18.12.2022
1.
Czy jesteś wolny, Czytelniku?
Czujesz wolność w sobie i dookoła siebie?
Z tym dookoła siebie, to pytanie nieco retoryczne, bo sytuacja wokół jest taka, jaka jest, źli ludzie usiłują odebrać wolność wszystkim po trochu, samych siebie w to wliczając.

Oni nienawidzą wolności twojej, ale nienawidzą też swojej.
Źli ludzie lubią poniżać bliźnich, nieustannie czuć nad nimi przewagę; dlatego dążą do zdobycia jak największej władzy nad tobą, ale to daje im tylko satysfakcję, nie daje wolności.
Bo też i oni owej wolności nie chcą; boją się jej.
Czują potrzebę wtłoczenia siebie w jakieś ramy, reguły, systemy, kody i kodeksy, a przy okazji wtłaczają również i ciebie, bo nie chcą sami szarpać się w swoim braku wolności.
Sprawia im cierpienie zarówno wolność, jak i brak wolności.
Wybierają jej brak, bo uznają, że cierpią mniej, zwłaszcza, kiedy odbiorą wolność innym; najchętniej wszystkim pozostałym.
Ale nie współczuj im, bo to źli ludzie.
Bardziej interesująca może być odpowiedź na pytanie: czy czuję wolność w sobie?
Czy wolność sprawia ci cierpienie?
A bardziej wolność czegoś czy wolność od czegoś?
D.O. nie jest stuprocentowo pewien swojej odpowiedzi, ale skłania się ku „tak”. „Tak, czuję się wolny”.
„Czuję się wolny myśleć, co chcę, wolny odganiać myśli, których nie chcę, wolny nie akceptować myśli, których akceptować nie chcę” – myśli D.O.
„Czuję się wolny, niemal wolny, od więzów swojej płci”. Od kiedy? „Odkąd zrozumiałem, że nie muszę walczyć z innymi mężczyznami, o przywództwo, o miejsce w hierarchii. O prawo poniżania i ‘karania’ innych dla afirmacji własnej pozycji samca w stadzie, dawania kobietom do zrozumienia, że zajmują niższe miejsce w hierarchii istnień”. „Odkąd zrozumiałem, że dar wolności, który mogę podarować innym, jest najcenniejszym darem, na jaki mnie stać”.
Tak, D.O. myśli, że więzy płci należą do najcięższych okowów, najtrudniejszych do zerwania.
Chyba łatwiej zerwać więzy religii, którą wyznają twoi przodkowie, twoje środowisko, twój naród. Choć i te okowy należą do bardzo ciężkich: wymagają otwarcia myśli i uczuć na to, co ci od dziecka wskazywano jako obce, a nawet wrogie. Wymaga umiejętności policzenia bogów, w których ludzkość wierzy, próby zrozumienia religii odmiennej od tej, którą, jak kulą u nogi, obciążono cię przy urodzeniu. Wymaga przepuszczenia tego wszystkiego przez empirię, odrzucenia tego, co irracjonalne, co absurdalne, choć niezwykle ponętne.
A przede wszystkim wymaga odwagi przyjęcia na siebie swojej wolności i stuprocentowej podmiotowości: „ja i mój rygor moralny będą mi gwiazdą polarną, nie zasady, choćby w kamieniu wykute i uświęcone tradycją”.
Niemal równie trudno uwolnić się od okowów stada. Stado cię wydało, stado przyjęło, stado narzuciło reguły, stado nadało sobie prawo karania cię, jeśli reguły owe pogwałcisz. Stado narzuciło ci swoje kody: swój język i swoje litery, swoje dźwięki i swoje kolory; nakazuje ci oddawać im cześć. Zerwanie okowów, nałożonych przez stado czyni wolnym twoje ciało i twego ducha, ale skazuje na banicję, na samotność, pozbawia wygodnych reguł i formułek.
Bo, w ogóle, wolność wymaga wielkiej odwagi, harmonii wewnętrznej, żelaznej busoli. Wymaga gotowości poniesienia konsekwencji własnej wolności, gotowości zapłacenia wysokiej za tę wolność ceny. Czarna owca musi mieć odwagę wyjścia z pędzącego stada, pokierowania się własną busolą, własnym rozeznaniem, własnym rozumem.
Choć rozum kruchy, choć nie wiadomo, dokąd doprowadzi samodzielnie obrana ścieżka, odmienna od utartego szlaku stada.
Czy to oznacza, mój ty D.O., że odrzucasz swą płeć, swoją religię, swój naród z jego językiem, tradycjami i symbolami, że odrzucasz ramy prawa, które wszystkim naród narzuca?
„I tak i nie”.
„Tak, bo czuję się silny i dojrzały na tyle, bo ich nie potrzebować, zwłaszcza, że krępują, zamazują ostrość wzroku, jasność analizy”.
„Nie, bo moje prawa, moje reguły, są bardziej rygorystyczne niż prawa płci, religii i narodu”.
„Nie, bo moja cielesność jest najcięższym z okowów i nie ma takiej siły ani we mnie, ani wokół mnie, która by była w stanie je rozerwać”.
2.
D.O. martwi się wizytą Putina u Łukaszenki, tym, co może z niej wyniknąć. Dość powszechnie media uważają, że planowana kolejna „wielka ofensywa” rosyjska na Ukrainę może ruszyć na Kijów i tym razem cwaniactwo nie pomoże Łukaszence i będzie musiał wysłać swoją, pożal się Boże, armię do walki u boku Rosjan.

Ukraińcy uspokajali, że ta ofensywa ruszy dopiero w nowym roku, nazywali ją nawet „ofensywą wiosenną”, ale po pierwsze, do nowego roku dwa tygodnie, a po drugie ciężki sprzęt kiepsko się porusza po rozmokłej ziemi; znacznie lepiej mu idzie poruszać się po ziemi skutej mrozem.
Jedynie pocieszenie czerpie z przekonania, że Amerykanie mają świetny wywiad i swoje źródła informacji na najwyższych szczeblach putinowskiej machiny politycznej i wojskowej. A skoro mają, to muszą wiedzieć, jak odległa i jak prawdopodobna będzie nowa ofensywa na Kijów. Skoro nie alarmują, to może nie jest tak bliska, jak się D.O. obawia? Z drugiej strony to może być „inna” ofensywa. Nie lądowa, tylko powietrzna.
Lądowa byłaby dla Rosjan stosunkowo niepewna, bo bardzo się wydłużają linie zaopatrzenia, a w Białorusi już kilka razy dochodziło do sabotażu torów kolejowych, prowadzących do Rosji. Oczywiście Putin zabierze wszystko z arsenałów, magazynów i spichlerzy białoruskich, sam niewiele ma już w zapasach. To będzie miało katastrofalne skutki dla Białorusi, ale – cóż – nie raz nie dwa D.O. pisał, że narody muszą zapłacić bardzo wysoką cenę za swoje wybory polityczne. Oczywiście D.O. nie ma na myśli ostatnich wyborów z sierpnia 2020, które wygrała Swietłana Cichanouskaja. Ale Białorusini woleli Łukaszenkę nad Szuszkiewicza, nad Ałesia Bialackiego, tak, jak Polacy woleli Tymińskiego nad Mazowieckiego, Kaczyńskiego nad Tuska. I oni i my musimy zapłacić za to wysoką cenę, bolesną.
Powietrzna?
Hmmm… Decyzja Bidena, by wysłać „Patrioty” do Ukrainy zdaje się to potwierdzać. Amerykanie wiedzą, co Knuje Putin z Surowikinem. Tak, jak „Patrioty” mają bronić Warszawy, tak zapewne będą bronić Kijowa. To dlatego Rosja zareagowała na tę wiadomość tak gwałtownie, grożąc Ameryce „nieobliczalnymi konsekwencjami”. Patrioty nie są bronią ofensywną, nie mogą uderzyć w Rosję, mogą co najwyżej w dużej mierze zniweczyć jej niecne plany ataku z powietrza.
Dlatego od dekady histeryzowała z powodu umieszczenia elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce i w Rumunii. Nie dlatego, że to jej mogło zagrażać, ale dlatego, że mogło zniweczyć jej bandyckie plany ataku.
Pozostaje poza zasięgiem D.O. analiza tego, jak dużymi siłami powietrznymi Rosja może uderzyć w Północną Ukrainę z Kijowem jako głównym celem i ile baterii „Patriotów” potrzeba, by temu uderzeniu skutecznie się przeciwstawić. Ale D.O. jest pewien, że specjaliści ze wszystkich zainteresowanych krajów to wiedzą i dobiorą odpowiednie siły do zneutralizowania rzeczywistego zagrożenia.
Jest jednak jeden, zasadniczy problem: irracjonalność Rosjan, a zwłaszcza Putina. Nim 24 lutego br. ruszył na Ukrainę, był ostrzegany bardzo jasno, że NATO zna jego plany i że im się przeciwstawi z maksymalną mocą, niezakładającą bezpośredniego uczestnictwa.
Mimo to ruszył.
Mówiono mu jasno i wyraźnie, że będą ciężkie sankcje.
Mimo to ruszył.
Mówiono mu (choć nikt do końca w to wówczas nie wierzył), że może tę wojnę przegrać.
Mimo to ruszył.
Teraz też musi wiedzieć, że Amerykanie wiedzą i atakowi na Kijów się przeciwstawią.
Mimo to…
Ostatni, przedwczorajszy zmasowany atak rosyjski prawie 80 rakietami, z których część została odpalona z bombowców strategicznych TU-95, wczorajsze manewry MIG-ów i Suchoj-ów, startujących z lotnisk białoruskich, wskazują, że mimo to Putin ruszy.
A każda kolejna eskalacja tej wojny przybliża Putina do ślepego zaułka.
Dziś jeszcze mu wytłumaczono, że dysponuje wraz z Łukaszenką wystarczająco dużymi siłami, by zaatakować Kijów, że nie musi sięgać po broń ostatniej desperacji.
Ale kiedy jego atak się załamie, kiedy po zdobyciu Mielitopolu Ukraińcy odzyskają naprawdę dużą część zagarniętego terytorium i otworzą sobie drogę do Krymu, co wtedy pozostanie Putinowi?
3.
„Wojna jest wizytówką rosyjskiego narodu” – powiedział zastępca przewodniczącego komisji obrony Dumy Władimir Szamanow.
Jeżeli jakieś państwo otwarcie przyznaje, że – jak dodał Szumanow – „Nasz naród został zbudowany przez rozszerzanie terytorialne”, to świat byłby doprawdy bardzo krótkowzroczny, gdyby nie unieszkodliwił narodu, który ma wojnę na wizytówce i który nie kryje żarłocznych zamiarów wobec innych narodów.
Rosja musi zostać pokonana i to pokonana na tyle mocno i przekonująco, by przynajmniej na kilka pokoleń nie mogła stanowić zagrożenia dla reszty świata.
Takie zagrożenie dla Europy stanowiły Niemcy, więc kosztem wielkich ofiar zostały pokonane i unieszkodliwione metodami głównie politycznymi na tyle, że dziś nie stanowią już dla nikogo zagrożenia.
Teraz pora na Rosję i już nie idzie o kontynent europejski, ale o cały świat.
I właśnie to będzie stanowić temat najnowszej rozmowy z cyklu „Allegro ma non troppo”, która ukaże się na portalu „natemat.pl” już za kilka godzin.
Będziemy rozmawiać nie o taktyce ani o strategii wojsk rosyjskich i obrońców Ukrainy, ale o korzeniach tego zła, jakim jest „rosyjska dusza”, „rosyjski ład”, rosyjskie przekonanie, że na ich kraju spoczywa jakaś misja „naprawienia świata”, począwszy od „zdemoralizowanego Zachodu”.
To naprawdę będzie coś, ta rozmowa.
Oglądajcie, proszę, udostępniajcie.
4.
A wracając do pytań postawionych na początku tego wydania D.O.: czy tobie, Czytelniku, ten „zdemoralizowany Zachód” się podoba? Czy wolałbyś, żeby go ktoś „umoralizował”? Nie wiem: Rosja, Rydzyk z Kaczyńskim, ajatollahowie z salafitami, talibami i państwem islamskim?
Czy jesteś gotów, Czytelniku, przyłożyć rękę do obrony tego „zdemoralizowanego Zachodu”, czy też raczej do jego „remoralizowania”?
5.
Tak na wyczucie D.O., to już ostatnie dni, a może nawet i godziny Krzywomordego na stanowisku premiera. Po tym, jak po Nowosilcowie i Zerze Ciul Zdradziecki przekreślił jego próby porozumienia (wykiwania) z Komisją Europejską, widząc, że już po nim, zaatakował Zdradzieckiego. „spór z Komisją Europejską musi się zakończyć, prawdziwy konflikt rozgrywa się na wschód do Polski”.

https://tvn24.pl/…/premier-mateusz-morawiecki-spor-z-ke…
Na tak otwartą krytykę Zdradzieckiego żaden z polityków szajki jeszcze się nie zdobył, a jak się zdobył, to wylatywał z hukiem. To i wyleci Krzywomordy.
Ale nie cieszcie się. Na jego miejsce przyjdzie ktoś jeszcze gorszy. Jeszcze nigdy Zdradziecki nie mianował na miejsce wywalonego polityka lepszego następcy.

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
