Jerzy Łukaszewski: Krucjata6 min czytania

()

12.03.2023

Przeczytałem arcyciekawy artykuł Z. Szczypińskiego o ewentualności wojen religijnych w Polsce i przez chwilę zastanawiałem się czego mi zabrakło. Każdy czytelnik ma swoją profesję i według niej odczytuje rzeczywistość. Okazało się, że moja też zaważyła na stosunku do wspomnianego tekstu, co postanowiłem niniejszym nadrobić.

Nihil novi sub sole – chciałoby się powiedzieć rozmawiając o ewentualnych awanturach na tle religijnym w najbliższych miesiącach w Polsce.

Dlaczego? Ano dlatego, że – co nie jest tajemnicą dla historyków – wojen religijnych nigdy nie było!

To może dla niektórych zaskakujące stwierdzenie daje się łatwo udowodnić. To, co zwykliśmy nazywać wojnami religijnymi było konfliktami, w których element religijny bądź nawet tylko blisko religii bywał zwykle pretekstem, zasłonką, cackiem mamiącym oczy i umysły maluczkich.

Znane i analizowane po dziś dzień krucjaty były m.in. wynikiem przyjęcia w średniowiecznej Europie zasad rządzących dziedziczeniem tronów i majątków, przede wszystkim wśród możnowładców. To te zasady stworzyły tysiące biedaków pochodzących z zamożnych rodzin, którzy chwytali się różnych sposobów, by zapewnić sobie i rodzinom w miarę normalny byt. W sytuacji, kiedy to najstarszy syn dziedziczył wszystko, a reszta rodzeństwa zostawała na jego łasce nie było to łatwe. Niedaleko od takiego stanu rzeczy do wypaczeń prawnych czy moralnych jak rycerskie rozbójnictwo, które stawało się w Europie coraz popularniejsze, a nawet krwawych porachunków wewnątrzrodzinnych.

W wieku XI sytuacja była na tyle nabrzmiała, że potrzeba było jakiegokolwiek sposobu, by ją rozwiązać. Dla bezpieczeństwa wewnętrznego Europy, co trzeba koniecznie podkreślić.

Stąd prośba cesarza bizantyńskiego o pomoc przeciw muzułmanom okazała się tym, co zmieniło losy kontynentu, ku zaskoczeniu samego wnioskodawcy

Ogłoszono oficjalnie konieczność obrony grobu Chrystusa, choć o zagrożeniach dla niego jakoś dotąd nikt nie słyszał. Pielgrzymi chrześcijańscy swobodnie wędrowali do Jerozolimy i okolic będąc mile widzianymi gośćmi, a to z tego powodu, że nabijali kabzy miejscowym właścicielom karczem i straganów z żywnością. Nikt normalny nie pozbywa się takich ludzi.

Ogłoszono jednak, że miejsca święte wymagają obrony i – poszło!

Szczegóły historii krucjat mogą zaskoczyć niejednego. Już pierwsza dokonała ataku na Konstantynopol czyli siedzibę cesarza, który wezwał ich na pomoc. Pamiętniki z tamtego okresu mówią o nieprawdopodobnych zbrodniach, jakich dopuszczali się krzyżowcy. Atak na chrześcijańską w większości Antiochię, wymordowanie chrześcijan zamieszkujących Jerozolimę, a nawet przypadki … kanibalizmu wśród źle wyposażonych szeregów „obrońców wiary”.

Nawiasem mówiąc – w Niemczech przed I krucjatą odnotowano bodaj pierwszy na taką skalę pogrom Żydów. Nie bardzo wiadomo po co, ale ponoć miało to zachęcić wiernych Jezusowi. O majątkach pomordowanych – cisza, widocznie „nikt się nimi nie interesował”.

Oczekiwany efekt jednak był – gromada biedaków pochodzących z możnych rodów uzyskała wreszcie dostęp do tak bardzo upragnionej ziemi. Prawdopodobieństwo walk wewnętrznych w Europie zmalało do minimum.

To tyle w wielkim skrócie. Podobnie można przeanalizować wszystkie inne walki o szeroko ogłaszanym „tle religijnym”, by stwierdzić to, co napisałem powyżej.

Odniesienie tego wszystkiego do obecnej sytuacji w Polsce jest aż nadto proste i widoczne z daleka.

O cynizmie naszych polityków, zwłaszcza z prawicy, można by książki pisać. Dlaczego zwłaszcza z prawicy? Dlatego, że to akurat te formacje zwykle podpierają się niezliczoną liczbą „idei” i bliżej nieokreślonych „wartości” pracując przecież dla osiągnięcia bardzo prostych i oczywistych celów. Można nawet przyjąć, że im bardziej „ideowa” polityka, tym bardziej zakłamana i bezwzględna.

Instytucja Kościoła w tym wszystkim to osobny temat. Polski Kościół sięgnął dna pod każdym względem. Jego przylepienie się do prawicowej polityki to efekt właśnie tego przekonania, że sam jest zbyt beznadziejnie słaby, by jakakolwiek jego myśl zwyciężyła, a więc szuka sprzymierzeńca w państwie, które nakazuje i zakazuje w myśl wspólnych interesów i ma możliwość te nakazy i zakazy egzekwować.

Co to ma wspólnego z religią? Nic. Kompletnie nic. Pisałem tu kiedyś o okresie reformacji, w czasie której biskup Rozrażewski widząc zagrożenie dla kościoła katolickiego podjął się jego obrony poprzez … wspieranie wykształcenia kleru.

Dziś nikt o tym nawet nie myśli. Miałem okazję się przekonać, że alumnów kształci się dzisiaj pod kątem administrowania parafiami, nie zaś znajomości meandrów idei religijnej, której powinni być nosicielami. Bywa, że kazania biskupie czy tzw. listy pasterskie zawierają błędy, świadczące o kiepskiej znajomości Biblii. Nawiasem mówiąc, gdyby nauczanie Jezusa chcieć dopasować do jakiegoś nurtu politycznego, byłby to z pewnością nurt lewicowy. Nie wiem, czy nasi „obrońcy wiary” zdają sobie z tego sprawę.

Co do samego Jana Pawła to też warto dorzucić jedną rzecz. Zarzucając mu to, co mu się obecnie zarzuca nie wolno zapominać, że nie była to jakaś szczególna cecha wyróżniająca go spośród innych hierarchów. Wręcz przeciwnie. W całej swej duchownej karierze płynął z głównym nurtem kościelnego zakłamania, które właśnie nakazywało zamiatanie pod dywan wszystkiego, co mogłoby rzucić cień na instytucję. Przez lata (wieki) to się sprawdzało, ale nadszedł koniec. Mam nadzieję.

Dostęp do informacji, który mamy, a którego nigdy dotąd nie miał tzw. zwykły człowiek sprawia, że takie zamiatanie się już nie sprawdza. Środowiska kościelne najwyraźniej tego nie przyjmują do wiadomości i stąd problem, który prawica usiłuje nazwać „obroną” świętego.

Nawiasem mówiąc, już sam ten fakt przenosi nas w odległe, średniowieczne rejony, choć jako się rzekło – analizy wypadków wskazują, że i wówczas było to sztucznie naciągane.

Kościół nie robi nic, by jego funkcjonariusze potrafili przekonać wątpiących, a wciąż chce udawać, że bycie księdzem to bycie „kimś lepszym”. To, że to się już nie sprawdza, nie jest przyjmowane w tamtych kręgach.

Stąd już tylko krok do ostatecznego upadku.

Co daj Boże, amen.

Jerzy Łukaszewski

PP Komentatorów prosimy, by uwzględnili fakt, że wszystkie komentarze są czytane przez moderatora. Niektóre są publikowane natychmiast, inne nie; reguluje to system automatycznie zgodnie ze swoimi regułami. Wielokrotne wpisanie tego samego komentarza nic nie daje: musi on tak czy tak poczekać na zatwierdzenie. Może to oznaczać oczekiwanie na efekt nawet 24 godziny.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

7 komentarzy

  1. slawek 13.03.2023
    • j.Luk 13.03.2023
  2. Mr E 13.03.2023
  3. Zbigniew 13.03.2023
    • j.Luk 13.03.2023
  4. wandeczka9 13.03.2023
  5. marjod 16.03.2023