15.07.2026
Syf i malaria.
Różne badania wykazują, że większość Polaków – przepraszam; „Polek i Polaków” – jest zadowolona ze swoich aktualnych warunków życiowych. – Ja, z bożą pomocą, jakoś tam wychodzę na swoje. Ale, Panie, w całym kraju to syf i malaria! Nie jest dobrze i już nie będzie.
Jesteśmy narodem o szlacheckich aspiracjach, lecz proweniencji raczej chłopskiej. Jeśli nam obrodziło, to przypadkiem. Źle jest i tak pewnie będzie, więc niech dwór nie myśli o wyższych serwitutach, bo niby z czego?
Rząd może więc nie zarobić wiele na tym, że się postarał o te lepsze warunki. Bo wyborcy mogą uważać, że powodzi się akurat im z woli czynników wyższych – woli boskiej? – ale nie dzięki polityce rządu. A może nawet na przekór jemu.

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.

Święte słowa Mistrza Ernesta… W przeszłości nie byliśmy żadną demokracją szlachecką, tylko plebejską (szlachta to plebs dla magnatów i Kościoła)… I tak nam już zostało!
Pan Skalski jak zwykle trafia w polską duszę jednym, pozornie prostym obrazkiem. To kraj, w którym człowiek kupuje nowy samochód, wyjeżdża na wakacje do Grecji, dzieci wysyła na korepetycje z chińskiego, po czym wraca i z przekonaniem oznajmia: „Panie, tragedia. Polska się kończy”. Narzekanie jest u nas nie tyle hobby, ile narodowym systemem operacyjnym.
Paradoks polega na tym, że jeśli jest źle – winny jest rząd. Jeśli jest dobrze – to wyłącznie dzięki własnej zaradności, ciężkiej pracy, opatrzności boskiej albo cioci z Niemiec. Państwo może co najwyżej przeszkadzać. Polityk, który poprawia ludziom życie, przypomina hydraulika, którego chwali się za to, że rura wreszcie nie cieknie. Klient i tak powie, że „sam by to zrobił, tylko nie miał czasu”.
Może więc największym problemem polskiej polityki nie jest brak sukcesów, lecz brak prawa autorskiego do sukcesów. W Polsce dobrobyt jest zawsze prywatny, a kryzys publiczny. I dlatego, niezależnie od tego, kto rządzi, syf i malaria mają u nas stały etat. Choć, na szczęście, głównie w naszej wyobraźni.
Ten krótki, dosadny a zarazem perfekcyjnie trafny obraz nas samych kojarzy mi się z nastrojami panującymi w Polsce u schyłku lat 70-tych XX wieku, tuż przed rewolucją Solidarności – powszechnego zniechęcenia i marazmu. Jednocześnie mam wrażenie bardziej intuicyjne niż empiryczne, że obraz przywołany przez Redaktora Skalskiego odchodzi stopniowo w przeszłość wraz z kolejnymi pokoleniami. Młodzież się homogenizuje z resztą świata zachodniego do którego należymy. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale inaczej.
Po prosru majstersztyk!!!