
31.03.2023
Piękny przykład propagandy z pisuaru.
Oto notka z TVP Info skonstruowana modelowo:
Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło
Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.
Włosi reagują na szaleńczą politykę klimatyczną Unii Europejskiej, która wkracza także w nawyki żywieniowe Europejczyków. Po dopuszczeniu mąki ze świerszczy rząd we Włoszech chcąc chronić tradycyjną dla nich pizzę czy makarony planuje zakazać używania produktów z robaków w klasycznej włoskiej kuchni. Zupełnie inne podejście ma organizacja promowana przez Rafała Trzaskowskiego wiceszefa Platformy Obywatelskiej.
Co tu zrobiono? Po pierwsze, z miejsca określono politykę klimatyczną Unii jako „szaloną”; już jesteśmy ustawieni. Dalej, zrobiono ze świerszcza jakiegoś ohydnego „robaka”. Wreszcie na pałę i bez jakichkolwiek dowodów połączono to wszystko z Trzaskowskim, „wiceszefem” Platformy, którego „zupełnie inne podejście” oznacza zapewne chęć narzucenia Włochom obowiązkowego spożywania lodów z pająków. I już widzimy oczami wyobraźni prezydenta stolicy wsuwającego jakieś karaluchy…
Brakuje następnego zdania, objaśniającego, że brzydził się czymś takim Jan Paweł II. I już mamy idiotę zmotywowanego do odpowiedniego głosowania.
Ale inni się ironicznie śmieją.
Multimedialna Edukacja Młodzieży miała rozpocząć działanie w grudniu 2022 roku. Platforma streamingowa, której stworzenie zlecił Czarnek, a finansuje kwotą 29 milionów złotych Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (tak, tak – to samo, co tak bardzo chciało posypać kasą kumplom), ma zacząć działać jednak dopiero w sierpniu, czyli krótko przed wyborami.
Przypomnimy: to ma być internetowy bryk uzupełniający osławiony HiT, czyli przedmiot „Historia i teraźniejszość”. Ma on dać młodym dostęp do krótkich specjalnie zrobionych patriotycznych filmów, ilustrujących ważne wydarzenia, warte szczególnego utrwalenia w nieskażonych lewactwem umysłach dziewcząt i chłopców.
No i przyznam, że opóźnienie w uruchomieniu tego czegoś bardzo mnie zmartwiło. Jak sobie pomyślę, jak w czterominutowym filmiku, czyli w istocie czymś w rodzaju spotu reklamowego jakiś geniusz błyskotliwie i trafnie pokaże – na przykład – złożoność problematyki powstania warszawskiego albo stosunków polsko-ukraińskich, to mi się robi żal, że na to dokonanie będę musiał czekać do sierpnia.
Biorąc jednak pod uwagę poziom intelektualny i artystyczny znanych nam a skojarzonych z pisuarem twórców – może to i lepiej?
Kończyć się te filmiki będą z pewnością jednakowo: obwinieniem o zło całego świata Tuska i Trzaskowskiego.
30.03.2023
Jedną z bardziej nielubianych przeze mnie kast są tzw. działacze sportowi. Zazwyczaj są nimi dobrze utuczeni starsi panowie, ogromnie łasi na wszelkie zaszczyty oraz kasę. Niektórzy podobno coś nawet wiedzą o swojej dyscyplinie sportu, ale coś podejrzewam, że wszelkie związki i organizacje sportowe funkcjonowałyby wcale nie gorzej, gdyby zarządzali nimi sami sportowcy. A już jak się w to wszystko pakują politycy – zaczyna się katastrofa.
Ostatnio potrzebna była dla jakiegoś pisuara posada szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Dotychczasowego długoletniego elegancko spuszczono z wodą (podejrzewam jakąś propozycję nie do odrzucenia w stylu Ojca Chrzestnego) a na osłodę dano mu – bez żadnych podstaw prawnych – jakieś głupie pięć dużych baniek i nieistniejący tytuł „honorowego”. Jak zawsze, na bezczela.
Tym razem jednak wyszło na jaw przed szkodą. Kasy nie będzie. Smród jest i pozostanie.
Skoro mowa o posadach. Pan Andrzej Przyłębski (mąż odkrycia towarzyskiego prezesa) ma nową. Szurnięty za wybryki i oczywisty brak profesjonalizmu z ambasadorowania w Niemczech (rzecz jasna nikt tego tak nie powiedział, po prostu oficjalnie „zakończył misję”), dostał ciepłe miejsce w Warszawie: został powołany przez Morawieckiego na stanowisko dyrektora Instytutu De Republica.
Ten dość tajemniczy twór ma na celu „wspieranie, promocję i popularyzację rodzimej myśli badawczej z zakresu nauk humanistycznych i społecznych, w tym podejmowanie różnego typu przedsięwzięć, odwołujących się do idei państwowości i działań na jej rzecz”, czyli bla bla bla.
Ale za to budżet instytucji, jak podaje TVN24, to 19 mln zł, choć pensja dyrektora nie przekracza 21 tys. zł miesięcznie. W radzie naukowej zasiada trzech księży. Instytut wydaje książki o katolickiej moralności, prymasie Stefanie Wyszyńskim czy Wojciechu Korfantym. Organizuje konferencje naukowe, wystawy i przyznaje nagrody.
Zwłaszcza to ostatnie dobrze pisiorom wychodzi.
Zagadka. Ze sfer oficjalno-uroczystych: Prezydent Andrzej Duda 3 kwietnia uda się do Włoch, gdzie m.in. [x] grób Jana Pawła II – powiedział w Programie Pierwszym Polskiego Radia szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz”. Jakie słowo ukryłem za symbolem [x]?
Nie. Nie obejrzy. Nie odwiedzi. NAWIEDZI, rozumiecie. Jak niegdyś dżuma Europę oraz później Wojtyła kilka razy Polskę. I to NAWIEDZENIE jest w oficjalnym komunikacie powtórzone w różnych wariantach – co naturalnie oznacza, że słowa użyto z premedytacją.
Nie chce mi się z tego nawet kpić, choć jestem pewien, że doradzający Dudzie specjaliści od protokołu dyplomatycznego i PR-u powiedzą: czego tu się czepiać? No i dobra. Zostańcie sobie koziołki w dobrym nastroju.
Niejaki Jaki wygłosił ciekawe przemówienie w Parlamencie Europejskim. Nie chce mi się o nim pisać, więc tylko informuję: kto chce sobie podnieść ciśnienie, niechaj czyta. W skrócie powiem jedynie, że pan europoseł twórczo zdefiniował na nowo takie pojęcia, jak komunizm, rasizm, cenzurę i podwójne standardy. Wszystko to odnalazł w Unii Europejskiej. Podobno niektórzy słuchacze do dziś siedzą martwo na sali z rozdziawionymi japami. Czyli, jak to pisuary lubią mówić: zaorał.
Albo raczej użyźnił, czyli nawiózł. Osobą własną. Mniej eleganccy komentatorzy mówią po prostu, że się zdefekował. Ale pójść do europejskiej kasy po pensję nie zapomniał.
29.03.2023
Tak sobie myślę, że może nadejdzie taki dzień, w którym nie będę musiał tryskać żółcią. Będzie uroczo nudno i żadnego tematu do podjęcia.
Może tak i będzie, ale na pewno nie za tej władzy. Oni nie zmniejszają tempa produkcji kretyńskich pomysłów, zarządzeń i deklaracji.
Zacznijmy od transcendencji. Pewien wrocławski proboszczunio zatroskawszy się ogromnie o pozostający pod jego opieką jeden z niezliczonych pomników Wojtyły – nie dość, że zainstalował dodatkową kamerę, ale też ogłosił, że szuka ochotników do pełnienia nocnych wart przy tymże. Nocna Straż – to dobrze brzmi. Tak po męsku jakoś i dumnie. Różaniec i gromnica w rękę – i do boju. Strzeżcie się, elgiebety i komuchy wredne!
Bo na pomoc państwa liczyć już chyba nie można: uległo heretykom. Tępi katolików, choć werbalnie ich chroni (o czym niżej).
Wschodząca gwiazda polfaszu (proponuję ten skrót zgodnie z duchem języka na określenie polskiego faszyzmu), pan Sławomir Mentzen, stosunkowo mało dotychczas używany współprzewodniczący Konfederacji załkał ostatnio w rozmowie z tow. B. Rymanowskim w radiu Zet, że czuje się jako osoba głęboko wierząca dyskryminowany. Ma wprawdzie nierozerwalny katolicki ślub ze swoją połowicą, ale w aktach cywilnych już mowy o nierozerwalności nie ma. A powinien mieć możliwość zrzeczenia się swej męskiej swobody także państwowo…
Tu nasuwa się pytanie – czyjej wierności, swojej czy wybranki młody genosse Mentzen nie jest pewien. No i drugie: zakaz zakazem, ale czy nie trzeba by tu tę wierność zagwarantować dodatkowo choćby ewentualnym batożeniem?
Tym bardziej, że jeśli wygra Tusk nadchodzące wybory, to przecież będzie teologiczna (i nie tylko) katastrofa. Ostrzegała ostatnio przed nią NMPM (Nasza Malutka Pani Marszałek) Witek w Polsat News, gdzie retorycznie a chytrze zastanawiała się, czy Tusk zna i stosuje 10 przykazań bożych. Chyba w to wątpi, co lidera opozycji powinno całkiem pognębić.
Swoją drogą – mam chyba sklerozę. Nie mogłem sobie przypomnieć z okresu mojej młodości – a to ledwo kilkadziesiąt lat temu – jak nazywa się śliczna fryzura NMPM. Ale łyknąłem kawy i wróciło: tapir!
Ach, te sentymenty… Pamiętam jak to zaczęło być modne i na punkcie tapirowania oszalały niektóre ówczesne spikerki TVP. Szefująca im artystycznie Xymena Zaniewska powiedziała na kolegium „ja te prowincjonalne lale kiedyś, k…, uduszę”, ale nie dała rady…
Tapir rulez.
Sukces: rząd planuje usunięcie z prawa o komunikacji elektronicznej zapisów, zgodnie z którymi pierwsze miejsca na liście kanałów miały zajmować stacje Telewizji Polskiej. Zgadza się też, że w pakietach dla widzów oprócz produkcji kurwizji będą też Polsat i TVN. I na jeszcze kilka innych – sensownych – zmian też się zgadza. Zmądrzeli?
Nie. Rządowych poprawek do ustawy nie wprowadzono: komisja cyfryzacji uwaliła ustawę w całości. I bądź tu dobry …
Aha: Roma locuta, causa finita. Nadtrybunał Konstytucyjny czyli Kaczor osobiście orzekł: Julka jest ważna, legalna i ma zostać na stanowisku. A kto myśli inaczej ten jest gupi i ma fszy, a jego dzieci bedom zuodziejami.
Przesadziłem, powiedział ciut inaczej. Ale sens był właśnie taki.
28.03.2023
Nigdy nie kryłem swojego mocno krytycznego stosunku do Kościoła i jego personelu. Oceniając tych ludzi negatywnie byłem jednak przekonany, że reprezentują oni zło w sposób przemyślany; innymi słowy mówiąc, nie posądzałem ich o prymitywizm.
To, co nam zaproponował pewien kieckowy facet w Toruniu podczas rekolekcji szkolnych – inscenizacja przy ołtarzu jakiejś niezwykłej w swym prostactwie wulgarnej brutalności w stosunku do „opętanej” kobiety – przechodzi jednak ludzkie pojęcie.
Jakim skończonym bydlakiem i półgłówkiem trzeba być, żeby się tak zachować? Jakim zboczonym kretynem musi być przełożony tego klechy, który nie reaguje na taki incydent prędzej niż natychmiast?
Groza. Wszystkich, którzy ten incydent bagatelizują lub wystarczą im proste przeprosiny uważam za współwinnych.
Inna sprawa. Znów mi się przypomina bardzo wczesny PRL, a raczej wtedy jeszcze tylko Polska „Ludowa”, bo PRL pojawił się dopiero wraz z bierutowską konstytucją. W dość powszechnym użyciu było wówczas pytanie „czy wam się, Kowalski, Polska Ludowa nie podoba?” – i domniemanie potwierdzenia skutkowało bardzo przykrymi często represjami. To pytanie lubili szczególnie zadawać ludziom tzw. personalni w zakładach pracy.
A przypomniało mi się to w związku z propozycją pani Moskwy, skwapliwie życzliwie potraktowaną przez Czarnka, aby tych, którym Kaczyland się nie podoba pozbawiać paszportów – a może nawet i obywatelstwa. Bo ma się podobać.
Skąd oni biorą takie egzemplarze – niektórzy pytają. Odpowiadam: niestety, z tego zbiorowiska, które ja określam mianem NARUT, celowo z błędem ortograficznym.
Ten NARUT bez wątpienia zachwyci się, że dziś do pracy wrócił jak gdyby nigdy nic redaktor naczelny Radia Szczecin Tomasz Duklanowski, który pod koniec grudnia opublikował materiał, pozwalający zidentyfikować nastolatka jako ofiarę pedofila. Myślą zapewne, że zapomnimy kto był cynglem w doprowadzeniu do tragicznej śmierci 16-letniego syna posłanki. Decyzję o powrocie typa też podjął ktoś z tej samej paki.
Troszkę ciekawej statystyki rzuca też na ów NARUT odpowiedź na pytanie: czy reakcją państwa na narastającą falę przemocy powinno być także zwiększenie dyscypliny w szkołach podstawowych i średnich? Jak wynika z badania pracowni Social Changes, zrealizowanego na zlecenie portalu wPolityce.pl, tego typu działania popiera aż 59 proc. badanych. Przeciwnego zdania jest 24 proc. respondentów; 17 proc. nie ma zdania w tej sprawie.
Zimno się robi, gdy się czyta takie dane. W głowie zaczyna brzęczeć jakaś „Horst Wessel Lied”: Die Strasse Frei…
A tymczasem pan wiceminister (za przeproszeniem) klimatu i środowiska Jacek Ozdoba w rozmowie z TVP Info stwierdził, że w działaniach Unii Europejskiej tak naprawdę chodzi o przejęcie majątku Lasów Państwowych. Przez Unię. Tymczasem to właśnie Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry do której należy ta wątpliwa ozdoba – jak dokumentują m.in. Polityka, Newsweek, Onet, Wyborcza, WP – „przejęła Lasy Państwowe”, których dochody w 2022 r. wyniosły ok. 13 mld zł. A tym można hojnie wspierać ulubionych polityków w trwającej kampanii wyborczej…
Za to Unia Europejska nie ma kompetencji do prywatyzacji majątku czy gruntów należących do państw członkowskich. Takie uprawnienia przysługują wyłącznie państwom członkowskim.
Jedno trzeba im przyznać: kłamią w żywe oczy i wywracają kota ogonem na bezczela. Brawurowo. Powieka im nie drgnie. A NARUT łyka to gówno mentalne jak pelikan.
Ale może jednak oni po prostu nic nie rozumieją z otaczającego świata i tylko cytują jakieś „przekazy dnia”? Nie wiem co gorsze zresztą: tępy bandzior czy bandzior półinteligent (bo większa miara jednak w rachubę nie wchodzi).
27.03.2023
„Newsweek” przynosi dziś informacje o rządach pisuaru w zbrojeniówce. Nie będę powtarzał szczegółów, radzę poczytać. To opis różniastych procederów, których bohaterami jest młodsza (de)generacja działaczy prawicy. Cóż ta sitwa wyprawia! Tysiące flaszek, kupowanych „dla reprezentacji” i w tym samym celu opróżnianych – to tylko znak szczególny tych gier i zabaw; w zasadzie starcza on za wszystko.
Podsumowanie może być tylko jedno: gang, ale kompletnych idiotów. Pijane dzieci we mgle.
Zabawa trwa. W nocy ślusarz otworzył narodowcom drzwi do siedziby Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, gdzie ma nadawać stacja TVMN, kierowana przez Roberta Bąkiewicza. Opisuje Onet: „Następnego dnia rano pracujący tam redaktorzy nie zostali wpuszczeni do środka, a sygnał został odcięty. — Mamy podejrzenie, że sprzęt naszych Mediów Narodowych był wykorzystywany w prywatnej telewizji pana Bąkiewicza — mówią Onetowi inicjatorzy akcji, m.in. politycy Konfederacji”.
A poza tym, to Konfederacji w jednym badaniu populacji wyborczej urosło do dwucyfrowego poparcia. Sensacja! Będą języczkiem u wagi, to oni zdecydują o obliczu nowego rządu po wyborach!
No to zaryzykuję prognozę: a gucio.
Już dziś było kolejne badanie i wrócili na swoje miejsce, A na trzecie miejsce na wyborczym podium trafił całkiem kto inny. Schowanie Brauna i Korwina w jakąś dziurę jest słuszne co do zasady (jeszcze byłoby lepiej, żeby z niej nie wyleźli), ale to nie wygra dla chłopców wyborów. Nie bójmy się.
Wracamy do afer, choć to staje się nudne: co dzień seria nowych. Dziś „Gazeta Wyborcza” przekazała informacje o kolejnej, którą nazwała programem „asystenci plus”. Asystenci posłanki Marii Kurowskiej (tej intelektualistki, którą wychwalałem wczoraj) z Solidarnej Polski działającej na Podkarpaciu zebrali oto od rządowych instytucji prawie 1,3 mln zł, a powiązane z nimi fundacje i stowarzyszenia starają się o kolejne blisko 3 mln zł. Dobrze, dobrze być teczkowym, choć to głupek i pętaczyna…
Jeśli już mowa o intelektualistach, o wspomnijmy wiceministra spraw zagranicznych. Pan Paweł Jabłoński skomentował w RMF FM sprawę izraelskich protestów związanych ze zmianami w sądownictwie, sugerując, że Izrael z własnej inicjatywy radził się polskiego rządu w tej sprawie. Przez następne godziny w redakcjach oraz instytucjach mających jakieś pojęcie o dyplomacji zbierano szczęki, które powypadały co starszym pracownikom. Bo młodzież tu żadnej gafy nie widzi. Przecież ma byś „tak-tak, nie-nie”, więc osohodzi?
I na koniec małe hi-hi. Do sporej niespodzianki doszło w świętokrzyskim sejmiku. Mimo że większość ma w nim Prawo i Sprawiedliwość, to radni nie zgodzili się na wprowadzenie do porządku obrad stanowiska w sprawie obrony Jana Pawła II.
Podobno prezes uznał ten eksces samodzielnego myślenia za groźny – mimo że przegrali swoje tylko jednym głosem. Ale powiedzmy sobie: na początek też może być.
26.03.2023
Dziś głównie o paniach, w szczególności dwóch – ale nie tylko) oraz o ludzie, który daje wyraz maszerując z różańcem.
Pierwsza pani – to osoba, która chyba już na stałe wpisała się w rodzimy krajobraz. Inna sprawa – jak i czym. Swoją świętością mianowicie; a mowa o pani Barbarze Nowak, słynnej małopolskiej kuratorce oświaty (?). Dama ta otóż zaproponowała ostatnio nowy rodzaj adopcji: adopcję prenatalną w formie objęcia opieką modlitewną każdego człowieka od poczęcia. Trochę trudno mi sobie ten proces adopcyjny myślowo skonkretyzować, ale propozycja jest propozycją. W każdym razie rysujący się obraz dziewic konsystorskich biegających po mieście i pytających napotkane panie czy przygotowały już dziś jakiś obiekt do adopcji lub chociażby próbowały – jest wysoce nęcący.
Druga pani z tej samej klasy intelektualnej to posłanka Solidarnej Polski Maria Kurowska. Ta sama, co twierdziła, że zmniejszenie ilości dwutlenku węgla w przyrodzie to katastrofa dla ludzkości. Tym razem pani Maryja zakomunikowała, że dzieci poczęte grzeszną i niegodziwą metodą in vitro „są narażone na wiele poważnych chorób. To są choroby nowotworowe, ale także całe spektrum chorób kardiologicznych i schorzeń genetycznych. O tym, oczywiście się nie mówi, bo najważniejsze jest to, żeby kliniki zajmujące się in vitro mogły zarobić”. Czyli zademonstrowała zdrowe moralnie klasowo-chrześcijańskie podejście swoje i zapewne swoich partnerów do całej nauki. No i bądźmy optymistami: sam wybór nauki jako tematu to już coś. Jeszcze dwa-trzy pokolenia i ci ludzie zaczną być może coś rozumieć.
Tymczasem pozostańmy w kręgu Solidarnej Polski, czyli tzw. ziobraków (uważam, że z wielu względów to określenie jest trafniejsze niż „ziobrystów”). Stąd się więc wywodzący pan wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski poskarżył się w lutym br. do Rady Etyki Mediów na dwa teksty zamieszczone na portalu Gazeta.pl, poświęcone pracy sex-workerek. W swojej skardze stwierdził m.in., że postępowanie dziennikarzy jest „niezgodne z prawem oraz zasadami etyki zawodowej”. Wyliczył: autorzy mieli jego zdaniem – propagować prostytucję, która „jest zachowaniem skrajnie szkodliwym w wymiarze społecznym i personalnym”. Autorzy zaś „z premedytacją propagują treści niedozwolone”.
I tu pan minister puścił soczystego bąka. W Polsce nie ma zakazu pisania o czymkolwiek, to raz; praca zaś sex-workerek jest u nas jak dotychczas całkowicie legalna. Więc – panie ministrze szanowny – pisz pan sobie swoje zażalenia raczej do składu węgla Smocza 7 (od czasów przedwojennych nie istnieje). Mniej więcej to odpowiedziała Rada Etyki, choć innymi słowami.
I wreszcie o ludzie. Lud maszeruje po Wolsce, broniąc swego świętego. Ostatnio lud maszerował w Nowym Targu. „Gazeta Wyborcza” informuje, że w trakcie wydarzenia pewien ksiądz prowadził różaniec i informował przez megafon dramatycznie, że „wróg stanął u naszych drzwi”! Najpewniej zupełnym zbiegiem okoliczności – ustaliła redakcja – w jednej z parafii współorganizujących ten patriotyczno-religijny event kilka lat wcześniej prokuratura zatrzymała księdza pedofila.
Za skojarzenia Czytelników firma upuszczająca żółć nie bierze odpowiedzialności. Zarówno dotyczące użycia w tym kontekście słowa „lud”, jak i „pedofilia”.
I jeszcze jedno: widzę, że muszę dokonać egzegezy słów Tuska o propozycji „babcinego”. Otóż nie jest to propozycja narzucająca komukolwiek cokolwiek. Ani mamusia jakiegoś „bąbelka” (wrrr…) nie musi wracać do roboty po porodzie, ani jej mama czy teściowa NIE MUSI zajmować się wnukami. Obie MOGĄ natomiast podjąć takie decyzje, jeśli im się tak podoba. I wtedy mamusia dostanie 1500 zł. Które może dać babci lub wynająć sobie babysitterkę czy też do niej dopłacić. Celem jest aktywizacja zawodowa rodzących kobiet; powtarzam: dobrowolna. Bo w interesie nas wszystkich jest, by para, wpompowana w ich kształcenie zawodowe nie poszła w gwizdek.
Przyznaję jednak, że nazwa „babciowe” nie jest udana.
25.03.2023
Dziś w tej części „Upustów” tylko dwa tematy, ale oba smaczne i dość ważne; choć z drugiej strony błahe – taki paradoks.
Pierwsza sprawa to wrzenie w Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości. Rzeczywiście, zwroty akcji mają jak w dobrym thrillerze; popatrzmy na agendę: 19 lutego większość Zarządu Stowarzyszenia odwołuje Roberta Bąkiewicza z funkcji prezesa i oskarża go o jakieś nieprawidłowości. Bąkiewicz nie uznaje wyników głosowania. 22 lutego kilku jego ludzi w zarządzie pomaga mu odwołać „buntowników” i w połowie marca sąd uznaje, że ta właśnie uchwała jest wiążąca: Bąkiewicz jest znowu prezesem. Do kolejnego tylko wyroku: tym razem sąd przychyla się znów do uchwały „buntowników”. I według stanu na dziś Bąkiewicz nie tylko nie jest prezesem, ale nawet członkiem zarządu Stowarzyszenia.
Ciąg dalszy nastąpi. Bez prezesury bowiem Bąkiewicz jest nikim. Z kolei marsz bez Bąkiewicza traci podobno dla narodowego kibolstwa sens.
Tak czy owak: dobrze jest. No i wychodzi na to, że wystarczyło chłopcom sypnąć kasy i już skoczyli sobie do gardeł…
Taki to patriotyzm. Trzeba jednak przyznać, że forsa wchodzi w rachubę ogromna: mają się po co schylać, rozmowę o ideałach odkładając na później. Nazwijmy więc kundlizm realizmem i będzie git.
Bohaterem drugiej historyjki jest osobnik dość – moim zdaniem – modelowy dla środowiska pisuaru: pan Tarczyński. Ostatnio otóż dzięki jego wyrafinowanemu intelektowi dowiedzieliśmy się, co naprawdę znaczy termin „wolne media”. Mianowicie wolne są te media, w których osobą własną pojawia się pan Tarczyński. Jeśli ktoś uważa, że wolność prasy polega na tym, że to dziennikarz w swoim medium pisze lub mówi co chce albo daje się wypowiedzieć komu chce, według swojego wyboru i polityki redakcyjnej – to nie. Intelektualiści typu pana Tarczyńskiego wyjaśniają: medium to coś w rodzaju słupa ogłoszeniowego, na którym każdy może opowiedzieć co mu w duszy gra; a jeśli zechce, to i zadarłszy nogę słup ów obsikać.
Pod adresem do TVN pan Tarczyński rzucił tęsknie: „Przyszedłbym do was, ale od 5 lat mnie nie zapraszacie; nie jesteście wolni”.
Ja tam bym do redakcji, której nie lubię i nie szanuję – nie poszedł. No chyba, żebym miał w ręce jakiś ciekawy sprzęt oraz dostatecznie wiele siły. I odpowiednie upoważnienie do jej użycia: widzicie, legalista jestem.
24.03.2023
Temat dnia to chyba zaproponowane przez Tuska „babciowe” – czyli 1500 zł dla kobiety, która po porodzie wraca do pracy, zostawiając dziecko pod stałą opieką babci. Pomysł wydaje mi się sensowny, bo aktywizuje kobiety i podnosi rolę jej matki.
Spowodował jednak kąśliwe uwagi swą nazwą. Jedna pani napisała „skończyłam właśnie 50 lat i moja córka urodziła dziecko. Będę jej oczywiście pomagać w wychowaniu i mile zobaczymy pieniądze, ale protestuję przeciw nazywaniu mnie babcią”.
Przyznam, że ręce mi opadły. I nie będę się wyrażał. Poza tym, że pozwolę sobie określić to stanowisko jako czysty wysublimowany idiotyzm. Ale pewno i takie opinie trzeba w polityce brać pod uwagę. Więc jakie słowo by Wielce Szanownym Przecież i Jednocześnie Ogromnie Seksownym Pięćdziesięciolatkom pasowało?
Od czasu do czasu przypomina nam o sobie Polska Fundacja Narodowa, która dysponuje ogromną kasą na „propagowanie w świecie Polski” (cokolwiek to znaczy). Gdyby jej dzieła nie były tak irytująco głupie za tak koszmarną kasę, pewno mielibyśmy jakiś stały powód do śmiechu. Wspomnę tylko osławiony jacht nabyty za jakieś dzikie pieniądze, który miał wygrywać różniaste regaty a po prostu się z mety wziął i zepsuł. Tym razem stało się głośno o PFN z powodu niejakiego Caseya Neistata, podobno obserwowanego na YouTube przez ponad 12 mln ludzi. Znaczy, „influencera”, rozumiecie.
Onże pan w 2018 roku przyjechał do Warszawy, gdzie spotkał się z polskimi fanami w Centrum Expo XXI, a także nagrał filmik „Nigdy nie jeźdź hulajnogą elektryczną w deszczu”, w którym pokazał swoją podróż do Polski, spacer po Warszawie i spotkanie z fanami. Na moje oko przy dużej sympatii do człowieka można było na sfinansowanie tego Wielkiego Projektu wyłożyć 10 tysi. No, bądźmy rozrzutni: 20.
Ale PFN – choć powinna – odmówiła wtedy ujawnienia kosztów imprezy. Z miejsca zaśmierdziało. Pytanie (zadał je pan Kamil Świątek) poszło do sądu – i już po dwóch procesach i 1567 dniach poznaliśmy prawdę. Zapłacono za to trwające 8 minut i 40 sekund gówno 1.173.894,96 zł. A co? Kto bogatemu zabroni?
Z tym że nie dziwię się, że się nie spieszyli z pokazaniem rachunków.
Teraz będą dwa świetne żarty. Pierwszy jest taki: Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie zmienia nazwę. Teraz będzie to Akademia Policji. Skojarzenia ze słynnym filmem z lat 80. o niespecjalnie lotnych gliniarzach z Ameryki nasuwają się same. Ale widać nasi nie mają czasu oglądać filmów i nie skojarzyli. Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało…
I drugi żart. Bardzo ładnie pobawił się polszczyzną pan – za przeproszeniem – wiceminister spraw zagranicznych Arkadiusz Mularczyk. Otóż użalił się on nad losem swojego pomysłu o reperacjach dla Polski takimi słowy: „Są środowiska skłonne do rozmowy o reparacjach, ale dziś są zastraszone. Niemcy w tym temacie zamykają oczy i uszy”.
No i to „zamykanie uszu w temacie” to jest perła dowcipu. Niestety, pan Mularczyk mówił serio.
Na zakończenie wiadomość zasmucająca. Otóż pan Krzysztof Czabański, szef Rady Mediów Narodowych – ślepnie. Sam przyznał, że „nie widzi powodu” zajmowania się sprawami kadrowymi w Radiu Szczecin (tym, co to odegrało ważną rolę w ujawnieniu tożsamości ofiar pedofila). Robert Kwiatkowski, jeden z dwóch opozycyjnych członków RMN powiedział, że „w historii rady nie było chyba bardziej kłamliwego stanowiska”, okazując tym samym zupełny brak wrażliwości na nagłą chorobę Czabańskiego. Tacy są ci postkomuniści: zimne potwory, nieprawdaż.
23.03.2023
Znamienna aferka z panem Klarenbachem. Otóż jest to jakiś ceniony przez pisuar żołnierz telewizyjny wiadomej mafii (nie kokietuję, nie mam pojęcia jak facet wygląda, coś tam o nim tylko czytałem i nie były to informacje pochlebne). No i ta „gwiazda” w jednej chwili podobno znikła z firmamentu, ponieważ … ośmieliła się sprowadzić leciutko do poziomu … posła Solidarnej Polski Mariusza Kałużnego w „Minęła 20” w sobotę, 18 marca w TVP Info.
Naprawdę, Klarenbach nie zrobił ekscelencji najmniejszej krzywdy. Tylko sprostował stwierdzenie Kałużnego, że Tusk ma największą emeryturę w Polsce…
Wystarczyło. Nasz ma przecież zawsze rację. A w takiej sytuacji jak opisana liczy się to tylko, kto jest bardziej nasz. W naszym burdelu dostojnicy pieprzą bez opłat. Decyzję podejmuje kierownik burdelu.
Tak przy okazji. Że publika – czyli NARUT – traktuje pokazanie się w telewizji jako zaszczyt i wyróżnienie, to jestem w stanie zrozumieć: onaż publika mentalnie jest, jaka jest. Ale że znaczna część nawet formalnie wykształconych polityków podchodzi do sprawy tak samo – to już musi dziwić. Chociaż dowodzi, że w końcu „krew z krwi, kość z kości” …
Prawiczki się bardzo zdenerwowały. Otóż ambasada USA w Polsce ogłosiła nabór wniosków o granty do 50 tys. dolarów „na programy, których celem jest wspieranie społeczności LGBTQI+ w Polsce”. Podniósł się jazgot i trysnęła rozpacz. „Ambasada znów zajęła się kwestią promocji ideologii LGBT”. Amerykanie momentalnie „wpisali się w wojnę z chrześcijańskim systemem wartości” i „wybrali wrogą stronę”. Chyba trzeba będzie posłać tam do nich kosynierów albo jakichś Rycerzy Rydzyka, żeby zrobili porządek i nauczyli Jankesów moralności.
By the way: czy ktoś mi wreszcie wytłumaczy, co to jest
