
02.03.2022
Dzisiaj mamy poziom niebezpieczeństwa wojny (DEFCON-1 to katastrofa!):

Informacja pochodzi z Defcon Level Warning System: https://www.defconlevel.com/share-defcon-level.php
31.03.2022
Dwa tematy zaczynają dominować dyskurs publiczny. Nie ma wątpliwości, że nie jest to przypadek. Są nam celowo podrzucane właśnie po to, by zagłuszyły inne.
Pierwszy temat to wspominany już tu Smoleńsk. Zbliża się 10 kwietnia, restrykcje pandemiczne zdjęte, więc można będzie odpierniczyć sabat czarownic na dwadzieścia cztery fajery. Znów paru moich kolegów – fizyków dostanie stanu przedzawałowego po wysłuchaniu kolejnej porcji bredni, wymlaskanych przez tego najgłówniejszego. Nic na to, niestety, nie poradzimy. Mówmy więc na ten temat jak najmniej. A jeżeli już, to w sposób stosowny: z pogardą i niesmakiem.
Temat drugi jest dobrze znany i mocno nieświeży; zdaje się jednak, że rządzący uważają, że NARUT go kocha szczególnie. To stara piosenka antyniemiecka, używana z powodzeniem za Bieruta i Gomuły zawsze, gdy coś w gospodarce było nie tak. Pamiętam obrzydliwe plakaty z Adenauerem w płaszczu krzyżackim; miały przykryć zdaje się brak papieru srategicznego (to nie literówka!). Teraz z braku innych pomysłów Morawiecki przekręca nawet na antyniemieckie przysłowia … o Polakach i opowiada o „Niemcach po szkodzie głupich”, czy jakoś tak.
Po jaką cholerę im ta antyniemieckość – nie jestem w stanie pojąć. Chyba tylko po to, żeby jakoś podpiąć do sprawy Tuska.
Ma przyjechać do Warszawy Ursula van der Leyen. Podobno z tej okazji ma zostać pozytywnie dla rządzących rozwiązana sprawa europejskich miliardów. Jeśli to prawda, to będę miał do Unii Europejskiej dużą pretensję. Ja wiem, że większość z nas zachowała się w związku z wojną w Ukrainie przyzwoicie, część zaś – wspaniale. Ale na drugiej granicy jest zdaje się ciut inaczej; a poza tym w centrum sprawy leży problem praworządności. Jeśli będą w tej kwestii jakieś europejskie poluzowania „w nagrodę”, to spora część mojej sympatii i szacunku dla Unii pójdzie się bujać na drzewo. Jeśli zaś przy tej okazji padną jakieś patetyczne słowa o Wojtyle – to zdrucę (nieznającym słowa wyjaśniam, że chodzi o wydalenie otworem gębowym spożytej uprzednio treści pokarmowej).
Na koniec – przepraszam – żadnej oryginalności. Po prostu przyłączam swój głos do mnóstwa tych, którzy uważają rozwiązania problemu włączenia młodzieży ukraińskiej do polskiego systemu oświatowego zaproponowane przez Czarnka – za kolejne kretyństwo. Sprawdzać znajomość literatury polskiej po ukraińsku i z pomocą słownika odpowiadać na polskie testy – to jest po prostu chore. A to tylko jedno z wymądrowań naszego geniusza edukacji.
Swoją drogą, oświata miała we wszystkich rządach potransformacyjnych przewalone. Kolejni ministrowie byli co najwyżej średni; a na ogół okropni. Z tym że Czarnek jest poza konkurencją i jakimikolwiek klasyfikacjami. Casus irreducibilis, jak mawiają matematycy. Przypadek nieprzywiedlny. Po Zalewskiej myśleliśmy, że każdy może być lepszy; przyszedł Piontkowski i to przypuszczenie z łatwością obalił. Myśleliśmy, że teraz to już niczego gorszego nie znajdą; znaleźli.
A zły człowiek o nazwisku na K. pewno przygotowuje kolejną mlaskanicę na rocznicę. Jaka szkoda, że opuściła nas niezrównana cudowna Ania Izabela Nowak. Jak ona genialnie zamieniała te jego wytwory na poezję abstrakcyjną…
Wtedy jeszcze się głównie śmieliśmy. Dziś słuchamy majaczeń ze zgrozą.
30.03.2022
Naród (a przynajmniej spora jego, niestety, część) doznał orgazmu: Polska wygrała z kimś tam w piłkę nożną i gdzieś kiedyś pojedzie po coś. Niby nie mam nic przeciwko temu, ale jak w sytuacji, w której mamy absolutnie prawdziwą wojnę za ścianą i w kraju dzieje się mnóstwo ważnych a nieprzyjemnych rzeczy, czterdzieści minut pieprzy się w telewizji informacyjnej z zachwytem, że coś ktoś kopnął lewą nogą zamiast prawej – to budzi się we mnie autentyczna chęć mordu.
Przeklnijcie mnie, ale to nie jest mój świat.
A potem leci dziesięć minut wrzaskliwej tandetnej reklamy. Celebryta mówi „uuu” i to ma zwiększyć komuś sprzedaż, pomijając idiotyczność sytuacji? A może jakiegoś kretyna to bawi?
Potem zaś z wiadomości dowiadujemy się, że ktoś znany dał komuś innemu publicznie po pysku, bo obraził jakoby głupim żartem jego żonę (potem okazuje się, że na dodatek żart był nieśmieszny). I to jest temat dużo ważniejszy na przykład od tego, że rysuje się otwarty konflikt w koalicji rządzącej…
Powtórzę: to nie jest mój świat. Chyba jednak faktycznie pora umierać.
Wróćmy do tej kopanej piłki i w ogóle do sportu, wynaturzonego dziś do spodu – z wyjątkiem paru enklaw, które trudno spieprzyć. Oto – proszę państwa – propozycja starego szaleńca; proszę się nie pukać w głowę od razu, tylko przedtem chwilkę pomyśleć. Czy nie byłoby ciekawe obejrzeć mistrzostwa świata (nawet w tę okropną piłkę kopaną), w których prawo uczestniczenia i konkurowania mieliby wyłącznie ludzie z doktoratami, choćby i teologii (tu splunąłem)? Że by się jeden z drugim pewno przewrócił po dwóch krokach a na setkę uzyskał obłędny czas 37 sekund? Albo skoczył o tyczce 1,30 m?
Takie zawody na pewno bym obejrzał. Takie, w których sport jest wyłącznie draką, zabawą i radością, a nie zawodem zbliżonym wysiłkiem do zawodu górnika czy hutnika. Na takie zawody, w których ludzie rozbijają komuś szczęki, łamią sobie lub drugiemu nogi, pompują w siebie jakieś gówna i tylko myślą, żeby się nie wydało, a potem umierają w wieku 40 lat na serce, ale jako milionerzy – nie mam ochoty patrzeć. Dla mnie to takie samo wynaturzenie, jak rzut osobnikiem niskorosłym przy kolacji (pamiętacie?). To jest po prostu obrzydliwe. Kropka.
No. To ulałem.
A teraz o sytuacji bieżącej. Niby należy się cieszyć, że prawica się ewidentnie kopie po kostkach w związku z prezydencką propozycją rozwiązania problemu Izby Dyscyplinarnej (też zresztą wykonaną z lipy), ale w gruncie rzeczy powinniśmy się chyba martwić. Zerwanie ich wewnętrznych rozmów w tej sprawie oznacza, że pan Zbinio And His Funny Boys mają jednak coś do powiedzenia. Zły człowiek na literę K. mógłby skorzystać z okazji i spuścić towarzystwo z wodą, ale najwyraźniej nie chce. A pomijając inne aspekty wynika z tego, że forsa z Brukseli odjeżdża nam z gwizdem z powodu fanaberii paru ćwierćinteligentów.
Najwyraźniej liczą na to, że znowu się damy nabrać na jakąś awanturę w związku ze Smoleńskiem. Festiwal się zaczyna: po znanej wypowiedzi Tego-Co-Wiecie zabrali głos pan AM (bynajmniej nie Adam Mickiewicz) powracając do „bomby termobarycznej” oraz zapomniana już nieco miska z Krakowa, czyli niejaka Wassermanówna. Ma ona otóż „przekonanie poparte dowodami, że nie była to zwykła katastrofa”. Ciekawe: kto będzie następny w tej kolejce głoszących prawdę w trzecim sensie Tischnera?A gdybyśmy (marzenie tak samo realne, jak to powyżej ze sportem dla doktorów…) umówili się, że o kolejnych enuncjacjach nie napiszemy i nie powiemy ani słowa? Po prostu: ogłośmy bojkot rewelacji smoleńskich. Niech się udławią własnym jadem.
Niestety, niewykonalne. Idiotyzmy są reklamonośne.
29.03.2022
Starsi panowie miewają rozmaite problemy, co i mnie się zdarzyło. Nic poważnego, ale zajęło trochę czasu i nie mogłem się wczytać w dzisiejsze doniesienia; przepraszam zatem, jeśli ktoś uzna, że zajmuję się dziś sprawami mniej ważnymi; ale chyba nie.
Bo wszystko wskazuje na to, że wojna w Ukrainie jednak zmierza do jakiegoś końca. Już mówi się o zgodzie na rozmowę Zełenski-Putin, która dotychczas była niemożliwa. Mówi się też o jakichś pożądanych „gwarancjach” dla Ukrainy ze strony Polski, Turcji, Kanady i Izraela. Lubiłbym wiedzieć, na czym miałyby takie gwarancje polegać, żeby nie stały się kolejnym politycznym pustosłowiem; zaczekajmy jednak, ta akurat sprawa powinna się szybko wyjaśnić. No i bandyci podobno zaprzestają ataków na Kijów; a to już jest wyraźny sygnał zwycięstwa.
Więc tu idzie dobrze – i oczywiście w tej sytuacji NARUT zaczyna się różnych rzeczy czepiać. Zełenski wezwał Danię do zaprzestania importu rosyjskiej ropy, mówiąc, że zielona technologia stała się teraz oczywistą i rozsądną odpowiedzią, co spowodowało regularny upływ narodowego hejtu.
Głupota piszących po prostu obezwładnia, zwłaszcza w połączeniu z ich specyficzną ortografią. Nie podoba się im przy okazji pochodzenie Zełenskiego, zawód („aktorzyna”), wzrost, ubiór i co tam jeszcze – a specjalnie to, że zwraca się on z czymkolwiek do Unii Europejskiej. Która nadal jest widziana jako centrum światowego zepsucia. Za chwilę znów zaczną majaczyć o Nowym Porządku Światowym, podpierając się jakimś bełkotem o objawieniach i proroctwach, zostawionym nam przez święte dziewice.
Kolejna sprawa, którą dziś zauważyłem, to wyraźne zaostrzenie stosunków z Węgrami. Co mnie akurat cieszy, bo ichniego salcesona – Orbana serdecznie nie trawię. No i już się wzajemnego warczenia nie da ukryć. A NARUT komentuje to na przykład tak (pisownia i interpunkcja zachowana):
Nie będę ZDZIWIONY jak Węgry zawieszą członkostwo w Grupie Wyszehradzkiej. A stosunki Polsko-=-Węgierskie ograniczą się do Symboliki .Lub zostaną CAŁKOWICIE ZERWANE. A wtedy UE robi z Polski i Czech WASALI–Niewolników UE. Bo Węgry w KAŻDEJ CHWILI MOGĄ OPUŚCIĆ UE. BRAWO MADZIARY.
Widział kto podobne brednie?
Widział, widział. Mnóstwo tego.
O złym człowieku na literę K. dziś zmilczę. Siedział cicho, choć mówiono mi, że na Żoliborzu w okolicach jego domu jakaś dyskoteka z ważniakiem w środku zasuwała w tamtym kierunku. Więc pewno coś knuje, ale on ma tak zawsze.
28.03.2022
Mnóstwo ludzi z naszej bańki porusza te tematy, które wywołały u mnie dziś chęć upustu żółci, więc niniejsza notka będzie mocno wtórna. Ale co robić? Skoro ma to być w zamierzeniu jakaś minikronika wydarzeń, to nie mam wyjścia. Muszę.
Muszę więc przede wszystkim odnieść się głośnego już wywiadu prezydenta Zełeńskiego, w którym – nie da się ukryć – zrobił z naszego negatywnego bohatera, czyli złego człowieka o nazwisku na literę K., kompletny wiatrak. Chodzi o pomysł misji pokojowej NATO w Ukrainie. Zełenski ma absolutną rację mówiąc „nie potrzebujemy zamrożonego konfliktu na terytorium naszego państwa” i dodając „na szczęście albo niestety, to wciąż nasz kraj, a ja jestem prezydentem, więc na razie my będziemy decydować, czy będą tu inne siły”.
Wynika stąd, że pan K. zadziałał na zasadzie „ja wam rzucam myśl, a wy go łapcie”, która zapewne funkcjonuje z powodzeniem na Nowogrodzkiej, ale niekoniecznie poza Polską. Musiał się biedaczek nieźle zdziwić, że nie wszyscy padli na twarz w niemym zachwycie…
A poważnie: kury szczać prowadzać, a nie uprawiać politykę globalną – panie K.
Druga dość bulwersująca wiadomość: osławione Ordo Iuris … rozpoczyna misję obserwacji wyborów na Węgrzech. Orban ma „rosnące obawy o bezstronność i uczciwość OBWE, celem misji jest przywrócenie zaufania publicznego do procesów wyborczych i obserwatorów międzynarodowych”, jak napisał na Twitterze niejaki Kovacs, współpracownik Orbana. Przypomnę: Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie przewodzi obecnie Polska, a na jej czele stoi polski minister spraw zagranicznych.
Jeśli to nie jest policzek dyplomatyczny w stosunku do naszych rządzących, to zmieniam nazwisko na Dżdżownica.
No ale to umiarkowana niespodzianka: pan Duda niedawno skrytykował politykę Węgier, więc trzeba się było jakoś odpluć. Co mnie cieszy, bo im mniej kumpli ma szajka, tym lepiej. A przy okazji zaproszenie akurat tej organizacji do „nadzoru” sugeruje mi, że wybory na Węgrzech niekoniecznie będą całkiem OK. Salceson (nie wiem czemu Orban mi się akurat tak kojarzy) musi mieć niezłą mojrę o ich wynik, zabezpieczając się w taki akurat świętojebliwy sposób.
Na koniec – dobra (to się za chwilę okaże…) wiadomość. Mamy otóż w rządzie prawdziwą składnicę geniuszy. Wybitnych ekspertów od wszystkiego. Dowód?
Niejaki pan Zbinio i jego Funny Boys zapowiedzieli (tzn. on zapowiedział, a oni kiwali głowami z rozanielonymi uwielbieniem mordkami), że na najbliższej Radzie Ministrów złożą wniosek o … zmianę strategii energetycznej Polski do 2040 roku. Ma być ona otóż oparta na najnowocześniejszych technologiach energetyki jądrowej i … węglowej. Co tam źródła odnawialne i ekologiczne, jakieś wiatraki czy cóś w podobie.
W przyszłym tygodniu podobno chłopcy planują unieważnić tabliczkę mnożenia, bo pewnemu biskupowi słowo „mnożenie” źle się kojarzy.
My wiemy lepiej, a kto się nie zgadza – dostanie w ryj. Albo go zapudłujemy, bo możemy.
Sumując tych kilka obserwacji nie mogę się oprzeć wrażeniu, że mój ulubieniec na literę K. zafundował nam pierdolnik klasy globalnej. Gdyby były mistrzostwa świata w tej dziedzinie – nasz ukochany kraj byłby dzięki swemu przywódcy absolutnym dominatorem tysiąclecia. Taka Serena Williams polityki. Nieprawdaż? Co zaserwuje, to nic tylko się przewrócić.
27.03.2022
Nie da się uniknąć kilku słów o wczorajszej mowie Bidena. No i cokolwiek by się chciało powiedzieć, jedno jest pewne: ten pan umie przemawiać. W odróżnieniu od naszych dostojników, którzy na ogół dukają, szeleszczą, smędzą i po prostu czytają napisane im teksty bez zrozumienia.
W sumie uważam to przemówienie za ważne i sensowne. Nie „przełomowe” i nie „historyczne”. Nie sądzę, by po latach pamiętano z tej mowy jakiś cytat; no może ten o konieczności odsunięcia Putina od władzy – ale jeżeli, to raczej jako pewne kłopotliwe potknięcie, które natychmiast musiał dementować Biały Dom.
Dla mnie najistotniejsze były słowa definiujące demokrację: te o praworządności, wolności słowa i tak dalej. Te, które wywołały grymasy na rumianej buźce Ziobry i kręcenie głową Macierewicza.
W ogóle było kilka momentów tej wizyty do zapamiętania. Po pierwsze – całkowicie poufne spotkanie z przedstawicielami rządu Ukrainy; coś tajność tej imprezy powinna jednak nam chyba mówić… Po drugie – różne drobiazgi i smaczki, jak choćby to, że w serwisie fotograficznym Trzaskowskiego nie ukrywa się obecności na Stadionie Morawieckiego, natomiast w serwisie PiS – Trzaskowski jest starannie wygumkowany. Albo to, że Biden wymienił Wałęsę, natomiast całkowicie pominął „wiekopomną” rolę obu braci K.
Ale przecież wiemy od dawna, że po tej drugiej stronie mamy do czynienia ze źle wychowanymi pętakami.
W Internecie spory hałas wywołał ostry komentarz prof. Hartmana, któremu nie spodobało się nawiązanie przez Bidena w przemówieniu do Wojtyły. Uznał to za podlizywanie się katolickiemu elektoratowi i fałszywą ocenę rzeczywistego obrazu naszego społeczeństwa. Przyznaję Hartmanowi rację o tyle, że mnie ten cytat też srodze zgrzytnął, tym bardziej że Wojtyła użył tego „Nie lękajcie się” w zupełnie innym kontekście.
Ale w końcu prezydent USA sam jest katolikiem, więc czego tu się miał spodziewać ateista? Że zacytuje „De non existentia Dei” Łyszczyńskiego?
No i w gusta bardzo wielu rodaków tym trafił; nie oszukujmy się. Wielu niemiłym nam ludziom wytrącając łatwe argumenty.
Troszkę zmieniając temat, ale pozostając w obszarze kontrowersji: muszę powiedzieć, że niektóre teksty dzisiejszego idola całego świata, czyli prezydenta Zełeńskiego, budzą moje spore zastrzeżenia. Rozumiem jego – i nie tylko jego – emocje i rozpacz; ale spodziewanie się i wręcz ostre domaganie bezpośredniej akcji militarnej przeciw Rosji oceniam jako nierealistyczne i nierozsądne. Sprowokowanie w imię najszlachetniejszych nawet celów nuklearnej wojny światowej… Pół globu ma spłonąć?
Nie, tu proszę na mnie nie liczyć. Wstrzemięźliwość Bidena uważam za w pełni uzasadnioną.
A poza tym przypomnijmy sobie, że NATO ma obowiązek użycia słynnego art. 5 traktatu tylko w stosunku do swoich członków…
Nasz bohater końcowy, czyli zły pan K. nie zaszczycił zamkowej imprezy swoją osobą. Nie wiem – z własnej woli, czy z braku zaproszenia; oba możliwe rozwiązania tego problemu uznaję za słuszne. Oczywiście natychmiast następnego dnia wymlaskał się na spędzie jakiegoś nowego prawicowego stowarzyszenia.
Charakterystyczne: portal TVP Info najwyraźniej skonfundowany miałkością tej mowy nie dał tekstu jego wystąpienia ani komentarza, tylko rejestrację wideo, zatytułowaną „Chcemy, żeby Polska, mimo trudnych czasów, pod każdym względem rosła”. Czyli 2 × 2 = 4.
A po kompletnym zapoznaniu się ze streszczeniem tego spiczu we wrażym TVN24 i wyżęciu go ze wszelkich bełkotów umiem go streścić tak: będzie trudno pod każdym względem, A w ogóle to jestem.
Też dobrze. Choć nieprzesadnie odkrywczo.
26.03.2022
Coraz częściej czuję zażenowanie. A to któryś pisuar powie coś takiego, że się słabo robi, a to zachowa się tak, że ręce i piersi opadają. Oczywiście przoduje w tym nasza wielka trójka, to jest Kaczyński, Duda i Morawiecki – rzecz jasna z racji tego, że najczęściej są pokazywani. Bo wybitne wyniki w tym konkursie żenad ma też druga linia: Ziobro, Terlecki, Witek…
Dziś błysnął pan premier. Wizytując wraz z Bidenem (i ku swojemu nieukrywanemu zbrzydowi z Trzaskowskim) Stadion Narodowy myślał widać tylko o jednym: żeby w każdej chwili zmieścić się w kadrze z prezydentem USA. Rozpychał się tak niemiłosiernie, że spodziewałem się, że jak zdrowo popchnie Bidena, to oberwie od któregoś z licznych agentów Secret Service…
Wstyd. Absolutny brak wychowania. A Trzaskowski stał spokojnie z boku i – może mi się wydawało zresztą – zerkając na te ruchy, lekko ironicznie się uśmiechał.
Druga żenada, ale już nie tak zaskakująca. „Podczas katastrofy smoleńskiej samolot został wysadzony w powietrze” – oświadczył na antenie Polskiego Radia 24 Antoni Macierewicz i dodał: „raport w tej sprawie zostanie przekazany opinii publicznej w najbliższym czasie”. Szef komisji smoleńskiej zaznaczył, że z raportem tym zapoznał się już prezes PiS Jarosław Kaczyński. Pisałem już wczoraj: odgrzewamy Smoleńsk. Ciekawe, czy mają jakieś badania opinii, które mówią, że NARUT tego chce?
Nie tylko my wykonujemy żenujące pociągnięcia. Pan papież dokonał „aktu poświęcenia niepokalanemu sercu Najświętszej Maryi Panny” Ukrainy i Rosji. Powiedział m.in. (cytat dosłowny): Naród ukraiński i naród rosyjski, które czczą Cię z miłością, uciekają się do Ciebie, a Twoje Serce bije dla nich i dla wszystkich narodów zdziesiątkowanych przez wojnę, głód, niesprawiedliwość i nędzę.
Rozumiecie: nie ma agresorów i napastników, nie ma napadniętych i mordowanych. Są dwa równoważne narody… To się nazywa symetryzm – i jest to w ogóle podejście obrzydliwe, a w wypadku kwestii życia i śmierci – haniebne. Jeszcze kilka takich ruchów i…
Bardzo się ci panowie w sukienkach za parę lat zdziwią. Nie mam co do tego wątpliwości. Od następnych pokoleń bez wątpienia usłyszą, gdzie mogą sobie wetknąć swoją „dobrą nowinę”. I nie będzie to ciekawe miejsce.
„… muszę Was przeprosić za to, że niektóre firmy w haniebny sposób kontynuują działalność w Rosji, że nadal przez Polskę jadą tysiące tirów na Białoruś i dalej, że nadal rząd importuje rosyjski węgiel i nie potrafi zamrozić aktywów rosyjskich oligarchów. W ten sposób z niedającą się zaakceptować hipokryzją nadal – nawet wbrew intencjom – finansujemy zbrodniczy reżim, który zdobyte pieniądze zużywa na mordowanie niewinnych ludzi” – powiedział marszałek Grodzki i wywołał narodowo-patriotyczną furię. Pierwszy naskoczył na niego jego poprzednik, który najwyraźniej nie może przeboleć utraty posady. Ale dobry też jest Kukiz. Oto co wydalił z siebie ten dziwny egzemplarz hominida: „Powinien ożenić się z Ochojską. I adoptować Lisa. I byłaby rodzina na medal. Medal Bohatera Związku Radzieckiego”.
Moja babcia mawiała (miała buzię mocno niewyparzoną) „ale sukinsyn wykombinował”… Żenada.
A zły człowiek z nazwiskiem na K. literę powarkuje po kątach. Musi bardzo cierpieć z powodu niedopuszczenia w pobliże Bidena. I doskonale.
25.03.2022
Dzień pełen wrażeń.
Początek – koszmarna wtopa z Dudą, którego samolot miał awarię, w związku z czym jego dysponent musiał się przesiąść do innej bryki, w związku z czym Biden czekał na powitanie, siedząc spokojnie godzinę w Air Force 1 na lotnisku. Miejmy nadzieję, że się zrelaksował i trochę zdrzemnął na zapas; przydało się mu to na pewno, gdy musiał potem wysłuchiwać wielominutowego strumienia świadomości Dudy. Pisałem już o tym, ale raz jeszcze: ten facet ma po prostu biegunkę werbalną, inaczej jego mów oceniać nie sposób.
A nie pewniej było do Rzeszowa pociągiem? Salonka po Bierucie gdzieś tam przecież stoi na bocznicy…
No nie. Biden ma samolot, to ja nie mogę być gorszy.
Z innych zabawnych wydarzeń. Polska Press Grupa (czyli obajtkowy koncernik prasowy) reaktywuje fundację Instytut Dziennikarstwa. Jej prezeską została Dorota Kania, członkini zarządu spółki – dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl. – Chcemy doprowadzić do tego, by jak najwięcej młodych ludzi chciało pracować w zawodzie dziennikarza – mówi Kania. W skład prezydium fundacji weszli Agata Rębiś, Grzegorz Widenka i Tomasz Przybek. Przybek od ub.r. jest prezesem Polska Press. Wcześniej pracował m.in. w PAP, Fratrii i PW „Rzeczpospolita”, a także w spółkach Skarbu Państwa spoza branży medialnej. Agata Rębiś jest prawniczką, od 2012 roku zawiązana z Mediami Regionalnymi. Grzegorz Widenka to prezes oddziałów wrocławskiego i zielonogórskiego Polska Press.
To czego oni tam w tym instytucie chcą uczyć, bo nie dosłyszałem? Przecież tam u nich wystarczy znajomość paciorka i dobrze ustawiona ciocia; mylę się?
Na zakończenie nieco więcej tym razem o złym człowieku na literę K. Otóż rzekł on był odnosząc się do kwestii Smoleńska w rozmowie z obajtkowym Polska Press „Więcej na ten temat nie mogę mówić. Mam prawo, jako poszkodowany, dostępu do różnych śledztw, ale nie mogę wszystkiego powiedzieć” Dodał też: „Mogę natomiast powiedzieć, że pierwszy raz po zapoznaniu się z różnymi dokumentami mam wyjaśnienie całości”.
No to mamy jasność: temat Smoleńska wraca na wokandę. Co mogłoby oznaczać, że wybory jednak będą przyspieszone. Ciekawe, czego się dowiemy tym razem: w robocie była malutka bomba neutronowa, Rosjanie podrzucili jakąś sztuczną czarną dziurę, czy coś jeszcze oryginalniejszego? Osobiście stawiam na agenta-samobójcę; tego jeszcze nie braliśmy.
Druga godna uwagi wypowiedź wymienionego jest taka: „Działaniem, które proponowałem w Kijowie, i które uważam w dalszym ciągu za najskuteczniejsze, które mogłoby doprowadzić do pokoju, jest misja pokojowa NATO na terenie Ukrainy”. No i mów takiemu, że nie ma podstaw prawnych i mogłoby doprowadzić do wojny światowej to jego działanie. Un wie swoje. Il Duce ha sempre ragione – tak to było? A jaki był dla Duce ostateczny finał tej racji?
No.
24.03.2022
Bez specjalnego żalu żegnamy ubity dziś „Polski ład”. Dla niepoznaki rządzący nazwali zmiany w systemie podatkowym „Tarczą antyputinowską”. Równie dobrze mogliby go nazwać „Nocnikiem Prezesa” albo „Bigosem Julii”. Sens byłby podobny. Ważne jest to, że kilka bzdur jednak zlikwidowano. Ale znajomy biegły w księgowości powiada, że burdel w rozliczeniach specjalnie nie zmaleje.
Grzegorz „Szczęść Boże” Braun został w środę wykopany ze składu sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Wykluczenie poparła większość posłów: za głosowało 438 z 455 obecnych parlamentarzystów. Zabawne, ale i irytujące: czytam komentarze tzw. prawicowych internautów i widzę, że dzielą się oni z grubsza na dwie kategorie. Jedni mianowicie cieszą się, że tego Eskimosa wywalili, drudzy martwią, że Eskimosi znowu wykończyli porządnego człowieka. Niekumatym wyjaśniam, że słowo „Eskimos” jest na prawicy używane jako synonim Żyda, chodzi zaś o to, by różne algorytmy sprawdzające nie kwalifikowały z miejsca komentarza jako antysemicki. Wracając do Brauna – albo on Żyd, albo go Żydy niszczą. Tak czy owak, organiczny antysemityzm prawicy ma się świetnie.
Oburzający wyrok – grzmi prawica. Na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu za nieudostępnienie informacji publicznej skazano w czwartek niejaką Lidię Kochanowicz-Mańk, członkinię zarządu Fundacji Lux Veritatis, tej od tzw. ojca toruńskiego. Sąd uniewinnił jednocześnie Rydzyka oraz drugiego biznesmena w kiecce Króla. Sprawa dotyczy wniosku, który do fundacji Lux Veritatis złożyła Sieć Obywatelska Watchdog. Stowarzyszenie pytało o przedsięwzięcia finansowane ze środków publicznych – chodziło o dotacje i poczynione z nich wydatki. Odpowiedzi ostatecznie udzielono, ale – jak podkreślał Watchdog – była ona spóźniona i odpowiadała jedynie na pierwszą część pytania. Prawiczki łkają, że to cios w „dzieła” toruńskiego oligarchy, mnie się ten wyrok wydaje uderzająco łagodny, ale dobre i to: resort Ziobry stawał na głowie, żeby w ogóle do procesu nie doszło.
Doszło. I to jest mały kroczek ludzkości w dobrym kierunku.
„Chciałem poinformować, że podjąłem decyzję o dymisji ministra rozwoju Piotra Nowaka. Dziś przekazałem wniosek do prezydenta o przyjęcie tej dymisji. Decyzja jest spowodowana tym, że wyczerpała się formuła współpracy uzgodniona z ministrem” – walnął na zakończenie konferencji prasowej o podatkach Morawiecki, po czym wyszedł. Nie była to niespodzianka. Podkopy Sasina pod pozycją premiera są ogólnie znane, Nowak zaś jest uważany za jego człowieka. No i zasasiniło jak zawsze, mimo że były minister ma opinię bardzo lubianego przez tego prezesa, co to o nim niżej. W tej sytuacji tłumaczenie decyzji nadmiernym pośpiechem Nowaka w ujawnianiu postępów w rozmowach z Komisją Europejską jest zwykłym wykrętem. A Sasin faktycznie zaczyna działać jak król Midas – czego dotknie, to mu się zamienia. Bynajmniej nie w złoto.
A zły człowiek o nazwisku na literę K. znowu dał nura do nory. Nura do nory – jak pięknie brzmią te słowa; jest w nich jakaś muzyka, nie sądzicie? Albo jakieś tajemnicze zaklęcie hinduskie…
23.03.2022
Po pierwsze, wiadomość na razie niesprawdzona, ale krzepiąca. Jeśli okaże się prawdziwa, to kilka nielubianych przeze mnie osób dostanie ciężkiego rozwolnienia. Otóż podobno prezydent Biden wyraził chęć rozmowy z Rafałem Trzaskowskim, i to w cztery oczy (z uwagi na poziom znajomości języka przez Trzaskowskiego tłumacz jest zbędny). Jak dodamy do tego, że prawdopodobnie nie spotka się z Krzywoustym ani z tym, wiecie, co o u nas zawsze wisi na końcu (przepraszam za skojarzenie, chodzi o konstrukcję tych tekstów), to mamy niewielki powód do satysfakcji.
Po drugie, już mniej krzepiące: Czarnek chce wrzucić swój zawetowany przez Dudę projekt dezorganizacji oświaty jako poselski, podobno praktycznie bez zmian. Przy okazji zabawił się w proroka. Cytuję: „Ja uważam, że wojna się skończy za dwa tygodnie. Ta ustawa jest ogromnie potrzebna, żeby chronić polskie dzieci w wielkich miastach przed demoralizacją i deprawacją. I tyle”. Koniec cytatu.
Prawdę mówiąc, nie powinno mnie to dziwić. Rzadko kto zmądrzeje w ciągu paru tygodni; IQ jest podobno dość stabilnym parametrem. Ale jednak bezczelność typa jest trochę porażająca, nie sądzicie?
Po trzecie: panowie Wójcik (to ten wielopodbródkowiec od Ziobry) i mój rarytny ulubieniec, intelektualista Janusz Kowalski zażądali, by Tusk i Pawlak ujawnili swoje źródła dochodów. Nie muszą, bo nie pełnią obecnie funkcji publicznych, no ale co chłopaki od Zbinia narozrabiają, to ich. Zresztą pewno to on im tę ideę podsunął. Proponuję obu panom jednobrzmiącą odpowiedź: zrobimy to następnego dnia po opublikowaniu odpowiednich informacji przez Morawieckiego. Przypominam, że ten – w odróżnieniu od wymienionych – powinien. I nie robi tego.
Po czwarte coraz to odzywa się publicznie – w każdym razie w mediach społecznościowych – mocno sędziwa „opcja antyimperialistyczna” vel antyamerykańska. Ostatnio jeden taki śmieszny pan zarzucił naszym niezależnym od rządu organizacjom społecznym (włącznie z KOD!), że są finansowane przez kowbojów, więc niewiarygodne. Bo naturalnie w pustym łbie się nie mieści, że ludzie robią coś w niektórych okolicznościach za darmo, albo i dokładają własne. Jakbym czytał gazety Wołodi P.
Jest ciekawe, że ci ludzie usiłują utożsamiać się z lewicą, uznając na przykład za lewicowość… pracę w aparacie dawno martwej Siły Przewodniej. Ponad trzydzieści lat minęło od przekroczenia przez nich terminu zdatności do użytku – i oni nadal nic nie rozumieją… W szczególności, że ta ich lewica ma tyle wspólnego z prawdziwą, co moje gacie. A znamienne jest również i to, że ci ludzie źle na ogół kryją swój antysemityzm, stając gorąco po stronie „dyskryminowanych Palestyńczyków”, co jest po antyamerykanizmie główną obsesją tych starych idiotów.
W sumie to wspomniani nieco powyżej strasznie się mało różnią od złego człowieka z nazwiskiem na literę K. A może odwrotnie: to on się mentalnie nie różni od nich. Estetycznie zresztą też nie bardzo.
22.03.2022
Są ludzie (podejrzewam zresztą, że mnożą się ponad miarę), którzy absolutnie lekceważą reguły interpunkcji. Bardzo to częste w Internecie – gdzie wynika z reguły z braku odpowiedniej wiedzy małolatów – ale zdarza się i w literaturze, i to tej „dużej”. Tu nazywa się czasami taki sposób pisania uczenie „strumieniem świadomości” i niekiedy nawet budzi on dość niezrozumiały dla mnie zachwyt. Ale niech tam: kto wymyślił ten „strumień świadomości” jako teoretyczną przykrywkę nieznajomości przedmiotu miał głowę pośrodku i niech mu będzie.
Ja tam spróbowałem wielkiej i słynnej księgi, napisanej tą techniką i odpadłem po trzech stronach. Obora duchowa jestem, wiem.
Ten przydługi nieco wstęp krytyczno-literacki nie jest oczywiście dowodem, że autor niniejszego schlał się i bredzi. Kryje się w tej konstrukcji pewien wredny zamiar i złośliwe spostrzeżenie, ale przedtem jeszcze jedna uwaga; otóż o ile łatwo sobie wyobrazić opisane zjawisko w piśmie (i, jak widać, da się je nawet uzasadnić teoretycznie), o tyle w mowie brak interpunkcji jest czymś niezmiernie dziwnym.
Mam tu na myśli zresztą totalny brak interpunkcji fonetycznej: kompletne zlekceważenie nie tylko przecinków i kropek, ale nawet podziału na akapity. Mówca gładko przechodzi z jednej koślawej myśli do drugiej, nie dba kompletnie o sens, wyrzuca z siebie potok słów niczym nie powiązanych, przymiotniki nie pasują do podmiotów, orzeczenia hulają jak wściekłe, akcent szaleje…
Znacie kogoś takiego? Nie?
Bo ja tak. Słuchałem go dziś przez chwilę, zaś to, co z siebie wypuścił, oficjalnie nazwano przemówieniem. Autorem i wykonawcą tego zdumiewającego monodramu jest pan Andrzej Duda. Dzisiejsze jego wystąpienie gdzieś tam na południu Europy wprawiło mnie w absolutne osłupienie. A przy tym odniosłem wrażenie, że mówca jest samym sobą zachwycony; to jedno zrozumiałem.
I na tym skończę. Dodam tylko za klasykiem: ale nam się przydarzyło…
Nie tylko zresztą z tym panem. Nasz zły człowiek na K. literę też jest bytem samym w sobie. Nie sądzę, by jakiemuś pisarzowi political fiction udało się taką postać wymyślić. Jest to obiekt w przyrodzie chyba unikatowy. W sumie niepowtarzalny, choć naśladowców ma cały legion.
21.03.2022
Bardzo mi się nie podoba ta rządowa propozycja zmiany Konstytucji. To nie jest czas na grzebanie przy tym dokumencie – a poza tym nie jestem w stanie uwierzyć w dobre intencje kaczystów. Oni tak notorycznie kłamią i manipulują, że obawiam się i w tym wypadku jakiejś pułapki.
A poza tym… Święte prawo własności, nienaruszalność praw nabytych… Bez zmiany Konstytucji nie da się zrobić konfiskaty mienia… Piękne słowa. Tylko przypomnę odarcie z praw nabytych służb mundurowych; jakoś tu się bez zmiany czegokolwiek dało? Do dziś trwają procesy, wszystkie wygrywane przez pokrzywdzonych. I co?
Nieładnie to pachnie. Jakimś niedomytym prąciem jakby. Może ktoś znowu nie dopiął rozporka?
Więc bym nie wierzył w ani jedno słowo. Zwłaszcza, że chodzi także o pieniądze. W tej kwestii niebezpiecznie jest nie tylko umawiać się, ale w ogóle rozmawiać z szulerami. Mogą znów mieć w zanadrzu jakiegoś instruktora narciarstwa. Gdy chodzi o ch
