Krzysztof Bielejewski: Niebo na raty, czyli jak Pfizer próbował uziemić Polskę5 min czytania

()


10.07.2026

Są wiadomości, które człowiek czyta dwa razy. Nie dlatego, że są skomplikowane. Dlatego, że mózg odmawia współpracy. Najpierw wydaje mu się, że to satyra. Potem, że to prima aprilis. Dopiero za trzecim razem dociera do niego bolesna prawda: nie, to naprawdę wydarzyło się w Polsce.

Otóż wyobraźcie sobie kraj, który przegrał proces o szczepionki przeciwko COVID-19. To już wiemy. Belgijski sąd uznał, że Polska powinna zapłacić Pfizerowi ponad 5,6 miliarda złotych za dziesiątki milionów dawek, których nie odebrała po wygaśnięciu pandemii. Rząd zapowiedział apelację, bo uznał, że okoliczności radykalnie się zmieniły. I to również można zrozumieć. Trudno przecież kupować kolejne miliony szczepionek na wirusa, który przestał być zagrożeniem tej skali, kiedy świat żyje już zupełnie innymi kryzysami.

Ale prawdziwy spektakl zaczął się później.

Bo oto komorniczy rykoszet trafił… Polską Agencję Żeglugi Powietrznej. Tak, tę samą instytucję, która codziennie pilnuje, żeby samoloty nie wpadały na siebie nad Warszawą, Krakowem czy Gdańskiem. Tę, która szkoli kontrolerów lotu i odpowiada za bezpieczeństwo ruchu lotniczego. Instytucję, która nie podpisywała kontraktu z Pfizerem, nie zamawiała szczepionek, nie negocjowała z Komisją Europejską i zapewne ostatni raz widziała fiolkę z preparatem podczas obowiązkowych szczepień pracowników.

A jednak to właśnie jej zablokowano pieniądze.

Gdyby Franz Kafka pisał dzisiaj, rzuciłby maszynę do pisania do Wisły i stwierdził, że rzeczywistość stała się zbyt absurdalna, by z nią konkurować.

Wyobraźmy sobie podobną logikę w codziennym życiu. Sąsiad nie spłaca kredytu hipotecznego, więc komornik zabiera rower listonoszowi. Kuzyn przegrywa sprawę rozwodową, więc odcinają wodę bibliotece miejskiej. Ciocia zapomina zapłacić abonament za telewizor, więc komornik zajmuje budę psa sąsiada.

Brzmi groteskowo? Owszem. A jednak właśnie w podobny sposób wygląda dziś historia z PAŻP.

Mechanizm jest oczywiście bardziej skomplikowany niż dowcip. Opłaty trasowe, które linie lotnicze płacą za przelot nad Polską, trafiają do EUROCONTROL, a stamtąd do Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Belgijski sąd wydał tytuł wykonawczy, EUROCONTROL musiał zastosować się do orzeczenia i zatrzymał przekazywanie pieniędzy. Formalnie wszystko się zgadza.

Problem polega na tym, że zdrowy rozsądek od dawna nie jest już stroną w tym postępowaniu.

Najbardziej fascynuje mnie jednak to, że współczesne państwo przypomina ogromną pajęczynę. Wystarczy szarpnąć jedną nitkę, a drży cały organizm. Pozew dotyczy szczepionek. Pieniądze tracą kontrolerzy lotu. Za chwilę może się okazać, że spór o maseczki wpłynie na ceny biletów lotniczych, a awantura o kontrakt z 2021 roku opóźni modernizację systemów radarowych.

To trochę tak, jakby dentysta leczył ząb przez amputację nogi. Niby pacjent nadal żyje, ale trudno mówić o elegancji zabiegu.

Cała historia ma jednak znacznie głębszy sens niż kolejna urzędnicza groteska. Przypomnijmy sobie rok 2020. Świat oszalał. Państwa licytowały się na respiratory, maseczki, rękawiczki i szczepionki. Premierzy prześcigali się w zapewnieniach, że zabezpieczyli swoich obywateli. Komisja Europejska negocjowała wielkie kontrakty w imieniu państw członkowskich, bo wszyscy byli przekonani, że wirus będzie z nami przez długie lata. Kupowano wszystko, co mogło uratować życie. Z perspektywy tamtych miesięcy trudno kogokolwiek potępiać za ostrożność.

Łatwo być generałem po wojnie. Znacznie trudniej podejmować decyzje, kiedy nikt nie wie, ilu ludzi umrze za miesiąc.

Problem pojawił się później. Pandemia wygasała. Magazyny nadal były pełne. Kontrakty pozostały, a prawo, jak to prawo, nie zna pojęcia „wszyscy się pomyliliśmy”.

Prawo kocha podpisy. Nie emocje. Nie prognozy. Nie zdrowy rozsądek. Tylko podpis i właśnie dlatego Polska znalazła się dzisiaj w sytuacji człowieka, który zamówił sto parasoli przed zapowiadaną powodzią, powódź nie przyszła, ale sklep domaga się zapłaty za cały transport.

Można oczywiście powiedzieć: umowa jest umową i będzie to prawda. Można powiedzieć: okoliczności były nadzwyczajne. To również będzie prawda. Życie publiczne ma jednak tę paskudną właściwość, że często zderzają się ze sobą dwie prawdy, a rachunek i tak płaci podatnik.

Najbardziej martwi mnie coś zupełnie innego. Od kilku lat żyjemy w świecie, w którym granice odpowiedzialności zaczynają się rozmywać. Komisja Europejska negocjuje. Państwo podpisuje. Sąd w Belgii orzeka. EUROCONTROL blokuje pieniądze. PAŻP tłumaczy, że nie ma z tym nic wspólnego. Ministerstwo Zdrowia składa apelację, a obywatel patrzy na to wszystko i zastanawia się, czy przypadkiem nie pomylił państwa z odcinkiem serialu „Alternatywy 4”.

Dokładnie taki klimat unosi się nad tą historią. Nikt nie czuje się winny. Każdy wykonuje procedurę. Każdy działa zgodnie z przepisami, a efekt końcowy wygląda tak, jakby scenariusz pisał Stanisław Bareja razem z Franzem Kafką podczas wyjątkowo długiego lunchu. Paradoks polega na tym, że obaj pewnie uznaliby ten scenariusz za przesadzony. Rzeczywistość znowu okazała się bardziej pomysłowa od satyry.

Chyba właśnie to jest najbardziej niepokojące, bo kiedy satyryk zaczyna przegrywać z wiadomościami dnia, oznacza to, że państwo weszło na poziom absurdu, którego nawet wyobraźnia nie była w stanie wcześniej przewidzieć.

Wtedy pozostaje już tylko patrzeć w niebo i mieć nadzieję, że przynajmniej kontrolerzy lotów nadal będą mieli za co włączyć radar.

Krzysztof Bielejewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo