31.03.2022
1.
Wiosna, gospodarzu, to sezon na miotłę i grabie!
Weź, gospodarzu, grabie i usuń z obejścia wszystkie śmieci i nieczystości!
Weź, gospodarzu, miotłę i wymieć, zgarnij i wyrzuć do śmietnika brudy naniesione zimą przez wiatr historii.

Twoje obejście będzie piękniejsze, tobie będzie się żyło przyjemniej…
Tylko weź grabie i miotłę, gospodarzu.
Acha, walnij trzonkiem w łeb tego, który nie nazywa cię gospodarzem, tylko jakoś głupio, obco: „suwerenem”.
2.
Autor D.O. powiedział jakiś czas temu o Japonii w telewizji, na żywo, jakoś tak o tej porze roku: „Kraj Wschodzącej Wiśni”.
No więc właśnie wiśnie wzeszły w Tokio i zaczął się sezon sakura (odmiany wiśni).

Kwiaty wiśni odmiany Somei-Yoshino osiągnęły pełny rozkwit w niedzielę w Tokio i prefekturze Fukuoka. Stało się to cztery dni wcześniej od średniej ostatniego stulecia, ale pięć dni później niż w roku ubiegłym.

Japonia – nie licząc ukradzionych przez Rosję wysp Północnych (Kuryli) ma 2000 kilometrów długości, od południa po północ. Mieszkańcy zawsze z uwagą śledzą przesuwający się „front kwitnienia wiśni”. Pierwsze kwitą na Okinawie już w lutym. Do Kioto i Tokio front dociera na przełomie marca i kwietnia. Na samą górę, do wyspy Hokkaido, front dociera na początku maja. To dla Japończyków coroczna okazja do pikników z rodziną i przyjaciółmi pod kwitnącymi drzewami wiśni. Śmiechom i zabawom nie ma końca.

Najstarsze drzewo wiśni w Japonii znajduje się w prefekturze Yamanashi, 50 km na zachód od Tokio, w kotlinie u północno-zachodnich zboczy góry Fudżi. Ma podobno 1800 lat, a legenda głosi, że drzewo zasadził syn cesarza. Rośnie na terenie świątyni Jissō-ji. Ma 10,3 m wysokości, a obwód pnia przekracza 10 metrów.

Ale, ale: w Japonii kwiat wiśni jest metaforą ulotnej natury życia.
3.
Wiosna w wielu miejscach Europy wyjątkowo sucha. We Włoszech tak sucha, że znikają jeziora, zalewy, a nawet górskie potoki i rzeki. Nawet „królowa włoskich rzek” – Pad – zmienił się w mały siurek. I z dna wyłoniły się zapomniane rzeczy: niemiecka barka i przyczepiona do niej tratwa: zostały zatopione wiosną 1945 r. (https://www.laprovinciacr.it/…/dal-fiume-po-riemerge-il…). Nieco dalej wydobyto z rzeki niemiecki transporter półgąsienicowy (https://milano.corriere.it/…/dal-po-secca-affiora…).


Wiosna, antycyklon. Opodal portu Sciacca na Sycylii wyłoniła się dawno zalana przez morze wysepka San Giorgio. Jeszcze w XVII i XVIII wieku oznaczana była na mapach, potem zanurkowała. A teraz znów wypłynęła (https://video.repubblica.it/…/antico…/412149/413076…).

Nieco na lewo leży Brescello, miejsce rozsławione na cały, caluśki świat przez Giovannina Guareschiego przy współudziale Fernandela i Gino Cerviego. To tam nakręcono pięć filmów na podstawie 14 przeuroczych opowiadań Guareschiego o księdzu-reakcjoniście – Don Camillo i jego przyjacielu i arcywrogu zarazem – komunistycznym burmistrzu Peppone. Kto nie czytał, ten kiep, kto nie widział filmów (uwaga, darujcie sobie remake z 1983!) z Fernandelem i Gino Cerwin, ten kiep dwa razy!
Na prawo, pośrodku, leży Mirandola, ojczyzna Pico della Mirandoli, uważanego przez niektórych za największego geniusza Renesansu. Jego rozprawa „De hominis dignitate” (O godności człowieka), została uznana za manifest humanizmu. Był wybitnym filozofem, humanistą, teologiem, filologiem (kilkanaście języków, w tym greka, chaldejski, hebrajski, łacina oczywiście), matematykiem, astronomem, przyrodnikiem, retorem i poetą, przyjacielem Wawrzyńca Wspaniałego, poety Agnolo Poliziano i filozofa Marsilia Ficino. Po potępieniu przez papieża, pod wpływem Savonaroli zaczął się umartwiać, biczować i głodzić, aż zmarł w wieku 31 lat.
Religie…
Miasto Mirandola od 1310 roku było stolicą Signorii rodziny Pico, aż do 1711, kiedy to przeszła pod panowanie rodziny Este dopiero w 1711 roku. A trzeba przyznać, że zakusy „papieskiej” rodziny Este trwały dobre dwa stulecia: dwukrotnie oblegali Mirandolę, raz w 1510 roku, za czasów papieża Juliusza II (della Rovere z nieodległego Urbino), a drugi za Juliusza III (Ciocchi del Monte, Rzymianin) w 1551 roku.
Upadek miasta rozpoczął się od pioruna, który w 1714 r. wysadził prochownię, a wraz z nią dużą część zamku tworzącego pałac Pico. Nieszczęścia naszły Mirandolę również niedawno: 10 lat temu seria gwałtownych trzęsień ziemi zniszczyła nie tylko Modenę, ale i najważniejsze zabytki Mirandoli i niemal cały lokalny przemysł (b. rozwinięty technologicznie), a niecały rok później, jedna z jej dzielnic została zniszczona przez gwałtowne tornado.
I to wszystko na jednym, malutkim zrzucie mapy Doliny Padańskiej…
Przy okazji: praktycznie już nie ma ulubionego przez D.O. Lake Powell na granicy Utah i Arizony, sztucznego zalewu na Colorado. Możesz, Czytelniku, obejrzeć to „jezioro” na filmie JP o Ameryce, dostępnym na Playerze. Już wtedy było poniżej zwykłego stanu, ale pływały po nim statki i właśnie z jednego z nich JP nadkręcił widoki po prostu oszałamiające!

4.
Grabie, miotła! Śmieci nazbierało się dużo; Kantar dla „Polityki” wyliczył, że 31% Polaków chce nadal głosować na szajkę, a 6% na nazioli (https://www.rmf24.pl/…/news-najnowszy-sondaz-dla…).
A poparcie dla Putina w Rosji najwyższe od 15 lat. Polacy, co z wami? Tylko 31% dla putinka? Wstyd!
5.
Niedawny rozmówca JP w „Allegro ma non troppo” Igor Isajew, autor popularnego bloga „Ukrainiec w Polsce” poszedł pod sąd. Zacytował słowa Margot po tym, jak przyjaciele w ogromnym napięciu poszli pod ambasadę rosyjską, by zapalić znicze ku pamięci zmarłej straszliwą śmiercią samobójczą rosyjskiej działaczki demokratycznej Iryny Slawiny. Polska policja, depcąc godność czczących pamięć bohaterki, wylegitymowała i zrewidowała zgromadzonych, a ich dane przekazała ambasadzie rosyjskiej.
Opisując to obrzydlistwo ze strony policjantów polskich, działających na rozkaz najwyraźniej rosyjskich agentów zasiadających w polskim (nie)rządzie, Igor zacytował obraźliwe słowa Margot pod adresem Polski.
Margot nikt nie zwrócił nawet uwagi, a do Igora dorwał się niejaki Mirosław Chada, „prezes” „Instytutu do Walki z Antypolonizmem”, finansowanego ze środków osławionego Funduszu Sprawiedliwości, z którego „patRYJota” Zi0br0 finansuje różnych nazioli oraz środki do nielegalnej inwigilacji demokratów (kiedy pójdzie za to siedzieć, gospodarzu?). Chada (rocznik 1963, prezes fundacji polskiego państwa podziemnego, z wykształcenia technik-specjalista od obróbki skrawaniem, b. ajent stacji benzynowej) zawiadomił prokuraturę, a tam znalazł się jakiś prokurator, który oskarżył Igora o znieważenie Rzeczpospolitej Polskiej, za co grozi kara do trzech lat więzienia.
To wszystko bardzo jedzie Putinem, nie uważasz, Czytelniku?
6.
„Węgry są dla Kremla otwartą księgą”. Spece od IT z Moskwy i Petersburga włamały się do sieci węgierskiego MSZ, w tym i do zaszyfrowanych depesz do ambasad i korespondencji dyplomatycznej z innymi państwami. Być może były tam tajemnice NATO i UE.

Ojoj, a czy tym specom z Moskwy przypadkiem nikt nie pomógł? Np. minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto, odznaczony niedawno na Kremlu za zasługi dla przyjaźni rosyjsko-węgierskie? No jakoś się musiał odwdzięczyć!
Tymczasem w niedzielę w Węgrzech wybory i D.O. szczerze obawia się, że zjednoczona opozycja może nie dać rady Gangsterowi Naddunajskiemu.
Przy wyborach referendum, które ma zatwierdzić drakońskie ustawy anty LGBT. Tu sondaże są bezlitosone…
7.
Czytanka na wczorajszy wieczór, praktycznie we wszystkich poważniejszych mediach: „Chiny potwierdzają nieograniczoną współpracę z Rosją”! (https://www.reuters.com/…/moscow-beijing-agreed-widen…/). Ławrow tym razem nie zawrócił w połowie drogi i spotkał się ze swoim chińskim odpowiednikiem (pod każdym względem: też jest posłusznym i sprawnym wykonawcą rozkazów innego rzeźnika).

„Moskwa i Pekin są »bardziej zdeterminowane« do rozwijania stosunków dwustronnych i zacieśniania współpracy” – powiedział w środę chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi po spotkaniu we wschodnich Chinach z Siergiejem Ławrowem” – pisze agencja Reutera (https://www.reuters.com/…/moscow-beijing-agreed-widen…/).
D.O. wcale by ci się nie dziwił, Czytelniku, gdyby ta wiadomość cię przygnębiła. Dwa największe, zbrodnicze reżimy na świecie stają ramię w ramię, by zniszczyć światową demokrację, zmienić życie miliardów ludzi, tych żyjących i tych jeszcze nie narodzonych, w rodzaj piekła, rodem z „1984” George’a Orwella. Zmienić, być może na zawsze, ponieważ rozwój technologiczny dał wszelkiej maści autokratom fenomenalne narzędzia do kontroli każdego obywatela od chwili narodzi, do chwili śmierci. Przyszła technologia sprawi, że nigdzie, nigdzie nie będzie można uciec ani się ukryć.
Ale… Chyba na razie to przygnębienie nie musi być totalne. Teza, że Rosja i Chiny to naturalni wrogowie, nie jest czczą gadaniną. W objęciach smoka niedźwiedź się udusi.
Teraz Rosja jest „na musiku”, więc, jak każdy tonący, brzytwy się chwyta i tej brzytwy chwyta się brzydko. Pożałuje, kto dożyje – zobaczy.
Kwestia tylko, czy Chiny też nie robią kroku dłuższego od własnych nóg. Dzień po dniu odchodzą od gospodarki rynkowej i wracają do gospodarki sterowanej. Gospodarka centralnie sterowana musi upaść, od tej reguły nie ma wyjątków. To po pierwsze.
Po drugie: kiedy zdecydują się zdławić Rosję, czy aby na pewno będą w stanie ją połknąć? To mistrzowie planowania, więc zapewne planują opanowanie rosyjskich złóż roponośnych, a reszta ich nie zainteresuje. Rosja bez ropy jest niczym. No tak, ale co zrobić z rosyjskim arsenałem nuklearnym? Jak się upewnić, że rakiety ginącej Rosji nie spadną na Pekin, Szanghaj, czy Shenzhen?
Poza tym dłużej klasztora niż przeora: Putin zaraz będzie miał 70, Xi – 69 lat; czy ich następcy będą chcieli iść tą samą drogą? W Moskwie są z pewnością jeszcze ludzie, wiedzący, że Zachód nigdy nie był dla Rosji zagrożeniem, a Chiny – owszem. I w Pekinie nie brak ludzi, wiedzących, że ich strefa wpływów to Daleki Wschód, ich naturalnym przeciwnikiem jest Japonia, która intensywnie się zbroi (niedługo zapewne, z błogosławieństwem Waszyngtonu, będzie miała bombę atomową) i nadal ma przewagę technologiczną.
Innymi słowy: Rosja i Chiny będą miały ze sobą mnóstwo kłopotów, a korzyści – chwilowo niewiele, a te niewiele też jednostronnie, tj. Rosja zyska może chwilę oddechu, ale któregoś dnia za dzisiejszy łyk świeżego powietrza, tonąca Rosja będzie musiała słono zapłacić.
8.
Tymczasem mamy bieżące zmartwienia. Oto fragment artykułu z „la Repubbliki” (https://www.repubblica.it/…/vertice_ucraina_usa_gb…/…)

Jest pewien dylemat, który trapi sojuszników. … Joe Biden położył go na stół mocarstw zachodnich, dzwoniąc do przywódców Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Włoch. Z argumentami, które można podsumować w następujący sposób: „Putin musi sprzedać swojemu narodowi zwycięstwo. Jest mało prawdopodobne, że będzie to coś, co będziemy w stanie zaakceptować”. Obawa jest taka, że car zamierza zrobić coś radykalnego ze statusem Krymu i Donbasu. Że nie zadowoli się porozumieniem w sprawie „specjalnej autonomii”, które będzie się jawiło światu jako dotkliwa klęska ambicji Moskwy. Krótko mówiąc, obawia się, że przygotowuje paradę 9 maja – tę, która corocznie świętuje zwycięstwo nad nazistami – by ogłosić coś, czego Zełenski nie będzie w stanie strawić. …
Dla prezydenta USA inwestycja rosyjskiego przywódcy w wojnę była ogromna i dlatego istnieje obawa, że nie zgodzi się na zakończenie gry znaczącą kapitulacją, choć zamaskowaną jako triumf sprzedany rosyjskiej opinii publicznej. … [Powstaje pytanie], co zrobić z takim scenariuszem? I właśnie w tym fragmencie opinie są rozbieżne. Joe Biden naciska na zintensyfikowanie napływu broni do armii ukraińskiej. Wzywa sojuszników, aby nie rezygnowali z sankcji i unikali „relaksu”.
I tu dochodzimy do kluczowego zdania:
Nie jest to jednak stanowisko niemieckie. Olaf Scholz obawia się, że kryzys gazowy spowolni ożywienie w Niemczech. Z tego powodu prosi nawet, żeby rozważyć deeskalację przyjętych już środków karnych: jeśli Putin miałby za słowami postawić fakty – taki jest sens jego rozumowania – Zachód powinien rozważyć rozluźnienie chwytu.
Co ty na to, Czytelniku?
Czyż socjaldemokrata Scholz nie jest godnym następcą Angeli Merkel?
9.

OŚWIADCZENIE ANNY NETREBKO W ŚLAD ZA NIEDAWNYMI DONIESIENIAMI MEDIALNYMI
„Wyraźnie potępiam wojnę z Ukrainą, a moje myśli są z ofiarami tej wojny i ich rodzinami. Moje stanowisko jest jasne. Nie jestem członkiem żadnej partii politycznej ani nie jestem sojusznikiem żadnego przywódcy Rosji. Przyznaję i żałuję, że moje przeszłe działania lub wypowiedzi mogły zostać źle zinterpretowane. Faktycznie spotkałam prezydenta Putina tylko kilka razy w całym moim życiu, zwłaszcza przy okazji odbierania nagród w uznaniu mojej sztuki lub podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich. Poza tym nigdy nie otrzymałem żadnego wsparcia finansowego od rządu rosyjskiego, a mieszkam i jestem rezydentem podatkowym w Austrii. Kocham moją ojczyznę Rosję i szukam pokoju i jedności tylko poprzez moją sztukę. Po zapowiedzianej przerwie wrócę do występów w pod koniec maja, początkowo w Europie”.
Proszę, proszę! Anna Netrebko powraca na scenę, potępia rosyjską inwazję na Ukrainę i dystansuje się od Putina! W nagrodę, w listopadzie pojawi się na scenie Scali z recitalem, a zacznie występować w Europie już w maju. D.O. zawsze się zastanawiał, co o tej sprawie myśli Piotr Beczała, który tak często i z powodzeniem duetował z rosyjską sopranistką, która po Rosyjskiej agresji na Donbas pojechała tam śpiewać dla zwycięzców i podarowała duże sumy na operę w Doniecku.

Jacek Pałasiński
