10.02.2022

Ale to mało adekwatne określenie.
To, co dzieje się państwie polskim pod rządami wiadomego naczelnika, przekracza wszystko, co było; a i tak daleko do końca tych rządów bezprawia. Kilka dni po tym, jak podała się do dymisji Rada Medyczna, grupująca najlepszych specjalistów z dziedziny medycyny, minister zdrowia, który jest ekonomistą nie lekarzem, ogłosił… koniec epidemii.
To zupełny obłęd i szaleństwo. Liczba zakażeń jest nadal ogromna, liczba zgonów nadal plasuje nas w ścisłej czołówce światowej – a rząd znosi i tak iluzoryczne ograniczenia! Być może stało się tak dlatego, że w składzie nowo powołanej Rady są sami wybitni specjaliści nie tyle od chorób zakaźnych, ile od … myśli Jana Pawła. Ii komentatorzy ekonomiczni z najbardziej prawicowych mediów…
Rada – radą, ale cała odpowiedzialność spoczywa na konstytucyjnym ministrze i to on wraz z całym rządem odpowie za to, co się stanie.
Kolejnym przykładem totalnego chaosu jest wszystko to, co dzieje się z tak zwanym Polskim Ładem. Pomyślany jako sposób na zapewnienie rządzącym wzrostu poparcia w planowanych przyspieszonych wyborach – stał się totalną klęską. Karę poniósł… minister finansów. Mimo że to nie on był pomysłodawcą i autorem założeń tego nowego ładu nazwanego później jak wszystko inne, polskim.
To tylko przykłady klęski państwa i dramatu ludzi w nim żyjących.
To, czym chciałbym się zająć troszkę szerzej, to sprawa inflacji i rosnących stóp procentowych, rzutujących bezpośrednio na raty kredytów hipotecznych i siłę złotego.
Inflacja sięga już poziomu 10%; i to pewnie nie koniec. Drożyzna wywołana inflacją dotyka przede wszystkim najuboższych. To oni muszą przeznaczać największą część swoich dochodów na zakup artykułów spożywczych, leków i na opłaty stałe. To właśnie tej części społeczeństwa władza chciała poprawić sytuację Polskim Ładem.
Jesteśmy na początku roku, w którym będzie się nasilać konflikt między Rosją a krajami UE, w którym ceny gazu są bronią, stosowaną przez nowego cara. To jednak tylko część powodów, dla których ruszyła inflacja. Ważniejszą była i jest pandemia, paraliżująca życie gospodarcze praktycznie na całym świecie. Potrzeba działań państwa i jego banku centralnego była oczywista przeszło dwa lata temu – gdy epidemia się zaczynała. Wtedy właśnie prezes NBP na licznych konferencjach, przygotowywanych przez jego wysokopłatne długonogie blond asystentki z dyrektorskimi tytułami, zapewniał, że inflacji nie ma i nie będzie. Miała być raczej deflacja.
NBP aktywnie działał na rzecz obniżenia wartości złotego. Prezes banku mówił, że sytuacja gospodarcza Polski jest znakomita, że mamy sukces, że nie było tak wspaniale od czasów rozbiorów.
Pan Glapiński od dawna przekroczył wszystkie granice śmieszności i głupoty. To, że stoi on na czele NBP, banku banków, jest nie po prostu do pojęcia. Jako prezes NBP pokazał więcej niż niekompetencję; prezes NBP pokazał się nam sam osobiście jako człowiek niepoważny, wręcz śmieszny. Bywali niekompetentni prezesi banków, co zawsze się źle kończyło dla klientów, ale śmieszny jegomość na tym stanowisku… Tego jeszcze nie było. Profesor Glapiński jest pierwszy. Osiągnięcie zaiste historyczne.
Tak, jak nie było żadnych działań ze strony Rady Polityki Pieniężnej przez dwa lata narastającej inflacji – tak teraz mamy prawdziwy festiwal podwyżek stóp procentowych i zapowiedź kolejnych. Ten sam prezes NBP, który zapewniał, że inflacji nie ma i nie będzie – teraz, na kolejnych konferencjach przedstawia siebie jako ekonomicznego jastrzębia, który będzie stopy podnosił jeszcze długo. Jego prognozy, dotyczące terminu spadku inflacji spadnie, są tak samo wiarygodne, jak te, w których głosił, że jej nie będzie w ogóle. Śmieszny starszy pan, motywowany jedynie chęcią pozostania na drugą kadencję prezesem NBP.
I ma przy tej władzy duże na to szanse. Prezydent Duda właśnie zgłosił oficjalnie jego kandydaturę… Pożar w burdelu.
Oto mamy nasz teatr polityczny jak na dłoni. Polska rządzona przez prezesa wszystkich prezesów: kto tu jest aktorem, kto widzem … a kto za to wszystko zapłaci?
Inflacja dotyka wszystkich. Jej uciążliwość jest różna w różnych grupach społecznych. Rząd wprowadził tarcze osłonowe dla biznesu; i słusznie. Wprowadza też nowe działania osłonowe, mające złagodzić jej skutki; tak trzeba.
Spoglądając jednak z góry na problem: kto zyska, a kto i ile straci? – łatwo zauważyć, że tylko jedna grupa traci stale i nie ma wobec niej żadnych działań osłonowych. Inflacja oznacza wzrost kosztów kredytów, banki pożyczają na stopę uwzględniająca inflację. Te same banki nie podnoszą stopy oprocentowania wkładów bankowych – albowiem banki nigdy nie mogą stracić, a zwłaszcza nie mogą stracić tych banków prezesi.
Wszyscy mający lokaty bankowe tracą odpowiednio do skali inflacji. Ci, którzy mieli duże pieniądze w bankach, wtedy gdy zaczynał się kryzys, wycofali wkłady i zainwestowali w nieruchomości, kupując jedno czy kilka mieszkań z przeznaczeniem na wynajem. To spowodowało hossę na rynku nieruchomości, ceny mieszkań poszybowały. A teraz grozi tąpnięcie – ta bańka spekulacyjna może pęknąć – i będzie jeszcze gorzej. Lokaty mają ludzie, których nie stać na gry rynkowe, zakupy mieszkań czy inne igraszki. To oni, miesiąc w miesiąc, widzą ile tracą.
Czy to nie prezes wszystkich prezesów zapowiadając Polski Ład mówił, że wszyscy na nim zyskają, stracą zaś tylko „cwaniacy”? Wychodzi na to, że „cwaniacy”, to zwykli obywatele z niedużymi oszczędnościami, przeznaczanymi na bieżące wydatki i zabezpieczenie od nieszczęść w postaci choroby czy innych takich. Mamy więc nowe znaczenie słowa „cwaniak”.
Czyżby prezes chciał pójść w ślad tego wielkiego szefa wielkiego kraju, który też chciał być zapamiętany jako badacz tworzenia nowych słów pod wpływem wielkich wydarzeń, których był animatorem ? To wprawdzie było dawno, ale prezes powinien to pamiętać. Ja pamiętam i podpowiem: ten językoznawca miał na imię Józef. I nie był to Piłsudski.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
