Upusty żółci 2022 (marzec)79 min czytania

()

02.03.2022

Dzisiaj mamy poziom niebezpieczeństwa wojny (DEFCON-1 to katastrofa!):

Current defcon level alert status today


Informacja pochodzi z Defcon Level Warning System: https://www.defconlevel.com/share-defcon-level.php

31.03.2022

Dwa tematy zaczynają dominować dyskurs publiczny. Nie ma wątpliwości, że nie jest to przypadek. Są nam celowo podrzucane właśnie po to, by zagłuszyły inne.

Pierwszy temat to wspominany już tu Smoleńsk. Zbliża się 10 kwietnia, restrykcje pandemiczne zdjęte, więc można będzie odpierniczyć sabat czarownic na dwadzieścia cztery fajery. Znów paru moich kolegów – fizyków dostanie stanu przedzawałowego po wysłuchaniu kolejnej porcji bredni, wymlaskanych przez tego najgłówniejszego. Nic na to, niestety, nie poradzimy. Mówmy więc na ten temat jak najmniej. A jeżeli już, to w sposób stosowny: z pogardą i niesmakiem.

Temat drugi jest dobrze znany i mocno nieświeży; zdaje się jednak, że rządzący uważają, że NARUT go kocha szczególnie. To stara piosenka antyniemiecka, używana z powodzeniem za Bieruta i Gomuły zawsze, gdy coś w gospodarce było nie tak. Pamiętam obrzydliwe plakaty z Adenauerem w płaszczu krzyżackim; miały przykryć zdaje się brak papieru srategicznego (to nie literówka!). Teraz z braku innych pomysłów Morawiecki przekręca nawet na antyniemieckie przysłowia … o Polakach i opowiada o „Niemcach po szkodzie głupich”, czy jakoś tak.

Po jaką cholerę im ta antyniemieckość – nie jestem w stanie pojąć. Chyba tylko po to, żeby jakoś podpiąć do sprawy Tuska.

Ma przyjechać do Warszawy Ursula van der Leyen. Podobno z tej okazji ma zostać pozytywnie dla rządzących rozwiązana sprawa europejskich miliardów. Jeśli to prawda, to będę miał do Unii Europejskiej dużą pretensję. Ja wiem, że większość z nas zachowała się w związku z wojną w Ukrainie przyzwoicie, część zaś – wspaniale. Ale na drugiej granicy jest zdaje się ciut inaczej; a poza tym w centrum sprawy leży problem praworządności. Jeśli będą w tej kwestii jakieś europejskie poluzowania „w nagrodę”, to spora część mojej sympatii i szacunku dla Unii pójdzie się bujać na drzewo. Jeśli zaś przy tej okazji padną jakieś patetyczne słowa o Wojtyle – to zdrucę (nieznającym słowa wyjaśniam, że chodzi o wydalenie otworem gębowym spożytej uprzednio treści pokarmowej).

Na koniec – przepraszam – żadnej oryginalności. Po prostu przyłączam swój głos do mnóstwa tych, którzy uważają rozwiązania problemu włączenia młodzieży ukraińskiej do polskiego systemu oświatowego zaproponowane przez Czarnka – za kolejne kretyństwo. Sprawdzać znajomość literatury polskiej po ukraińsku i z pomocą słownika odpowiadać na polskie testy – to jest po prostu chore. A to tylko jedno z wymądrowań naszego geniusza edukacji.

Swoją drogą, oświata miała we wszystkich rządach potransformacyjnych przewalone. Kolejni ministrowie byli co najwyżej średni; a na ogół okropni. Z tym że Czarnek jest poza konkurencją i jakimikolwiek klasyfikacjami. Casus irreducibilis, jak mawiają matematycy. Przypadek nieprzywiedlny. Po Zalewskiej myśleliśmy, że każdy może być lepszy; przyszedł Piontkowski i to przypuszczenie z łatwością obalił. Myśleliśmy, że teraz to już niczego gorszego nie znajdą; znaleźli.

A zły człowiek o nazwisku na K. pewno przygotowuje kolejną mlaskanicę na rocznicę. Jaka szkoda, że opuściła nas niezrównana cudowna Ania Izabela Nowak. Jak ona genialnie zamieniała te jego wytwory na poezję abstrakcyjną…

Wtedy jeszcze się głównie śmieliśmy. Dziś słuchamy majaczeń ze zgrozą.

30.03.2022

Naród (a przynajmniej spora jego, niestety, część) doznał orgazmu: Polska wygrała z kimś tam w piłkę nożną i gdzieś kiedyś pojedzie po coś. Niby nie mam nic przeciwko temu, ale jak w sytuacji, w której mamy absolutnie prawdziwą wojnę za ścianą i w kraju dzieje się mnóstwo ważnych a nieprzyjemnych rzeczy, czterdzieści minut pieprzy się w telewizji informacyjnej z zachwytem, że coś ktoś kopnął lewą nogą zamiast prawej – to budzi się we mnie autentyczna chęć mordu.

Przeklnijcie mnie, ale to nie jest mój świat.

A potem leci dziesięć minut wrzaskliwej tandetnej reklamy. Celebryta mówi „uuu” i to ma zwiększyć komuś sprzedaż, pomijając idiotyczność sytuacji? A może jakiegoś kretyna to bawi?

Potem zaś z wiadomości dowiadujemy się, że ktoś znany dał komuś innemu publicznie po pysku, bo obraził jakoby głupim żartem jego żonę (potem okazuje się, że na dodatek żart był nieśmieszny). I to jest temat dużo ważniejszy na przykład od tego, że rysuje się otwarty konflikt w koalicji rządzącej…

Powtórzę: to nie jest mój świat. Chyba jednak faktycznie pora umierać.

Wróćmy do tej kopanej piłki i w ogóle do sportu, wynaturzonego dziś do spodu – z wyjątkiem paru enklaw, które trudno spieprzyć. Oto – proszę państwa – propozycja starego szaleńca; proszę się nie pukać w głowę od razu, tylko przedtem chwilkę pomyśleć. Czy nie byłoby ciekawe obejrzeć mistrzostwa świata (nawet w tę okropną piłkę kopaną), w których prawo uczestniczenia i konkurowania mieliby wyłącznie ludzie z doktoratami, choćby i teologii (tu splunąłem)? Że by się jeden z drugim pewno przewrócił po dwóch krokach a na setkę uzyskał obłędny czas 37 sekund? Albo skoczył o tyczce 1,30 m?

Takie zawody na pewno bym obejrzał. Takie, w których sport jest wyłącznie draką, zabawą i radością, a nie zawodem zbliżonym wysiłkiem do zawodu górnika czy hutnika. Na takie zawody, w których ludzie rozbijają komuś szczęki, łamią sobie lub drugiemu nogi, pompują w siebie jakieś gówna i tylko myślą, żeby się nie wydało, a potem umierają w wieku 40 lat na serce, ale jako milionerzy – nie mam ochoty patrzeć. Dla mnie to takie samo wynaturzenie, jak rzut osobnikiem niskorosłym przy kolacji (pamiętacie?). To jest po prostu obrzydliwe. Kropka.

No. To ulałem.

A teraz o sytuacji bieżącej. Niby należy się cieszyć, że prawica się ewidentnie kopie po kostkach w związku z prezydencką propozycją rozwiązania problemu Izby Dyscyplinarnej (też zresztą wykonaną z lipy), ale w gruncie rzeczy powinniśmy się chyba martwić. Zerwanie ich wewnętrznych rozmów w tej sprawie oznacza, że pan Zbinio And His Funny Boys mają jednak coś do powiedzenia. Zły człowiek na literę K. mógłby skorzystać z okazji i spuścić towarzystwo z wodą, ale najwyraźniej nie chce. A pomijając inne aspekty wynika z tego, że forsa z Brukseli odjeżdża nam z gwizdem z powodu fanaberii paru ćwierćinteligentów.

Najwyraźniej liczą na to, że znowu się damy nabrać na jakąś awanturę w związku ze Smoleńskiem. Festiwal się zaczyna: po znanej wypowiedzi Tego-Co-Wiecie zabrali głos pan AM (bynajmniej nie Adam Mickiewicz) powracając do „bomby termobarycznej” oraz zapomniana już nieco miska z Krakowa, czyli niejaka Wassermanówna. Ma ona otóż „przekonanie poparte dowodami, że nie była to zwykła katastrofa”. Ciekawe: kto będzie następny w tej kolejce głoszących prawdę w trzecim sensie Tischnera?A gdybyśmy (marzenie tak samo realne, jak to powyżej ze sportem dla doktorów…) umówili się, że o kolejnych enuncjacjach nie napiszemy i nie powiemy ani słowa? Po prostu: ogłośmy bojkot rewelacji smoleńskich. Niech się udławią własnym jadem.

Niestety, niewykonalne. Idiotyzmy są reklamonośne.

29.03.2022

Starsi panowie miewają rozmaite problemy, co i mnie się zdarzyło. Nic poważnego, ale zajęło trochę czasu i nie mogłem się wczytać w dzisiejsze doniesienia; przepraszam zatem, jeśli ktoś uzna, że zajmuję się dziś sprawami mniej ważnymi; ale chyba nie.

Bo wszystko wskazuje na to, że wojna w Ukrainie jednak zmierza do jakiegoś końca. Już mówi się o zgodzie na rozmowę Zełenski-Putin, która dotychczas była niemożliwa. Mówi się też o jakichś pożądanych „gwarancjach” dla Ukrainy ze strony Polski, Turcji, Kanady i Izraela. Lubiłbym wiedzieć, na czym miałyby takie gwarancje polegać, żeby nie stały się kolejnym politycznym pustosłowiem; zaczekajmy jednak, ta akurat sprawa powinna się szybko wyjaśnić. No i bandyci podobno zaprzestają ataków na Kijów; a to już jest wyraźny sygnał zwycięstwa.

Więc tu idzie dobrze – i oczywiście w tej sytuacji NARUT zaczyna się różnych rzeczy czepiać. Zełenski wezwał Danię do zaprzestania importu rosyjskiej ropy, mówiąc, że zielona technologia stała się teraz oczywistą i rozsądną odpowiedzią, co spowodowało regularny upływ narodowego hejtu.

Głupota piszących po prostu obezwładnia, zwłaszcza w połączeniu z ich specyficzną ortografią. Nie podoba się im przy okazji pochodzenie Zełenskiego, zawód („aktorzyna”), wzrost, ubiór i co tam jeszcze – a specjalnie to, że zwraca się on z czymkolwiek do Unii Europejskiej. Która nadal jest widziana jako centrum światowego zepsucia. Za chwilę znów zaczną majaczyć o Nowym Porządku Światowym, podpierając się jakimś bełkotem o objawieniach i proroctwach, zostawionym nam przez święte dziewice.

Kolejna sprawa, którą dziś zauważyłem, to wyraźne zaostrzenie stosunków z Węgrami. Co mnie akurat cieszy, bo ichniego salcesona – Orbana serdecznie nie trawię. No i już się wzajemnego warczenia nie da ukryć. A NARUT komentuje to na przykład tak (pisownia i interpunkcja zachowana):

Nie będę ZDZIWIONY jak Węgry zawieszą członkostwo w Grupie Wyszehradzkiej. A stosunki Polsko-=-Węgierskie ograniczą się do Symboliki .Lub zostaną CAŁKOWICIE ZERWANE. A wtedy UE robi z Polski i Czech WASALI–Niewolników UE. Bo Węgry w KAŻDEJ CHWILI MOGĄ OPUŚCIĆ UE. BRAWO MADZIARY.

Widział kto podobne brednie?

Widział, widział. Mnóstwo tego.

O złym człowieku na literę K. dziś zmilczę. Siedział cicho, choć mówiono mi, że na Żoliborzu w okolicach jego domu jakaś dyskoteka z ważniakiem w środku zasuwała w tamtym kierunku. Więc pewno coś knuje, ale on ma tak zawsze.

28.03.2022

Mnóstwo ludzi z naszej bańki porusza te tematy, które wywołały u mnie dziś chęć upustu żółci, więc niniejsza notka będzie mocno wtórna. Ale co robić? Skoro ma to być w zamierzeniu jakaś minikronika wydarzeń, to nie mam wyjścia. Muszę.

Muszę więc przede wszystkim odnieść się głośnego już wywiadu prezydenta Zełeńskiego, w którym – nie da się ukryć – zrobił z naszego negatywnego bohatera, czyli złego człowieka o nazwisku na literę K., kompletny wiatrak. Chodzi o pomysł misji pokojowej NATO w Ukrainie. Zełenski ma absolutną rację mówiąc „nie potrzebujemy zamrożonego konfliktu na terytorium naszego państwa” i dodając „na szczęście albo niestety, to wciąż nasz kraj, a ja jestem prezydentem, więc na razie my będziemy decydować, czy będą tu inne siły”.

Wynika stąd, że pan K. zadziałał na zasadzie „ja wam rzucam myśl, a wy go łapcie”, która zapewne funkcjonuje z powodzeniem na Nowogrodzkiej, ale niekoniecznie poza Polską. Musiał się biedaczek nieźle zdziwić, że nie wszyscy padli na twarz w niemym zachwycie…

A poważnie: kury szczać prowadzać, a nie uprawiać politykę globalną – panie K.

Druga dość bulwersująca wiadomość: osławione Ordo Iuris … rozpoczyna misję obserwacji wyborów na Węgrzech. Orban ma „rosnące obawy o bezstronność i uczciwość OBWE, celem misji jest przywrócenie zaufania publicznego do procesów wyborczych i obserwatorów międzynarodowych”, jak napisał na Twitterze niejaki Kovacs, współpracownik Orbana. Przypomnę: Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie przewodzi obecnie Polska, a na jej czele stoi polski minister spraw zagranicznych.

Jeśli to nie jest policzek dyplomatyczny w stosunku do naszych rządzących, to zmieniam nazwisko na Dżdżownica.

No ale to umiarkowana niespodzianka: pan Duda niedawno skrytykował politykę Węgier, więc trzeba się było jakoś odpluć. Co mnie cieszy, bo im mniej kumpli ma szajka, tym lepiej. A przy okazji zaproszenie akurat tej organizacji do „nadzoru” sugeruje mi, że wybory na Węgrzech niekoniecznie będą całkiem OK. Salceson (nie wiem czemu Orban mi się akurat tak kojarzy) musi mieć niezłą mojrę o ich wynik, zabezpieczając się w taki akurat świętojebliwy sposób.

Na koniec – dobra (to się za chwilę okaże…) wiadomość. Mamy otóż w rządzie prawdziwą składnicę geniuszy. Wybitnych ekspertów od wszystkiego. Dowód?

Niejaki pan Zbinio i jego Funny Boys zapowiedzieli (tzn. on zapowiedział, a oni kiwali głowami z rozanielonymi uwielbieniem mordkami), że na najbliższej Radzie Ministrów złożą wniosek o … zmianę strategii energetycznej Polski do 2040 roku. Ma być ona otóż oparta na najnowocześniejszych technologiach energetyki jądrowej i … węglowej. Co tam źródła odnawialne i ekologiczne, jakieś wiatraki czy cóś w podobie.

W przyszłym tygodniu podobno chłopcy planują unieważnić tabliczkę mnożenia, bo pewnemu biskupowi słowo „mnożenie” źle się kojarzy.

My wiemy lepiej, a kto się nie zgadza – dostanie w ryj. Albo go zapudłujemy, bo możemy.

Sumując tych kilka obserwacji nie mogę się oprzeć wrażeniu, że mój ulubieniec na literę K. zafundował nam pierdolnik klasy globalnej. Gdyby były mistrzostwa świata w tej dziedzinie – nasz ukochany kraj byłby dzięki swemu przywódcy absolutnym dominatorem tysiąclecia. Taka Serena Williams polityki. Nieprawdaż? Co zaserwuje, to nic tylko się przewrócić.

27.03.2022

Nie da się uniknąć kilku słów o wczorajszej mowie Bidena. No i cokolwiek by się chciało powiedzieć, jedno jest pewne: ten pan umie przemawiać. W odróżnieniu od naszych dostojników, którzy na ogół dukają, szeleszczą, smędzą i po prostu czytają napisane im teksty bez zrozumienia.

W sumie uważam to przemówienie za ważne i sensowne. Nie „przełomowe” i nie „historyczne”. Nie sądzę, by po latach pamiętano z tej mowy jakiś cytat; no może ten o konieczności odsunięcia Putina od władzy – ale jeżeli, to raczej jako pewne kłopotliwe potknięcie, które natychmiast musiał dementować Biały Dom.

Dla mnie najistotniejsze były słowa definiujące demokrację: te o praworządności, wolności słowa i tak dalej. Te, które wywołały grymasy na rumianej buźce Ziobry i kręcenie głową Macierewicza.

W ogóle było kilka momentów tej wizyty do zapamiętania. Po pierwsze – całkowicie poufne spotkanie z przedstawicielami rządu Ukrainy; coś tajność tej imprezy powinna jednak nam chyba mówić… Po drugie – różne drobiazgi i smaczki, jak choćby to, że w serwisie fotograficznym Trzaskowskiego nie ukrywa się obecności na Stadionie Morawieckiego, natomiast w serwisie PiS – Trzaskowski jest starannie wygumkowany. Albo to, że Biden wymienił Wałęsę, natomiast całkowicie pominął „wiekopomną” rolę obu braci K.

Ale przecież wiemy od dawna, że po tej drugiej stronie mamy do czynienia ze źle wychowanymi pętakami.

W Internecie spory hałas wywołał ostry komentarz prof. Hartmana, któremu nie spodobało się nawiązanie przez Bidena w przemówieniu do Wojtyły. Uznał to za podlizywanie się katolickiemu elektoratowi i fałszywą ocenę rzeczywistego obrazu naszego społeczeństwa. Przyznaję Hartmanowi rację o tyle, że mnie ten cytat też srodze zgrzytnął, tym bardziej że Wojtyła użył tego „Nie lękajcie się” w zupełnie innym kontekście.

Ale w końcu prezydent USA sam jest katolikiem, więc czego tu się miał spodziewać ateista? Że zacytuje „De non existentia Dei” Łyszczyńskiego?

No i w gusta bardzo wielu rodaków tym trafił; nie oszukujmy się. Wielu niemiłym nam ludziom wytrącając łatwe argumenty.

Troszkę zmieniając temat, ale pozostając w obszarze kontrowersji: muszę powiedzieć, że niektóre teksty dzisiejszego idola całego świata, czyli prezydenta Zełeńskiego, budzą moje spore zastrzeżenia. Rozumiem jego – i nie tylko jego – emocje i rozpacz; ale spodziewanie się i wręcz ostre domaganie bezpośredniej akcji militarnej przeciw Rosji oceniam jako nierealistyczne i nierozsądne. Sprowokowanie w imię najszlachetniejszych nawet celów nuklearnej wojny światowej… Pół globu ma spłonąć?

Nie, tu proszę na mnie nie liczyć. Wstrzemięźliwość Bidena uważam za w pełni uzasadnioną.

A poza tym przypomnijmy sobie, że NATO ma obowiązek użycia słynnego art. 5 traktatu tylko w stosunku do swoich członków…

Nasz bohater końcowy, czyli zły pan K. nie zaszczycił zamkowej imprezy swoją osobą. Nie wiem – z własnej woli, czy z braku zaproszenia; oba możliwe rozwiązania tego problemu uznaję za słuszne. Oczywiście natychmiast następnego dnia wymlaskał się na spędzie jakiegoś nowego prawicowego stowarzyszenia.

Charakterystyczne: portal TVP Info najwyraźniej skonfundowany miałkością tej mowy nie dał tekstu jego wystąpienia ani komentarza, tylko rejestrację wideo, zatytułowaną „Chcemy, żeby Polska, mimo trudnych czasów, pod każdym względem rosła”. Czyli 2 × 2 = 4.

A po kompletnym zapoznaniu się ze streszczeniem tego spiczu we wrażym TVN24 i wyżęciu go ze wszelkich bełkotów umiem go streścić tak: będzie trudno pod każdym względem, A w ogóle to jestem.

Też dobrze. Choć nieprzesadnie odkrywczo.

26.03.2022

Coraz częściej czuję zażenowanie. A to któryś pisuar powie coś takiego, że się słabo robi, a to zachowa się tak, że ręce i piersi opadają. Oczywiście przoduje w tym nasza wielka trójka, to jest Kaczyński, Duda i Morawiecki – rzecz jasna z racji tego, że najczęściej są pokazywani. Bo wybitne wyniki w tym konkursie żenad ma też druga linia: Ziobro, Terlecki, Witek…

Dziś błysnął pan premier. Wizytując wraz z Bidenem (i ku swojemu nieukrywanemu zbrzydowi z Trzaskowskim) Stadion Narodowy myślał widać tylko o jednym: żeby w każdej chwili zmieścić się w kadrze z prezydentem USA. Rozpychał się tak niemiłosiernie, że spodziewałem się, że jak zdrowo popchnie Bidena, to oberwie od któregoś z licznych agentów Secret Service…

Wstyd. Absolutny brak wychowania. A Trzaskowski stał spokojnie z boku i – może mi się wydawało zresztą – zerkając na te ruchy, lekko ironicznie się uśmiechał.

Druga żenada, ale już nie tak zaskakująca. „Podczas katastrofy smoleńskiej samolot został wysadzony w powietrze” – oświadczył na antenie Polskiego Radia 24 Antoni Macierewicz i dodał: „raport w tej sprawie zostanie przekazany opinii publicznej w najbliższym czasie”. Szef komisji smoleńskiej zaznaczył, że z raportem tym zapoznał się już prezes PiS Jarosław Kaczyński. Pisałem już wczoraj: odgrzewamy Smoleńsk. Ciekawe, czy mają jakieś badania opinii, które mówią, że NARUT tego chce?

Nie tylko my wykonujemy żenujące pociągnięcia. Pan papież dokonał „aktu poświęcenia niepokalanemu sercu Najświętszej Maryi Panny” Ukrainy i Rosji. Powiedział m.in. (cytat dosłowny): Naród ukraiński i naród rosyjski, które czczą Cię z miłością, uciekają się do Ciebie, a Twoje Serce bije dla nich i dla wszystkich narodów zdziesiątkowanych przez wojnę, głód, niesprawiedliwość i nędzę.

Rozumiecie: nie ma agresorów i napastników, nie ma napadniętych i mordowanych. Są dwa równoważne narody… To się nazywa symetryzm – i jest to w ogóle podejście obrzydliwe, a w wypadku kwestii życia i śmierci – haniebne. Jeszcze kilka takich ruchów i…

Bardzo się ci panowie w sukienkach za parę lat zdziwią. Nie mam co do tego wątpliwości. Od następnych pokoleń bez wątpienia usłyszą, gdzie mogą sobie wetknąć swoją „dobrą nowinę”. I nie będzie to ciekawe miejsce.

„… muszę Was przeprosić za to, że niektóre firmy w haniebny sposób kontynuują działalność w Rosji, że nadal przez Polskę jadą tysiące tirów na Białoruś i dalej, że nadal rząd importuje rosyjski węgiel i nie potrafi zamrozić aktywów rosyjskich oligarchów. W ten sposób z niedającą się zaakceptować hipokryzją nadal – nawet wbrew intencjom – finansujemy zbrodniczy reżim, który zdobyte pieniądze zużywa na mordowanie niewinnych ludzi” – powiedział marszałek Grodzki i wywołał narodowo-patriotyczną furię. Pierwszy naskoczył na niego jego poprzednik, który najwyraźniej nie może przeboleć utraty posady. Ale dobry też jest Kukiz. Oto co wydalił z siebie ten dziwny egzemplarz hominida: „Powinien ożenić się z Ochojską. I adoptować Lisa. I byłaby rodzina na medal. Medal Bohatera Związku Radzieckiego”.

Moja babcia mawiała (miała buzię mocno niewyparzoną) „ale sukinsyn wykombinował”… Żenada.

A zły człowiek z nazwiskiem na K. literę powarkuje po kątach. Musi bardzo cierpieć z powodu niedopuszczenia w pobliże Bidena. I doskonale.

25.03.2022

Dzień pełen wrażeń.

Początek – koszmarna wtopa z Dudą, którego samolot miał awarię, w związku z czym jego dysponent musiał się przesiąść do innej bryki, w związku z czym Biden czekał na powitanie, siedząc spokojnie godzinę w Air Force 1 na lotnisku. Miejmy nadzieję, że się zrelaksował i trochę zdrzemnął na zapas; przydało się mu to na pewno, gdy musiał potem wysłuchiwać wielominutowego strumienia świadomości Dudy. Pisałem już o tym, ale raz jeszcze: ten facet ma po prostu biegunkę werbalną, inaczej jego mów oceniać nie sposób.

A nie pewniej było do Rzeszowa pociągiem? Salonka po Bierucie gdzieś tam przecież stoi na bocznicy…

No nie. Biden ma samolot, to ja nie mogę być gorszy.

Z innych zabawnych wydarzeń. Polska Press Grupa (czyli obajtkowy koncernik prasowy) reaktywuje fundację Instytut Dziennikarstwa. Jej prezeską została Dorota Kania, członkini zarządu spółki – dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl. – Chcemy doprowadzić do tego, by jak najwięcej młodych ludzi chciało pracować w zawodzie dziennikarza – mówi Kania. W skład prezydium fundacji weszli Agata Rębiś, Grzegorz Widenka i Tomasz Przybek. Przybek od ub.r. jest prezesem Polska Press. Wcześniej pracował m.in. w PAP, Fratrii i PW „Rzeczpospolita”, a także w spółkach Skarbu Państwa spoza branży medialnej. Agata Rębiś jest prawniczką, od 2012 roku zawiązana z Mediami Regionalnymi. Grzegorz Widenka to prezes oddziałów wrocławskiego i zielonogórskiego Polska Press.

To czego oni tam w tym instytucie chcą uczyć, bo nie dosłyszałem? Przecież tam u nich wystarczy znajomość paciorka i dobrze ustawiona ciocia; mylę się?

Na zakończenie nieco więcej tym razem o złym człowieku na literę K. Otóż rzekł on był odnosząc się do kwestii Smoleńska w rozmowie z obajtkowym Polska Press „Więcej na ten temat nie mogę mówić. Mam prawo, jako poszkodowany, dostępu do różnych śledztw, ale nie mogę wszystkiego powiedzieć” Dodał też: „Mogę natomiast powiedzieć, że pierwszy raz po zapoznaniu się z różnymi dokumentami mam wyjaśnienie całości”.

No to mamy jasność: temat Smoleńska wraca na wokandę. Co mogłoby oznaczać, że wybory jednak będą przyspieszone. Ciekawe, czego się dowiemy tym razem: w robocie była malutka bomba neutronowa, Rosjanie podrzucili jakąś sztuczną czarną dziurę, czy coś jeszcze oryginalniejszego? Osobiście stawiam na agenta-samobójcę; tego jeszcze nie braliśmy.

Druga godna uwagi wypowiedź wymienionego jest taka: „Działaniem, które proponowałem w Kijowie, i które uważam w dalszym ciągu za najskuteczniejsze, które mogłoby doprowadzić do pokoju, jest misja pokojowa NATO na terenie Ukrainy”. No i mów takiemu, że nie ma podstaw prawnych i mogłoby doprowadzić do wojny światowej to jego działanie. Un wie swoje. Il Duce ha sempre ragione – tak to było? A jaki był dla Duce ostateczny finał tej racji?

No.

24.03.2022

Bez specjalnego żalu żegnamy ubity dziś „Polski ład”. Dla niepoznaki rządzący nazwali zmiany w systemie podatkowym „Tarczą antyputinowską”. Równie dobrze mogliby go nazwać „Nocnikiem Prezesa” albo „Bigosem Julii”. Sens byłby podobny. Ważne jest to, że kilka bzdur jednak zlikwidowano. Ale znajomy biegły w księgowości powiada, że burdel w rozliczeniach specjalnie nie zmaleje.

Grzegorz „Szczęść Boże” Braun został w środę wykopany ze składu sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Wykluczenie poparła większość posłów: za głosowało 438 z 455 obecnych parlamentarzystów. Zabawne, ale i irytujące: czytam komentarze tzw. prawicowych internautów i widzę, że dzielą się oni z grubsza na dwie kategorie. Jedni mianowicie cieszą się, że tego Eskimosa wywalili, drudzy martwią, że Eskimosi znowu wykończyli porządnego człowieka. Niekumatym wyjaśniam, że słowo „Eskimos” jest na prawicy używane jako synonim Żyda, chodzi zaś o to, by różne algorytmy sprawdzające nie kwalifikowały z miejsca komentarza jako antysemicki. Wracając do Brauna – albo on Żyd, albo go Żydy niszczą. Tak czy owak, organiczny antysemityzm prawicy ma się świetnie.

Oburzający wyrok – grzmi prawica. Na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu za nieudostępnienie informacji publicznej skazano w czwartek niejaką Lidię Kochanowicz-Mańk, członkinię zarządu Fundacji Lux Veritatis, tej od tzw. ojca toruńskiego. Sąd uniewinnił jednocześnie Rydzyka oraz drugiego biznesmena w kiecce Króla. Sprawa dotyczy wniosku, który do fundacji Lux Veritatis złożyła Sieć Obywatelska Watchdog. Stowarzyszenie pytało o przedsięwzięcia finansowane ze środków publicznych – chodziło o dotacje i poczynione z nich wydatki. Odpowiedzi ostatecznie udzielono, ale – jak podkreślał Watchdog – była ona spóźniona i odpowiadała jedynie na pierwszą część pytania. Prawiczki łkają, że to cios w „dzieła” toruńskiego oligarchy, mnie się ten wyrok wydaje uderzająco łagodny, ale dobre i to: resort Ziobry stawał na głowie, żeby w ogóle do procesu nie doszło.

Doszło. I to jest mały kroczek ludzkości w dobrym kierunku.

„Chciałem poinformować, że podjąłem decyzję o dymisji ministra rozwoju Piotra Nowaka. Dziś przekazałem wniosek do prezydenta o przyjęcie tej dymisji. Decyzja jest spowodowana tym, że wyczerpała się formuła współpracy uzgodniona z ministrem” – walnął na zakończenie konferencji prasowej o podatkach Morawiecki, po czym wyszedł. Nie była to niespodzianka. Podkopy Sasina pod pozycją premiera są ogólnie znane, Nowak zaś jest uważany za jego człowieka. No i zasasiniło jak zawsze, mimo że były minister ma opinię bardzo lubianego przez tego prezesa, co to o nim niżej. W tej sytuacji tłumaczenie decyzji nadmiernym pośpiechem Nowaka w ujawnianiu postępów w rozmowach z Komisją Europejską jest zwykłym wykrętem. A Sasin faktycznie zaczyna działać jak król Midas – czego dotknie, to mu się zamienia. Bynajmniej nie w złoto.

A zły człowiek o nazwisku na literę K. znowu dał nura do nory. Nura do nory – jak pięknie brzmią te słowa; jest w nich jakaś muzyka, nie sądzicie? Albo jakieś tajemnicze zaklęcie hinduskie…

23.03.2022

Po pierwsze, wiadomość na razie niesprawdzona, ale krzepiąca. Jeśli okaże się prawdziwa, to kilka nielubianych przeze mnie osób dostanie ciężkiego rozwolnienia. Otóż podobno prezydent Biden wyraził chęć rozmowy z Rafałem Trzaskowskim, i to w cztery oczy (z uwagi na poziom znajomości języka przez Trzaskowskiego tłumacz jest zbędny). Jak dodamy do tego, że prawdopodobnie nie spotka się z Krzywoustym ani z tym, wiecie, co o u nas zawsze wisi na końcu (przepraszam za skojarzenie, chodzi o konstrukcję tych tekstów), to mamy niewielki powód do satysfakcji.

Po drugie, już mniej krzepiące: Czarnek chce wrzucić swój zawetowany przez Dudę projekt dezorganizacji oświaty jako poselski, podobno praktycznie bez zmian. Przy okazji zabawił się w proroka. Cytuję: „Ja uważam, że wojna się skończy za dwa tygodnie. Ta ustawa jest ogromnie potrzebna, żeby chronić polskie dzieci w wielkich miastach przed demoralizacją i deprawacją. I tyle”. Koniec cytatu.

Prawdę mówiąc, nie powinno mnie to dziwić. Rzadko kto zmądrzeje w ciągu paru tygodni; IQ jest podobno dość stabilnym parametrem. Ale jednak bezczelność typa jest trochę porażająca, nie sądzicie?

Po trzecie: panowie Wójcik (to ten wielopodbródkowiec od Ziobry) i mój rarytny ulubieniec, intelektualista Janusz Kowalski zażądali, by Tusk i Pawlak ujawnili swoje źródła dochodów. Nie muszą, bo nie pełnią obecnie funkcji publicznych, no ale co chłopaki od Zbinia narozrabiają, to ich. Zresztą pewno to on im tę ideę podsunął. Proponuję obu panom jednobrzmiącą odpowiedź: zrobimy to następnego dnia po opublikowaniu odpowiednich informacji przez Morawieckiego. Przypominam, że ten – w odróżnieniu od wymienionych – powinien. I nie robi tego.

Po czwarte coraz to odzywa się publicznie – w każdym razie w mediach społecznościowych – mocno sędziwa „opcja antyimperialistyczna” vel antyamerykańska. Ostatnio jeden taki śmieszny pan zarzucił naszym niezależnym od rządu organizacjom społecznym (włącznie z KOD!), że są finansowane przez kowbojów, więc niewiarygodne. Bo naturalnie w pustym łbie się nie mieści, że ludzie robią coś w niektórych okolicznościach za darmo, albo i dokładają własne. Jakbym czytał gazety Wołodi P. 

Jest ciekawe, że ci ludzie usiłują utożsamiać się z lewicą, uznając na przykład za lewicowość… pracę w aparacie dawno martwej Siły Przewodniej. Ponad trzydzieści lat minęło od przekroczenia przez nich terminu zdatności do użytku – i oni nadal nic nie rozumieją… W szczególności, że ta ich lewica ma tyle wspólnego z prawdziwą, co moje gacie. A znamienne jest również i to, że ci ludzie źle na ogół kryją swój antysemityzm, stając gorąco po stronie „dyskryminowanych Palestyńczyków”, co jest po antyamerykanizmie główną obsesją tych starych idiotów.

W sumie to wspomniani nieco powyżej strasznie się mało różnią od złego człowieka z nazwiskiem na literę K. A może odwrotnie: to on się mentalnie nie różni od nich. Estetycznie zresztą też nie bardzo.

22.03.2022

Są ludzie (podejrzewam zresztą, że mnożą się ponad miarę), którzy absolutnie lekceważą reguły interpunkcji. Bardzo to częste w Internecie – gdzie wynika z reguły z braku odpowiedniej wiedzy małolatów – ale zdarza się i w literaturze, i to tej „dużej”. Tu nazywa się czasami taki sposób pisania uczenie „strumieniem świadomości” i niekiedy nawet budzi on dość niezrozumiały dla mnie zachwyt. Ale niech tam: kto wymyślił ten „strumień świadomości” jako teoretyczną przykrywkę nieznajomości przedmiotu miał głowę pośrodku i niech mu będzie.

Ja tam spróbowałem wielkiej i słynnej księgi, napisanej tą techniką i odpadłem po trzech stronach. Obora duchowa jestem, wiem.

Ten przydługi nieco wstęp krytyczno-literacki nie jest oczywiście dowodem, że autor niniejszego schlał się i bredzi. Kryje się w tej konstrukcji pewien wredny zamiar i złośliwe spostrzeżenie, ale przedtem jeszcze jedna uwaga; otóż o ile łatwo sobie wyobrazić opisane zjawisko w piśmie (i, jak widać, da się je nawet uzasadnić teoretycznie), o tyle w mowie brak interpunkcji jest czymś niezmiernie dziwnym.

Mam tu na myśli zresztą totalny brak interpunkcji fonetycznej: kompletne zlekceważenie nie tylko przecinków i kropek, ale nawet podziału na akapity. Mówca gładko przechodzi z jednej koślawej myśli do drugiej, nie dba kompletnie o sens, wyrzuca z siebie potok słów niczym nie powiązanych, przymiotniki nie pasują do podmiotów, orzeczenia hulają jak wściekłe, akcent szaleje…

Znacie kogoś takiego? Nie?

Bo ja tak. Słuchałem go dziś przez chwilę, zaś to, co z siebie wypuścił, oficjalnie nazwano przemówieniem. Autorem i wykonawcą tego zdumiewającego monodramu jest pan Andrzej Duda. Dzisiejsze jego wystąpienie gdzieś tam na południu Europy wprawiło mnie w absolutne osłupienie. A przy tym odniosłem wrażenie, że mówca jest samym sobą zachwycony; to jedno zrozumiałem.

I na tym skończę. Dodam tylko za klasykiem: ale nam się przydarzyło…

Nie tylko zresztą z tym panem. Nasz zły człowiek na K. literę też jest bytem samym w sobie. Nie sądzę, by jakiemuś pisarzowi political fiction udało się taką postać wymyślić. Jest to obiekt w przyrodzie chyba unikatowy. W sumie niepowtarzalny, choć naśladowców ma cały legion.

21.03.2022

Bardzo mi się nie podoba ta rządowa propozycja zmiany Konstytucji. To nie jest czas na grzebanie przy tym dokumencie – a poza tym nie jestem w stanie uwierzyć w dobre intencje kaczystów. Oni tak notorycznie kłamią i manipulują, że obawiam się i w tym wypadku jakiejś pułapki.

A poza tym… Święte prawo własności, nienaruszalność praw nabytych… Bez zmiany Konstytucji nie da się zrobić konfiskaty mienia… Piękne słowa. Tylko przypomnę odarcie z praw nabytych służb mundurowych; jakoś tu się bez zmiany czegokolwiek dało? Do dziś trwają procesy, wszystkie wygrywane przez pokrzywdzonych. I co?

Nieładnie to pachnie. Jakimś niedomytym prąciem jakby. Może ktoś znowu nie dopiął rozporka?

Więc bym nie wierzył w ani jedno słowo. Zwłaszcza, że chodzi także o pieniądze. W tej kwestii niebezpiecznie jest nie tylko umawiać się, ale w ogóle rozmawiać z szulerami. Mogą znów mieć w zanadrzu jakiegoś instruktora narciarstwa. Gdy chodzi o chachmęcenie kasy, to przecież zawodowcy.

A tymczasem wczorajszy koncert… Ten znienawidzony TVN dał Kurskiemu i jego ferajnie zdrowo popalić. Każdy, kto ma oczy widzi różnicę klasy i poziomu: wszystko z TVP jest przaśne, amatorskie i tępe – tu mieliśmy zaś rzecz bardzo trudną realizacyjnie, zrobioną nie tylko perfekcyjnie i na wysokim poziomie artystycznym, ale i błyskawicznie. Znam się troszkę na tym, więc mi uwierzcie: to było na granicy niemożliwości. Znamienne: jedyny zarzut, jaki dostrzegłem, który wysunęła widownia prawa i sprawiedliwa był taki, że Andrzej Seweryn „wyraził się wulgarnie”.

Jak się nie ma argumentów, jak się samemu leży i kwiczy, to zawsze można spróbować zrobić adwersarzowi kupę na słomiankę, prawda?

I zanim ciepłe słowo poświęcę złemu człowiekowi na K. literę, to jeszcze tylko malutkie niewinne pytanko: co słychać w sprawie Pegasusa? Bo ja nie zapomniałem, że coś takiego było.

A co do owego K. – to właściwie, jak niegdyś mówił troszkę już zapomniany red. Stefan Wiechecki, czyli słynny niegdyś Wiech ustami swego bohatera, pana Teosia Piecyka: szkoda każde jedno słowo. I w ogóle, i w szczególe, i pod każdem innem względem.

Do diabła z nim. Znaczy z panem K.

20.03.2022

Paru rzeczy nie rozumiem.

Na przykład: czemu papież wyraźnie unika jak ognia nazwania winnego wojny w Ukrainie? Leje krokodyle łzy nad ofiarami i jakby nie widział sprawców. Krasnoludki jakieś tam grasują? Może by się pan Franek raczył z tego publicznie wytłumaczyć? Rozumiem, że podobnie postępują Chiny; one mają w tym interes jako państwo. Brzydki, bo brzydki – ale zrozumiały. Jaki interes ma papież i Kościół?

Podejrzewam, że rzecz w tym: rosyjska cerkiew potępia podobne „grzechy” jak katolicy. I to jest dla katabasów obydwu stron najważniejsze. Furda więc życie urodzonych już i zbombardowanych dzieci, gdy możemy wspólnie przekląć aborcję, sodomię i grzech Onana; prawda? No a w tej Ukrainie, gdy chodzi o taką aborcję, to przecież luzik…

Ale mimo wszystko nie rozumiem. Powyższa logika jest tak obrzydliwa, że nie chcę jej używać.

W Polsce nie rozumiem choćby kariery niejakiego Janusza Kowalskiego, tego niedogolonego wiceministra z wiecznie rozdziawionym ryjem. Mniej by mnie zaskoczyło, gdyby mój stary but z lewej nogi dostał nagrodę Nobla z matematyki (której nie ma…), niż otrzymanie przez typasa jakiejkolwiek rządowej posady; no, może na ciecia by się nadał…

Nie rozumiem też fenomenu obatela Czarneckiego. Wprawdzie uważam nawet wymienianie tego osobnika za rzecz naganną, bo to facio niegodny splunięcia w jego stronę, ale fakt ciągłego utrzymywania się typa na powierzchni życia politycznego naprawdę skłania do głębokiego zastanowienia. Co chwila wychodzi na jaw jego nowy kant (ostatnio podobno znowu komuś fikcyjnie płacił a faktycznie brał kasę do własnej kieszeni) – i nic. Nie do pojęcia.

Jakie tu siły działają i w czyim naprawdę interesie? Co i o kim on wie, że ujawnienie tego spowodowałoby katastrofę? Umie ktoś na to pytanie odpowiedzieć?

Oczywiście – nie rozumiem kompletnie drogi życiowej złego człowieka na literę K. Wydawać by się mogło, że ma przeciw sobie wszystko: nędzne postępy w szkole, koszmarny flejtuchowaty wygląd, całkowity brak umiejętności mówienia, nikczemny wzrost, jawnie wredny charakter… Jakim cudem ten człowiek wyrósł na tak ważną osobę w dość cywilizowanym – zdałoby się – kraju europejskim? Tylko dlatego, że zdobył przed laty niejaką popularność grą w kiepskim filmie dla dzieci? Dlatego, że się przed laty wkradł w łaski Wałęsy? Przecież nawet on go dość szybko wykopał…

Doprawdy, trudno nie uwierzyć w jakąś teorię spiskową, w każdym razie w tych przypadkach krajowych. Tylko wywiad, który miałby za tym stać i lansować wszelkimi sposobami swoich agentów, musiałby się składać z samych idiotów. Więc?

Nie rozumiem.

19.03.2022

Ważna sprawa dziś to konwencja Platformy. Wreszcie dała głos i był to głos dość mocny. Obawiałem się trochę imprezy pod tytułem „zgoda, zgoda – a Bóg wtedy rękę poda”, ale nie.

Bo nie możemy sobie pozwolić na to, by straszliwa wojna na Ukrainie zasłoniła różne przestępstwa i krętactwa w kraju.

Konwencja była doskonale zorganizowana, sprawnie prowadzona i pełna treści. Zwracam uwagę na silne wyeksponowanie Trzaskowskiego; to dobrze rokuje. Choć znam i takich, którzy załamali ręce „znowu zerkają w lewo”. Odpowiem im: od stałego patrzenia w prawo i na wprost kark boli.

A tu kilka cytatów z wystąpienia Tuska, które trafiają mi do przekonania:

„Piłsudski by to powiedział: naród wielki, tylko władza… No, nie będę kończył tej parafrazy”.

„Ukraińcy o praworządność i prozachodniość muszą dziś walczyć z karabinem w ręku. My możemy to zrobić za pomocą kartki wyborczej, ale nikt nie zrobi tego za nas”.

„Świat oniemiał, gdy zobaczył, na co stać polski naród. Ale polski naród oniemiał, gdy zobaczył, na czym polega niemota polskiego rządu, jeśli chodzi o organizację. Mieli 100 dni, od momentu, gdy było jasne, że dojdzie do wojny. Co zdążył zrobić polski rząd przez 100 dni od sygnału, że będzie inwazja? Zaprosić proputinowskich polityków do Polski i pojechać do Madrytu, żeby tę międzynarodówkę wzmocnić”.

Teraz będzie o panu B. i jego personelu oraz wyznawcach; choć z tym ostatnim mam pewne wątpliwości. Ktoś, kto zbyt głośno „daje świadectwo” (tak się to u nich mówi) zazwyczaj myśli nie o panu B., tylko o własnych interesach.

Ale do rzeczy.TVN pokazał 18 kwietnia wieczorem głośny film Wojciecha Smarzowskiego „Kler”. Nie jest to pean na cześć Kościoła, mówiąc oględnie. No i oburz maks wykonała niejaka Dorota Kania (ta personela pana Obajtka, obecnie od „Polska Press”, przedtem głównie znana z różnych kontrowersyjnych pożyczek oraz zamiłowań lustracyjnych do siódmego pokolenia). Damulka napisała na Twitterze, że czas emisji „Kleru” był nieprzypadkowy i krył się za nim większy plan.

Osochodzi?

„Od początku wojny Kościół katolicki pokazał pełnię miłosierdzia wobec uchodźców. Dlatego dziś TVN postanowił wyemitować film 'Kler’ zrealizowany przez resortowe dzieci” – napisała Kania.

Muszę przyznać, że ma baba oryginalność spojrzenia i imponującą odwagę w formułowaniu własnego zdania. Ale fantazji jej trochę brakuje. Ja bym na jej miejscu dodał, że drugą przyczyną tej emisji była decyzja Tuska i Niemców o rozpętaniu wojny na Ukrainie, którą podjęli zaraz po zamachu na Wojtyłę.

Jak już lizać tytek szefom politycznym, pani Doroto – to z rozmachem i przymlaskiem. A nie tak na zasadzie „włożył nie poruszał”. Po całości i z nazwiskiem!

Wiesław, Wiesław!

A nie, to było kiedy indziej. Ale też w marcu.

No i jeszcze jedno. Znów moje pierwsze wrażenie mnie nie zawiodło. Jak państwo zapewne pamiętają, sukces polskiej Miss World odnotowałem z pewną rezerwą. Świeżo upieczona miska była łaskawa dać głos. Napisała na swoim instagramowym profilu: „Wierzę, że wszyscy jesteśmy tu umieszczeni w jakimś celu i nigdy nie byłam bardziej podekscytowana spełnieniem mojego. Dziękuję Ci Boże, oddaję Ci całą moją chwałę”.

Na pewno zrobisz karierę, miseczko. W troszkę innym od mojego kręgu towarzyskim, ale zawsze.

Zły człowiek na literę K. też mi się nie podoba, ale on swojej chwały nikomu nie oddawał. Przynajmniej to. Choć nie wiem – dobrze to, czy źle?

18.03.2022

Nie wiem, może jestem nienormalny, ale reakcja Kościoła na wojnę w Ukrainie budzi we mnie uczucia leżące gdzieś w środku ciężkości trójkąta o wierzchołkach w obrzydzeniu, rozśmieszeniu i kompletnym niezrozumieniu.

Podobno gdzieś tam w parafiach nawet przyjmują uchodźców, ale – jak czytałem – w wielu wypadkach nawet o tym nie wiedzą, ale w każdym razie tego nie nagłaśniają. Natomiast trąbią na wszystkie strony, że abp Gądecki apeluje: włączmy się w Akt Poświęcenia Rosji i Ukrainy Niepokalanemu Sercu Maryi!

No i jeszcze pomachajmy czasem kropidłem nad jakimś obozowiskiem. Pomoże na pewno.

Od samego początku wydaje mi się, że kluczowe znaczenie w dalszym przebiegu wydarzeń będzie miała reakcja chińska. No i chyba jakoś pomalutku wektory tej reakcji się zmieniają: chińska telewizja zaczęła pokazywać prawdę o rosyjskim barbarzyństwie na Ukrainie. Odbiorcy mogli zapoznać się z przerażającą relacją z Czernichowa. Pokazano stojącą w kolejce po chleb ludność cywilną ostrzelaną przez rosyjskich żołnierzy. W dodatku zupełną tajemnicą pozostają przyczyny wczorajszego incydentu z udziałem szefa rosyjskiej dyplomacji: samolot z Siergiejem Ławrowem w czwartek w nocy leciał do Chin, ale w połowie drogi zawrócił nad Nowosybirskiem i wrócił do Moskwy. Coś się chyba dzieje.

A ja pamiętam, jak w 1956 roku ówczesny premier Chin, Czou En Lai, jednym warknięciem ostudził ochoty „sojuszników” na zbrojną interwencję w Polsce. Nie było to pewno decydujące, ale odegrało podobno swoją rolę. Więc może i teraz? W końcu – jak się wydaje – na przystopowaniu Putina zyskają najwięcej Chiny właśnie…

Dożyliśmy ciekawych czasów. Choć przyznam w tym kontekście, że wolę śmiertelne nudy niż te polityczno-militarne układanki.

W Polsce w gruncie rzeczy bez zmian, w każdym razie w świecie oficjalnej polityki. W połowie zeszłego tygodnia „Wiadomości” TVP wróciły – jak czytam – do codziennego atakowania Donalda Tuska, cytując m.in. fragmenty jego wypowiedzi po niemiecku i sugerując prorosyjskie nastawienie. W czwartkowym wydaniu stwierdzono, że w 2009 roku po wystąpieniu Lecha Kaczyńskiego Tusk nie klaskał, tylko tak jak Władimir Putin „nerwowo pocierał ręce”.

Niebawem ze zgrozą nas poinformują, że wiadomego 10 kwietnia większość dzisiejszej opozycji odwiedziła w nieznanym celu toalety. Podczas gdy każdy prawdziwy patriota dostał od razu napadowego zatwardzenia.

I założę się, że po takim codziennym seansie nienawiści te chłystki gratulują sobie dobrze wykonanej roboty. A potem suną do kasy. To, co wyprawia Kurwizja i jej szeregowi cyngle – przechodzi ludzkie pojęcie. Gdyby był jakiś Międzynarodowy Trybunał Dziennikarski wszyscy, co do jednej sztuki, utraciliby prawo wykonywania zawodu.

A zły człowiek na literę K. uważa z pewnością, że ma wyjątkowo sprawnych propagandystów…

17.03.2022

Internet się dziś grzeje kilkoma różnej wagi informacjami. Oto one, w kolejności jak do nich docierałem.

1. Polka została w Portoryko wybrana Miss World. Fajnie i gratulacje (zapewne będzie miała udane życie, czyli liczba ludzi szczęśliwych będzie ciut większa – o ile nieszczęśliwych nie będzie nadal przybywało szybciej…). Ale nie umiem się oprzeć wrażeniu, że te konkursy pięknościowe przypominają mi jakoś aukcje w Janowie Podlaskim. Chyba kompletnie nie pasują do naszej cywilizacji; w każdym razie do takiej, w której chciałoby mi się żyć. A już komunikat, że uczestniczki konkursu „w geście solidarności z walczącą Ukrainą przeszły po scenie ze świecami” wywołał u mnie nagły odruch wymiotny.

2. Druga przyjemna choć trochę dwuznaczna wiadomość. Zbiorowisko, zwane Konfederacją, zwołało w Sejmie konferencję prasową ws. „nadgorliwości rządu”, który przyznaje uchodźcom „przywileje”. No i została kompletnie i totalnie olana: nikt nie przyszedł. I tak proszę mi trzymać. Nie każda wiadomość, którą byle kto ma do przekazania, jest informacją.

3. Są ludzie o wyjątkowym talencie do poruszania się w społeczeństwie nie w takt. Takie ciemięgi. A czasem po prostu wredoty z urodzenia. No i niejaka Beata Kempa postanowiła współorganizować konkurs o Wołyniu. Podaje „Wyborcza”, że uczniowie mają pisać o ludobójstwie na Polakach dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów. Są protesty, ale media prawicowe ujadają, że „nie możemy dopuścić do wymazywania naszej historii”. I to jest wiadomość tej samej urody, co informacja o akcji indywiduum o nazwisku Godek, które to indywiduum postanowiło uświadomić uchodźczynie z Ukrainy, że największym ludobójstwem jest aborcja. A i podobno babsztyl Nowakowa informuje, że w jej księstwie nie ma w szkołach miejsca dla ukraińskich dzieci.

A zły człowiek pan K. jest zdaje się bardzo dumny z wymlaskania w Ukrainie czegoś, co nazwał propozycją. W każdym razie jego nadworna służba ochuje achuje na ten temat. Skojarzenia fonetyczne absolutnie na miejscu, jeśli ktoś ma.

16.03.2022

No więc byli.

Żenujące widowisko. Sztuczne, fałszywe, źle zagrane przez drętwych aktorów.

Ale dla niektórych „historyczna misja”, „przykład bohaterstwa” i „dokładnie to, na co Ukraińcy czekali”; to, że za te określenia ci niektórzy pobiorą obfite wierszówki, to już całkiem inna sprawa. Mnie się wydaje, że Ukraińcy chcieli jakichś dział i samolotów, a to, co im zaoferowano, a to była lanserska wizyta kilku mało ważnych w skali europejskiej panów, którzy dość zręcznie (to przyznaję) potrafili wmówić sporej części opinii publicznej, że reprezentują kogokolwiek więcej niż samych siebie. Nic więcej.

A już szczytem jest dla mnie to zdjęcie, na którym widzimy uczestników kijowskiej wycieczki do Kijowa w salonce specpociągu wpatrzonych w pozorowanym skupieniu w mapę Ukrainy… Stratedzy. Fronty planują.

I prezes z flagą Ukrainy w klapie, wpiętą … do góry nogami. I ekscytacja niektórych mediów „wrócili bezpiecznie”.

Zęby bolą od takiej „kreacji” (tak się to chyba dziś nazywa), panie Bielan. Bo to podobno ten gamoń powymyślał. A o „epokowo odważnej” propozycji prezesa, by NATO utworzyło misję pokojową w Ukrainie nie chce mi się pisać. Ciekawi mnie tylko jedno: w jakim stopniu będą uprzejme odmowy realizacji tego chorego pomysłu?

Na razie rzecznik rządu Niemiec dość grzecznie, ale zimno przypomniał, że kanclerz Scholz „wyraźnie mówił w przeszłości, że żaden członek personelu NATO ani żaden żołnierz NATO nie zostanie wysłany poza NATO lub na Ukrainę”. Dodał, że w tej kwestii musi obowiązywać nadal „czerwona linia”. A pan Stoltenberg oświadczył: wspieramy każdy proces pokojowy, ale nie planujemy wysłania żołnierzy Sojuszu na Ukrainę.

Tak to jest, jak ktoś ma gonitwę myśli i śni o własnej wielkości. Nadmie się i… No, smród.

Dajmy spokój. Inicjatywa równie ważna i o podobnej skuteczności, jak pomysł Rycerzy Maryi czy czegoś w tym rodzaju, by zawieźć do Ukrainy zamiast wyrzutni rakiet jakąś świętą figurę z gipsu.

Że też ludziom benzyny nie szkoda.

No i mogliby coś zasiać albo posprzątać… Wiosna idzie. Nawet możemy się umówić, że o tym napiszemy. Z pochwałą. Sam ze swego rodzaju rozczuleniem widzę w marzeniu tego złego człowieka na K., jak czyści chodniczki; może być przed własną willą. Na początek następnego etapu kariery. Dalsze miejsca zaproponujemy wkrótce.

15.03.2022

Idy marcowe.

15 marca – czyli dziś – wypadają Idy marcowe, zgodnie z tradycją starożytnego Rzymu dzień będący świętem boga wojny Marsa. W roku 44 naszej ery tego dnia zabito dyktatora Rzymu, Juliusza Cezara. Załatwili go najbliżsi współpracownicy. I z tego głównie ten dzień pamiętamy.

Niczego nie sugeruję. Buk broń.

A dwaj Polacy, Słoweniec i Czech pojechali do Kijowa. Po co? Żeby strzelić sobie fotkę z Zełenskim, bo może się przydać w najbliższych wyborach? Żeby pokazać, jacy są odważni? Żeby zatrzeć wrażenie wywołane fotkami z panią Le Pen? Zapewne jedno i drugie i trzecie; w każdym razie próba narracji, że stanowią oficjalną delegację i reprezentację całej Unii Europejskiej została szybciutko zdementowana. Żeby była jasność: nie mam zaufania do niczego, co na ten temat powie oficjalna propaganda. Dlatego nie zamierzam silić się w tym miejscu na żadne prognozy; na oceny przyjdzie czas za kilka dni.

Złośliwie sobie tylko myślę, że pewien wicepremier się na tę wycieczkę załapał, bo już ma dość wspominania bonmotów swojego brata z Gruzji. Teraz sam chce coś wymlaskać. Nawet jak nic ciekawego nie powie – da z pewnością temat do ochów i achów pani Holeckiej. Na pewno wszystko, co powie będzie historyczne i przełomowe oraz błyskotliwe. Nawet jeśli to będzie znany polski zwrot, używany w charakterze komentarza do własnego potknięcia.

I to wszystko na dziś.

Po Cezarze zostały w każdym razie niezłe teksty. „Gallia est omnis divisa in partes tres, quarum unam incolunt Belgae, aliam Aquitani, tertiam, qui ipsorum lingua Celtae, nostra Galli apellentur…”. Do dziś pamiętam. „De bello Gallico”. Nic takiego nie zostanie po żadnym z dzisiejszych kandydatów na dyktatora. Nawet ghostwriterzy nic im godnego uwagi nie napiszą. Co pozwala na pewien sceptycyzm wobec teorii o nieustannym rozwoju cywilizacji.

A o złym człowieku na literę K. już było wyżej, nie zauważyliście?

14.03.2022

Więc tak. Już mniej więcej wszystko wiadomo. To Niemcy wystawili Putinowi Ukrainę, namówieni przez Joego Bidena jeszcze przed objęciem urzędu prezydenta, bo chcieli w ten sposób umoczyć dobrego prezydenta Trumpa. Gdyby był bowiem Trump, to na pewno nie byłoby żadnej wojny w Europie, bo on fascynował Putina i ten się go słuchał. A całą intrygę wymyślił osobiście diabeł wcielony, Donald Tusk.

No i teraz Tusk nie chce przyjąć do swojego domu uchodźców z Ukrainy, żeby zmusić ich do nachodzenia żoliborskiej willi naszego Zbawcy narodu, o którym jeszcze będzie na końcu. Przy okazji pewien bystrzak zauważył, że z Ukrainy do Polski przybywają głównie kobiety i dzieci. W związku z czym będziemy mieli niebawem znaczący nadmiar ładnych i młodych kobiet, co rozbije mnóstwo polskich rodzin. W dodatku wzrost liczby dzieci spowoduje liczne pokusy w duchowieństwie i doprowadzi z jednej strony do dalszej demoralizacji kleru i odsunięcia się ludzi od Kościoła, Matki Naszej, z drugiej zaś – upowszechni pedofilię.

Nie chce mi się dalej wymyślać konsekwencji ani przyczyn ruskiej agresji w Ukrainie. Zaryzykuję stwierdzenie, że jakąkolwiek brednie wymyślę – znajdzie się w realu jej zwolennik i głosiciel; i będzie to z pewnością (za przeproszeniem) członek PiS-u lub jakiejś Konfabulacji, czy jak tam się to paskudztwo wabi. Albo przynajmniej osobnik z organizacji sprzyjającej.

Mendy zaczynają się mnożyć. Należało się tego spodziewać, ale jednak zjawisko szokuje.

Proponuję: obserwujmy życzliwie dla zaatakowanych rozwój sytuacji militarnej w Ukrainie. Pomagajmy Ukraińcom jak tylko możemy. Ale nie zapominajmy, że mamy swoich putinków dość blisko; i im też poświęćmy naszą uwagę. Dzieje się bowiem nie najlepiej: dziś widziałem sondaż, dający im coś koło 40% poparcia. A to już jest niebezpieczne, nawet jeśli sondażownia ma opinię sprzyjającej naszej ukochanej władzy.

Żeby nie wyszło potem, że zły człowiek na literę K. może nie kiwnąć palcem, nie pokazywać się, nikogo nie usiłować przekonać – i władzy nie odda i tak. Weźcie uwagę, że jestem już bardzo sędziwy a ogromnie chciałbym obejrzeć własnymi kaprawymi oczkami upadek Kartofla i jego gangu. Bardzo proszę.

13.03.2022

Pisałem o pojawiających się poplecznikach Putina, ochotniczych lub opłacanych. Dziś o innej grupie, z którą się również zasadniczo nie zgadzam, choć z zupełnie innych powodów.

Pojawiły się oto polskie jastrzębie. Przebierają nogami, by „dać odpór” najostrzejszymi środkami. Zestrzelić z terytorium Polski ruskie rakiety, gdy pojawią się w zasięgu naszych radarów. Natychmiast zakładać NoFlyZone i walić nad nią do każdego ruskiego obiektu, który się pojawi bez pozwolenia. I tak dalej.

Rozumiem intencje. Rozumiem i podzielam złość. Ale… Niech te nasze jastrzębie sobie odpowiedzą na proste pytanie: czy chcą, żeby polskie miasta zaczęły tak wyglądać, jak Charków? Czy gotowe są zaryzykować wyparowaniem w wybuchu jądrowym? Czy chcą milionów trupów na całym świecie? Czy gotowi są zapłacić taką cenę za ewentualne zwycięstwo? Którego zresztą oni raczej nie obejrzą, a pozostali przy życiu będą musieli bytować w cywilizacji przypominającej tę z epoki kamienia łupanego? Bo jestem pewien, że za ewentualną przegraną jest to cena nie do przyjęcia.

Przypominam: Albert Einstein powiedział: nie wiem, jak będzie wyglądała III wojna światowa. Ale czwarta będzie prowadzona na maczugi.

Być może wtedy sprawiedliwość zwycięży. Ale nie powiem, gdzie mam taką sprawiedliwość. Dlatego wolno nam wejść do walki tylko i jedynie wtedy, gdy zostaniemy zaatakowani bezpośrednio; my, lub nasz sojusznik z NATO. Czyli gdy wybór będzie nie nasz. I dopiero na tym tle widać, jak ważna jest tu nasza przynależność do sojuszu atlantyckiego.

A zanim zdecydujemy się odpalić jakąś rakietę mamy jeszcze naprawdę sporo do zrobienia. Możemy na przykład zablokować jadące przez nasz kraj konwoje tirów, wiozących na Białoruś i do Rosji zaopatrzenie. Możemy – idąc wzorem niektórych państw Unii! – zakończyć interesy z Rosją naszych rodzimych biznesmenów. Czemu tego nie robimy?

Czyje interesy chronimy?

Czasem sobie w związku z tym myślę, że ci pobrzękiwacze szabelką też są jakąś zasłoną dymną dla jakichś przedsięwzięć niekoniecznie czystych…

A zły pan K. znowu zniknął. Nie powiem, żeby mi go w przestrzeni publicznej specjalnie brakowało, ale ograniczając swoje działania do kolejnych miesiączek staje się smutną karykaturą polityka. Źle to o nas – tak, tak: o nas właśnie – świadczy, że na to tak łatwo pozwalamy.

12.03.2022

Obudzili się pacyfiści. Zabijanie ludzi (chodzi o strzelanie do Rosjan), to okropność i w ogóle nieludzkie. A już używanie do tego broni palnej zamiast miecza i procy – to barbarzyństwo. No i nie wolno się chować za krzakiem, bo to niehonorowo.

Obudzili się antyimperialiści. Rosyjski imperializm nam się nie podoba, ale amerykański to prawdziwa zbrodnia. Niech żyje władza robotników i chłopów (była gdzieś?).

Obudzili się nacjonaliści. Przypomnieliby chętnie zbrodnie Ukraińców z czasów Mieszka I. Nie przeszkadza im, że wtedy Ukrainy nie było, a i z Polską jakoś tak nie do końca… Ale oburza ich, że Ukraińcy jeżdżą warszawskimi tramwajami za darmo a Polak za to samo dostaje mandat.

Obudzili się miłośnicy Putina. Każdy popełnia błędy – mówią – ale w końcu to człowiek, który wywiódł Rosję z nędzy postsowieckiej; dzięki niemu upadająca ojczyzna proletariatu stanęła na nogi. Jak można teraz mu z Moskwy zabierać KFC i MacDonalda?

Obudzili się wrogowie zachodnich miazmatów. Rosja grzeszyła, to prawda – powiadają – ale tam kochają wiarę chrześcijańską, całkiem podobną do naszej. A w dodatku księża tam mniej grzeszą, bo im wolno z babą. A elgiebetów sprawiedliwie gonią.

Pytanie za 1 punkt (bo odpowiedź skrajnie łatwa): kto im wszystkim płaci za te brednie?

No.

To teraz będzie o naszym pisaniu i gadaniu polityków. Jeden z PT. Czytelników niniejszych notek był łaskaw w odpowiedzi na moje leciutkie kpiny z pełnych patosu przemówień polityków spytać mniej więcej tak: a czym się ten przekaz informacyjny różni w istocie od pisaniny różnych komentatorów, publicystów i tak dalej? W domyśle: i jedni i drudzy zrobiliby lepiej, gdyby się wzięli do czegoś konkretnego. Jeśli ma tu na myśli fizyczną pomoc uchodźcom – jestem skłonny przyznać mu w pewnym stopniu rację. Byłoby dobrze, żeby zasilić osobą własną szeregi wolontariusz, jeśli siły pozwalają. Bez wątpienia.

Więc racja. Ale nie do końca; poza targającymi paki i sortującymi dary (CHWAŁA IM PO TRZYKROĆ) potrzebni są bowiem też ludzie w jakiś sposób formujący opinię publiczną. No i wystąpienia polityków (nie wszystkie, ale znacząca ich część) tym się różnią od naszych komentatorskich czy dziennikarskich, że my formułujemy nasze opinie (na ogół) bez myśli o korzyściach osobistych, finansowych czy politycznych. Oni zaś – wedle tego, co im podpowiadają słupki badań zdania publiczności. Oni muszą się podobać masom, bo inaczej ich być może nie wybiorą; my mamy to w nosie i możemy sobie pozwolić być nielubianymi. I dlatego ich wiarygodność jest … jaka jest.

Moje rozważania nie dotyczą oczywiście propagandystów i oszczerców z mediów rządowych i zbliżonych. To – asobstatja, jak mówią Amerykanie.

Ot, taki drobiazg. Mała rzecz, a cieszy.

Oczywiście, zły człowiek na literę K. chętnie by zabrał głos w tej debacie. Powiedziałby nam, co mamy myśleć. Tylko nie umie, biedaczek. Bozia nie dał talentu krasomówczego bez zaplucia. Pech.

11.03.2022

Gadanie, gadanie, gadanie. Mowy. Przemówienia. Oklaski. Wszyscy wstają.

Tak to zaczyna wyglądać – w kółko na okrągło. Najpierw zniknęły niektóre napisy, potem wróciły części stałe programów, potem reklamy. Jutro wraca w TVN24 „Szkło kontaktowe”. Znów zadzwoni pan Edward i znów uleje trochę żółci na Platformersów i tryśnie ze wszystkich porów satysfakcją, że go znów nie rozpoznano i znów może tym postkomuchom przyładować…

Biedny. Nie zdaje sobie sprawy, że w redakcji na jego telefon tylko czekają. Bo najlepiej kompromitują idiotyczne poglądy głoszący je publicznie idioci. A on, biedaczek, nie wie, że jest tylko wyglądanym z utęsknieniem ubarwieniem akcji; takim gwoździem, na którym wiesza się w pierwszym akcie strzelbę, żeby wypaliła, kiedy to będzie ładną puentą…

Ale mowy będą. Szkoda, że takie kiepskie. Drętwe, ociekające nieszczerym – ale za to niemiłosiernie patetycznym – patriotyzmem. Źle odczytywane. Pełne prostackich transakcentacji. Kalabiński, Dziewanowski – a także z drugiej strony: Górnicki – potrafili je pisać. A ówcześni politycy obu wysokich spierających się stron na ogół potrafili je wygłaszać. Bez głupiej monotonii, ze zrozumieniem czytanego tekstu, z właściwym akcentem. I nie mówili kompromitującego „w cudzysłowiu”, nikomu nie wytykając.

No ale my dziś som najmądrzejsze w całej wsi, czyż nie? Einsteiny polityki my som. Co ja mówię – Einsteiny? Zweisteiny albo nawet Dreisteiny!

A poza mowami? Niewiele. Rządzący najwyraźniej nie mają pomysłu jak się zachować ani co robić. Na wszelki wypadek Trybunał Kuchenny unieważnił praworządność zaś nasi wsypiarze (od wsypy; to nie literówka!) chcą za wszelką cenę zapewnić sobie niekaralność. Ich pilność w tym dziele jest w sumie krzepiąca: widać bardzo wyraźnie czują nadchodzący koniec i chcą się zabezpieczyć.

Zapomnieli chłopcy, że sami nas nauczyli jak się niewygodne rządzącym prawo zmienia jednym przypisem do wtrąconej mimochodkiem poprawki do dowolnej ustawy…

Już to więc umiemy i zastosujemy; więc – panie i panowie – trzymajcie w teczuszce szczoteczkę do zębów i co tam jeszcze intymnego wolno mieć w tym skromnym państwowym pensjonacie, do którego bez wątpienia traficie, gdy wasz czas nadejdzie. Bo nadejdzie.

Zły człowiek na literę K. też musi to wiedzieć. Swoją drogą: czy on naprawdę myślał, że Unia Europejska daruje rządzącym wszystkie grzeszki oraz świństewka małe i duże za jedno przyzwoite zachowanie – i to nie władzy, a wyłącznie obywateli? Ktoś w tym kraju jest jednak głupszy, niż dozwala Konstytucja. I to całkiem sporo jest takich ktosi.

10.03.2022

Przyjrzyjcie się dobrze załączonemu zdjęciu.

Piękna nowoczesna młoda kobieta z bardzo inteligentną twarzą, prawda? To studentka Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki. Nazywa się Julia Zdanowska, jakoś tak znajomo, z polska; ale to rdzenna Ukrainka, patriotka. Lat 21. Bardzo zdolna matematyczka. Należała do drużyny, która wygrała Europejską Olimpiadę Matematyczną.

Nie żyje.

Została zabita w Charkowie. Nie wyjechała z niego, choć mogła. Była wolontariuszką, walczącą w obronie swojego miasta wraz ze swymi kolegami. Zginęła bohaterską śmiercią. Zabili ją rosyjscy najeźdźcy.

Mogła w życiu napisać wiele cennych prac. Mogła rozwiązać trudne problemy, których przed matematykami wciąż mnóstwo. Mogła nauczyć mnóstwo dzieci matematyki; podobno to była jej pasja.

Nic z tego się nie stanie. Tej dziewczyny już po prostu nie ma.

Będziemy pamiętać. Ja – na pewno. Sława Ukrainie. Hańba agresorom.

Julia Zdanowska. Lat 21. Matematyczka.

I tyle będzie na dziś. Żadne wizyty pani wiceprezydent USA i piękne słowa, żadne bezczelne łgarstwa Ławrowa nie mają dziś znaczenia. O tym na K. nawet nie wspomnę, bo mną trzęsie wściekłość.

9.03.2022

Glapa dzisiaj bzdurzy tak strasznie, że mdli. W dodatku agresywnie i w głębokim samouwielbieniu. Nawet mi się nie chce z nim polemizować ani komentować głębi jego przemyśleń. Wszystko zło – jego zdaniem – bierze się z tego, że młodzi ludzie czytają opinie nielicencjonowanych przez Glapę ekonomistów w Internecie…

Do przemyślenia: co bardziej odpychającego, pozory inteligencji czy jawne duractwo?

Mam z tym problem. Glapa czy Suski? Chciałem dopisać jeszcze jedno porównanie personalne, ale nie widzę u nich nikogo, kto by się dał wymienić jako z pozoru choćby inteligentny. Zybertowicz? Niby tytularny profesor, ale… Biskup może jakiś? Szkoda gadać…

Dla oddechu – dobra wiadomość. Legendarny kanadyjski snajper Wali (potwierdzona „eliminacja celu żywego” strzałem z odległości 3450 m…) jest już w Ukrainie wraz z trzema asystentami. Czy Rosjanie mają „gotowce” nekrologów dla swoich generałów? Bo jeśli nie, to duży błąd.

Temat nieco nieświeży: wczorajszy komunikat o przekazaniu polskich myśliwców Amerykanom, przebazowaniu na amerykańskie lotnisko w Niemczech i oczekiwaniu na otrzymanie F-16 za każdego MIG-a. Z pozoru: nie takie głupie, choć wredne; niby nie odmawiamy Ukraińcom, ale jednak umywamy ręce i zwalamy decyzję na kowbojów – i jeszcze może zarobimy.

Chwila zastanowienia i widać: śmierdzące amatorstwo drobnych cwaniaczków z Wołomina. Żeby chociaż uzgodnili poglądy między MSZ a MON; ale wyraźnie tego nie zrobili. No i podejmują sobie decyzję o znaczeniu i kontekście wręcz globalnym … bez uzgodnienia z sojusznikami. Ogon chce kręcić psem?

Oni naprawdę myślą, że coś znaczą? Że mogą stawiać przed faktami dokonanymi USA i Unię?

Co za pętaki bezmózgie. Każdy, kto nawołuje do „pokoju wewnętrznego w obliczu wojny” i „zaprzestania sporów między Polakami” jest w najlepszym razie naiwny jak dziecko. W najgorszym jest zdrajcą.

Pośrodku umieszczam wsiowych głupków, którym się wszystko i zawsze podoba, co przenajświętsza władza z siebie wypierdzi. Przepraszam, ale mnie to wszystko razem ciężko wkurwia.

A zły człowiek na K. literę? Nic nowego. Nadal dzielnie walczy pod pierzyną. Podobno pisze sobie od paru dni przemówienie. Już ma gotowe dwa zdania. No bo jutro miesiączka smoleńska…

8.03.2022

Wyraźnie widać, że rządząca klika – a zwłaszcza tzw. ziobryści – chce skorzystać z wojny w Ukrainie, by zaszantażować Unię Europejską: my, owszem, pomagamy uchodźcom – ale za to zapomnicie o nałożonych na nas karach w związku z naruszaniem praworządności.

Otóż jest to numer po pierwsze haniebny, po drugie zaś – tak czytelny, że tylko osoba całkowicie niesprawna umysłowo mogłaby się na to nabrać. Unia się nie nabierze; przynajmniej mam taką nadzieję.

A przy okazji: przypisywanie sobie – tzn. reprezentantom władzy – rzeczywistych sukcesów w opiece nad naszymi gośćmi z Ukrainy, osiągniętych przez społeczeństwo w spontanicznym zrywie i przy wydatnym udziale tych obrzydliwych dla różnych pań Nowak organizacji obywatelskich – to też numerek tyle naiwny, co obrzydliwy. Nie liczcie na to, że damy się nabrać.

Za moich bardzo młodych lat mieliśmy na takie postępowanie propozycję odmowną. Brzmiała ona tak: nie bierzcie nas pod siusiu. Dziś bym tak nie powiedział, przestałem być taki delikatny.

Więc z tymi podchodami w sprawie trójpodziału władzy, izby dyscyplinarnej i tak dalej – dajcie sobie spokój, rządzący. Nie zrezygnuje z tego Unia, nie zapomnimy i my. Nie – i już.

Zadałem niedawno pytanie o komisję śledczą w sprawie Pegasusa. Dziś odpowiedziała ta mała szczekliwa. Powiedziała: „W tej chwili to uderzenie w Polskę. Byłoby to honorowe, żeby wycofano wniosek. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że w tej chwili komisja śledcza byłaby całkowitym osłabieniem polskich służb”.

Doprawdy? Czy to, co ta damulka wykrztusiła, nie jest wypadkiem powiedzeniem innymi słowami: nie będziemy teraz ujawniać łajdactw, bo byśmy stracili poparcie? Dla mnie to oczywiste; prawda w żadnym momencie nie może zaszkodzić, jeśli się nie ma brudu za pazurami.

I nic nie pomoże, że po raz kolejny wyrzuca pani z obrad tego bezmaseczkowca od obłudnego „szczęść boże”. Słusznie, bo indywiduum tylko psuje powietrze; ale to niczego nie załatwia, proszę pani. Żadne alibi, cwaniaki.

I na zakończenie. Tak ważne wydarzenie, że mogliście nie zauważyć. Mniej więcej tak samo ważne, jak fakt połamania nóg przez wiosenną muchę. Dla porządku jednak odnotujmy: mamy oto rozłam w partii Korwin-Mikkego! Dziambor, Sośnierz i Kulesza odchodzą. Nawet najbliżsi zawiedli boskiego Janusza. „Rozpoczynamy budowę czwartej nogi Konfederacji”.

Ile was? Czterech. Jest siła. Tusk i Hołownia zamarli.

A zły pan K.? Nie wiadomo, czy istnieje. Trzeba chyba jakiś kaczodetektor skonstruować. Zastanówcie się, co miałby badać: jakiś rodzaj promieniowania, pomiar zakrzywienia przestrzeni, może … zapach? To ostatnie chyba dobrze rokuje, choć nigdy w pobliżu obiektu szczęśliwie nie byłem.

7.03.2022

Zacznę od sprawy krajowej. Dziś nasz stały autor w „Studiu Opinii”, były poseł na Sejm z ramienia Unii Pracy, socjolog Z. Szczypiński nadesłał tekst, z którym się całkowicie zgadzam – i o tym właśnie miałem zamiar dziś napisać. Mianowicie o przesadnej już reakcji naszych mediów elektronicznych (ja to widzę tylko w TVN24, bo niczego innego nie oglądam) na rosyjską agresję na Ukrainę.

Jest bowiem tak – znikły w zasadzie wszystkie inne wiadomości, a w dodatku niektóre materiały powtarzane są po kilkakroć. Jeszcze kilka dni i efekt będzie taki, że przestaniemy to oglądać; czyli – jak sądzę – dokładnie przeciwny zamiarom stacji.

Oczywiście – ta wojna to coś niesłychanego. Oczywiście – te wiadomości powinny być w serwisach na pierwszym miejscu. Ale przecież poza tym coś się dzieje, także w Polsce; a nie mam żadnej pewności, czy rządzący nie skorzystają z okazji, że media zapewniają im swego rodzaju kurtynę informacyjną, by załatwić kilka takich spraw, które mogą się nam bardzo nie podobać…

Na przykład, przepchną na fali uniesienia chęcią pomocy Ukrainie ten koszmarny pomysł, by każdemu Polakowi, który przyjmie pod swój dach uchodźcę – płacić za dobę „od osoby” 40 zł. Dlaczego jemu, a nie uchodźcy, który chyba wie najlepiej, co mu jest potrzebne?

A no chyba dlatego, by i przy tej okazji kupić sobie czyjś głos. A jakie się tu otwiera pole do nadużyć!

A to tylko jedna z narzucających się wątpliwości.

W ogóle usilnie namawiam: nie ustawajcie w patrzeniu tym wszystkim Dworczykom, Morawieckim i Sasinom na łapska.

Nie wierzę im w nic, co mówią. Nie wierzę w żadne ich dobre intencje. Są tak samo obłudni, jak Kościół i jego wypasieni bonzowie.

Nie da się jednak uniknąć tematu Ukrainy.

Rosja niby gotowa jest do rozmów pokojowych. Za jaką cenę? Otóż pan Pieskow w rozmowie z agencją Reuters stwierdził, że Kreml domaga się, aby Ukraina zaprzestała działań militarnych, zmieniła konstytucję w celu zapewnienia swojej neutralności, uznała Krym za terytorium rosyjskie oraz uznała niepodległość republik separatystycznych. W przypadku spełnienia tych warunków Rosja ma wstrzymać swoją „specjalną operację wojskową”. Pieskow zaznaczył przy tym łaskawie, że Rosja nie ma kolejnych roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy.

Są to oczywiście warunki absolutnie nie do przyjęcia. Czysty pic na wodę i fotomontaż. Ale sam fakt ich publikacji to dowód, że Putinowi jednak trochę nogi miękną.

Z drugiej strony – śledząc dość uważnie polski Internet – spodziewam się wysypu w nim komentarzy naszych rodzimych zawodowych pacyfistów (podejrzewam, że sztuka w sztukę opłacanych bynajmniej nie przez Watykan ani Indonezję…), którzy zaczną dowodzić, że trzeba położyć kres zabijaniu i że najbardziej niekorzystny pokój jest lepszy od każdej wojny. I że niby z jakiej racji polski podatnik ma płacić za utrzymanie jakichś Ukrów, którzy nie chcą przyjąć tak szlachetnej propozycji. Już to się zresztą zaczęło.

A zły człowiek pan K. znów wlazł do dziury jak szczur.

6.03.2022

Ukraina zdumiewa coraz bardziej. „Druga armia świata”, jak niedawno gdzieniegdzie (najzupełniej niesłusznie, ale to temat na inne opowiadanie) nazywano Rosjan, okazuje się propagandową wydmuszką, która niedostatki w zaopatrzeniu i szkoleniu oraz brak motywacji do walki kompensuje iście faszystowskim okrucieństwem i bestialstwem. A i tak dostaje za swoje: już ponad 11 tysięcy bojców poszło do piachu. Miała osiągnąć założone cele w ciągu trzech dni; dziś mija dzień 11 i Kijów wolny.

Coraz silniejszy jest Międzynarodowy Legion Ochotniczy. Powtarza się historia Brygad Międzynarodowych z Hiszpanii. Ukraina uruchomiła stronę internetową z informacjami dla obcokrajowców, którzy chcą wstąpić do Legionu, by bronić kraju przed inwazją Rosji. Jest ich coraz więcej, podobno już koło 20 tysięcy. Twórcy witryny fightforua.org doradzają, by najpierw skontaktować się z ambasadą Ukrainy w swoim kraju, żeby ustalić jakie dokumenty i sprzęt są potrzebne lub zalecane. Następnie odbywa się rozmowa z attaché wojskowym i uzyskuje się wizę u konsula. Potem należy złożyć wniosek o przyjęcie do służby w ukraińskich siłach zbrojnych na podstawie kontraktu. Jadą ludzie z całego świata, także od nas. Holendrzy, Japończycy, Izraelczycy… 3 tysiące Amerykanów zapisało się, by dołączyć do ukraińskiego wojska, gdy kraj ten próbuje odeprzeć rosyjską inwazję – podaje „Washington Examiner”.

Ale… Pan Winnicki, tzw. narodowiec, jeden z tych młodzików bez wykształcenia, którzy psim swędem załapali się na posłowanie, poucza: „pomoc tak, przywileje względem Polaków – nie” – i widzę w Internecie coraz więcej podobnych „patriotów”, posuwających się nawet do nawoływań, by – na razie w wypadku zakończenia wojny – Ukraińców z Polski się pozbyć. Bo „Poland first”, wicie, rozumicie. A oni pracę zabiorą, socjal dostaną i na dodatek nie do tego kościoła chcą chodzić…

Piotr Pacewicz w OKO.press pisze arcysłusznie, więc po prostu go zacytuję:

Gdyby polska opozycja miała więcej politycznego refleksu i tzw. jaj, wzięłaby osobiście udział np. w operacji zwożenia do Polski osób starszych, chorych, kobiet z małymi dziećmi, pokazując, że na tym polega prawdziwa wspólnota narodowa w działaniu. Takie zaangażowanie mogłoby osłabić wrażenie, że opozycja może tylko potakiwać rządowi. A takiego np. Tuska, Hołownię czy Biedronia wyruszającego busem po ofiary rosyjskiej wojny pokazałyby telewizje całego świata…

Tymczasem – kit.

A w ogóle to się dobrze bawimy na świecie i w Polsce: kina grają, imprezy sportowe się odbywają jak gdyby nigdy nic, podobnie wielkie koncerty… Wiosna idzie, więc bilety się dobrze sprzedadzą. Pewno więcej ludzi znajdzie na mapie Ukrainę niż – powiedzmy – Erytreę, ale w końcu co za różnica. Bawić się trzeba, po co myśleć o takich przykrych rzeczach jak frontowe gwałty czy strzelanie do dzieci? O światową wojenną żałobę wołają przecież tylko przewrażliwieni starzy wariaci, czyż nie?

Na koniec kłopotliwe pytanie: co słychać z komisją ws. Pegasusa? Miała powstać i coś tam badać; już nie pamiętamy, o co chodziło, prawda?

Zły człowiek na K. literę zaciera tłuste łapki. Ta wojna na Ukrainie to jednak rzeczywiście czyste złoto polityczne.

5.03.2022

Takie sobie uwagi.

Jeden pomysł pozytywny na początek: trzeba koniecznie wspomóc naukę ukraińską. Oni mają wielu znakomitych uczonych (w szczególności: naprawdę dobrą informatykę). Należy im maksymalnie ułatwić podjęcie pracy w Polsce; badawczej, ale również dydaktycznej. Nie tylko wzmocni to i być może uratuje przyjaciół, ale może się bardzo przydać nam, także tworząc pewien most w przyszłość. Trzeba w tym celu m.in. uruchomić studia dla młodych Ukraińców. Aby tylko nie wzięły się za to różne prywatne Wyższe Szkoły Tego i Owego. To robota dla poważnych wielkich uczelni.

A teraz już plucie i szarganie.

Przybyło już do Polski podobno 700 tys. uchodźców z Ukrainy. Jakoś się mieszczą. A szacowany na 10.000 „najazd” od strony Białorusi to było „śmiertelne zagrożenie”? Przypominam sobie tę dziewczynkę, przerzucaną przez płot w tę i z powrotem… À propos: ten mur nadal budujemy? Może koledzy coś na ten temat?

Wołamy o jedność, zaniechanie języka nienawiści w obliczu niebezpieczeństwa dla całego kraju. Jak to wygląda? Opozycja i cześć mediów znowu dała się zaszantażować potrzebą „jedności”, „popiera i nie przeszkadza” – napisała słusznie Renata Grochal. Oczywiście: natychmiast ukazało się jej podretuszowane na brzydko zdjęcie (to jest taka idiotyczna specjalność prawiczków: sztucznie pobrzydzić wszystko, co nie „nasze”) i panowie Fogiel i Wildstein jr. natychmiast ją ordynarnie sflekowali…

A są tacy, którzy mówią, że po ewentualnej zmianie ekipy z tymi janczarami Kaczora trzeba będzie jakoś normalnie żyć. Otóż: nie. Eliminacja paskudztwa jest konieczna i nieunikniona.

Taka obserwacja. Poparcie dla Ukrainy – poparciem, ale żyć z czegoś trzeba. Do TVN24 wróciły reklamy. Momentami wywołują dysonans poznawczy tak straszny, że doznaję napadowego łysienia pod pachami. Dla wizualnego zrównoważenia tej decyzji (?) ubrano na czarno prezenterki i już nie pokazują przez przezroczysty blat stołu gołych kolan. Imponderabilia, czyli rzeczy drobne, ale ważące. Rozumiem, ale nie akceptuję.

Kamala Harris przyjeżdża do Polski. Bądź co bądź – wiceprezydentka USA ze sporą szansą na prezydenturę. Kłopot, bo czarna i jakaś taka … liberalna chyba. Co z tym zrobić? Dajemy „obiektywistyczną” informację i liczymy na komentatorów. No i udało się: rasistowski ściek i bluzgi kretynów. A redakcja myśli: ależ cwani jesteśmy… No to zadedykuję jej wierszyk:

W ocenie popełnił błąd
W czeluść pomyłki wpadł
Myślał, że płynie pod prąd
A jedynie szczał pod wiatr
.

Któren to czterowiersz dedykuję również genialnemu strategowi, który jest tylko małym skrzekliwym złym człowieczkiem. Tak, tak – to o panu, panie K.

4.03.2022

Dał głos Rydzyk, jedna z bardziej obrzydliwych dla mnie postaci naszej potransformacyjnej rzeczywistości. „Obawiam się, żeby razem z uchodźcami wojennymi z Ukrainy nie przybyli do Polski ci, którzy nie powinni być w Polsce, przed którymi się broniliśmy” – wydał z siebie na antenie Radia Maryja. Przy okazji przyładował „grubej kresce” Tadeusza Mazowieckiego; oczywiście w zmanipulowanym rozumieniu tego terminu.

Co za postać. Mdli mnie, gdy myślę o tym cwaniaku z doktorskim tytułem z teologii. Uosobienie wszystkiego najgorszego w i tak złej instytucji, jaką jest Kościół.

Narasta lekka histeria atomowa; czemu się nie dziwię po doświadczeniach Czernobyla i Fukushimy; ale to było lata temu i od tej pory technika pod względem bezpieczeństwa eksploatacji reaktorów też zrobiła ogromny krok do przodu. Tak więc przy pełnym uzasadnieniu ostrożności – nie należy przesadzać z paniką. Tymczasem podobno w aptekach mamy ogromny wzrost zainteresowania płynem Lugola, którego używano w okresie awarii czernobylskiej. W obawie przed radioaktywnymi izotopami jodu w 1986 r. (ponad trzydzieści lat temu: to dla nauki epoka!) podawano płyn Lugola, by wysycić tarczycę znajdującym się w nim jodem. Miało to zapobiec akumulowaniu przez nią jego radioaktywnych izotopów. Obecnie nie ma i nie będzie takiego zagrożenia! Lugola służy głównie do użytku zewnętrznego (do odkażania skóry lub płukania gardła). Podawanie doustne możliwe jest tylko i wyłącznie w zupełnie wyjątkowych sytuacjach pod nadzorem lekarza. Więc błagam: bez wariactwa. A już widziałem na Allegro oferty. Obliczone na kiwnięcie naiwnych oczywiście.

Sytuacja w Ukrainie wygląda coraz smutniej. To, co wyprawiają tam sołdaty Putina – nie mieści się w głowie. Sądzę, że Rosję trzeba będzie szybko totalnie odizolować od świata: nie wpuszczać do cywilizowanego obszaru jej statków, pociągów i samolotów, wyzerować całkowicie jakąkolwiek współpracę naukową, kulturalną czy gospodarczą. A kiedy zwykli Rosjanie zrozumieją tę grę i sami usuną wodza – też nie od razu odpuszczać, tylko sprawdzać każdy ich krok.

Jeżeli oczywiście do tej pory nie będziemy wszyscy razem pięknie promieniować w jakimś ładnym kolorku.

I jeszcze drobiazg: Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich znowu dało ciała. Zażądało mianowicie usunięcia z Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (International Federation of Journalists, IFJ) i Europejskiej Federacji Dziennikarzy (European Federation of Journalists, EFJ). Związku Dziennikarzy Rosji. W ten sposób oddało dwa celne strzały na raz we własne stopy: po pierwsze, ZDR nie jest i nigdy nie był członkiem tych organizacji – a po drugie, to jest związek … antyputinowski.

Takie są skutki, gdy w pogoni za liczebnością organizacji wpuszcza się do niej każdego jak leci, bez względu na rolę w redakcji. Podobno dotyczyło to nawet sekretarek i bufetowych; nie wierzyłem, ale sądząc po ostatnich osiągnięciach to możliwe…

A zły człowiek Kaczyński odbełkotawszy wczoraj swoje – znowu zamilkł. Ze względów estetycznych to i lepiej.

3.03.2022

Scena polityczna przypomina mi coraz bardziej koło. Ruszymy skrajnie w lewo czy w prawo – trafimy w to samo miejsce.

Popatrzmy na Polskę. W Przemyślu skrajna nacjonalistyczna prawica (jak kto woli: durni kibole, bo to to samo) ruszyła do boju z „kolorowymi”. Bo „gwałcą polskie kobiety” i „rabują”. I wpisują się bandziory tą retoryką dokładnie w potrzeby putinowskich służb specjalnych. Bo taka dezinformacja i takie działania ich „patroli obywatelskich” w gruncie rzeczy są dla rosyjskich agresorów czystym złotem: dzielą. Utrudniają. Sieją nienawiść.

Z drugiej strony skrajna część światowej lewicy bredzi o „uzasadnionych pretensjach Rosji”, którą jakoby sprowokowało NATO. Działające oczywiście pod dyktando USA. Czyli znów powtarzanie poetyki putinowskiej. Nawet wielki uczony – autentycznie wielki, jeden z twórców lingwistyki matematycznej, Noam Chomsky – też gada takie głupstwa, że zęby bolą. Aż wstyd.

Prawica się zafiksowała w swej antyzachodniości, bo dostrzega z tego kierunku „zagrożenie tradycyjnych wartości”, głównie zwanych chrześcijańskimi. Lewica fiksuje się na antyamerykanizmie i „walce z imperializmem”. I różnią się jedni od drugich w gruncie rzeczy tylko terminologią. Głupota jest ta sama.

Na szczęście polska lewica (w każdym razie ta zorganizowana w oficjalnych partiach) nie zwariowała i do kretynów nie dołącza. Ale jest jednak i u nas widoczna w Internecie jakaś pryszczata gówniarzeria, która ubrdała sobie, że za chwilę zrobi z sukcesem „rewolucję proletariacką”; ale tylko majaczy. Wystarczy im do ulubionego latte dosypać troszkę bromu i będzie z nimi spokój. Bo ich odpowiednik prawicowy trzeba jednak chyba potraktować ostrzej: są groźniejsi.

Zmieniając nieco temat. Wielki jazgot na prawicy o konieczności jedności narodu w obliczu niebezpieczeństwa wojny. Wydawałoby się: trudno słuszniej gadać. Ale to tylko brezencik narzucony na kociołek, w którym jak się gotowało – tak gotuje. Przejrzałem troszkę prawicowych mediów: nienawiść do „komuchów”, Tuska i „platfusów” aż buzuje. I to nie tylko w komentarzach. Tzw. poważni publicyści lecą tymi samymi tekstami; no, może formułują swoje bździny lepszą nieco polszczyzną. No i oczywiście biorą za to wierszówkę. Ale melodia ta sama.

Na koniec: dał wreszcie głos nasz ulubiony bohater negatywny, zły człowiek K. Coś opowiadał o projektowanej ustawie o obronie ojczyzny. Najkrótszy komentarz tego wystąpienia jest taki: mówca to on nie jest. Zabełkotał i zapluł się lepiej niż Gomułka; a kto go pamięta, ten mi przyzna, że tow. Wiesław w tej konkurencji wydawał się trudny do pobicia. A ta ich ustawa … Kilkaset stron. Bez czytania jestem niemal pewien, że to twór w klasie intelektualnej „Polskiego (nie)Ładu”. Co nie przeszkadza, że zabierający na ten sam temat głos tow. Błaszczak nie stracił okazji, by się szefowi soczyście z sejmowej mównicy podlizać. Trzykrotnie zasunął tak, że miałem ochotę zdrucić od tej pełnej uwielbienia i wierności słodyczy.

2.03.2022

No więc tak. Duda zawetował „lex Czarnek” zgodnie z moim spodziewaniem. Wywołał masę sceptycznych komentarzy: zasłużenie, bo jego poprzednia działalność w pełni uzasadnia brak zaufania do tego pana.

Ale: dobrze się stało. Raz dlatego, że ta ustawa stawiała myślącym ludziom włosy na głowie swoimi kretyńskimi i antycywilizacyjnymi rozwiązaniami i udupienie jej za wszelką cenę było konieczne; dwa – ponieważ widać wyraźnie, że w Zjednoczonej Prawicy jest pęknięcie. Zajrzyjcie do portalu braci Kremlowskich (sorry: Karnowskich…) i poczytajcie komentarze: sama słodycz. „Prawdziwym Polakom” ta decyzja wraziła w tyłek kij od szczotki, to widać.

Ogólnie: jeśli jakiś nieakceptowalny osobnik z powodów nieszlachetnych i pobudek niskich robi coś, co mi się podoba – to mogę mu nawet postawić kielicha. Za to. Za inne czyny czeka paragon i trzeba będzie jednak zapłacić. No, może z 3% zniżki.

Ploty: ta ruska kolumna o jakiejś monstrualnej długości, co to wiozła nie wiadomo co – może paliwo, może amunicję – podobno jakoś wyparowała. Wzięła i znikła. Byłby to fenomen fizyczny, taka dematerializacja, ale zapewne była jakoś wspomagana. Sława wspomagającym!Druga plota: Anonymusy zaczęły swoje działania od psich figli. A to ruska telewizja zaczęła nagle nadawać ludową muzykę ukraińską, a to Rosjanie dostali miażdżącą porcję naszego rodzimego disco-polo (swoją drogą: to okropna kara; nie wiem, czy rażenie Martyniukiem ludności cywilnej to nie jest wypadkiem duże naruszenie praw wojny…). Dziś podobno Anonimowi przestali żartować: jakoby oślepł i ogłuchł system rosyjskich satelitów wywiadowczych. Choć może to jakaś cyberarmia, bo taki numer przekracza chyba możliwości najzdolniejszych amatorów.

Obie ploty usilnie proszę traktować jako ploty właśnie. Nie mam potwierdzenia. Ale w najgorszym razie traktujemy to jako moje specjalne życzenia.

Wracamy na krajowe podwórko. Pozwolę sobie złożyć nieśmiałą propozycję w związku z pojawieniem się gdzieś tam na południu kraju jakichś „patroli obywatelskich”, które usiłują dokonywać selekcji uchodźców z Ukrainy na „dopuszczalnych” i „niedopuszczalnych”. Kryterium jest kolor skóry. No i moja propozycja jest taka: zamknąć to towarzycho do ciupy pod byle pozorem na początek na trzy miesiące; może zmądrzeją. Na mały wpierdol powitalny w mamrze przymknę oko. I natychmiast uchwalić stosowne prawo, jeśli rzeczywiście takiego dziś nie ma, żeby ich całkowicie zdelegalizować i przy okazji usunąć z życia publicznego takie postaci, jak Braun i jego kumple.

Duda dziś grzecznie prosił, żeby kretyni się uspokoili, ale… właśnie: grzecznie. A tu nie ma czasu na pieszczoty. O zbyt poważne rzeczy chodzi.

A… Panie K., co słychać? Nie zamierza pan zdementować tych paskudztw, które o panu różne wredoty wypisują? To gotowi jesteśmy uznać, że nasza opinia o panu jako złym człowieku jest zbyt delikatna. Idzie pan na to?

1.03.2022

Zacznę od cytatu. Uprzedzam, że wrażliwi mogą mieć problemy, jeśli mają kłopoty z ciśnieniem. Zagraża wkurw totalny! A więc:

Przyjąć uchodźców z Ukrainy? Owszem, ale tylko za opłatą – usłyszała aktorka Ewelina Szostkowa, gdy zadzwoniła do diecezjalnego ośrodka Emaus pod Białobrzegami, proponując, że dowiezie uchodźców. Ksiądz tłumaczył, że ośrodek czeka na pozwolenie i środki od wojewody. A więc tak czy owak, ktoś za pobyt uchodźców musi zapłacić, np. wojewoda. Co ciekawe, pozwolenie nie jest potrzebne, gdy przyjezdni sami zapłacą. Wówczas ośrodek na nic nie czeka i od zaraz udostępnia zakwaterowanie. Na swojej stronie internetowej Emaus deklaruje: >Oprócz formacji serca w ośrodku musi być również pielęgnowana idea, o której mówił Sługa Boży Jan Paweł II, czyli nowa wyobraźnia miłosierdzia<”.

Pięknie. Wiecie, klechy, co wam w co? Domyślcie się. Irlandia zbliża się wielkimi krokami. Była kiedyś najbardziej katolickim państwem świata. Dziś jest niemal w całości laicka. Tak zwana „misja dziejowa” katolicyzmu chyba dobiega wreszcie końca. Ale ten koniec jest paskudny i cuchnący. Brudną forsą i pedofilską spermą.

Niewykluczone jednak, że wojna w Ukrainie przyniesie Polsce pewien pozytywny skutek. Napływają otóż rzesze dzieci ukraińskich, które muszą być natychmiast objęte opieką szkolną. Bez szybkiej i sprawnej pomocy społeczników nie będzie to wykonalne. A tymczasem idiotyczne „lex Czarnek” grozi niesłychaną biurokracją i jakimiś absurdalnymi terminami załatwiania zezwoleń na takie działania. Zaś Duda ma czas ledwie do 3 marca na podjęcie decyzji w sprawie podpisania wiadomej nowelizacji… Ponieważ zaś w ostatnich dniach zaczął się zachowywać dość przyzwoicie – zakładam, że będzie weto. Bo jak go nie będzie, to trzask, jaki wywoła upadek wizerunku „pana prezydenta”, usłyszy cała Europa.

Ale i inne pozytywne skutki paradoksalnie niesie ta wojenna okropność. Spodziewam się na przykład wysłania za Putinem i jego najbliższymi mołojcami międzynarodowych listów gończych. Są to przecież zwykli kryminaliści i prędzej czy później czeka ich Norymberga 2.0. Na co czekać? No chyba, że na rosyjską wersję pułkownika von Stauffenberga, który zostawi gdzieś teczkę… Niektórzy Rosjanie mówią o takiej możliwości bez zahamowań. Mają zresztą niezłą tradycję radykalnego usuwania ważnych ludzi ze stanowisk; wspomnijmy pana Berię czy pana Jeżowa.

Zgadzam się też z opinią, że państwo Le Pen, Salvini czy Orban et consortes powinni się już poważnie szybciutko zająć szukaniem sobie nowego miejsca w życiu. Ich kariery się kończą w trybie nagłym. Widzę też, że wynikiem zbrodni Putina jest znaczne zwiększenie tendencji dośrodkowych na naszym kontynencie: Unia chyba zupełnie nie spodziewała się takiego wzmocnienia. Zwolennicy „Europy ojczyzn” i wszelkiego typu „odrębności narodowej” dostali niezłą fangę w nos; nic dziwnego, że w większości – poza zupełnymi idiotami – zamknęli japy.

No właśnie. Nasz stały bohater negatywny pan K. też stanął w związku z tym przed ciekawą możliwością. Jeden z jego wspólników, i to ten zagrażający, co to tak uwielbiał konferencje prasowe na każdy temat, wybrał był właśnie taktykę milczenia; i nie dziwi to, bowiem latami budował sobie taki wizerunek, który z wyraźnym potępieniem agresji Putina jest całkowicie sprzeczny. Wszak Putin w imię „wartości konserwatywnych” i antyzachodnich…

No i teraz pan K. mógłby pana Zbinia dość łatwo „zdemaskować” medialnie jako jakiegoś agenta i przerobić na kompost… Nie sądzę, żeby zechciał. Nie posądzam go o aż taką wyobraźnię polityczną. Ale jakby co nie roszczę sobie praw autorskich do tego pomysłu.

Bogdan Miś

Urodzony w roku 1936. Matematyk, dziennikarz. Członek Towarzystwa Dziennikarskiego,
Polskiego Towarzystwa Matematycznego, Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.