Krzysztof Łoziński: Hannibal Trzęsi Portas5 min czytania

()

29.06.2022

Przy okazji incydentu w Inowrocławiu zwróćmy uwagę na dwie rzeczy. Jak bardzo skundlona jest już policja, jak skłonna do przemocy w obronie przestępczej władzy i jak łatwo przychodzi różnym przełożonym policji i rzecznikom bezczelnie kłamać, by uzasadnić bezprawne działanie funkcjonariuszy.

Ale zwróćmy też uwagę, jak bardzo ta władza, a zwłaszcza Jarosław Kaczyński, boi się społeczeństwa. Nigdy wcześniej, za mojej pamięci, nawet w stanie wojennym, sejm i budynki rządowe, nawet budynki mniej ważnych ministerstw, nie były do tego stopnia zamienione w fortece. Może tak było za Niemca lub za Bieruta, ale to były rządy okupacyjne, zresztą tamtych czasów pamiętać nie mogę. Na pewno jednak nigdy po 1956 roku, czyli odkąd skończyłem osiem lat, tak nie było.

Owszem były przepustki i nie każdy mógł wejść ot tak, bez powodu, ale nigdy sejm nie był ogrodzony i to trzema rządami różnych płotów i zapór. Za komuny do instytucji rządowych i do sejmu nie chodziłem, bo nie miałem tam żadnego interesu. Pamiętam jednak, jak pomiędzy budynkami sejmowymi Warszawiacy chodzili na spacery z dziećmi i psami, bo to był teren publicznie dostępny.

Po 1989 roku wchodziłem do sejmu jako dziennikarz wielokrotnie. Szło się do biura przepustek, pokazywało legitymację prasową i dostawało się przepustkę. Przy wejściu tylko straż sejmowa kazała przejść przez bramkę i sprawdzała, czy nie wnosi się broni lub innych niebezpiecznych przedmiotów. Chodziłem po korytarzach, rozmawiałem z posłami, członkami rządu, w ich biurach, w restauracji sejmowej, a nawet na korytarzu. Mogłem też wejść na galerię i obserwować obrady sejmu.

Nie było czegoś takiego, by przed sejmem stały rzędy płotów i kordony policji, by dla dziennikarzy i gości zamknięte było większość korytarzy i galeria.

Jarosław Kaczyński chodzi po sejmie z ochroną i nie można się do niego zbliżyć. Komuś udało się zadać mu pytanie, czemu tak się chroni i odpowiedział, że „ktoś mógłby go o coś spytać”. I to jest powód strachu wymagający minimum czterech ochroniarzy, a ostatnio całej grupy aktywu swojej partii wokół wodza. Pamiętam, jak ta chroniąca go grupa przewróciła Katarzynę Kolendę Zalewską, a wódz bąknął tylko: „but pani spadł” i nawet się nie zatrzymał, gdy jego kumple niemal kobietę tratowali.

Rozmiary ochrony wodza Hannibala Trzęsi Portas są wręcz komiczne. Ochrona skrzynki pocztowej – kilkunastu policjantów, plus kilku ochroniarzy prywatnych. 800 policjantów i 60 radiowozów broni wodza przed młodymi dziewczętami, które tańczą mu przed domem poloneza. W tym czasie Hannibal Trzęsi Portas jest ewakuowany na drugi koniec Warszawy, jakby groziła mu niemal bomba atomowa.

Jednocześnie spotykam się bez problemu z Donaldem Tuskiem, daję mu książkę (o nieznanej mu treści!!! O Zgrozo!!!). Spotykam się bez problemu z politykami Koalicji Obywatelskiej, z posłami, i to bez żadnej ochrony. Nikt mnie nie legitymuje, nie rewiduje, nie wypytuje, po co i o co. To samo z politykami innych partii, z szefem PSL Władysławem Kosiniakiem Kamyszem na spotkaniu publicznym w moich Wydminach, z Adrianem Zandbergiem spotkałem się w tramwaju, z Barbarą Nowacką na ulicy w Gdańsku, z szefową Partii Europejskich Demokratów, Elżbieta Bińczycką, byłem na kawie, i … no właśnie: ani razu nikt mnie nie zrewidował!

Hanibalowi Trzęsi Portas dedykuję wiersz mistrza Gałczyńskiego:

Ballada o trzęsących się portkach

Po­słu­chaj­cie, o dziat­ki, 
bar­dzo ślicz­nej bal­lad­ki: 

Był so­bie pe­wien pan, 
na twa­rzy kwa­śny i wklę­sły, 
miał por­tek z pięt­na­ście par 
(a może szes­na­ście) 
i wszyst­kie mu się trzę­sły; 

wło­ży sza­re: jak w fe­brze; 
wło­ży gra­na­to­we: też; 
od ślu­bu: jesz­cze lep­sze! 
ma­ren­go: wzdłuż i wszerz. 

Krót­ko mó­wiąc, w któ­re­kol­wiek por­t­ki 
koń­czy­ny dol­ne wty­kał, 
to trzę­sły mu się one 
jak nie przy­mie­rza­jąc osi­ka. 

W ten spo­sób, przez trzę­sie­nie, 
pan ży­wot miał bar­dzo li­chy, 
bo wszę­dzie, gdzie wszedł, zdzi­wie­nie, 
a po­tem śmi­chy i chi­chy. 

W koń­cu bab­cia czy cio­cia, 
już nie pa­mię­tam kto, 
po­wie­dzia­ła do tego pana: 
„Chłop­cze, ty uschniesz, bo 

nad por­tek spra­wą prze­dziw­ną 
wy­la­łeś trzy mo­rza łez, 
a zno­wu nie jest tak zim­no, 
więc spró­buj cho­dzić bez. 

Toć są ma­te­ria­ły uro­cze. 
Toć są, ko­cha­nie. Toć. 
Ty kup so­bie ja­kiś szla­fro­czek 
i w tym szla­frocz­ku chodź; 

lub od razu na za­dek 
kup so­bie spód­nic trosz­kę, 
a na wszel­ki wy­pa­dek 
pa­ra­sol­kę. I brosz­kę; 

też in­nych rze­czy mnó­stwo, 
ko­ciac­kie ochę­dó­stwo, 

rzę­sy z dru­tu, naj­lo­ny — 
i już bę­dziesz urzą­dzo­ny, 
a wąsy so­bie wy­skub. 
I tak wy­glą­dasz jak bi­skup”. 

Ku­pił pan so­bie szla­fro­czek, 
cho­dził w szla­frocz­ku ro­czek, 
ale tyl­ko w ciem­no­ści, 
bo i szla­frok trząsł mu się co­ści; 

a por­t­ki scho­wa­ne w kre­den­sie 
też się nie zrze­kły tych trzę­sień; 

trzę­sło się całe miesz­kan­ko, 
ka­na­py i fu­try­ny, 
bo to był dom me­lan­cho 
i bar­dzo cyko ryj­ny. 

Tu­taj się koń­czy bal­la­da 
o por­t­kach się trzę­są­cych, 
z bal­la­dy mo­rał gada, 
mo­rał na­stę­pu­ją­cy: 

GDY WIE­JE WIATR HI­STO­RII, 
LU­DZIOM JAK PIĘKNYM PTA­KOM 
ROSNĄ SKRZYDŁA, NA­TO­MIAST 
TRZĘSĄ SIĘ POR­T­KI PĘTA­KOM

Krzysztof Łoziński

Emeryt

Ur. 16 lipca 1948 r., aktywista wydarzeń marca 68. Były działacz opozycji antykomunistycznej z lat 1968-1989, wielokrotnie represjonowany i dwukrotnie za tę działalność więziony.

Członek Honorowy KOD i NSZZ „Solidarność”

Autor o sobie

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.