Jarosław Kapsa: Wnerwiająca nieprzewidywalność7 min czytania

()


09.10.2023

C:\Users\Walter\Desktop\granica 1.jpg

Jak tu, panie, żyć, skoro nie wiadomo, co będzie jutro?

To, powtarzające się coraz częściej pytanie, przywołuje w mojej pamięci przypowieść Mrożka o świętokrzyskim Pielgrzymie. Jest taka rzeźba kamienna, stojąca od niepamiętnych czasów w podnóża Łysej Góry. Podobno, co roku przesuwa się o jeden centymetr w kierunku stojącego na górze klasztoru świętokrzyskiego; jak dojdzie, to nas trafi szlak, świat się skończy. Według Mrożka ową figurę, wedle swojej fantazji, przesuwał, raz do przodu, raz do tyłu, pijany sarmata; aż zdenerwowana, nieprzewidywalnością swego położenia, kamienna postać w desperacji powiedziała brzydko: odpier….l się!

Przypowieść Mrożka nie była profetyczną zapowiedzią Strajku Kobiet, ale diagnozą psychiki osoby złośliwie pozbawianej prawa do świętego spokoju.

W gorączce politycznej podbija się Wielkie Słowa i Wielkie Wartości, niezauważalne i uznane za nikczemne są małostki, choć to one decydują o naszym dobrostanie. Spokój do nich należy, dlatego, bez procesu kanonizacyjnego, nazwany został świętym. Stanu idealnego nie ma, nie tęsknimy za nim, bo zbytnio przypominałby wieczny spoczynek. Uznajemy, więc za spokój stan, że żyjemy, jak do tej pory, nic zagrażającego temu się nie dzieje, a jutro też będzie dzień i znów żyć będziemy jak do tej pory…Przewidywalność jutra stanowi istotny czynnik tego świętego spokoju.

Wybory to naruszają.

W czasie wyborów trudniej załatwić sprawę w urzędach, bo praca w nich ulega spowolnieniu. Wysiłek intelektualny urzędników nakierowany jest na przewidywanie zmian i umiejętne dostosowanie się do spodziewanej nowej hierarchii władz. Nerwowa atmosfera panuje w biurokracji tzw. narodowych czeboli. Umiejętnościami dyplomatycznymi wykazać się muszą rektorzy uczelni, by wiedzieć, kogo zaprosić na inaugurację nowego roku akademickiego. Dyplomaci na placówkach zagranicznych profilaktycznie pakują walizki, nie wiedząc czy reprezentują jeszcze tych, których mieli reprezentować. Trudno, jaka praca, taka karma. Rolnik ma gorzej, termin i wynik wyborów jest przewidywalny, a pogoda – nie. Defekt funkcjonalności budżetówki trwa pół roku, trzy miesiące po wyborach zmiany są oswojone i wraca atmosfera świętego spokoju. X zastąpił Y, a my dalej przyjmujemy wnioski i wydajemy zaświadczenia.

Gorzej, gdy nieprzewidywalność staje się stanem ciągłym, rodzajem zapowiedzianej przez Trockiego permanentnej rewolucji.

Często bywam w Beskidzie Sądeckim, w uroczej miejscowości Żegiestów-Zdrój. Góry płoną kolorami jesieni, Poprad szumi, z kranu leci lecznicza woda mineralna, spokój wydaje się nie tylko święty, lecz wręcz przenajświętszy; zwłaszcza, gdy, ze względów tłumaczonych techniką, człowiek odetnie się od internetów i telewizorów. Niestety i tu ludziom nie dali korzystać z uroku spokoju. Wleźli w niego z butami, by Naród zrozumiał, że Rząd Się o Naród Troszczy.

Ogólnie Naród w dolinie Popradu jest potulny i pro-PiS-owski. Prawomyślność była tu częścią życia, nie wypadało w miejscowym towarzystwie przyznać się do innej orientacji politycznej. PełO mogą wybierać przyjezdni turyści, ale u nas to porządne rodziny.

Ten prawomyślny Naród i owe porządne rodziny zaskoczono niezrozumiałym pomysłem zamknięcia granicy ze Słowacją. Wedle rozkazu pana Kamińskiego, ruch graniczny ma być ograniczony w dniach 4-13 października, a potem się zobaczy: może będzie, może nie będzie.

W dolinie Popradu już zapomniano o mrocznych czasach, gdy przejście na drugą stronę granicy wymagało paszportów lub półpasków. Natura nie znosi granic, jest to sztuczne utrudnianie życia codziennego. Owszem, różnice są i będą, my są Polaki, oni to Słowaki, ale, po co sobie życie pogarszać, izolując się od siebie. Natężenie małego ruchu mówi o większej atrakcyjności strony polskiej; po wprowadzeniu na Słowacji euro, ceny u nas są niższe. W marketach Muszyny i Piwnicznej tłumnie pojawili się Słowacy, ale to nikomu nie przeszkadza, raczej zachęca do inwestowania w budowanie nowych sklepów. Ostatnio był problem z benzyną, po tamtej stronie była o blisko 2 zł na litrze droższa, więc się na stacjach tworzyły kolejki. Słowackich kierowców, tak jak i polskich, trzyma za gardło monopol Orlenu; benzyna dla Słowaków w teorii powinna być tańsza, bo wskutek interwencji Orbana robiona jest z rosyjskiej ropy. Ale wiecie, rozumiecie, polityka; więc Słowak korzysta tankując po polskiej stronie.

Dumę miejscowych podbudowuje, że polska strona staje się atrakcyjniejsza turystycznie. Owszem, goszcząc w sanatorium Krynicy, Żegiestowa lub Muszyny, turysta obowiązkowo pojedzie zobaczyć zamek w Lubowli, średniowieczną perłę Bardejow, skorzysta z basenów w Bardejowskich Kupelach…Ale standard usług po tamtej stronie zatrzymał się na poziomie XX w., a ceny odstraszają. U nas są atrakcyjniejsze jakościowo i cenowo pensjonaty, u nas lepiej przygotowane stoki dla narciarzy, u nas takie perełki jak magiczne ogrody w Muszynie. U nich lepsze obiady, bo królują haluszki zamiast kebabu, oraz lepsze i tańsze wino, sprzedawane przez miejscowych producentów. Otwartość granicy sprawia, że jedno się uzupełnia drugim, ogólna atrakcyjność doliny Popradu się zwiększa, napływa więcej turystów, a wraz z nimi pieniędzy.

Dobrze, że kaprys Kamińskiego ma miejsce w październiku, bo to martwy sezon, nawet grzyby nie wysypały. Straty i tak są, bo spadły obroty w marketach.

W Warszawie ktoś powie: przecież ministerstwo nie zamknęło granicy, lecz tylko ograniczyło ruch. W dodatku powód miało, bo migranci atakowali nas z południowej flanki, obchodząc północny, podlaski mur. Podano nawet liczbę agresorów: blisko 500 nielegalnych przekroczeń (ok. dwóch dziennie). Jeśli ktoś widział kiedyś granicę polsko-słowacką ten zdaje sobie sprawę, że nawet w czasach stalinowskiego zamordyzmu 500 nielegalnych przekroczeń to był zwykły standard. Granica jest długa-długa, od Tarnicy po Pilsko, prowadzi po górach i lasach, dzika i niedźwiedzia się nie upilnuje, a co dopiero człowieka. Ograniczenie ruchu to denerwująca upierdliwość; człowiek jedzie do marketu po flaszkę, albo do gospody na haluszki, a tu mu każą stać w korku, bo jakiś służbista zagląda do bagażnika i ogląda dokumenty.

Najgorsza jest nieprzewidywalność.

Każda aktywność wymaga trafnego prognozowania. Czy warto inwestować w sklep, wypożyczalnie kajaków, w budowę pensjonatu, w produkcję bryndzy dla turystów, gdy niewiadoma dotyczy liczby potencjalnych klientów? Skoro Kamiński dzisiaj mógł wprowadzić ograniczenie, to równie dobrze może to powtórzyć w szczycie sezonu turystycznego. Państwo jest nieodpowiedzialne, nie da się od niego wydusić odszkodowania za poniesione straty materialne. Upominający się o odszkodowanie zostanie wychłostany i zwyzywany, jako sobek niemyślący kategoriami dobra wspólnego.

Minister ma swój kalkulatorek.

C:\Users\Walter\Desktop\granica 2.jpg

Zaprezentował mięśnie swojego resortu, co zrobi dobre wrażenie w kieleckim i koszalińskim. Głosami mieszkańców doliny Popradu nie ma, co się przejmować. Ich mózgi są już tak sformatowane, że bojąc się wszelkich zmian, nie wyobrażają sobie świata bez PiS. Klną, więc na złośliwca-ministra, wymyślają nowe warianty strategii przetrwania, ale ich uczucia raczej nie zmienią zachowań wyborczych. Dość opornie przesącza się do świadomości prawda oczywista, że to PiS jest zagrożeniem dla najwyżej cenionej wartości: świętego spokoju.

Jarosław Kapsa

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.