17.04.2022
1.
Bo nie jest światło, by pod korcem stało,
Ani sól ziemi do przypraw kuchennych,
Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy — praca, by się zmartwychwstało.
Taki dzień dzisiaj, że w D.O. zmartwychwstaje grono ludzi różnych epok, choć głównie Renesansu.
Nikt D.O. nie nauczył widzieć, nikt słuchać. To było długie i żmudne samouctwo.
Gdy w 72. roku dwaj sowieccy agenci, Honecker i Gierek podpisali coś tam, co uprawniało do podróżowania okupowanych przez sowietów Niemców i Polaków okupowanych przez sowieckich sługusów, młody D.O. stanął po raz pierwszy w życiu przed Rafaelem w drezdeńskim Zwingerze. Na oczach miał może bielmo, ale nie w duszy. Stanął tam przed Madonną Sykstyńską z wielkim nabożeństwem, z fizycznym, niemal bolesnym poczuciem obcowania z czymś tak wielkim, że aż pozaziemskim. Widział tylko, co po wierzchu, bo znacznie później dowiedział się, że „widzisz tylko to, co wiesz”, ale i to „po wierzchu”, wprowadzało go w świat wcześniej niedostępny.
2.
Chyba właśnie w tym samym czasie zachwycił się Norwidem i czytał i wkuwał jego wiersze z własnej, nieprzymuszonej woli. Były passusy, których nie rozumiał, bo pewnie był za młody. No jak to: „piękno na to jest, by zachwycało do pracy”? By „zachwycało” – to jasne, tego nie trzeba tłumaczyć. Ale reszta? „Zachwycało do pracy”? Czy można „zachwycać do pracy”?! Do pracy można zachęcać, można zmuszać, ale „zachwycać”? No i potem to: „praca, by się zmartwychwstało”… Znaczy co: jeśli będę pracował, to zmartwychwstanę?
3.
Na dodatek dookoła jak gzy latały słowa w rodzaju „nie to ładne, co ładne, ale to, co się komu podoba” i D.O. nie był pewien, czy to Norwid, czy gzy mają rację, bo i to, i to słowa, bo i to, i to myśli.
A tu masz: postarzał się D.O. i zrozumiał. Po pierwsze, że to piękne, co piękne, a nie to, co się komu podoba. Że istnieje piękno obiektywne, choć często niedostępne bez wiedzy. A prymitywne umysły mają tendencję do pogardzania tym, czego nie rozumieją.
Kiedy autor dzieło tworzy, składają się nań iskra boża, talent, rewolucyjna często odwaga, ciężka praca i wiedza: ta techniczna, poczynając od znajomości technik wytwórczych, aktualnie obowiązujących kodów komunikacyjnych między ludźmi, po znajomość tematyki, którą się przedstawia.
Kiedy odbiorca je „konsumuje” – dzieło jest wytworem predyspozycji odbiorcy na piękno i wiedzy, wiedzy, wiedzy. Dzieło sztuki zderzone z niczym może być niczym, ono powstaje w mózgu odbiorcy, na styku światła, oka i całej tej technicznej, intelektualnej i artystycznej otoczki, którą zwykliśmy nazywać „wiedzą”.
4.
Kiedy młody D.O. stanął pierwszy raz przed Madonną Sykstyńską, jego ukochana, urodzona z darem widzenia i tworzenia, szeptała mu do ucha: „popatrz na to idealne wpisanie postaci w trójkąt, symbol Boga”. I D.O. patrzył i zaczynał rozumieć co nieco z tajemniczej dziedziny, zwanej „kompozycją” i zaczął pojmować, że to, co się widzi może, być symbolem tego, czego się nie widzi…

„Popatrz na chmury u bosych stóp Madonny: to one nadają obrazowi efekt trójwymiarowości”…
No właśnie: w galerii, patrząc w jedną lub drugą stronę widzisz wiele pięknych obrazów, które były płaskie. A ten rzeczywiście płaski nie był. Jak on to zrobił?!
„Popatrz na skromne szaty Madonny: byłyby może zbyt plebejskie, gdyby nie ten pas czerwieni u jej stóp” … No fakt, tak się Żydówki sprzed dwóch tysięcy lat nie ubierały, zapewne inaczej też wyglądały. I D.O. pojął, co to jest anachronizm i co konieczność dopasowania dzieła do zdolności imaginacyjnych jego odbiorcy. Inne, portretowane kobiety miały wyszukane czepce, klejnoty, koronki. Tu tylko kilka draperii. Dlaczego artysta nie nadał Przenajświętszej godności królewskiej?
„Czy widzisz wiatr niebiański, który nadyma jej szatę”? No tak, to musi być wiatr, to nie mogło wynikać z ruchu, zwłaszcza że jeśli jakiś ruch nastąpił, to był to ruch Madonny i Dzieciątka z głębi i z góry…
„Popatrz na jej fakturę: jak on to zrobił, że wyraźnie widać nici białe, przeplatające się z niebieskimi”? Tak, to niezwykłe: wykorzystał fakturę płótna, rozpiętego na blejtramie, by wzmóc nią poczucie trójwymiarowości sukna, użytego na szatę Madonny. Genialne!
„Idąc tu mijaliśmy dziesiątki innych obrazów, przedstawiających Madonnę z dzieciątkiem: czy widziałeś choćby jeden, w którym Ona ma wzrok nieobecny i patrzy tak, jakby na twoje ucho, a On patrzy bezpośrednio na ciebie, śledzi cię wzrokiem, kiedy się przesuniesz w lewo lub w prawo”?
„To prawda, teraz kiedy mi to powiedziałaś, to takie oczywiste. I niezwykłe”!
„Świetlistość wokół postaci Madonny jest w niemal każdym innym obrazie, ale tu jest chmurna. A teraz pomyśl: jaka jest rola tych zielonych kurtyn, które – podniósłszy się – odsłoniły nam niebiańską scenę”…
A że jest to scena – wątpliwości być nie może, bo u dołu obrazu, właśnie o brzeg ramy scenicznej opierają się dwa najsłynniejsze aniołki świata, same w sobie rozczulające arcydzieło światowego malarstwa.

Co więc Rafael chciał nam powiedzieć, przez umieszczenie sceny na zasnutej niebiańskimi chmurami scenie? Że to nie jest prawdziwe życie, tylko coś sztucznego, wymyślonego i odgrywanego? Tu już ocieralibyśmy się o piramidalne herezje, a w swoich pismach Rafael przyznawał się chętnie do jednej tylko wady: nieumiejętności oparcia się powabowi płci pięknej…
5.

Znacznie później D.O. dowiedział się, że ten mężczyzna po lewej stronie to jest święty Sykstus z Reims, pierwszy chrześcijański protobiskup miasta, żyjący prawdopodobnie w III lub IV wieku. Ma twarz papieża Juliusza II, który zmarł krótko przed powstawanie tego obrazu. Juliusz II był de domo Della Rovere, a patronem rodu Della Rovere jest święty Sykstus. Dla rozwiania wszelkich wątpliwości, kto jest przedstawiony pod postacią św. Sykstusa, na kapie, którą przywdziewa, wyhaftowane są dębowe żołędzie, ikonograficzny symbol rodu Della Rovere („della rovere” w literalnym tłumaczeniu oznacza „od dębu, Dębowi, Dębowscy). No i w lewym dolnym rogu stoi wielka tiara papieska…
Czemu Rafael dał świętemu Sykstusowi tę twarz, skoro panował już papież Leon X? Sugerowano, że być może obraz miał być eksponowany nad grobowcem Juliusza II, z którym Rafaela łączyła niemalże przyjaźń, ale nie ma żadnego potwierdzenia tej tezy. Vasari niezrównany kronikarz wielkich mistrzów florenckiego renesansu (choć Rafael już mieszkał w Rzymie i pracował nad najważniejszymi zleceniami papieży) pisze, że obraz od początku przeznaczony był do Piacenzy, do kościoła klasztornego pod wezwaniem świętego Sykstusa. I dzisiejsi badacze to potwierdzają. Pojawiają się tezy, że obraz ten miał być początkowo sztandarem procesyjnym. A to dlatego, że zupełnie wyjątkowo w ówczesnej twórczości Rafaela, jest namalowany na płótnie, a na dodatek nie mieszcząc się w ramach kilkunastocentymetrowy pas na górze, zamalowany przez Rafaela, został zawinięty i umieszczony pod ramą.
6.
A kim jest kobieta po lewicy Madonny, czyli po prawej stronie obrazu? To święta Barbara, patronka górników, strażaków, marynarzy z okrętów wojennych, saperów, inżynierów, a nawet architektów. Nie ma żadnego dokumentu, potwierdzającego istnienie Barbary, Istnieje natomiast wiele legend na temat jej życia i męczeńskiej śmierci za wiarę. Większość z nich pokrywa się z legendami, dotyczącymi życia i śmierci świętej Krystyny. Prawdopodobnie hagiograf, który jako pierwszy spisał historię Barbary, wymyślił ją ab ovo; prawie na pewno skopiował legendy o świętej Krystynie, przesadzając je aż do absurdu, co dowodzi, że ludzie są w stanie uwierzyć we wszystko, choćby największe brednie.
Ale o ile da się na różne sposoby uzasadnić obecność Juliusza II pod postacią świętego Sykstusa, o tyle, dlaczego na obrazie znajduje się święta Barbara – tego nie bardzo wiadomo.
7.

Święty Sykstus ma twarz Juliusza II, a Madonna? Och, Ona ma twarz plebejskiej kochanki i muzy Rafaela, córki piekarza, Margherity Luti, znanej, jako „la Fornarina” (, „Piekareczka”, od forno – piec). Jest też obraz Rafaela przedstawiający ją w całej krasie, ją jako ją. I nosi tytuł właśnie „la Fornarina”. Pojawia się także na fresku „le Nereidi”. Żyła, biedna, zaledwie 22 lata. Umarła krótko po swoim kochanku i mecenasie.
Natomiast święta Barbara ma twarz …młodej kuzynki papieża Juliusza II della Rovere — Giulii Orsini, o której niewiele byłoby wiadomo, gdyby nie jej ante literam feministyczna batalia o prawo do spadku majątku i blazonu jednej z najznakomitszych rodzin Królestwa Neapolu – Sanseverino.

8.
Tak więc piękno to jest to, co zachwycało D.O. do pracy. Różnych prac się podejmował: przerzucał żwir na bocznicy kolejowej, smarował dachy smołą, robił bieda meble z desek szalunkowych, wydawał książki, potem je pisał. Właściwie ta idea piękna, zawartego w świecie, tego namacalnego i tego ulotnego, nieuchwytnego, to było coś, co trzymało go przy życiu, mimo całych pokoleń ludzi, od których, tak czy inaczej, zależał i którzy nie byli skorzy do zachwytów i, ogólnie rzecz biorąc, piękno pod każdą postacią mieli gdzieś.

Jakoś tak podskórnie D.O. jest przekonany, że większość P.T. Czytelników, regularnie to forum odwiedzających, też jest i pracuje z tego samego powodu: zostali do pracy zachwyceni przez piękno.

9.
A „praca by się zmartwychwstało”? Tak, Norwid miał na myśli naród, który ma „zmartwychwstać” z niewoli, ale nie tylko. Bo właśnie D.O. na prywatny i wszystkich chętnych użytek „zmartwychwstał” kilkoro ludzi, jeden obraz i jego ramy, jeden barokowy pałac w Dreźnie z jego budowniczymi i właścicielami, a także jednego polskiego króla i elektora saskiego, Augusta III, który obraz Rafaela, znany jako „Madonna Sykstyńska” (od Sykstusa) kupił, a kiedy wniesiono go przed jego tron, zakrzyknął: „Zróbcie miejsce dla wielkiego Rafaela”! Może nawet D.O. wywołał z zaświatów tych sowieckich sołdatów, którzy „Madonnę Sykstyńską”, jak to oni, skradli i wywieźli do Moskwy. Oddali dopiero w 1955, na reinaugurację Gemäldegalerie Alter Meister w Dreźnie, sądząc, że to nie ma znaczenia, bo i tak tej części Niemiec nigdy nie opuszczą. I 18 lat później trafił tam młody D.O. z ukochaną. Nic wtedy nie wiedział, ale się zachwycił. Potem nabył wiedzę i jego zachwyt wzrósł stokrotnie.
Bo WIDZI SIĘ TO, CO SIĘ WIE.
A ty, Czytelniku, co jeszcze wiesz, co jeszcze dostrzeżesz w tym arcydziele?
Jak sądzisz: czy Madonna jest uchwycona w marszu po chmurach, czy nad nimi się unosi?
A przyjrzałeś się, z czego zrobione są kłęby chmur pod kurtyną? Co to może znaczyć? Co robią tam ci widzowie?
Co jest między plecami św. Barbary a kurtyną? Co to znaczy?
Zrobicie miejsce dla wielkiego Rafaela i wy?

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
