12.06.2022
1.
Badania przeprowadzone na ponad 200.000 mężczyzn zarejestrowanych w brytyjskim Biobanku sugerują, że około jeden na 500 w ogólnej populacji ma dodatkowy chromosom X lub Y.
Większość mężczyzn ma jeden chromosom X i jeden Y, niektórzy rodzą się XXY lub XYY, co naraża ich na zwiększone ryzyko problemów zdrowotnych, takich jak cukrzyca typu 2, zakrzepy i przewlekła obturacyjna choroba płuc.

Co na to Jędraszewski?
Współpracując z kolegami z University of Exeter, zespół z Cambridge zbadał DNA 207.067 mężczyzn pochodzenia europejskiego w wieku od 40 do 70 lat. Zidentyfikowali 231 mężczyzn z dodatkowym chromosomem X i 143 mężczyzn z dodatkowym chromosomem Y.
Mężczyźni z dodatkowym chromosomem X są często diagnozowani, gdy ma to wpływ na dojrzewanie i płodność, choć wiąże się to również z wyższą zawartością tkanki tłuszczowej, problemami poznawczymi i zaburzeniami osobowości. W badaniu mężczyźni XXY mieli znacznie niższy poziom testosteronu niż mężczyźni XY, trzykrotnie większe ryzyko opóźnionego dojrzewania i czterokrotnie wyższe ryzyko bezdzietności. Skutki dodatkowego chromosomu Y są gorzej poznane. Mężczyźni XYY są zwykle wyżsi jako chłopcy i dorośli, ale wydają się mieć normalne funkcje rozrodcze.
Wcześniejsze badania (https://www.sciencedirect.com/…/pii/S1098360022007778) sugerują, że około 1 na 1000 kobiet nosi dodatkowy chromosom X, co może prowadzić do podobnych efektów, co u mężczyzn, począwszy od szybszego wzrostu w dojrzewaniu, opóźnionego rozwoju języka i obniżonego IQ w porównaniu z ich rówieśnikami XX.
Analiza dokumentacji medycznej mężczyzn wykazała, że posiadanie dodatkowego chromosomu płciowego zwiększa ryzyko kilku schorzeń. Naukowcy odkryli, że w porównaniu z mężczyznami XY posiadanie dodatkowego chromosomu płci potroiło ryzyko cukrzycy typu 2 i zablokowało naczynia krwionośne, czterokrotnie zwiększyło ryzyko POChP w płucach i sześciokrotnie zwiększyło ryzyko zablokowania żył. Nie jest jasne, dlaczego dodatkowe chromosomy mają taki wpływ i dlaczego zagrożenia są podobne, niezależnie od rodzaju zduplikowanego chromosomu.
2.
W Rzymie odbył się wczoraj Gay Pride. Ale zanim się odbył, wzdłuż trasy przemarszu rozwieszono plakaty przeciwko tej manifestacji dumy osób nieheteronormatywnych. Były to plakaty z Janem Pawłem II, w smutnej pozie, opartym na pastorale (patrz zdjęcie).
Wiadomo, kto rozwieszał te plakaty: chłopcy z Militia Christi (Milicjanci Chrystusa) oraz neofaszystowscy działacze z „Patriots Network”.

D.O. ma zbyt małą wiedzę, by orzec, czy bardziej katoliccy są milicjanci Chrystusa, czy też Rycerze Chrystusa. Myśli, że dobrze by było, gdyby tę kwestię wyjaśnili między sobą, możliwie na ubitej ziemi. Obiecuje do sporu się nie wtrącać.
I też wzbudza jego refleksję fakt, że prawdziwi patrioci włoscy nadali sobie angielską nazwę. Tu też D.O. jest przekonany, że z pewnością znaleźliby się włoscy patrioci bardziej patriotyczni, którzy nigdy by nie nadali sobie cudzoziemskiej nazwy i mieliby za złe tym, co ją sobie nadali i gotowi byliby dać temu wyraz za pomocą kijów bejsbolowych.
3.
À propos papieży: obecny, Franciszek, z powodu bólu kolana odwołał swoją wizytę pasterską w Afryce. W pierwszych dniach lipca miał pojechać do Kongo i Południowego Sudanu. I to miał jechać wspólnie z arcybiskupem Canterbury, Justinem Welbym i Moderatorem Kościoła Szkocji, Jimem Wallacem, by promować pokój w rozdartych wojną krajach. Watykan nie wskazał, czy Welby i Wallace również przełożą swoje podróże, czy też odbędą wizytę zgodnie z planem.

Franciszek odłożył również plany wizyty w Libanie w tym miesiącu. Wyjazd nie został ogłoszony, ale był już na ostatnim stadium przygotowań.
W planach pozostają nadal odwiedziny w Kanadzie w dniach 24-30 lipca. Do tej pory wizyty nie odwołano. Oczekuje się, że papież przeprosi społeczności tubylcze za rolę Kościoła w systemie szkół stacjonarnych i prześladowania dzieci z First Nation.
W sierpniu Franciszek ma odwiedzić L’Aquilę, a we wrześniu Kazachstan i miasto Matera na południu Włoch. (https://cruxnow.com/…/pope-postpones-africa-trip-over…)
4.
À propos przeprosin. Król Belgii Filip, podczas wizyty w byłej posiadłości swego pradziadka, czyli Kongu, wyraził „żal”, ale nie przeprosił za zbrodnie popełnione przez Belgów w tym kraju. (https://www.washingtonpost.com/…/belgium-king-philippe…/)
Ten [kolonialny] reżim był jednym z niesprawiedliwszych, sam w sobie nieuzasadniony, naznaczony paternalizmem, dyskryminacją i rasizmem” – powiedział w środę w Parlamencie Konga w stolicy Kinszasie – donosi Reuters. „Przy okazji mojej pierwszej podróży do Konga, właśnie tutaj, w obecności Kongijczyków i tych, którzy nadal cierpią, pragnę potwierdzić mój najgłębszy żal z powodu tych ran z przeszłości.

Filip i jego żona, królowa Matylda, zostali ciepło przyjęci w Kongo, gdzie zwolennicy rządzącej partii wymachiwali belgijskimi flagami, a sztandar wiszący na parlamencie świętował „wspólną historię” – jak podaje Reuters. Prezydent Konga, Félix Tshisekedi, powitał monarchów na czerwonym dywanie rozwiniętym we wtorek na lotnisku w Kinszasie. Jednak niektórzy politycy i mieszkańcy wezwali Belgię, by poszła dalej i odpokutowała za okrucieństwa i dyskryminację, jakich doznali ich przodkowie.
5.
No to wybory. We Francji. Parlamentarne. Nie wie, jak tam z religijnością Macrona, ale D.O. na jego miejscu skoczyłby zapalić świeczkę w najbliższym od Pałacu Elizejskiego kościołku. Mówi się, że, że kiedy francuskiego prezydenta wybierają na drugą kadencję, to on ma „cohabitacion”, czyli ma rząd wywodzący się z ugrupowania opozycyjnego wobec partii, która prezydenta wyłoniła. To bywało mocno nieprzyjemne, ale teraz stanie się tragiczne.
Dygresja: ileż Republika Francuska zawdzięcza rodzinie Le Pen! Najpierw tatuś Jean-Marie, teraz córeczka Marine są tak fenomenalnym straszakiem dla umiarkowanych Francuzów, że gotowi są głosować wbrew swoim politycznym sympatiom, byleby tylko nie dopuścić jej do władzy. A w Polsce? Kiedyś takim straszakiem był Liliput Felerny, dziś jest nim (tu proszę wpisać brakujące nazwisko). Koniec dygresji.
Ale teraz sytuacja się zmieniła: tym, czym Le Pen byli dla prawicy, tym dziś jest dla lewicy Jean-Luc Melenchon. Nie, wróć: to chyba większy poyeb od rodzinki Le Pen. I groźniejszy. Le Pen nie zawsze mówi to, co myśli, bo, w przeciwieństwie do papy, wie, że taka jest polityka, że trzeba udawać, że się jest w centrum, choć wiadomo, że się jest naziolem. Jean-Luc Melenchon nie bawi się w takie subtelności: „rozpieprzyć wszystko, wywieszać wszystkich, a jak nie, to zgilotynować”.
Ostatnie wybory prezydenckie wykazały, że społeczeństwo francuskie jest podzielone na trzy: EM, MLP i JLM mieli prawie tyle samo głosów, nieco ponad 20%. A to oznacza, że ekstremiści mają dwa razy więcej sympatyków, niż umiarkowane centrum. Wow!
Pamiętają państwo wieczór po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich. I MLP i JLM nie dbali zanadto, że przegrali, oboje wygłosili standardową formułkę, że głosy na nich dowodzą złobytu (to przeciwieństwo dobrobytu) Francuzów, że dziękują wyborcom, ale główny nacisk, położyli na konieczności mobilizacji na wybory parlamentarne.
W pierwszej kadencji Macron miał tak komfortową sytuację w Zgromadzeniu Narodowym, jak żaden innych współczesny prezydent: ogromna przewaga jego La Republique en Marche pozwalała mu realizować każdą zachciankę. Ale mimo to nie udało mu się zrealizować programu wyborczego, a zwłaszcza zmniejszyć kosztów oszalałych programów socjalnych, zmniejszyć wydatków państwa, uzdrowić sytuacji budżetowej, przeprowadzając reformę podatków i programów emerytalnych. Nie był panią Thatcher, uginał się przed kolejarzami, którym chciał odebrać odwieczny dodatek za … kontakt z pyłem węglowym, nauczycielami, pracownikami służby zdrowia i w ogóle, przed wszystkimi. Reforma finansów państwa w kraju, w którym przed covidem deficyt wynosił 100% PKB się nie powiodła. A potem był covid, wydatki eksplodowały i deficyt wynosi dziś 130% PKB.
Do tego doszło wielkie rozczarowanie jego partią la Republique en Marche, tak wielkie, że musiał przemianować ją na Renaissance i rozpaczliwie poszukiwać koalicjantów do jakiegoś bliżej nieokreślonego „frontu umiarkowanych”.
Więc cokolwiek się dziś wydarzy przy urnach, sytuacja prezydenta będzie znacznie gorsza. Ale to pikuś: błogostan pojedynczego obywatela nie jest tu najistotniejszy. Najistotniejsze jest to, że Francja rozpaczliwie potrzebuje tych reform, których Macron nie doprowadził do końca w pierwszej kadencji i których z niemal stuprocentową pewnością nie przeprowadzi w drugiej.
Wszystkie nieszczęścia kraju się pogłębią, a potem… Potem będą następne wybory i D.O. aż boi się myśleć, co z Francją wtedy będzie.
A co, co będzie z Francją odbije się bardzo, bardzo mocno na tym, co będzie z Europą.
A to oznacza, że politycy innych krajów europejskich, którym leży na sercu pokój, niepodległość ich krajów i dobrobyt obywateli, już teraz powinni obwarować Unię Europejską wysokim murem obronnym. Bo tylko w niej nadzieja na niepodległość (kto następny po Ukrainie?!), w niej nadzieja na dobrobyt, a dobrobyt, choć to nie pierwsze skojarzenie, oznacza pokój.
Bo, jak mawiał Napoleon: „do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i pieniądze”.
6.
W tej sprawie „Guardian” zamieszcza kilka ciekawych komentarzy, w tym profesora Francuzologii w Oxfordzie Sudhira Hazareesingha (https://www.theguardian.com/…/the-future-of-france-can…). D.O. poleca lekturę! Oto początek:
„Byłem w Paryżu w czasie oficjalnej inauguracji Emmanuela Macrona w Pałacu Elizejskim na początku maja 2022 roku i oglądałem ceremonię w telewizji z grupą francuskich przyjaciół. Wszyscy na niego głosowali, niektórzy dlatego, że był ich ulubionym wyborem, inni po prostu po to, by powstrzymać Marine Le Pen. Uderzyło mnie jednak, że najbardziej rozczarowani nim tego ranka byli jego zwolennicy: skarżyli się na jego mało inspirującą kampanię, brak wizji przez następne pięć lat i (typowo francuska krytyka) brak elokwencji. W noc swojej reelekcji odczytał nudną mowę, zaśmieconą frazesami i niejasnymi obietnicami nowych początków. Macron z 2017 roku, którego książka kampanijna nosiła tytuł „Rewolucja” i który zapowiadał radykalną zmianę systemu politycznego, wydawał się należeć do odległej przeszłości”. …
„Ruch Macrona (obecnie przemianowany na „Renesans”) nie wytworzył żadnych znaczących talentów politycznych, nie dokonał żadnych znaczących postępów w wyborach lokalnych i cieszy się niewielkim poparciem wśród wyborców o niskich dochodach”. …
„Powtarzające się sukcesy skrajnej prawicy w wyborach prezydenckich od 2002 roku pokazują, że V Republika nie jest teraz w stanie powstrzymać politycznego ekstremizmu”.
Starczy, resztę sami. Dalej napięcie rośnie, kolejne komentarze i diagnozy równie ciekawe.
7.
No to wybory. We Włoszech. Municypalne. I przy okazji referendum. Wiadomo, że polityka to pieniądze i że taki np. burmistrz Rzymu na swą kampanię wyborczą musi wydać circa pół miliarda euro. Ale potem to sobie jakość odbije. Zawsze takie wyborom towarzyszyło ogromne napięcie, poszukiwanie sojuszy, jak grzyby rosły „listy obywatelskie”, kiedy kandydaci orientowali się, że z list znienawidzonych tradycyjnych partii nie ma szans na wybory. Każde stanowisko w każdej gminie, dużej czy małej, przekłada się na pieniądze, na władze, na zaszczyty. Więc emocje grały, animozje były wielkie. I tysiące ludzkich termitów z każdej strony nadgryzały twardą substancję państwa. Może to kwestia tradycji, może determinizmu, ale we Włoszech dominuje nieznośne dla D.O. przekonanie, że państwo to jest coś, co służy do okradania. Najlepiej się je okrada, będąc u władzy. Od najwyższych do najniższych jej szczebli.

„Amerykanie uważają wybory z 12 czerwca za termometr w perspektywie wyborów parlamentarnych w 2023 i za wskazówkę w sprawie niezawodności Włoch w sprawie Ukrainy, również biorąc pod uwagę filorosyjski dryf, coraz silniejszy przede wszystkim w talk-showach”.
D.O. nie pamięta tak małego zainteresowania wyborami municypalnymi, jak obecnie. Co można poznać po tytułach gazet: desinteressement kompletne. Nuda. Więcej mówi się o przyszłorocznych wyborach parlamentarnych niż o dzisiejszych, municypalnych. 170% PKB zadłużenia. Inflacja prawie 7%. Partie skłócone i partnerzy z koalicji rządowej najchętniej popodgryzaliby sobie gardła. Żrą się wszyscy ze wszystkimi.
D.O. odnosi wrażenie, że Pan Bóg, który, jak wiadomo kocha Włochy, bo obdarzył je pięknościami bardziej niż jakiekolwiek inne miejsce na świecie, znowu postanowił podać im rękę i zesłał Mario Draghiego. Bez niego – D.O. jest przekonany – całe to państwo by się zawaliło, zawaliłaby się ekonomia, infrastruktura, wojsko, szkolnictwo, służba zdrowia i co tam jeszcze. Rządziłby Salvini z faszystką Meloni i dementem Berlusconim, byliby zaprzyjaźnieni z Rosją, wystąpiliby z Unii i z NATO, na ulicach polałaby się krew… Północ poszłaby na wojnę z Południem, Południe chętnie okupowałoby Północ. Jednym brakuje siły roboczej, drudzy mają 40-procentowe bezrobocie. Przetargi na Południu wygrywają firmy z Północy, ale ich nie kończą, rozbabrają wszystko i żądają dodatkowych pieniędzy, kiedy ich nie dostają, opuszczają place budów. Potem strony się procesują: 20, 30, 40 lat… Imigranci, mafia, przestępczość zorganizowana, gangi, rozboje na ulicach, wyrywanie samochodów, kradzieże skuterów i samochodów, policja i karabinierzy w pierwszym rzędzie przestępczości, policja finansowa największym złodziejem…
8.
Referendum we Włoszech może być niemal wyłącznie abrogacyjne, tj. ma ew. obalić obowiązujące prawa. Od lat nie osiąga się quorum, również dlatego, że pytania są sformułowane w języku niezrozumiałym nawet dla osób z wyższym wykształceniem i jeśli się chce „nie”, to trzeba na karcie wyborczej zaznaczyć „tak” i na odwrót. Naprawdę!!! W tym roku kwestie referendalne są szczególnie zawiłe, bo dotyczą systemu funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości
To D.O., najlepiej, jak potrafi, a naprawdę dobrze zna włoski, w tym język urzędniczy, odmienny od ludzkiego, przytoczy tutaj tylko objaśnienie do pierwszego z pytań referendalnych, na które wypowiadają się dzisiaj obywatele włoscy, nieprzodujący w Europie pod względem wyższego wykształcenia:
Niekandydowalność i dekadencja
Referendum nr 1, oznaczone czerwoną kartką, dotyczy uchylenia Ustawy Skonsolidowanej w sprawie przepisów dotyczących niekandydatowalności oraz zakazu sprawowania urzędów wybieralnych i rządowych wynikających z prawomocnych wyroków za przestępstwa niezawinione. W istocie pyta wyborców, czy zamierzają znieść wprowadzone w 2012 r. przepisy promowane przez ówczesną minister sprawiedliwości Paolę Severino, które przewidują niekandydatowalność, niewybieralność i automatyczna dekadencja (przepadek stanowiska) tych, którzy zostali prawomocnie skazani za niektóre rodzaje przestępstw, od mafii, przez terroryzm, po te przeciwko administracji publicznej. Zasady te dotyczą wszelkiego rodzaju wyzwań wyborczych, od parlamentu po administrację lokalną. Z drugiej strony, przy „tak”, automatyzm zostaje zniesiony: to sędzia będzie musiał zadecydować, czy w przypadku skazania konieczne jest również nałożenie dodatkowej kary dyskwalifikacji przy ubieganiu się o urzędy publiczne. Ci, którzy się temu sprzeciwiają, uważają, że tekst, który stanowi największą interwencję w walce z korupcją w ostatnich latach, nie powinien zostać uchylony”.
Jasne, nie?
„Niekandydowalność”, „niewybieralność”, nie istnieją w języku włoskim i każda nauczycielka z podstawówki podkreśliłaby to na czerwono. W języku urzędowym jest OK. A czy signor Rossi to zrozumie? Ni hu hu! Wykształceni będą wiedzieli, że „dekadencja”, która w języku codziennym oznacza to, co w polszczyźnie, w języku biurokratycznym może oznaczać utratę stanowiska administracyjnego, ale signor Rossi po podstawówce (5 lat) i szkole średniej (odpowiednik gimnazjum; 3 lata) prawie na pewno wiedzieć tego nie będzie.
9.
Chiny „rozpoczną wojnę”, jeśli Tajwan ogłosi niepodległość – powiedział minister obrony ChRL Wei Fenghe.
Pekin „nie zawaha się rozpocząć wojny bez względu na koszty”, jeśli Tajwan ogłosi niepodległość – powiedział minister obrony Chin Wei Fenghe swojemu amerykańskiemu odpowiednikowi Lloydowi Austinowi, gdy spotkali się na marginesie szczytu w sprawie regionalnego bezpieczeństwa „Shangri-La Dialogue” w Singapurze.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Tajwanu potępiło „absurdalne” roszczenia Chin do suwerenności nad wyspą i podziękowało Stanom Zjednoczonym za okazane poparcie. „Tajwan nigdy nie był pod jurysdykcją rządu chińskiego, a mieszkańcy Tajwanu nie ulegną groźbom użycia siły ze strony chińskiego rządu” – powiedziała rzeczniczka ministerstwa Joanne Ou.
Departament obrony USA powiedział, że Austin „potwierdził znaczenie pokoju i stabilności w Cieśninie [Tajwańskiej], sprzeciwił się jednostronnym zmianom status quo i wezwał [Chiny] do powstrzymania się od dalszych działań destabilizujących wobec Tajwanu”.
Prezydent Joe Biden powiedział podczas wizyty w Japonii w maju, że Waszyngton będzie bronił militarnie Tajwanu, gdyby został zaatakowany przez Chiny. Napięcia wokół Tajwanu nasiliły się w szczególności z powodu coraz częstszych wtargnięć chińskich samolotów wojskowych do strefy identyfikacji obrony powietrznej Tajwanu.
10.
D.O. bardzo Państwa przeprasza, ale tylko przytacza rewelacje Fox News: „Putin ma przy sobie skrzynkę na kupy, gdy podróżuje poza Moskwę, by ukryć swoje możliwe problemy zdrowotne:
Putin podobno zbiera swoje kał i mocz do utylizacji w Moskwie”. (https://www.foxnews.com/…/putin-poop-case-moscow-health…)
Według doniesień rosyjski prezydent Władimir Putin nosi walizkę wypełnioną własnymi ekskrementami i moczem w obawie, że może ujawnić zbyt wiele informacji na temat jego zdrowia, jeśli wpadnie w niepowołane ręce.

https://www.foxnews.com/…/putin-poop-case-moscow-health…
Obyś do niej wpadł, suqinsynu! I pociągną za sobą wszystkich swoich naśladowców znad Wisły!
„Putin obawia się, że jakiekolwiek informacje o jego zdrowiu dostaną się w ręce zagranicznych służb wywiadowczych” – powiedziała Fox News Digital Rebekah Koffler, prezes Doctrine & Strategy Consulting i były oficer wywiadu DIA.
„Chce stworzyć obraz, że będzie rządził Rosją w nieskończoność, aby powstrzymać chaos związany ze zmianą władzy”.
Raport z Paris Match za pośrednictwem Moscow Times ujawnia, że Putin ma specjalnego doradcę z Federalnej Służby Gwardii, który zajmuje się walizką, w której znajdują się jego kał i mocz zebrane podczas podróży, i zwraca ją do Moskwy.
Phi!
Liliput Felerny de Jolie Bord ma dwóch asystentów. Jeden chwalił się nawet, że został przezeń „namaszczony”. Nie wyjaśniał, jakiej specyficznej substancji Felerny użył do namaszczenia go, ale D.O. ma swoje podejrzenia.

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
