21.08.2026
Głos obywatelski o Polsce przed wyborami 2027
Niech nikogo nie zwiedzie pierwsze miejsce w sondażu. W 2027 roku można wygrać wybory jako partia, a przegrać je jako obóz zdolny utworzyć rząd. W polskiej ordynacji liczy się nie tylko wynik lidera, ale także to, ile głosów przepadnie pod progiem i kto po wyborach będzie miał zdolność koalicyjną.
To nie jest tekst przeciw KO ani Donaldowi Tuskowi. Jest pytaniem do całego obozu, który 15 października 2023 roku otrzymał mandat wyjątkowy: czy potrafi zamienić go w trwałą zdolność rządzenia, a nie tylko w sukces jednego dnia?
15 października sam się nie powtórzy
W 2023 roku demokratyczna opozycja zdobyła 248 mandatów: KO — 157, Trzecia Droga — 65, Lewica — 26. Zwycięstwo nie było wyłącznie sukcesem jednej partii. Było obywatelską mobilizacją przeciw państwu zawłaszczanemu, konfliktowemu i odsuwanemu od europejskich standardów.
Ale był to przede wszystkim głos przeciw dalszemu trwaniu starego porządku. W 2027 roku nie wystarczy ponownie powiedzieć: „tamci wrócą”. To ostrzeżenie może być prawdziwe, lecz nie zastępuje programu. Wyborca zapyta raczej: co po czterech latach zmieniło się w moim życiu, moim mieście i moim państwie?
To pytanie jest zasadne. Groźba powrotu złej władzy nie daje mieszkania, lekarza, autobusu, stabilnej pracy ani poczucia, że urząd traktuje obywatela poważnie.
Rząd Tuska ma osiągnięcia, których nie wolno oddawać propagandzie przeciwników: przywrócił Polsce normalną pozycję w Unii Europejskiej i odblokował środki europejskie. KPO oraz fundusze spójności mogą finansować kolej, szkoły, szpitale, termomodernizację, energetykę lokalną i modernizację małych miast.
Decydujące jest jednak słowo „mogą”. Między komunikatem „odblokowaliśmy fundusze” a doświadczeniem obywatela — sprawniejszą przychodnią, połączeniem kolejowym, niższym rachunkiem za ogrzewanie czy dostępnym mieszkaniem — rozciąga się cała przestrzeń polityki. W niej rodzi się przekonanie, że rząd jest potrzebny albo odległy.
Donald Tusk pozostaje politykiem skutecznym w sytuacji ostrego sporu. Bez niego zwycięstwo 2023 roku byłoby znacznie mniej prawdopodobne. Ale nawet najlepszy język starcia ma granice. Po pewnym czasie ludzie chcą wiedzieć nie tylko, kto zniszczył państwo, lecz czy po zmianie władzy łatwiej im żyć.
Dlatego potrzebne jest przesunięcie: od polityki po odsunięciu PiS do polityki co dalej z Polską. Rozliczenia są konieczne tam, gdzie chodzi o łamanie prawa i publiczne pieniądze. Nie mogą jednak stać się jedynym opisem przyszłości.
Największym przeciwnikiem demokratycznej większości nie musi być jedna silna partia. Może nim być arytmetyka. KO może prowadzić, a zarazem PSL i Polska 2050 mogą znaleźć się pod progiem; Lewica może balansować na granicy wejścia do Sejmu. Tymczasem po prawej stronie rosną rozmaite formacje protestu, czerpiące z nieufności do elit, lęku ekonomicznego i złości na skomplikowany świat.
Nie można więc automatycznie zakładać: „KO wygra, więc demokracja wygra”. To dwa różne zdania. Głosy oddane na listy, które nie przekroczą progu, nie zamienią się w mandaty demokratycznej większości.
Nie przesądza to, że odpowiedzią ma być jedna lista. Mogłaby ona ograniczyć ryzyko utraty głosów, ale mogłaby też odebrać wyborcom istotny wybór między liberalizmem, socjaldemokracją, zieloną modernizacją i polityką samorządowo-ludową. Stawką nie jest stopienie wszystkich w jedną organizację, lecz porozumienie, które nie zmarnuje głosów demokratycznej Polski.
Lewica potrzebuje wiarygodnego języka mieszkań, zdrowia, pracy, usług publicznych i praw kobiet. PSL musi pokazać nowoczesny program dla Polski lokalnej: transport, energię, dochody, rolnictwo i samorządność. Polska 2050 powinna odzyskać wyrazistość wokół sprawnego państwa, uczciwych reguł, modernizacji i polityki bez plemiennego wrzasku.
To nie są dodatki do KO. Bez ich wyborców — i bez ich poczucia politycznej podmiotowości — większości może po prostu zabraknąć.
Radykalne centrum i rola Tuska
Kluby Radykalnego Centrum Marcina Matczaka warto potraktować poważnie. Mogą przypomnieć, że radykalizm nie musi oznaczać pogardy i krzyku. Może znaczyć stanowczą obronę konstytucji, praw człowieka, autonomii instytucji, odpowiedzialności za słowo i szacunku dla faktów.
Taki ruch może wzmacniać debatę, tworzyć lokalne środowiska i krytycznie patrzeć na demokratyczną władzę, gdy popada w samozadowolenie. Powinien jednak uważać na pułapkę kolejnej listy z wynikiem kilku procent. W polskiej ordynacji taki eksperyment może wytwarzać głosy bez reprezentacji.
Donald Tusk nie wygra sam dla całego obozu. Może natomiast zaproponować wspólny, zrozumiały kontrakt na drugą kadencję. Nie katalog obietnic, ale na przykład: pięć spraw sprawdzalnych przez obywateli:
- Zdrowie: realnie krótsza droga do lekarza i diagnostyki.
- Mieszkanie: program dla ludzi pracujących, zwłaszcza młodych, bez pompowania cen.
- Energia: niższe koszty, termomodernizacja, lokalne źródła i bezpieczne sieci.
- Polska lokalna: kolej, autobusy, szkoły, przychodnie i silny samorząd.
- Państwo, które nie upokarza: prostsze procedury, przewidywalne prawo i urząd po stronie obywatela.
Wybory wygrywa się przed kampanią: jakością rządzenia, odwagą mówienia o własnych błędach i zdolnością pokazania przyszłości. Jeżeli w 2027 roku odpowiedź na pytanie „co się poprawiło?” będzie widoczna w przychodni, na dworcu, w mieszkaniu, na rachunku za energię i w urzędzie, demokratyczna większość ma szansę przetrwać.
Jeśli natomiast otrzymamy głównie kampanię strachu oraz spór o miejsca na listach, 15 października może pozostać pięknym, lecz jednorazowym wyjątkiem.
Do Czytelników „Studia Opinii”
Tekst nie jest instrukcją obsługi polskiej polityki ani wezwaniem do bezkrytycznej lojalności wobec obecnej koalicji. Jest zaproszeniem do poważnego namysłu i dialogu: bez pogardy, bez partyjnych zaklęć i bez udawania, że wśród ludzi przywiązanych do demokracji, Europy i nowoczesnego państwa nie ma różnic.
Właśnie Państwa doświadczenie może być tu ważniejsze niż kolejny telewizyjny pojedynek. Czy pracują Państwo w ochronie zdrowia, edukacji, samorządzie, kulturze, nauce, biznesie, organizacjach społecznych albo po prostu na co dzień mierzą się z urzędem, transportem, kosztami mieszkania i energii? Napiszcie, co w praktyce działa, a co zawodzi. Co byłoby dla Państwa najbardziej czytelnym dowodem, że demokratyczna zmiana naprawdę poprawiła państwo?
Proponuję, aby dyskusję oprzeć o kilka konkretnych pytań:
- Czy obóz demokratyczny powinien wystąpić w 2027 roku na jednej liście, w dwóch blokach, czy w formule kilku uzgodnionych list?
- Czy KO ma wzmacniać przede wszystkim siebie, czy aktywnie chronić podmiotowość Lewicy, PSL i Polski 2050?
- Jakie sprawy powinny wejść do kontraktu na drugą kadencję — i dlaczego właśnie te?
- Co rząd powinien zrobić do 2027 roku, aby jego sukces był odczuwalny także poza wielkimi miastami?
- Czy Radykalne Centrum powinno pozostać ruchem obywatelskim, czy wejść do gry partyjnej?
- Jak mówić o zagrożeniu ze strony populizmu i skrajnej prawicy tak, by nie zastępować nim rozmowy o realnych problemach ludzi?
Nie trzeba zgadzać się z tezami tego artykułu. Przeciwnie: polemika jest potrzebna, o ile zawiera argument, własne doświadczenie albo alternatywną propozycję. Wszystkie wpisy są mile widziane, ale szczególnie cenne będą głosy, które nie kończą się na ocenie osób i partii, lecz próbują odpowiedzieć: jakiego państwa chcemy i co musimy zrobić, aby obywatele chcieli go bronić przy urnach?
Państwa rzeczowe stanowiska — także krytyczne wobec autora — mogą stać się punktem wyjścia do kolejnego tekstu lub zestawienia głosów Czytelników. Niech tym razem dyskusja nie będzie tylko komentarzami pod artykułem. Niech stanie się obywatelską próbą sformułowania oczekiwań wobec tych polityków, którzy chcą po 2027 roku rządzić Polską.
Sławek

To bardzo dobra analiza polityki i tego co trzeba w niej poprawić by wygrać wybory – a będą to wybory decydujące o naszej przyszłości .
Ta druga część, ta propozycja szerokiego sondażu wśród ..no właśnie wśród kogo.? czytelników SO ?, jakiś innych ludzi a jeżeli tak to jak liczonych?, jak dobranych?.
Proponowane pytania-tematy są takimi, które mogłyby być pytaniami wolnego wywiadu socjologicznego ale tylko dla doświadczonych ankieterów.
Panie Sławku – analiza tak, badanie bez metodologii, bez warsztatu nie.
Pozdrawiam serdecznie
Panie Zbigniewie – dziękuję za komentarz i ciepłe słowa. Ma Pan rację – nie ma mowy o badaniu. Moje zaproszenie dotyczy dyskusji pod artykułem, aby zamiast pozamerytorycznych połajanek skupić sie na meritum. Pozdrawiam serdecznie.
Analityczne, rozważne, spokojne artykuły panów Sławka i Konsztowicza pojawiły się na dole, po prawej stronie. Gdyby jej nie przewijać, pewnie by zostały niezauważone… Tymczasem winietę od dwu tygodni zajmuje miałki tekst Waszera Londyńskiego oraz p. Bielejewski, jako 'szczególnie polecane’. Może by to zmienić; wszak w każdym szanującym się piśmie/portalu trzon stanowi rzetelna publicystyka…
Co do Profesora Konsztowicza podpisuję się pod tą propozycją obydwiema rękami. To materiał wyjątkowej powagi i miary. W sprawie mojego tekstu niezależnie od tego, że wstrzymuję się od głosu, byłbym dalece bardziej ostrożny.
Tak… Tekst p. Sławka, ze względu na trafiający w tzw. punkt poruszonego tematu, powinien być zakreślony znaczącą winietą na czołowym miejscu portalu. Dyskusja? Oczywiście potrzebna. Bez niej trudno zrozumieć polski dzień bieżący i na krótkim już horyzoncie, przyszłość naszego kraju. Natomiast jeśli chodzi o wizerunek obecnie sprawującego w Polsce rządu, śmiem twierdzić, że przedstawia się kiepsko. To źle wróży przyszłości. Oczywiście, doskonale dostrzegam niebagatelne zalety premiera Tuska. To wielki format polityka na czasy w jakich obecnie tkwimy i na tle firmamentu oglądanych przez nas w licznych mediach krajowych i zagranicznych innych przedstawicieli „trzymających władzę”, zwłaszcza w Europie i USA. Ale, niestety, premier Tusk jest obarczony również wadą. Warto dotknąć tej sprawy analizą psychologiczną. Nie jestem psychologiem, więc nie będę się w tej „materii” wypowiadać. Ale jako zajmujący się przez kilka dziesiątków lat działalnością tworzenia projektów propagandowych, w tym przy współpracy dwóch zwycięstw wyborczych, chyba najskuteczniejszych formacji politycznych w latach osiemdziesiątych XX w. jednego z zachodnich państw europejskich, niby już z fachowego punktu widzenia, mogę dość autorytatywnie określić tę, niestety, fatalną dla przywódcy, obojętnie jakiego ugrupowania, wadę. Otóż, po pierwsze, dotyczy ona podwyższonego stopnia ego polityka. Co w przypadku p. Tuska jest łatwe do wytłumaczenia: na tle bylejakości współpracowników, błyszczy. Pytania do psychologa: dlatego dobiera skromnych jakościowo współpracowników, by na ich tle znacząco brylować?, czy też nie potrafi przyciągać prawdziwych brylantów, fachowców, nawet lepiej od niego ogarniających cedowane im czynności (wszak nikt nie pozjadał wszystkich rozumów)? I tu dochodzę do konkretu, powtarzam KONKRETU, jaki na pewno zaważy na rezultacie wyborów w przyszłym roku. Otóż rząd premiera Tuska w ogóle nie uprawia działań propagandowych. Wprost nawet przeciwnie, tworzy bezmyślnie antypropagandę. Po pierwsze: rzecznikami rządu są ministrowie i inni działacze polityczni ze swoimi… zdaniami odrębnymi. Co za nonsens! Po drugie, rzecznik, p. Szłapka, od czasu do czasu się ujawniając, dość nieudolnie zaledwie „odbija piłeczki” rozgłośnie z wszelkich mediów, głównie z tych niby prorządowych (!), rzucanych w stronę rządu. Nie dostrzegam żadnych INICJATYW propagandowych ze strony rządu. A przecież znakomitych tematów na tworzenie śmiertelnych strzał w kierunku kilku faszyzujących opozycji jest mnóstwo. Nie sądzę więc, że rząd premiera Tuska w ogóle dysponuje jakimś aparatem propagandowym. Tym to dziwniejsze, że przecież nawet najskromniejszy w swoim interesie sklepikarz zdaje sobie sprawę, że bez skutecznego stopnia takiej czy innej reklamy po prostu splajtuje. Premier tego nie rozumie? Nie dochodzi do niego, że nawet jego samego wystąpienia, zdarza się celne, często jednak również nie przemyślane należycie, są zaledwie przysłowiową kroplą w morzu koniecznych, prokurowanych propagandowo, informacji. I dlatego jestem w nastroju pesymistycznym, jeśli chodzi o nadchodzącą przyszłość polityczną naszego kraju.
Dziekuję za ten głos. Informacja i propaganda to terra incognita tej koalicji.
Analiza sytuacji politycznej lat 24-26 bez zarzutu , szczególnie podoba mi się rola Tuska , bez którego nie byłoby Jagodna i zwycięstwa demokratycznej strony 15 pazdziernika . Zgadzam się ze Slawkiem że zgłównym hasłem na lata 27-31 nie może być odsunięcie PiS ale hasłem ma być Kierunek Rozwoju Polski . Strona demokratyczna powinna podzielić swoją strategię w dwóch poziomach – 1) Strategiczne – polska racja stanu ( mocna pozycja w UE i NATO czyli filar bezpieczeństwa) . 2) Gospodarka i Sprawy Społeczne.
Wynegocjowana strategia strony demokratycznej powinno być fundamentem decyzji , jak iść do wyborów i kto i jak komunikuje się z wyborcami . Moim zdaniem powinny być Dwie Listy strony demokratycznej . Lista nr. 1 – KO , PSL , Centrum i resztki Polski 2025 plus demokratyczni z nazwiskami samorządowcy. Lista nr. 2 – Lewica i całe środowisko lewicowe plus lewicowi samorzadowcy. I po pewnie długotrwałym rozmowach ( ustalanie strategii , podział kompetencji i nazwiska na listach ) ciężka robota w terenie i absolutnie wystawienie sprawnej ekipy do walki politycznej w mediach społecznościowych i mediach klasycznych. Wyborcy muszą widzieć pracę a nawet wręcz harowke polityków strony demokratycznej .
Sławku ja widzę Radykalne Centrum jako platformę obywatelska a nie partię.
Dzisiaj strona demokratyczna musi wykorzystać posiadane zasoby , struktury terenowe I nie powinno się tracić czasu na budowanie czegoś nowego tymbardziej , że zawsze do nowych podmiotów przyklejają się dziwne osoby ( KOD przez to przechodził)
Taki ogólny mój głos po przeczytaniu bardzo dobrego tekstu Sławka.
Dziękuję za fajny komentarz – mam bardzo podobne spojrzenie.