27.07.2026
Pod takim tytułem ukazał się w 24 marca 2025 roku w tygodniku Time przeglądowy artykuł profesora Wydziału Anglistyki Eda Simona z Carnegie Mellon University. Simon jest też założycielem pisma The Pittsburgh Review of Books oraz autorem kilkunastu książek z pogranicza literaturoznawstwa i religioznawstwa. Każda z nich zmusza do nowego spojrzenia zarówno na literaturę jak i na religię. Jednak nie o tym chcę dzisiaj napisać tylko o tytułowym Mrocznym Oświeceniu (piszę z dużej litery bo to nazwa własna, która zapewne niebawem wejdzie również do języka polskiego).
Jego tekst jest dobrym wprowadzeniem w świat idei miliarderów z Doliny Krzemowej, którzy dzięki ścisłej współpracy z administracja Donalda Trumpa uwierzyli, że są w stanie urządzić świat wedle dość osobliwych konceptów. Jak dotąd był on ignorowany i lekceważony przez akademickich filozofów. Trudno się temu dziwić, ruch powstał poza tradycją humanistyczną, a nawet w dość wyraźnie głoszonej opozycja wobec niej.
Głównym mózgiem tego ruchu jest inżynier komputerowy i bloger Curtis Yarvin. Swoje pomysły Yarvin prezentuje głównie w formie wpisów na swoim blogu, a ich istotę można sprowadzić do totalnej krytyki demokracji i jej instytucji, które jego zdaniem się wyczerpały, a nawet skompromitowały i należy je zastąpić nowa forma autorytarnych rządów technokratów.
Przez lata były traktowane jako nieszkodliwe fantazje, jednak z chwila gdy zaczęli do nich nawiązywać tacy ludzie jak twórca PayPala miliarder Peter Thiel, czy Marc Andreessen twórca przeglądarek Mosaic i Netscape Navigator, również jak Thiel – miliarder z Doliny Krzemowej to sprawa zaczęła być poważna. Tym bardziej, że dołączył do nich obecny wiceprezydent USA JD Vance, który swoją polityczna karierę zawdzięcza wspomnianemu Thielowi. Ten nowo nawrócony katolik swoją drogą zasługuje na oddzielne potraktowanie, gdyż jego katolicyzm jest dość osobliwą mieszanką! Nie wdając się w analizę dość mętnych tekstów Yarvina i jego wyznawców, można za Simonem powiedzieć, że: „Mroczne Oświecenie zwiastuje odwrócenie porządku liberalnego, który definiował demokratyczne aspiracje przez prawie trzy stulecia. Podczas gdy Oświecenie obiecywało wolność, emancypację, równość i solidarność, Mroczne Oświecenie oferuje niewolę, hierarchię, zniewolenie i bezwzględność”. A jak to ma w praktyce wyglądać Yarvin nie pozostawia wątpliwości. Na przykład jego zdanie na temat uniwersytetów jest jednoznaczne: „Ponieważ uniwersytet jest sercem starego ustroju, aby jakakolwiek zmiana ustroju zakończyła się sukcesem, bezwzględnie konieczne jest fizyczne i ekonomiczne zlikwidowanie wszystkich akredytowanych uniwersytetów”. Stosunek Trumpa do najbardziej zasłużonych uniwersytetów w USA nie pozostawia wątpliwości, że i on jest pojętnym uczniem twórcy Mrocznego Oświecenia.
Podobny stosunek ma Curtis Yarvin do urzędników państwowych. Jak pamiętamy, niesławnej pamięci działalność najbogatszego człowieka na świecie Elona Muska w stworzonym dla niego specjalnym ministerstwie DOGE (Departament Rządowej Skuteczności) przeszedł do historii jako najbardziej destrukcyjna agenda administracji Trumpa, która doprowadziła do zwolnienia 30 tysięcy urzędników i niemal kompletnego paraliżu rządowej administracji.
Czy Mroczne Oświecenie ma szanse na globalny rozwój? Dowiemy się tego zapewne dzięki tzw. wyborom połówkowym w listopadzie tego roku. Jak na razie prognozy dla samego Trumpa są mało optymistyczne. Być może jego przejście do lamusa historii pogrzebie również nadzieje proroków tej ponurej wizji świata. I już na koniec warto dodać, że wielu nadwiślańskich wielbicieli Trumpa chętnie poszłoby w jego ślady i być może i dla nich koncepcje Mrocznego Oświecenia są kuszące. Mam nadzieję, że nie przekonamy się o tym w najbliższych wyborach. Bo mimo jakoby ich nieuniknionej wiktorii jakoś wierzę w odruchy rozsądku polskich wyborców. Oczywiście byłoby wskazane by rządząca obecnie ekipa im te wybory ułatwiła nieco bardziej energicznymi rządami (czasem mam wrażenie, że to nie Tusk tylko Kaczyński ciągle sprawuje władzę).


Nie znam Carnegie Mellon University ani bohaterów opisanych przez profesora Obirka, ale samo zjawisko wydaje mi się niepokojąco znajome. „Mroczne Oświecenie” brzmi wprawdzie jak tytuł gry komputerowej dla przemęczonych filozofów, lecz kryje pomysł stary jak władza: demokracja jest uciążliwa, ludzie głosują nie tak, jak powinni, instytucje przeszkadzają, więc najlepiej oddać państwo w ręce kilku rzekomo najmądrzejszych.
Nowością jest głównie opakowanie. Dawniej autokrata przyjeżdżał konno, później czołgiem, a dziś zjawia się prywatnym odrzutowcem, pokazuje prezentację i wyjaśnia, że wolność ma zbyt niski wskaźnik efektywności. Obywatel staje się użytkownikiem, państwo platformą, prawa człowieka kosztowną funkcją dodatkową, a wybory błędem systemu, którego właściciel nie przewidział.
Najbardziej osobliwe jest przekonanie, że sukces w produkowaniu oprogramowania, pomnażaniu kapitału albo kupowaniu przedsiębiorstw daje automatycznie kwalifikacje do urządzania społeczeństwa. Ktoś stworzył dobry system płatności i natychmiast czuje się gotowy przeprojektować cywilizację. To trochę tak, jakby znakomity dentysta zażądał dowództwa nad flotą, ponieważ oba zajęcia wymagają wiercenia.
Atak na uniwersytety także nie dziwi. Autorytarna władza zawsze lubi wiedzę pod warunkiem, że wiedza potwierdza autorytarną władzę. Uniwersytet bywa chaotyczny, zarozumiały i boleśnie niepraktyczny, ale jego zadaniem nie jest posłuszeństwo. Ma zadawać pytania, również sponsorom, miliarderom i prezydentom. Dlatego człowiek marzący o społeczeństwie zarządzanym jak korporacja najchętniej zamknąłby uczelnię, zwolnił humanistów i pozostawił dział szkoleń obowiązkowych.
Profesor Obirek słusznie ostrzega, że podobne idee mogą znaleźć wielbicieli również nad Wisłą. Mamy przecież polityków przekonanych, że demokracja jest znakomita, dopóki wygrywają, sądy niezależne, dopóki przyznają im rację, a media wolne, jeśli nadają ich konferencję w całości. Nie potrzebujemy nawet Doliny Krzemowej. Wystarczy dolina zdrowego rozsądku, w której regularnie zalega mgła.
Pozostaje wierzyć wyborcom, choć jest to inwestycja obciążona ryzykiem. Demokracja rzeczywiście bywa powolna, hałaśliwa i frustrująca. Jej wielką zaletą jest jednak to, że pozwala pokojowo pozbyć się geniuszy, którzy uznali, iż tylko oni wiedzą, jak należy żyć. Autokrację też można odinstalować, ale zazwyczaj nie wystarcza kliknięcie.