Marek Jastrząb: Powolny galop2 min czytania

()

16.06.2022

Kiedy słyszymy, że nasze pieniądze po raz kolejny zostały zmarnowane, że znowu mamy płacić więcej, tradycyjnie i obowiązkowo więcej nalewać do durszlaka nazywanego budżetem, zaczynamy narzekać. Ale nie narzekamy zbyt głośno. Swoim sprzeciwom dajemy wyraz konspiracyjnym szeptem. Najlepiej nocą, gdy donosiciele śpią; staramy się biadolić raczej w piwnicy, niż na ulicy, raczej pod własnym nosem, niż prosto w cudzą kichawę.

Męstwo nie staniało. Jego zwyczajnie brak. Rozlazło się po szumnych zapowiedziach, utonęło w codziennościach i porosło trawą zastrzeżeń, obiekcji, zmarnowanych szans. Okoliczności te zaś sprawiają, że już nie ma odwagi cywilnej: ludzi skorych do powiedzenia dość. O przyczynach mówić nie ma potrzeby. Znane są na wyrywki; wolimy stać z boku, nie angażować się, przeczekać nieszczęśliwy czas; naszym logo jest troska o własny grzbiet.

Ściszone gderanie słychać wszędzie. Pomstowanie, jojczenie, wzdychanie na bądź co, na ustrój, na sznurki pociągane nie tak, na zaciskanie pasa, dodruk środków płatniczych, drożyznę, korupcję lub chamstwo.

Potoki niezadowolonych, płyną. Wiedzą, gdzie jest granica i za co można oberwać po niesubordynowanym karku. Wespół w zespół, solidarnie, narzuconym szlakiem wyrzeczeń, poddają się syrenim śpiewom erudycyjnego przygłupa, który prawi, że bez manipulacji, zaciskania pasa i zgrzytania zębami, żyć się nie da i że kto wyłamuje się z szeregu pokornej trzody, ten nie jest patriotą i ma zagwarantowaną opinię sabotażysty.

*

Wczoraj gadało się o Pacanowie, dzisiaj rozprawia się o dymisji pojedynczego ministra, a tymczasem abdykacja jednego sobiepanka i koleżeńska reprymenda dedykowana prezesowi poczty, sprawy nie likwidują. Okazuje się po raz enty, że jak się chce, to można wywalić błyskawicznie. A jak się nie chce, to święty boże nie pomoże i w nieskończoność międli się temat nieusuwalnej niedojdy.

Nie pisałbym o unieważnieniu ministra, bo to afera niegodna splunięcia, gdyby nie fakt, że w całej Zjednoczonej PRAWICY (dawnej PZPR) jest mnóstwo szkodników do natychmiastowego wyparowania z polityki. Numer z wyrzuceniem faceta był więc przedwyborczą pokazówką. Udowodnieniem wrażliwości, szlachetności, skuteczności dyktatora z Żoliborza. Pokraczną sugestią: nasza partia brzydzi się nieuczciwością; praktyka sofistycznego bajdurzenia jest w Pisie znana na umór.

Nie wierzymy w jego banialuki. Nie wierzymy, że kiedyś zaprocentuje nam obecna uległość, zaciskanie żołądka i obręcze na mózgu. Obdarzamy go brakiem zaufania, gdy mówi, że za magiczne kiedyś zdarzy się niewyobrażalne zaś. Nastanie totalna, ekonomiczna rozkosz i doczołgamy się do normalnego poziomu życia w państwach demokratycznych.

Marek Jastrząb

Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM