna praktyka wewnątrzkościelnego naruszania zasady pomocniczości w sytuacji oczywistych kompetencji biskupa miejscowego w sprawach nauki wiary i moralności jest czymś niedopuszczalnym.
- Interwencja Rzymu w udzielanie czy odmowę misji kanonicznej bez udziału Kościoła lokalnego lub wbrew wyraźnemu przekonaniu biskupa miejscowego niesie z sobą ryzyko upadku nabytych i zagwarantowanych kompetencji.
- Zastrzeżenie wobec udzielania misji kanonicznej a tym bardziej decyzje w tych sprawach należy uzasadniać za pomocą argumentów i zgodnie z uznanymi normami akademickimi. Samowola w tym zakresie stawia pod znakiem zapytania egzystencję wydziałów teologii katolickiej na uniwersytetach państwowych.
- Nie wszystkie wypowiedzi doktrynalne Kościoła posiadają tę samą pewność teologiczną i ten sam ciężar gatunkowy.
- Jesteśmy przeciwni naruszaniu nauki o teologicznych stopniach pewności lub o „hierarchii prawdy” w praktyce udzielania lub odmowy kościelnej misji kanonicznej.
- Tym czy innym kwestiom szczegółowym, etycznym i dogmatycznym, nie wolno dlatego nadawać arbitralnie rangi zagadnienia decydującego o tożsamości wiary, podczas gdy z drugiej strony etyczne postawy bezpośrednio związane z praktyką wiary (jak np. przeciw torturom, podziałom rasowym lub wyzyskowi) wydają się nie posiadać identycznej teologicznej doniosłości w odniesieniu do zagadnienia prawdy.
- Uprawnienia wydziałów lub szkół wyższych do samodzielnego uzupełniania składu osobowego nie wolno całkowicie eliminować przez samowolną praktykę udzielania, lub odmowy kościelnej misji kanonicznej.
- Jeśli pod naciskiem takich problemów będzie dochodziło na uniwersytetach do wyboru profesorów teologii (mężczyzn i kobiet) na podstawie pozanaukowych kryteriów, wówczas będzie to oznaczało utratę powagi teologii na uniwersytetach.
3. W sprawie podkreślania w niedopuszczalny sposób nauczycielskiej kompetencji papieża oświadczamy:
- W ostatnim czasie w przemówieniach do teologów i biskupów Papież powiązał tak bardzo naukę o kontroli urodzeń bez uwzględniania stopnia pewności i zróżnicowanej wagi wypowiedzi kościelnych z fundamentalnymi prawdami wiary jak świętość Boga i odkupienie dokonane przez Jezusa Chrystusa, że krytycy nauki Papieża o kontroli urodzeń widzą się (postawieni wobec osądu) adresatami sentencji potępiających, że „wstrząsają podstawowymi filarami chrześcijańskiej doktryny”, co gorsza, powołując się na godność sumienia popadają w błędy, że czynią „krzyż Chrystusa daremnym”, „niweczą tajemnicę Boga” i negują „godność człowieka”. Papież przywołuje pojęcia „fundamentalnej prawdy” i „Bożego objawienia”, gdy przedkłada wysoce specjalistyczną doktrynę, której nie można uzasadnić ani na podstawie Pisma św. ani tradycji Kościoła (por. przemówienia z 15 X i 12 XI 1988 r.).
- Stwierdzane przez Papieża wzajemne powiązanie prawd nie oznacza wcale ich zrównania i identycznej ważności. Sobór Watykański II stwierdza, co następuje: „Przy zestawianiu doktryn trzeba pamiętać, że istnieje w nauce katolickiej porządek, czyli «hierarchia prawd», ponieważ różny jest ich związek z fundamentem wiary chrześcijańskiej” (D E nr 11). W taki sam sposób należy brać pod uwagę zróżnicowany stopień pewności wypowiedzi teologicznych oraz granicę poznania teologicznego w problematyce medyczno–antropologicznej.
- Nawet sam Urząd Nauczycielski Papieża przyznał teologii kompetencję badania racji uzasadniających teologiczne wypowiedzi i normy. Tej kompetencji nie wolno naruszać poprzez zakaz myślenia i mówienia. Badanie naukowe wymaga argumentacji i komunikacji.
- Sumienie nie jest jakimś wypełniaczem poleceń Papieskiego Urzędu Nauczycielskiego, jak to mogłoby się wydawać na podstawie takich przemówień. Urząd Nauczycielski jest właśnie raczej przy wykładni prawdy zdany również na sumienie wiernych. Zniesienie napięcia między nauką a sumieniem oznacza pohańbienie sumienia.
- W przekonaniu wielu osób w Kościele normy kontroli urodzeń zawarte w encyklice Humanae vitae z 1968 r. stanowią pewną orientację, która nie zastępuje odpowiedzialności sumienia samych wiernych. Biskupi, m. in. biskupi niemieccy w swej „Deklaracji z Kónigstein” (r. 1968) i teologowie moraliści uznali ten pogląd chrześcijanek i chrześcijan za słuszny, gdyż są przekonani, że godność sumienia nie polega tylko na posłuszeństwie, lecz właśnie na odpowiedzialności. Papież, który tak często mówi o odpowiedzialności chrześcijanek i chrześcijan w zakresie działania w świecie, nie powinien jej w tym poważnym przypadku systematycznie lekceważyć. Ponadto ubolewamy z powodu zbytniego utkwienia uwagi Urzędu Nauczycielskiego Papieża na tej problematyce.
Zakończenie
- Kościół pozostaje w służbie Jezusa Chrystusa. Musi on przeciwstawiać się stałej pokusie nadużywania Jego Ewangelii o Bożej sprawiedliwości, miłości i wierności poprzez przywłaszczanie sobie problematycznych form dominacji dla celów własnej władzy. Sobór upatruje w nim pielgrzymujący lud Boży i żywotną więź wiernych (communio); nie jest on jakąś oblężoną twierdzą, która wznosi swe bastiony i nieugięcie broni ich od wewnątrz i na zewnątrz.
- W imię naszego wspólnego dawania świadectwa dzielimy wraz z pasterzami Kościoła różne troski o ten Kościół w naszym współczesnym świecie. Celami, które rozumiemy i dla których się angażujemy, są: ochrona biednych Kościołów, uwalnianie z uwikłań Kościołów bogatych i promocja jedności Kościoła.
- Teologowie jednak, pozostając w tej służbie Kościoła, mają również obowiązek wystąpienia z publiczną krytyką, gdy urząd Kościoła (kościelny) posługuje się błędnie swą władzą, tak że popada on w sprzeczność z własnymi celami, zagraża rozwojowi ekumenii i likwiduje soborowe otwarcie.
- Papież wiąże ze swym urzędem roszczenie do służenia jedności. Sprawą jego urzędu jest zatem łączenie w sytuacji konfliktu, co też on w odniesieniu do Marcela Lefebvre‘, a i jego zwolenników pomimo fundamentalnego zakwestionowania przezeń Urzędu Nauczycielskiego uczynił aż do przesady. Sprawą jego urzędu nie jest natomiast zaostrzanie bez podejmowania żadnej próby dialogu konfliktów w sprawach drugorzędnych, jednostronne ich rozstrzyganie mocą Urzędu Nauczycielskiego i tworzenie z nich linii podziału. Gdy zaś Papież podejmuje coś, co nie jest sprawą jego urzędu, nie może wymagać posłuszeństwa w imię katolickości. Wówczas musi on liczyć się ze sprzeciwem.
Dodam na koniec rzecz oczywistą. Ta deklaracja to wyraz zdrowego rozsądku wielu teologów, dla których sprzeciw wobec autorytarnej władzy Jana Pawła II był wyrazem elementarnej uczciwości. Jednak dopiero pontyfikat papieża Franciszka umożliwił włączenie tych oczywistych stwierdzeń uczciwych teologów do oficjalnej nauki kościelnej. Joseph Ratzinger nigdy nie zaakceptował tego odruchu przyzwoitości swoich kolegów i koleżanek teologów. Trudno się więc dziwić, że z chwilą, gdy został papieżem w 2005 roku nie zdobył się na zakwestionowanie szkodliwego dogmatyzmu, którego on sam, jako Benedykt XVI był zwolennikiem.


To jest zaskakujące że człowiek który tak bardzo „mistycznie” odbierał rzeczywistość, który wszędzie widział „znaki” odrzucił opinię Königa który go zaproponował wcześniej
na konklawe. Odrzucił także opinie 700 teologów powołujących się na Sobór i naukę forsując ślepy konserwatyzm efektem było m. inn. zablokowanie dystrybucji prezerwatyw w Afryce podczas pandemii AIDS. Czy da się to wyjaśnić tylko obsesją na punkcie seksu? A może nie można więcej wymagać od człowieka który praktykował samobiczowanie? Bo tutaj raczej tylko przyczynami osobistymi można to tłumaczyć
To oczywiście ważne pytanie, na które pewnie nie znajdziemy odpowiedzi…
Bogu dzięki za profesora Obirka, który podaje tak słodko-gorzkie potrawy.
Kilka refleksji:
1. Ciekawe, jak polski papież, polski kościół (również nadal dziś) oraz polska „prawica” w postaci PIS mówią jednym głosem we wszystkich trzech obszarach wymienionych w oświadczeniu. To jest jakieś endogenne polskie umiłowanie wodzostwa i centralizmu, przekonanie, że musi być wódz, pasterz, jakaś „góra”, która powie co jest ważne i jak masz człowieku żyć, bo inaczej durnowate owieczki ulegną dezorientacji i rozproszeniu. „Góra”, która nagradza posłusznych i pokornych, miernych ale wiernych – to polityka PISu, ale też polityka z czasów PRLu, i z czasów II RP. (W końcu „Kariera Nikodema Dyzmy” powstała z obserwacji praktyk politycznych w II RP). To niestety, dziedzictwo niewolnictwa polskiego. Nie bez przyczyny polski kościół jest tak hierarchiczny i feudalny w strukturze; za I RP biskupami byli jedynie arystokraci, zwykli księża wywodzili się z tzw. pospólstwa, i nadal tak jest w przytłaczającej liczbie przypadków. Stosunek biskupów do księży był z natury swej feudalny. Dzisiejsi biskupi powtarzają odruchowo te wzorce, sądząc, że tak należy, że feudalne traktowanie księży i wiernych jest wpisane w istotę i cel urzędu; zwykli księża z kolei feudalnie traktują wiernych, przemawiając do nich dziecinnym językiem, jak do półidiotów, podnoszą dziecinne problemy w kazaniach (oczywiście, z wyjątkiem aborcji), czego jednym ze skutków jest brak refleksji wiernych na temat czym jest grzech dorosłego człowieka. Nadal więc opaśli panowie i panie spowiadają się z tego, czy przeklinali, zdradzali i nie popełnili grzechu aborcji. Nie spowiadają się z oszustw, także podatkowych, nienawiści, pogardy, bicia dzieci i dręczenia zwierząt, złego traktowania pracowników, zanieczyszczania środowiska, itd (lata temu w 'Polityce” ukazał się ciekawy artykuł jednego z księży na temat grzechów wyznawanych przy spowiedzi).
Rozwój wewnętrzny księży, intelektualny i duchowy, dotyczy jednostek, a nie systemu.
2. Te same analogie z oświadczenia na temat wolności nauki w kościele, misji kanonicznej dotyczą nauki świeckiej w Polsce; wypisz wymaluj poglądy PIS na naukę, autonomię naukowców, nauczycieli, szkół, uczelni, programów nauczania. „Góra” wie lepiej. Przez lata w nauce polskiej i dziedzinach z nią powiązanych (np. w medycynie) panował feudalizm, i nadal panuje. Opowiadają i piszą o tym wszyscy, którzy swoją karierę zrobili za granicą, bo tu nie mogli się z niczym przebić. Dziś wie lepiej Czarnek, jutro będzie to jakiś inny Kowalski.
3. To samo dotyczy sumienia. Wstrząsające jest zdanie z oświadczenia odnośnie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła: „Zniesienie napięcia między nauką a sumieniem oznacza pohańbienie sumienia.” oraz że „godność sumienia nie polega tylko na posłuszeństwie, lecz właśnie na odpowiedzialności”. A ileż śliny wytworzono na temat „godności osoby ludzkiej” w encyklikach i przemówieniach K.Wojtyły. Mało kto jednak zauważał lub ośmielał się głośno powiedzieć, że ta „przyrodzona godność” w ustach polskiego papieża dotyczyła jedynie embrionu ludzkiego. Dorosła „osoba ludzka” jest przez kościół, przez państwo i wszelkie oficjalne opresje pozbawiana ciągle i na nowe sposoby swojej godności, a więc wolności sumienia, wolności wyboru, praw człowieka i obywatela, i autonomicznej odpowiedzialności związanej z tymi wyborami.
Praktyka pokazuje, że chociaż tak zwani katolicy otwarci to ciekawi, oczytani, inteligentni dyskutanci to cały ich projekt z katolicyzmem nie ma wiele wspólnego, jest to projekt przewidziany na jedno, max półtora pokolenia, ich dzieci stają się agnostykami, ateistami i z Kościołem przynajmniej po jakimś czasie nie chcą mieć nic wspólnego. W reakcyjnych, konserwatywnych kręgach usłyszałem opinię brzmiącą tak: „tylko projekt od początku nakierowany na konserwatywny katolicyzm i z mechanizmami kontrolnymi ma szanse przetrwania, zachowania ciągłości”. Bez względu na swoje sympatię czy antypatię muszę tym ostatnim przyznać rację.