22.04.2026
„W Japonii jak ktoś kto ma dług to go spłaca w terminie, a jak nie może – popełnia samobójstwo”. Na korytarzach kancelarii premiera Toshiki Kaifu jego urzędnicy mówili to w przelotnych rozmowach. Nam, dziennikarzom towarzyszącym premierowi Krzysztofowi Bieleckiemu, który przyleciał do Tokio, by zabiegać o: zmniejszenie, bądź odłożenie, czy rozłożenie na raty zadłużenia, w które wpędziła Polskę ekipa Edwarda Gierka w dekadzie przyśpieszonego rozwoju za pożyczone i zmarnowane pieniądze.
Był rok 1991. Japonia przeżywała apogeum potęgi gospodarczej i technologicznej. W tej konkurencji lokowano ją jako numer dwa. Po Stanach Zjednoczonych, co prawda z pewnym dystansem. Chiny, pod kierunkiem Deng Xiaopinga dopiero zaczynały wychodzić ze straszliwej rzeczywistości po dyktaturze Mao.
Jen był potęgą. To było widać i czuć. Na własnej skórze. Nawet bogaci Amerykanie i federalni Niemcy trzymali się za kieszenie. Dla biednych cudzoziemców był specjalny dom towarowy, gdzie za relatywnie niższe ceny sprzedawano barachło. Kupiłem tam m.in. coś co wyglądało na kimono.
Za mocną walutę kraj płacił słabym eksportem, który dotował. Japoński sprzęt: telewizory, magnetofony i temu podobne widziałem w Nowym Jorku o wiele tańsze niż w Tokio. Ale Japończycy pomyśleli o biednych cudzoziemcach. Na przedmieściu był sklep gdzie za okazaniem paszportu sprzedawano to wszystko po „nowojorskich” cenach, a żeby to wywieźć, trzeba było przedstawić na lotnisku dowód zakupu.
Jest rok 2026.
Premier Donald Tusk już nie po prośbie przybywa do Tokio. Podpisuje z panią premier, Sanae Takaichi umowę o wszechstronnym partnerstwie strategicznym, co brzmi bardzo ogólnikowo, będąc czymś bardzo konkretnym. A mianowicie znacząco upraszcza i ułatwia załatwianie poszczególnych umów w różnych dziedzinach. W tym przy wzajemnych inwestycjach.
Trzeba powiedzieć, nasz premier odwiedza Nippon, gdy kraj ten jest w marnej sytuacji społecznej i gospodarczej. Dzietność jest tam nawet ciut niższa niż w Polsce. W jednym roku ubyło prawie milion Japończyków. A jakiś czas temu trafiła mi się wiadomość, że sprzedaje się tam więcej pampersów dla starych ludzi niż dla niemowląt. To, że od czterech dekad PKB kraju nie rośnie spowodowane jest głównie rosnącym brakiem pracowników. A to jest skutek wiekowej izolacji archipelagu i niechęci do obcokrajowców, jeśli ci chcą się osiedlić na stałe. Turystów traktuje się bardzo grzecznie. Zresztą wszyscy są tam ugrzecznieni.
To taki dom powieszonego, w którym się mówi o sznurze. Czyli o zadłużeniu wynoszącym 225 proc. PKB. Może nie najwyższe na świecie, ale PKB Japonii, zajmującej czwarte miejsce w gospodarce światowej, wynosi aktualnie 4,38 bln USD. Światowa katastrofa finansowa zaczęłaby się od katastrofy japońskich finansów. Co oby nie.
Polska zajmuje 21. miejsce w gospodarce świata z PKB wynoszącym 1.04 bln baksów. Ale nas jest 37,5 milionów, a Japończyków ciągle jeszcze 122,6 mln. Więc teraz policzmy ile wypada nie na głowę mieszkańca Warszawy i Tokio, lecz na żołądek i przyległości. W porównywaniu parytetu siły nabywczej idziemy łeb w łeb, w granicach 75 – 85 tys. dol. na mieszkańców oby stolic. To sprawia, że niektóre ceny detaliczne w Tokio mogą być niższe niż w naszej stolicy. AI pokazała, że w Tokio nieco taniej można zjeść i kupić podstawowe produkty spożywcze. Powtarzam; NIECO i dodaję; przeciętnie. W każdym razie Polak tam już nie poczuje, że z niego zdzierają skórę.
I jeszcze jedno; w Polsce mamy na stałe niecałe 3 mln. cudzoziemców i również dzięki nim kraj rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej, choć wydaje się im, że jest inaczej. W Japonii jest nieco ponad 3 miliony obcokrajowców. O tego wpływie na gospodarkę Nipponu, powyżej.
To wszystko jest na dziś, a może już na wczoraj, bo u nas business as usual, a Japonia gwałtownie się zmienia, o czym niebawem, bo doniesienia trzeba zweryfikować. Postaram się to zrobić niebawem,
Oczywiście wizyta naszego premiera nie jest tą siłą sprawczą, ale jednym z jej elementów.
NOVUM; będziemy tam kupować nowoczesne uzbrojenie, w tym okręty wojenne, co świadczy o radykalnych zmianach japońskiej polityki zagranicznej.
WAŻNE, 15.04 br. podpisaliśmy w Tokio także umowę o zabezpieczeniu socjalnym, która uzupełniła i znacznie rozszerzyła umowę z roku 2014.
P.S. Szanowni i Drodzy Czytelnicy i Współautorzy SO, odświeżyła mi się Japonia po tokijskiej wizycie Donalda Tuska. Orientuję się, że w Polsce obraz „Kraju Kwitnącej Wiśni” (może damy sobie spokój z tym banałem) jest niepełny i przesłodzony.
Nadmieniam, że nie roszczę sobie miana japonisty na podstawie trzydniowego pobytu w Tokio w roku 1991. Studiowałem ongiś historię Dalekiego Wschodu, pracowałem latami w działach zagranicznych i w periodykach piszących o zagranicy. W żurnalistyce robię od 1958 roku i gdziekolwiek jestem interesuję się szerokim światem.

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.

Z dużą przyjemnością przeczytałem felieton Pana Ernesta Skalskiego, bo rzadko spotyka się dziś teksty o Japonii, które nie są ani bezkrytyczną laurką, ani przesadzonym nekrologiem. Autor trafnie uchwycił moment przejścia – kraj, który przez dekady był symbolem przyszłości, dziś sam musi ją na nowo zdefiniować.
Moje własne doświadczenia z Japonią, rozłożone na wiele lat, w ciekawy sposób korespondują z obserwacjami autora. Byłem tam po raz pierwszy w 1978 roku i było to dla mnie zetknięcie z rzeczywistością niemal futurystyczną – krajem uporządkowanym, nowoczesnym, działającym z precyzją, która wówczas robiła ogromne wrażenie na przybyszu z Europy. W połowie lat 90. Japonia wciąż emanowała siłą gospodarczą i technologiczną; czuło się jej wyjątkową pozycję w świecie.
Podczas kolejnej wizyty w 2010 roku, a szczególnie ostatniej – w 2022 – miałem już inne odczucia. Japonia wydała mi się w dużej mierze taka sama jak wcześniej, jakby mniej dynamiczna na tle innych krajów Azji, które w tym czasie przyspieszyły i zaczęły przyciągać uwagę swoją energią i tempem zmian. To oczywiście nie oznacza regresu, lecz raczej stabilizację – być może nawet świadomy wybór innego modelu rozwoju.
Dlatego szczególnie trafne wydaje mi się spostrzeżenie zawarte w felietonie, że dzisiejsza Japonia to kraj zmagający się z wyzwaniami demograficznymi i gospodarczymi, ale nadal funkcjonujący sprawnie i konsekwentnie. To nie jest opowieść o upadku, lecz o zmianie pozycji w świecie, który sam uległ głębokiej transformacji.
Interesująca jest również uwaga dotycząca kosztów życia – jeszcze niedawno Tokio uchodziło za jedno z najdroższych miejsc na świecie, dziś różnice nie są już tak odczuwalne. To pokazuje, jak bardzo zmieniły się globalne proporcje i jak relatywne bywają nasze wrażenia.
Felieton skłania do refleksji, że być może nie tyle Japonia „stanęła w miejscu”, ile reszta świata znacząco przyspieszyła. A jednocześnie kraj ten pozostaje wierny własnemu modelowi rozwoju – bardziej ewolucyjnemu niż rewolucyjnemu.
Dziękuję za ten tekst – wyważony, oparty na doświadczeniu i wolny od uproszczeń, które tak często dominują w opisie Japonii.
Wizyta premiera w Korei Południowej i Japonii to wyraz bardzo powolnego i mozolnego, ale rozpoczętego procesu emencypacji polskiej polityki zagranicznej od „paradygmatu pax americana”. Konieczność zapewnienia Polsce partnerów i sojuszników w sytuacji kiedu znika hegemonia światowa USA, a wyłania wielobiegunowy porządek miedzynarodowy, jest dostrzegana nawet w zacofanej (eufemistycznie zwanej konserwatywną) cześci klasy politycznej. Na marginesie warto wspomnieć, że ci co wyśmiewali hasło Lecha Wałęsy o drugiej Japonii, powinni teraz połknąć własny jezyk.