16.05.2026
Tego historyka i jego książki odkryłem przez przypadek. Dopytywany o ciekawe publikacje na temat wsi, znajomy historyk mi napisał, że właśnie zagłębia się w lekturę jego ostatniego opasłego tomu Polska sarmacka. Więc mogłem do dzisiaj, gdyby nie wspomniany przypadek, nic o nim nie wiedzieć ze znaczną szkodą dla mojej znajomości historii polskiej wsi, co mnie jako potomka chłopów, od lat zajmuje. Mateusz Wyżga, bo o nim mowa, jest profesorem historii Uniwersytetu KEN w Krakowie, a dokładniej jego specjalnością jest demografia historyczna. Mówiąc nieco żartobliwie można powiedzieć, że zna się na martwych ludziach. W istocie jak nikt dotąd potrafi ich ożywiać i barwnie opowiadać o minionym życiu nie tylko mieszkańców swojej rodzinnej, podkrakowskiej wsi Raciborowice, o której zresztą napisał swoją pierwszą książkę w 2011 roku: Parafia Raciborowice od XVI do końca XVIII wieku: studium o społeczności lokalnej. Kilka lat później wyszedł poza opłotki swojej wsi i napisał niezwykle ciekawą książę o chłopach regionu krakowskiego: Homo movens. Mobilność chłopów w mikroregionie krakowskim w XVI–XVIII wieku, by w kolejnych już objąć swoim piórem (może należałoby napisać klawiaturą) całą Polskę. Najpierw chłopską, a potem również szlachecką. Choć to, jak się przekona Czytelnik jego książek, pojęcia umowne i płynne. Ale przecież nie tylko archiwa interesują Wyżgę, który w wieku 23 lat został sołtysem, z powodzeniem przeprowadzając mieszkańców swojej wsi przez meandry transformacji ustrojowej. Nie zapominając też o kolejnych stopniach naukowych…

Dowiadujemy się tego wszystkiego z opublikowanej w 2022 książki Chłopstwo. Historia bez krawata. Jest to pisarstwo osobne, jeśli je czytać w kontekście prawdziwego rozkwitu publikacji na temat ludu. By się o tym przekonać warto się dać porwać wartkiemu nurtowi narracji. Oto, co Wyżga pisze o swoim warsztacie naukowym: „A ponieważ jedynym sposobem na dotarcie do przeszłości jest narracja, alternatywną nazwą mojego zawodu byłaby nazwa ‘opowiadacz umarłych’. Narracja to nasz dar i przekleństwo, tkwimy w niewoli języka. Czy mogę bowiem wytańczyć swą opowieść? Nawet jeżeli tak, to dancefloorem jest klepisko cmentarne”. Jednak to klepisko nie jest ponure, wręcz przeciwnie, pełne życia i zaskakujących zwrotów akcji. Nic nie jest w tej narracji przemilczane, a jednak opowiedziane w taki sposób, że nawet na pańszczyznę zaczynam patrzeć innymi oczami. Jeśli nie z sympatią, to na pewno z większym zrozumieniem. O swoim byciu sołtysem pisze z prostotą jako o ważnej życiowej przygodzie, a może raczej jako o jeszcze jednym sposobem wrastania we własne wiejskie środowisko: „Przede mną były dwie kadencje, osiem lat ścisłej więzi z rodzinną wsią, gminą, parafią i – jak się okazało – lokalną historią”. To zakorzenienie miało charakter bardzo dosłowny: „Kiedy w wieku dwudziestu trzech lat zdecydowałem się, za namową niektórych starszych mieszkańców, kandydować na sołtysa, czułem się częścią osady. Jako dziecko całe dnie bawiłem się w jej centralnej części, goniłem po ogrodach, identyfikowałem się z każdym drzewem, z każdą dróżką czy domem. Znałem miejscową mentalność, humory, pseudonimy, sposób porozumiewania się, akcent, mimikę i gesty”.
Muszę przyznać, że choć los pozbawił mnie takich doświadczeń, to potrafię się w nich odnaleźć jako dziecko wsi, a nawet PGR-u. Nie brak w tej opowieści młodego sołtysa chwil poruszających, jak chociażby wspomnienie uratowania życia zagubionemu w śniegu bezdomnemu, które sprowokowało refleksję ogólną o stosunku do śmierci i umierania: „Nosimy w sobie spuściznę po zmarłych przodkach. Może to dlatego tak dbamy o miejsca ich wiecznego spoczynku i odwiedzamy je, bo kto wie, w przeciwnym razie może to oni zaczęliby odwiedzać nas. Jeszcze jako sołtys w pewną zimową noc wraz z mieszkańcami i policją uratowałem życie ludzkie – biednego, schorowanego człowieka zasypiającego na śniegu. Najpierw dostał jeść i ciepły napój. Potem weszliśmy razem do policyjnego transita i przez pół nocy szukaliśmy dla niego nowego domu. Zadanie się powiodło i mężczyzna żył jeszcze przez lata. Kiedy ratujesz ludzkie życie, masz wrażenie, że pomagasz nowemu człowiekowi się narodzić. A ponieważ jako demograf historyczny przetworzyłem dane przeszło stu tysięcy ludzi, mam nieustępujące wrażenie, że w jakimś sensie przywróciłem ich światu”.
Również to, co i jak Wyżga pisze o duchowości chłopskiej głęboko we mnie rezonuje: „Duchowość chłopska jest prosta, spokojna, pokorna, cicha, bez dylematów. Odwiedziłem dziesiątki starodawnych kościołów jako zarówno pielgrzym, jak i badacz. Wszędzie dostrzegałem porządek i zaradność parafian, którzy przystrajali ołtarze, pomagali kościelnemu w sprzątaniu świątyni i jej otoczenia. Uczestnictwo w życiu religijnym jest wpisane w cykl życia wsi (co ciekawe, w dawnej Polsce od gospodarza nie wymagano stawiania się w kościele częściej niż raz w miesiącu). Lubię patrzeć na odświętnie ubranych mieszkańców wsi, wracających nieśpiesznie z porannego niedzielnego nabożeństwa. Swoim wyglądem i spokojem zaczarowują świat i trwający dzień, znacznie powolniejszy niż dzień powszedni”. Pamiętam, jak pisałem swój esej o religijności polskiej wsi do zbiorowego tomu poświęconego historii wsi w ostatnim stuleciu 1918-2018, do którego zaprosiła mnie profesor Maria Halamska, to stawały mi przed oczyma pokolenia moich przodków wpisanych w religijny kosmos wyznaczony nie tylko przecież przez chrześcijaństwo, ale i ciągle prześwitujące wierzenia znacznie starsze niż zaordynowana przez Mieszka I religia.
I już ostatni cytat z Chłopstwo. Historia bez krawata, bo będący zakończeniem książki: „Historia chłopów zaczyna się dla mnie co rano śniadaniem i kończy co wieczór zejściem z pól, odwiezieniem traktora pod wiatę, a jeszcze gdzieniegdzie udojem krów. Wiem, że nie napisałem supersyntezy najeżonej tysiącami przypisów, mądrej jak oczy sowy, w krawacie. Nie mógłbym zobaczyć i opisać tych wszystkich miejsc, gdzie żyli chłopi polscy, choćby wybranych jakimś kluczem. Na pewno nie z takim przekonaniem i siłą, z jakimi pisałem o miejscu mi znanym. Jest to zatem subiektywny przewodnik historyczny po dziejach wsi, w którym nie chowałem się za parkanem trzecioosobowej narracji. By być czułym narratorem, jak pisze Olga Tokarczuk, stawałem się jednocześnie twórcą i tworzywem tej opowieści”.
W tej chwili czytam najnowsze dzieło Mateusza Wyżgi. To opublikowany w 2025 roku naprawdę opasły tom (znacznie grubszy od Chłopstwo. Historia bez krawata): Polska sarmacka. Historia zwykłych ludzi. Może napiszę o nim oddzielnie, a może niektóre myśli włączę do mojej własnej książki, nad którą przemyśliwuję zbyt długo. Może nadszedł czas na moją własną narrację historii mojego kraju i mojej wsi.

