Zbigniew Szczypiński: Za dużo tego świata, nie da się go ogarnąć5 min czytania

()


15.07.2026

To tylko przypadkowa zbieżność zdarzeń – dziś rano wysłuchałem w radio piosenkę „Wyjedź w Bieszczady” znanego mi z czasów studenckich Wojtka Młynarskiego. To taki manifest propagujący ucieczkę od problemów, od urlopów dziekańskich i od wszystkich trosk tamtego świata – ucieczka w Bieszczady.

Bieszczady to ten róg południowo-wschodniej Polski, który dodany do jej terytorium po korekcie granicy wschodniej i zabraniu terenów bogatych w węgiel czy ropę – to ten trójkąt wcinający się w głąb Polski widoczny do dziś, doskonały dowód jak „niepodległym” byliśmy wtedy państwem i jak pozorna to była państwowość, jak wszystko zależało od Kremla i jego władców.

Wojtek śpiewa o ucieczce w Bieszczady, gdzie pełna wolność i tylko męskie sprawy. I była to prawda o tamtych czasach, wtedy Bieszczady były pustą krainą, bez ludzi którzy zostali przez nas wysiedleni jako niepewni polityczne Łemkowie i Ukraińcy. Zrobiliśmy to my, Polacy, w ramach akcji Wisła, w której setki tysięcy mieszkańców wschodnich ziem musiało przenieść się na Ziemie Zachodnie.

Czy ktoś to jeszcze pamięta, czy trauma tamtego czasu jest jeszcze żywa ?

To co przypominam nie jest w żadnym stopniu budowaniem symetrii do tego, co działo się parę lat wcześniej, w latach Wielkiej Wojny na wschodnich ziemiach Polski, której nie było, Polska przegrała tamtą wojnę w 39 roku a to co było potem to już inna bajka.

Pamiętam tamte Bieszczady, jako student w wakacje pracowałem jako człowiek odbierający pieniądze od osadników, którzy otrzymywali od państwa kredyty na zagospodarowanie, a po kilku latach przychodził czas spłaty pierwszej raty. Tam nie było poczty, nie było dróg, tam niczego nie było. Pamiętam z jaką radością witano nas, studentów którzy przyszli i opowiadali o świecie, o Warszawie i mieli to, co dla tamtych ludzi było najcenniejsze, mieli papierosy, takie najtańsze papierosy marki Sport. Papierosów osadnicy nie mieli i to było dla nich najważniejsze. Pamiętam, jak po tych dwóch dniach pobytu ruszaliśmy szukać kolejnego osadnika wyposażeni w żywność i wskazówkę – trzymać się prawej strony, dwa palce od tego wzgórza widocznego na horyzoncie, a już po 10 godzinach marszu zobaczymy ślady ludzkiej działalność, znak że jesteśmy już w gospodarstwie tego drugiego osadnika.

Takie były Bieszczady i tacy byli tam ludzie, ludzie którzy wyjeżdżali w Bieszczady uciekając przed tym, co oferowała im peerelowska rzeczywistość.

Piosenka Wojtka Młynarskiego to poetyckie opowiadanie nie mające wiele wspólnego z realiami, ale takie jest prawo poety by tak widzieć świat. Brutalna prawda dotycząca tego skąd wzięły się Bieszczady jako ten dziki kawałek Polski zatarła się w pamięci żyjących, niech dowodem na to będzie fakt, że tylko bardzo mały odsetek Polaków kojarzy obecnie Bieszczady z korektą granic i wysiedlaniem Łemków, prawdziwych gospodarzy tamtych ziem. Pamiętam jak przejmujący był widok opustoszałych wiosek i zarastających małych drewnianych cerkwi – łemkowskich kościołów z małymi cmentarzami, na których leżeli dawni gospodarze tych ziem.

Wszystko się zmieniło, Bieszczady zagospodarowane, pełne luksusu i dobrych dróg, (pierwsza to słynna pętla bieszczadzka). Bieszczady pełne wczasowiczów szukających wypoczynku na łonie natury, natury zagospodarowanej i zaprzęgniętej do służenia człowiekowi, który płaci.

Gdy patrzę na to wszystko przypomina mi się taka myśl Tadeusza Kotarbińskiego, polskiego filozofa i twórcy prakseologii, za moich studenckich czasów prezesa Polskiej Akademii Nauk.

Tadeusz Kotarbiński powiedział – „dobrze mieć autostrady, ale smak życiu dają dopiero ścieżki, którymi można sobie od nich odbiegać”.

Cała prawda o naszych czasach. Nowoczesność i natura, wartość uprzedmiotowionej ludzkiej pracy i naturalnego porządku który często jest nieporządkiem.

Najnowsza książka Olgi Tokarczuk będzie miała tytuł – „Za dużo świata” (cytuję z pamięci więc może niedokładnie) . Za dużo świata to dobra intuicja naszej noblistki, patrząc na to wszystko, co na świecie się dzieje – też tak sądzę – tego świata jest za dużo, tempo zmian jest za szybkie, większość ludzi wpada w pułapkę pragnienia, by temu sprostać, by być na bieżąco a może nawet wyprzedzać swój czas, a to musi się skończyć obłędem.

Obłąkani ludzie mający wielką władzę – patrz Donald Trump, zapowiadający kolejny etap wojny z Iranem polegający na tym, że teraz to Stany będą pobierać 20% wartości ładunku przepływającego przez cieśninę Ormuz – czyż potrzeba lepszego dowodu na to, że to szalony człowiek. Skoro nie wystarczyło formalne stanowisko 30 najwybitniejszych specjalistów od chorób psychicznych, to decyzje Trumpa mówią wprost – to jest chory człowiek.

Na tym tle polskie problemy i wolty polskich polityków to „małe piwo” ale i tak jest się czym przejmować. Na rok przed wyborami nic nie jest pewne, wszystko może ulec zmianie. Mówiąc wszystko mam na myśli wszystko, dosłownie wszystko, łącznie z tym czy będzie pokój czy gorąca a nie hybrydowa wojna. Taka wojna sprawdzi nas jako obywateli i jako ludzi.

Mając swoją wiedzę i wyobraźnię powiem krótko – oby nie było takiej potrzeby, oby się to nie wydarzyło. Nasze pragnienia w zderzeniu z wolą możnych tego świata to mało – będzie co będzie…

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. slawek 17.07.2026 Odpowiedz

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo