27.08.2022

Od dłuższego czasu nie piszę nic o religii. Bo fanatyków każdej z istniejących religii nie przekonam. Wierzących też nie przekonam, że żadnego boga/bogów nie ma. Ateiści/ niewierzący sami to wiedzą. Wątpiący wcześniej, czy później sami się o tym przekonają.
.
Ale Pan Franciszek (Papież) troszkę mnie sprowokował.
I nie ma co dalej pisać i podawać tysięcy przykładów skrajnego konserwatyzmu Kościoła katolickiego (palenie na stosach to małe miki w całości historycznych i krwawych działań tego Kościoła) czy też historycznych sojuszy tego Kościoła ze skrajnymi dyktatorami, (kto, wie ten wie, a ten, kto nie wie, to i tak ma to w d…).
Ale Pan Franciszek (już pal diabli ukrywanie pedofilii, groby dzieci w szkołach katolickich – Irlandia, Kanada – a to tylko wierzchołek góry lodowej) pokazał, że miła twarz i słodkie słowa nadal doskonale pasują dzisiaj do historii straszliwej organizacji, której przewodzi.
Czytam różne przemądrzałe rozważania.
„Wiedział czy nie wiedział, co się dzieje w Ukrainie”. „Kto, jak i dlaczego dostarcza/filtruje mu informacje w tej sprawie”. „Głosi uniwersalną Ewangelię i tak należy czytać/rozumieć jego słowa”.
Czyli właściwie jest „niewinny”. Bo jest „Namiestnikiem Boga na Ziemi”. I tylko przekazuje „Słowo Boże’.
No i oczywiście „Papież jest nieomylny”.
Rozmawiam/koresponduję z kilkoma księżmi katolickimi. To fajni i mądrzy ludzie. Gdyby kościół katolicki w Polsce był taki jak oni, to bym wytrzymał.
Ale jak się ich pytam: „A co, przy waszym rozumie, poglądach, sposobach postrzegania współczesnego świata dalej robicie w tej ponurej organizacji?” To odpowiedzi nie otrzymuję. Trochę rozumiem dlaczego. Bo mam na sumieniu jednego księdza katolickiego (a znam go od czasu, jak był w seminarium), który odszedł, (mimo, że był już proboszczem i miał przyzwoitą parafię) od kościoła katolickiego.
Powiedział wtedy: „Zrozumiałem, że ten kościół nie jest moją drogą do Boga”.
I przez kilka lat dosłownie nie miał z czego żyć, no bo jaki miał zawód czy też co mógł wpisać do CV, starając się o jakąkolwiek pracę?
Więc trochę rozumiem tych mądrych księży, którzy widzą i co i jak dzieje się w ich Kościele, ale nie mają innej, bezpiecznej drogi życiowej. Choć słabo ich to tłumaczy, że wstępując do tej organizacji jako młodzi chłopcy nic nie rozumieli i nic nie wiedzieli o tej organizacji. A byli zindoktrynowani przez środowisko, lokalny kościół, rodziców, lekcje religii i wszystko inne, co powoduje, że ciągle jacyś młodzi chłopcy chcą zostać księżmi.
A pan Franciszek? Czy tak, jak JP II? I wszyscy ich poprzednicy – „Papieże”?
I nie mówię o ich wyborach na „Papieży”, tylko o początkach ich drogi życiowej w tej organizacji.
Czy przedtem setki lat skrajnego konserwatyzmu, ciemnoty, palenia na stosach kobiet i przedstawicieli nauki, mordowanie niewiernych, miliony ofiar wojen religijnych – w wyniku istnienia jednej „prawdziwej wiary” – to coś innego niż dzisiaj?
Oczywiście, że świat się zmienił. I już nie wolno legalnie palić na stosach czarownic, nie da się zakazać niewygodnych odkryć naukowych ani zakazać „heretyckich” ksiąg. I kościół katolicki pozornie się do tego świata dostosował.
Pozornie. Bo, oprócz posłuchania słów pana Franciszka o Ukrainie – popatrzmy jak działa przedstawicielstwo tego Kościoła w Polsce. Bezkarnie (pedofilia), materialnie (ponad 200 000 hektarów ziemi plus cała reszta plus zero podatków plus dotacje z budżetu państwa – z naszych podatków- plus faktyczna bezkarność w każdej sprawie itd.)
I bezkarna indoktrynacja naszych dzieci w szkołach. Na lekcjach (de facto praktycznie obowiązkowych) religii. Uczenie wiary w bajki i pełnego posłuszeństwa w stosunku do największych głupot/idiotyzmów, jakie ten Kościół głosi.
Właściwie od przedszkola.
A ludzie na naszej kuli ziemskiej wierzą dzisiaj w 4000-5000 różnych „Bogów”. I każdy wierzący jest przekonany, że ten jego „Bóg/Bogowie” to jedyny/ jedyni prawdziwi. A reszta ludzi to heretycy/innowiercy i właściwie trzeba ich nawrócić na jedyną prawdziwą wiarę (oczywiście moją) a jak nie to najlepiej ich … sami wiecie, obserwując dzisiejsze wojny, również religijne.
Więc, aby nie przedłużać. „Fanatyków każdej z istniejących religii nie przekonam. Wierzących nie przekonam, że żadnego boga/bogów nie ma. Ateiści/ niewierzący sami to wiedzą. Wątpiący wcześniej czy później sami się o tym przekonają”.
U nas trzeba co najmniej usunąć religię ze szkół. Kto chce jej uczyć lub się jej uczyć, to ma od tego tysiące kościołów i sal katechetycznych tamże.
Państwo nie może finansować żadnej religii. Finansować każdą religię muszą jej wierni. Żadne prawo ustanowione przez Państwo nie może być podległe żadnej religii.
No i u nas konkordat trzeba wypowiedzieć. Inaczej jeszcze lata całe będziemy zmagać się ze średniowieczną ciemnotą i mozolnie walczyć o każdy krok do normalnej przyszłości.
„Tak nam dopomóż Bóg”.
No i „Honor i Ojczyzna”


„Fanatyków każdej z istniejących religii nie przekonam. Wierzących nie przekonam, że żadnego boga/bogów nie ma….”
*
Najgorszą rzeczą bywaja próby przekonywania wierzcych i fanatyków, bowiem to ich tylko utwardza w wierze bądź/i w fanatyźmie. Im trzeba dać święty spokój i sie nimi nie zajmowac. Oni sami bądź ich potomni muszą odnaleźć drogę do rozumienia świata, wiedzy, nauki, etc,
*
To czym się trzeba pilnie zając to oddzielenie państwa i życia publicznego od każdej religii począwszy od dominującej. Wypowiedzenie konkordatu i przywrócenie równości katabvasów z pozostałymi obywatelami wobec prawa to punkt wyjścia.