28.07.2022
1.
Jak myślicie? Gdyby D.O. teraz postanowił zająć się polityką, odniósłby sukces?
Gdyby powiedział „to jest zło, a to jest dobro: stańcie po stronie dobra”?
Gdyby ogłosił, że z serca popiera ideę Zjednoczonej Europy Wolnych Państw, ze wspólnym rządem, parlamentem, wspólną armią, polityką zagraniczną, wspólnym budżetem?
Gdyby zapowiedział, że pod jego rządami wszystko to, co nie jest explicite zabronione – jest dozwolone?
Gdyby powiedział, że wiara religijna to element najściślejszej, najintymniejszej sfery prywatnej i tam, w tej prywatnej sferze powinna pozostać?
Gdyby powiedział, że w życiu publicznym nie ma miejsca dla ekstremistów z prawa i z lewa, ani dla fanatyków religijnych. Bo oni wszyscy stanowią wielkie zagrożenie dla społeczeństw, państw i narodów?
Innymi słowy: gdyby opowiedział się za dobrem, miłością i tolerancją i za wyłączeniem agresywnej ekstremy – Polacy by na niego zagłosowali?
No właśnie: nie.
Dlatego, polityków, głoszących takie rzeczy nie ma.
Natomiast…

Polityków głoszących coś zupełnie przeciwnego jest całkiem sporo i mają nawet duże uznanie i poparcie w społeczeństwie.
Bo:
„Każdy naród ma taki rząd, na jaki zasługuje”
(Jimmy Carter)
Zasługujemy na niewiele i niewiele dostajemy.
2.
W gruncie rzeczy, każdego kandydata do objęcia jakiegoś stanowiska publicznego powinno się pytać, dlaczego to robi? Dlaczego chce się zająć polityką? I akceptować jedyną poprawną odpowiedź: „z miłości”.
Jeśli nie kochasz ludzi, jeśli ich nie szanujesz, nie współczujesz, jeśli cię nie wzrusza ich nieporadność – nie idź w to. Nie idź w to, czy jesteś z lewicy, czy z prawicy. Zajmij się gangsterką, zostań bankierem, kajmanem, ale nie politykiem. Jeśli lubisz się wyżywać na ludziach – zostań menedżerem w korporacji. Pewnie cię któregoś dnia wywiozą na taczkach, ale co sobie użyjesz, to twoje.
3.
Przyjechali wszyscy i od razu zrobił się rejwach; tysiąc rzeczy do powiedzenia, do pokazania do zaliczenia. Tysiąc gestów i czułych spojrzeń do nadrobienia. Tysiąc drobnych potrzeb, dezyderatów, tysiąc drobnych marzeń. I czułość, której się trochę wstydzimy, bośmy starzy, nawet ci młodzi. Tysiąc pisków radości, tysiąc biegów korytarzem z jednego pokoju do drugiego, obskakiwań zabawek, tłumaczenia, do czego służą, tysiąc piłeczek na mini stole ping-pongowym, tysiąc jęków: „mogę jeszcze łyka coli”? Tysiąc gryzów pizzy, zachwytów nad olive dolci verdi, tysiąc upomnień: „zostaw tego pilota”.
4.
D.O. z atakiem korzonków (?) robił za airport shuttle i jakoś dobre niebiosa sprawiły, że opóźnienia lotów były w sumie niewielkie.
Ale i na Leonardo Da Vinci się wycwanili. Obszar jest ogromny, ulice między pustymi już biurami przepastne… Można tam było przeczekać jakieś niewielkie spóźnienie, przez nikogo nienagabywanymi.
Ale nie: pozazdrościli warszawskiej mafii lotniskowej i współpracującej z nią policji i postawili betonowe zapory, by nikt nie śmiał zająć miejsca parkingowego gratis.
Z tym że parkingów na Fiumicino jest dużo i są przepastne, a ich ceny nie rujnują rodzin, jak kasyno w Montecarlo. No i „kiss and fly” trwa 15 minut, a nie 7, jak w Warszawie. No, ale przez Leonardo da Vinci przelewa się rocznie 43,5 miliona pasażerów rocznie i 199 tysięcy ton towarów, a przez Okęcie – 19 milionów. No to wiadomo, że Okęcie ważniejsze, nie?
5.
Syn z Synową przeprowadzili gospodarski obchód swego domu, by sprawdzić, jak bardzo go im zdewastowaliśmy. Sądziliśmy, że przejdziemy ten egzamin śpiewająco, ale oceny było ledwo dostateczne. Odkrywamy, że pojęcia porządku i czystości mogą być od siebie bardzo odległe.
Syn – menedżer – zamknął się na cały dzień w swoim studio i zdalnie ratował świat, inwestując pieniądze swojego pracodawcy w dobrze rokujące firmy i start-upy z sektora energii alternatywnych. Jest przepracowany, to widać.
Córka, odkąd ma syna, a naszego Wnuka – jest ludzkim buldożerem, ale wydała się nadkruszona podróżą. A może tylko dotarła do celu i spuściła nadmiar napięcia. Już nie jest sama; odpowiedzialna za wszystko, teraz może odpowiedzialność podzielić z najbliższymi: aż się rozziewała.
A D.O. leżał przez prawie cały dzień bykiem licząc na poprawę, ale przede wszystkim ponosił klęskę za klęską. Musiał nagrać polską wersję swoich pytania do wywiadu i nic mu nie wychodziło. Komputer nie zaakceptował żadnego zewnętrznego mikrofonu, więc pytania nagrywały się w fatalnej jakości. A jak się już nagrały, to na „rejestrator dźwięku” dla Windows 11, skandaliczną aplikację, która nie przyjmuje żadnych plików zewnętrznych. A jak przyjmie wgraną przez kiepski mikrofon, to nie chce jej wysłać inaczej niż przez Outlooka kub Skype ‘a. Outlooka D.O. nie ma i nie chcę mieć, Skype -ma jakiś przedpotopowy zestaw adresów i nowych przyjmować nie chce.
Na aparacie też zewnętrzny mikrofon Rode nie robi żadnego wrażenia. Mikroporty, które świetnie przekazywały dźwięk na kartę pamięci przy wywiadach – nagle są nieme: czyżby zepsuło się gniazdo w aparacie?
No, a, sami to wiecie, niedziałająca elektronika konsumuje nerwy w tempie iście drobiowym, ze szczególnym uwzględnieniem Anatinae.
Notabene, czy wiedzieli P.T. Czytelnicy, że zachodniosłowiańskie słowo „kaczka”, podobnie jak czeska ludowa káča/kačka i słowacka kačka/kačica, to wyraz pochodzenia dźwiękonaśladowczego? Wydają z siebie dźwięki typu „kacz, kacz”, no to jak je nazywać? Ciulami?
A słowo kaczor, określające samca kaczki, weszło w użycie w XV wieku.
6.

Boris Johnson – słychać – może zostać sekretarzem generalnym NATO. D.O. ma wrażenie, że tę pogłoskę rozpuściła Ukraina, której Johnson bardzo sprzyjał i która teraz z wdzięczności sprzyja jemu. D.O. nie ma w ogóle przekonania czy człowiek o jego cechach charakteru i zamiłowaniu do, hmmm… niekompletnych prawd, nadaje się na jakiekolwiek stanowisko publiczne, ale gdyby został szefem NATO, by nie rozpaczał.
Choć Johnson będzie miał silnego konkurenta w Mario Draghim: to prawdziwy mąż stanu, równie przychylny Ukrainie, a na dodatek silnego charakteru i niepodatny na zew błyskotek, stanowisk i tytułów.

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

