WaszeR Londyński pisze:
12 listopada 2013 o 19:25
„Następnej tego typu zadymy nie powinno już być! A kaliber za duży? Ja bym popracował nad celnością”.
właśnie o celność chodzi. przesadnie duży kaliber mało jej sprzyja. zadymy zdarzają się niemal wszędzie i problem rozwiązuje sprawna akcja policji. w niektórych krajach, np. we francji upadnie z rzadka jakiś rząd pod naciskiem demonstrantów, ale nie ma z tego żadnego szczególnego nieszczęścia, bo biurokracja jest tak sprawna, że wszystko może jeszcze przez długie miesiące funkcjonować bez rządu i mało kto zauważy jakąś zmianę…
w mojej kopenhaskiej dzielnicy nørrebro często na ulicach wznoszone są barykady, na jezdni głównej arterii tej części miasta płoną opony, tłucze się szyby i podpala samochody, ale sprawa nigdy nie jest rozpatrywana w kategoriach narodowego dramatu. władze ograniczają się do apeli, by rodzice nie pozwalali dzieciom wyruszać na miasto bez asysty dorosłych.
obywatele są przekonani, że jest to sprawa porządkowa, od rozwiązywania której jest policja i rozbieżności dotyczą wyłącznie sposobu jej działań – dla jednych jest ona zbyt łagodna wobec zadymiarzy, dla innych nadmiernie brutalna.
nie wiem skąd bierze się naiwne wyobrażenie, że demokracja sama z siebie jest skuteczną zaporą przed ulicznymi burdami i jak pisze cytowany przeze mnie czytelnik ostatniego felietonu kopffa: następnej tego typu zadymy nie powinno już być!
jest tylko jeden skuteczny jakoby sposób, by spełnić to życzenie – można zakazać skrajnym grupom demonstrowania, ale w koszta społeczne czegoś takiego byłyby większe od ewentualnych korzyści. demokracji należy bronić, ale istnieje pewien nieprzekraczalny próg: nie wolno w tej obronie uciekać się do niedemokratycznych metod. swoboda słowa i wolność zgromadzeń jest zapisana w konstytucji, drogą winien więc nie zakaz, czego domaga się wielu komentatorów felietonu kopffa, lecz skuteczna praca policji, która wymusi na zbyt zapalczywych demonstrantach przestrzeganie warunków, na jakich udziela się zezwoleń. manifestacje są legalne, ale tylko manifestacje pokojowe.
słuszne oburzenie na zadymiarzy nie powinno przybrać takich rozmiarów, że nie będzie już miejsca na krztynę rozsądku.
odrobinę refleksji, panie i panowie – to była zwykła ruchawka, nie narodowy dramat.
nathan gurfinkiel



No patrz pan, a kiedyś i Duńczycy emocjonowali się polityką 🙂
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/danske.jpg
Natanie Drogi, ty, któryś napisał świetny esej o Powstaniu Warszawskim… Jeśli ci kolejny rok pod rząd nacjonalłobuzy robią w Warszawie kęsim, a mimo to MSW & co. wydają zgodę na przemarsz pod ambasada rosyjską, rezygnując ze standardowej ochrony manifestacji, to Ty mówisz, że jest jak w Kopenhadze, czy nawet w Rzymie? A nade wszystko: jeśli druga co do wielkości, aspirująca do rządu partia gloryfikuje ten rodzaj „patriotyzmu”, to Ty to porównujesz do zamieszek rozwydrzonego, lecz politycznie odizolowanego marginesu kopenhaskiego? To poparcie nie nasuwa ci historycznych, niepokojących skojarzeń? I wreszcie: ile osób pali ci opony w Nørrebro a ile hulało po Warszawie?
WERSJA POPRAWIONA,POPRAWNA I ZAMIERZONA
przecież, jacku miły powtarzam jak mantrę jakąś, że pozwolenie na przemarsz i obnoszenie haseł, które nas oburzają, może obowiązywać tylko dopóki manifestacja jest pokojowa. po naruszeniu tego warunku do akcji winna wkroczyć policja i zrobić porządek.
wydaje mi się że nie powiedzialem nic nagannego i porównanie tego właśnie dotyczy – tak zachowuje się policja w kopenhadze, rzymie, paryżu, amsterdamie i berlinie, że wymienię tylko miasta, gdzie widziałem policję w akcji. zwłaszcza w paryżu i w amsterdamie, a też, oczywiście – w kopenhadze. we wszystkich wymienionych miastach jest ona brutalniejsza niż w warszawie i bardziej sprawna.
nie poczuwam się do odpowiedzialności za planowanie operacji policyjnych w warszawie. jeżeli z perspektywy mieszkańca polskiej stolicy to co się stało wygląda na kataklizm, nie ja ponoszę za to winę.
każdy ma prawo do swego punktu widzenia. nie wydaje mi się, że stoimy w obliczu faszystowskiego przewrotu i za rok brunatne koszule będą maszerować po warszawie na rozkaz jakiegoś domorosłego führera.
nie mamy za sobą przegranej wojny.
nie zostaliśmy wdeptani w błoto tak jak niemcy w wersalu (na szczęście zwycięska koalicja z WW2 nauczyła się, że nie wolno upokarzać pokonanego przeciwnika, dzięki czemu demokratyczne państwo niemieckie mogło zostać wmontowane w NATO i UE)
nie przeżyliśmy takiej galopującej inflacji, ani bezrobocia i korupcji jak republika weimarska. za PiS’em nie stoją wielkie korporacje, tak jak za NSDAP, komorowski nie jest hindenburgiem. jeżeli komuś wydaje się, że duchowy mentor polskich narodowców może przejść metamorfozę podobną do schicklgrubera przeistoczonego w hitlera, to winien się wyluzować , nim potrzebna będzie pomoc psychatry. zdaje się, że rodacy w kraju są bardzo podatni na wszelkiego typu zbiorowe psychozy.
Boże, co ja takiego napisałem, być Ty poczuł się przeze mnie ofukany!? Mea culpa, perdono!
Różnię się z Tobą w opinii o zagrożeniu; sądzę, że jest całkiem realne… za rok – piszesz? Za rok, a może i wcześniej – wybory… Horst Wessel Lied: Die Strasse frei den braunen Bataillonen może nie zabrzmi już za rok, ale burzliwe czasy, kryzys, ogólne zmęczenie pokojem to czynniki, które grają na korzyść tych, których dziś lekceważysz… Ja tam uważam, że lepiej trzy razy za wiele zatrąbić niż raz przejechać na pasach pijanego przechodnia…
Bestii łeb łatwiej urywa się w zarodku. Zwłaszcza, jak pisowski inkubator pompuje jej życiową limfę… Serdeczności!
raz w życiu horst wessel lied mi się podobał: kiedy janusz szpotański zaciągnął mnie do jakiegoś mieszkania (on zawsze przemieszkiwał u przyjaciół „zur zeit w auslandzie” i odśpiewał „cichych i gęgaczy” na dwa tygodnie przed premierą, z powodu której dostał trzy lata w ostrogu.
jedna z arii miała znaną melodię, a fragment: die fahnen hoch, die reihen fest geschlossen, brzmiał: gazrurę wznieś, szeregi mocno zwarte/tam po kawiarniach literatów tłum…
twój do imentu,
n
Ja bym akcentowal słowo „sprawnosc”. Sprawnosc budzi szacunek. Na szacunek trzeba zapracowac sprawnoscią. Tutaj jest pewien problem, poniewaz minister Sienkiewicz, ktory szedł ale nie doszedł, nie wykazal sie sprawoscią i nie wzbudził szacunku. Zamieszki w Warszawie były tylko kolejnym przykładem tej niesprawnosci. Taki minister powinien popracowac nad sprawnoscią podwładnych (wymieniajac kilka osob) albo swoją własną (dajac dobry przykład bycia wymienionym.)
.
Podam przykład szacunku. Jakis czas temu w Kalifornii miały miejsce zamieszki po pobiciu Rodneya Kinga. Byłem tym zainteresowany, bo nie chciałem, zeby mi spłonął samochod. Obserwowałem z okna grupki zadymiarzy, ktorzy tłukli okna i pragmatycznie rabowali sklepy. (Tego w Warszawie nie było. Jak widac Polakom nie szło o konkrety.) Zamieszki ogarnialy kolejne miasta, az wreszcie prezydent USA ogłosił, ze posyła Gwardie Narodową. Nastepnego dnia był spokoj. Kompletny. Widocznie Gwardia Narodowa budziła szacunek zanim sie jeszcze pokazała w okolicy.
.
Oto, co moze zdziałac szacunek. Jak sie domyslam, był to szacunek zasłuzony. Widocznie w rządzie USA od dawna nie było ministra Sienkiewicza.
.
A swoją drogą zastanawiam sie, co w analogicznej sytuacji zrobiliby generałowie Kiszczak i Jaruzelski. Oni tez budzili szacunek. Do dzis nie mozemy im tego wybaczyc.
Sorry, nie wierzę w niesprawność. Nie znoszę teorii spiskowych, ale jeśli kolejny rok te same osoby wywołują w tym samym miejscu te same burdy, to to nie jest niesprawność. to jest albo skrajny debilizm, albo – co nawet mnie przychodzi do głowy – zamierzone działanie. Wspólnictwo w przestępstwie.
optuję za debilizmem. na zamierzone działanie nie mam dowodów, więc jak mam posądzać -, nie smoleńsk to przecie, ino łorsoł nasz ukochany, a ja jako główny podejrzewacz ni PiSaty, ni czytaty w konspiracynej teorii dziejuff.
No właśnie tak, szanowny Nathanie, chyba myślimy i mówimy o tym samym – następnej TEGO TYPU zadymy nie powinno już być – z taką skutecznością po stronie zadymiarzy i takim brakiem skuteczności po stronie organizatorów i służb mających zapewnić bezpieczeństwo. Żeby burdziarze obawiali się jakiejś Gwardii Narodowej, jakichś konsekwencji wyciąganych nieuchronnie.
Nie tak znowu odległych w czasie, niesławnych rozruchów na Tottenhamie byłem mimowolnym kibicem z odległości w prostej linii ok. 2,5 km. Wściekłe wycie radiowozów i samochodów gaśniczych, dudnienie krążących nad terenem śmigłowców i niewiedza – cóż tam się takiego dzieje? Już rankiem można było obejrzeć. Tam również policja wkroczyła zbyt późno, niezdecydowanie, brak było odpowiednich decyzji wierchuszki. Ale po szkodzie było skuteczniej: posypały się głowy, wyłapano i ukarano co bardziej agresywnych i – co najważniejsze – nie wprowadzono zakazu zgromadzeń, przemarszów itp. Na skuteczności więc rzecz ma polegać, tej prewencyjnej i tej doraźnej represyjnej.
jacku, przypomniała mi się anegdota z twoich stron.
berlinguer miał się spotkać z ktŕymś z polityków chrześcijańskiej demokracji, nie pamiętam czy był to andreotti, czy aldo moro.
miał on w domu papugę, ktŕą nauczył śpiewać międzynarodówkę, więc pomyślał że wypadłoby to niezręcznie i na czas wizyty zamknął ptaka w lodówce.
po wyjściu gościa papuga zaintonowała: giovinezza, giovinezza, primavera di belezza…
– zwariowałaś?! co ty śpiewasz!
– gdyby ciebie prztrzymano na syberii, też byś tak zaśpiewał…
Moim zdaniem wyjasnieniem jest indolencja, czyli brak wyobrazni. Premier Tusk wlasnie wyznal publicznie, ze to on kazal ministrowi nie stawiac barierek. Nie moze go wiec wyrzucic za to, co sam kazal. Podziw budzi jego uczciwosc. Prezes Kaczynski znalazlby winnego swoich wlasnych bledow, a Tusk sam sie przyznal. Podziwiam za uczciwosc, krytykuje za brak wyobrazni.
http://wyborcza.pl/1,75478,14950640,Premier_po_ataku_na_ambasade_Rosji__Zakaz_kominiarek.html
.
Przy okazji przypominam, ze tenze premier Tusk pozostawil na stanowisku Mariusza Kaminskiego, a potem zaangazowal Czume, a potem Gowina. Premier Tusk ma jakies klopoty z wyobraznia. On zaklada najlepszy mozliwy scenariusz, a potem pracowicie wyciera rozlane mleko. Tym razem tez tak bylo. Dobrze, ze sie przyznal. Zle, ze nie przewidzial oczywistosci. A jeszcze gorzej, ze w ogole sie mieszal do kompetencji policji. To nie premier powinien decydowac, co maja robic policjanci.
Innym, powazniejszym przykladem braku wyobrazni bylo powolanie zespolu Laska. Premier nie rozumie sytuacji. W kraju szaleje niezaleczona trauma. To jest czesciowo trauma po Smolensku, a czesciowo glebsza trauma po II wojnie, Holokauscie, a moze jeszcze po zaborach. Zyje pokolenie, do ktorego strzelano. Moja tesciowa budzila sie po nocy z powodu wspomnien z okupacji. Moi rodzice ledwo uszli z zyciem. Tacy ludzie przekazywali swoja traume potomstwu. Gdzies w glebi duszy zyje Kanal Wajdy i inne takie okropnosci. Nawet, jesli niedoswiadczone osobiscie, to przekazane. I na to przyszedl Smolensk. A zaraz potem przyszli cyniczni manipulatorzy.
.
Od razu powinien byl powstac zespol psychologow i terapeutow do spraw traumy. Nalezalo nie tylko tlumaczyc mechanizm katastrofy, ale takze lagodzic szok spoleczenstwa. Nie tylko rodzin ofiar, ale wszystkich. Niektorym to nie bylo potrzebne. Ale ci, ktorym to bylo potrzebne, i ktorzy nie dostali pomocy emocjonalnej, potem stworzyli sekte. Ta sekta i tak by powstala, ale bylaby mniej zjadliwa. Manipulatorzy mieliby mniejszy żer.
.
Premier nie zrozumial, i nikt mu nie powiedzial, ze do lagodzenia emocji posyla sie terapeutow, a nie inżynierow. On poslal inżynierow, odrywajac ich od ich wlasciwej roboty. A inżynierowie nie sa od tego.
.
Mowi sie, ze rzad ma kiepski PR. To jest czesc prawdy. Tak naprawde, rzad powinien miec zespol doradcow w dziedzinie psychologii. Czy tego chciec, czy nie, ale w Polsce rzad powinien prowadzic psychoterapie spoleczenstwa. Pewnie nie tylko w Polsce, ale akurat tu terapia byla i jest potrzebna. Nie powinni jej prowadzic inżynierowie.
.
Ludzie decyduja i glosuja nie rozumem, ale emocjami. Premier w grze ze spoleczenstwem usiluje uzywac swojego rozumu, ktory ma imponujaco sprawny. Ale w sprawie szoku, traumy, i zadawnionych urazow racjonalny rozum to nie jest wlasciwe narzedzie. Rzad powinien nie tylko tlumaczyc i decydowac, ale też leczyc chore emocje. Tego rzad nie robi. Używanie rozumu akurat w tych sprawach jest przejawem niekompetencji w dziedzinie psychologii spolecznej.