2013-11-09. znany kopenhaski videns-kabsmand (naukowiec) polskiego pochodzenia, dr engur finkiel opublikował wyniki badań nad ewolucją gatunku homo sapiens.
konkluzja, mimo że jest wynikiem wieloletnich studiów, poraża swą zwięzłością i przystępnością przekazu, dzięki czemu nawet absolwenci polskich szkół na poziomie gimnazjalnym zdołają przyswoić sobie wyniki badań z największą łatwością, a maturzyści potrafią przeczytać całą pracę, która jest streszczeniem, czy też streszczenie, które (pozornie) jest całą pracą, ze zrozumieniem.
każdy, kto przeczyta trud doktora engura finkla, zdoła bez długiego wgłębiania się w wywody autora stwierdzić, że mamy do czynienia z rewolucją w teorii ewolucji.
praca, którą publikujemy poniżej w pełnej objętości, daje nadzieję, że postȩp w badaniach nie ograniczy się do ewolucji gatunków i obejmie swoim zasięgiem również pozostałe dyscypliny naukowe, a wówczas zdołamy wyeliminować antydemokratyczny podział na bardziej i mniej zdolnych, przez co nawet obywatele w zaawansowanym stadium młodości (senior citizens) doświadczą jeszcze za swego życia prawdziwego triumfu demokracji…
NOWY EWOLUCJONIZM
dr engur finkiel
- skąd biorą się dzieci?
- z dorosłych
- a dorośli?
- z dzieci
nathan gurfinkiel


Genialne w swojej prostacie… Czy katalizatorem była płyn powszechnie uznany za?
tutta la veritá nuda
jacku, nic się nie bój, żadnych uzależnień. gustujȩ w winie (mam na myśli szlachetny trunek, a nie dyskomfort psychiczny odczuwany przez co wrażliwszego osobnika płci chłopiȩcej po zbyt impulsywnym zabiciu ·zony, niesłusznie podejrzewanej o zdradȩ) piję wino od lat, głównie do większych posiłków i po to tylko, by zgłebić zawartą w nim prawdę.
najbardziej lubię odkrywać tę, którą wyjawia napój, co to był mis en bouteille au château, jezeli zamek jest dobry i rocznik odpowiedni – a w twoich awaryjnie ojczystych stronach taki z dobrej casa vinivola, conajmniej z napisem DGCG, a najchȩtniej riserva ducale na etykietce.wczoraj trafiła mi siȩ butelka brunello di montalcino principesco 2005
niepokoi mnie tylko to, że poznawanie prawdy obwarowane jest cenzusem majątkowym, podczas gdy kłamstwo jest w pełni demokratyczne i dostȩpne dla najwiȩkszego nawet biedaka. i jak tu zachwycać się demokracją?
Gdybyś w takim razie w akcie desperacji zapuścił się w moje rejony , to proponuję byśmy wspólnie zagłębili się w prawdę, ba, wpili się w nią, przy użyciu zawartości mojej małej lodóweczki. Zawartość pochodzi z renomowanych châteaux, począwszy od Margaux, DOCG też się dogrzebiemy…
Brunello, niestety, u mnie prostackie, choć rzeczywiście produkuje je pewien książę, dumny nosiciel legitymacji partii komunistycznej, pardon, partii (bardzo) demokratycznej. Możemy się zapuścić (ale nie przy pierwszej butelce) w dywagacje o stricte demokratycznym charakterze wina, dzieła, które pozostanie incompiuto bez wspólnoty celów wszystkich dwunożnych istot w proces produkcyjny zaangażowanych (choć wszystko jest w łapach istot posiadających znacznie większą liczbę odnóż i gołym ludzkim okiem niewidocznych)…
nie wiem czy oglądałeś film „mój rower” z urbaniakiem w roli głównej. w pewnym momencie odwiedza on starego przyjaciela i ten zadaje mu pytanie: czego byśmy się napili.
– wszystkie alkohole są bardzo dobre z wyjątkiem denaturatu, który jest dobry…
ta przesada przydaje wszystkiemu pikanterii. piłem też w miejscach lokalne wina bez żadnej nazwy,nalewane z beczki – niektóre zupełnie znakomite, inne zaledwie znośne. niezapomnianym przeżyciem z izraela było wino „masada”, już po pierwszym łyku zrozumiałem dlaczego obrońcy wzgórza popełnili zbiorowe samobójstwo…
p.s. co do aktu desperacji – w bohaterskich czasach byłem zatrudniony jako p/o desperado, a we włoszech byłem ostatnio conajmniej dziesiȩć lat temu…
O, widzisz, w ocenie win izraelskich możemy od razu podpisać memorandum of understanding (albo na odwrót, jak wolisz)… „nie będzie tak dobry jak rocznik 97, ale da się wypić” – pomyślałem podnosząc w Jerozolimie do ust kieliszeczek chardonnay Yardena, który w owym pamiętnym roku uzyskał tytuł najlepszego chardonneya świata. No, to wino, produkowane przez polskich zapaleńców z okolic Zielonej Góry, to miód w gębie… Co innego przez miedzę: libański château Musar to jedna z przyjemniejszych niespodzianek enologicznych mojego życia… Co prawda nie mam, ale wiem, gdzie w Warszawie Libańczycy tym poją… Feel invited.
wiem, gdzie w Warszawie Libańczycy tym poją… Feel invited – shukran, habibi!
Sorry za wejście bez pukania, ale raczycie się panowie takimi specjałami, że czas na jakiś eksperyment 🙂
Proponuję XIX wieczne kaszubskie „wino rybackie”. Skład: eter, ocet i cukier.
W mojej spiżarni niestety, tylko orzechówka, pigwówka i aroniówka, fakt, że 6 letnie, odleżałe, ale domowe, nie żadne szato itamróżneinnetakie.
Ale oczywiście, zapraszam 🙂
Co do tematu, to u nas już dawno prowadzono badania nad równie pasjonującym tematem : „Jajo czy kura?”
Najśmieszniejsze, że prawdziwa odpowiedź to – jajo!
P.S. Izrael to państwo zła wszelkiego! Pozwala franciszkanom na produkcję wina w Kanie Galilejskiej i sprzedaż takowego polskim pielgrzymom. Dostałem kiedyś butelkę. Czegoś równie paskudnego w życiu nie piłem 🙂 🙂