2014-05-09. To temat drażliwy. Wedle wskazówek niektórych dietetyków masło powinno być wyłączone z diety, zwłaszcza osób starszych. Inni zaś uważają, że ograniczane – owszem, jak wszystkie tłuszcze zwierzęce, ale nie całkowicie wykluczone. No właśnie, zatyka więc arterie, czy nie całkiem? Dostarcza cennego tłuszczu i przyswajanych z nim witamin A i D, czy nie bardzo? Więcej szkody z niego, czy pożytku? Chyba jest tak, jak ze wszystkim co jemy: nic w nadmiarze. Z umiarem można zaś prawie wszystko.
Przypomnę, jak o historii masła w „Iskier przewodniku sztuki kulinarnej”pisał Tadeusz Żakiej (pod pseudonimem Maria Lemnis i Henryk Vitry, którym opatrywał porady zamieszczane w znakomitym, wysmakowanym PRL-owskim tygodniku „Ty i Ja”) :
Tłuszcz uzyskiwany z mleka (śmietany), znany i używany już w najodleglejszej starożytności, wynaleziony przez naszych prapraprzodków. Jedna ze złotych myśli króla Salomona brzmi: „Kto tłucze śmietanę – wybija masło”. Grecy nauczyli się wyrobu i używania masła od Scytów, natomiast Rzymianie woleli oliwę z oliwek [oj, panie Tadeuszu, redakcjo i korekto: raczej olej z oliwek, czyli oliwę!]. Dalej opisuje pożytki z masła i przestrzega przed używaniem zjełczałego; to trucizna.
Pozostańmy jeszcze chwilę przy historii. Józef Peszke, historyk-amator z początków wieku XX, opisując historię kuchni polskiej znalazł wzmianki o maśle w analizowanych przez siebie „Rachunkach” prowadzonych przez dwór króla Władysława Jagiełły i jego kolejnych żon:
Masło (butirum) w „Rachunkach” bywa wspominane bardzo często, nieomal codziennie, a co zadziwiać musi, że zawsze nieomal jako kupne. Widocznie na folwarkach królewskich nie wyrabiano go prawie wcale, lecz z mleka własnego, o ile go nie zużyto za świeża, przyrządzano wyłącznie sery.(…)
Masło służyło za okrasę do potraw, z wyjątkiem Wielkiego Postu i innych dni roku, w których poszczono surowiej. Również używano go do pieczenia ciast wszelakich; prawdopodobnie jadano je też z chlebem, lecz na to w „Rachunkach” dowodu odnaleźć nie można. Ilość masła, kupowanego zawsze prawie, obliczano na garnce (olle) wyraz ten wszakże w „Rachunkach” nie oznacza miary stałej, lecz jeno naczynie, w którym je przedawano, czego dowodzą nam dodawane od czasu do czasu przymiotniki do wyrazu „olla”, jak oto: magna, media, parva, były to więc garnce wielkie, średnie i małe; niekiedy, gdy naraz nabywano dwa garnce, wyraźnie zapisywano, że jeden był większy od drugiego; cena garnca jest też nazbyt zmienna, by wyraz ten w „Rachunkach” mógł oznaczać miarę znaną, nazwę tę noszącą u nas.
Dodam, że wcześniej autor pisze, iż masłem kraszono potrawy podczas mniejszych postów: Masło, którego zużywano także ilości wielkie, służyło za omastę do ryb, jaj i ciasta wszelkiego w dni o poście lżejszym, więc w środy i w soboty. Na co dzień, w dni bez nich, do omaszczania używano słoniny i sadła. Bo Polak średniowieczny lubił jeść tłusto. W dni ścisłych postów „kraszono wszystko olejem lnianym, konopnym, makowym, a kto miał na to, oliwą”.
My z masłem nie przesadzamy. Jak pisze Tadeusz Żakiej: „masła należy używać z umiarem, szczególnie po ukończeniu 50 roku życia. 3–4 dkg masła dziennie – to ilość zupełnie wystarczająca na pokrycie potrzeb zdrowego organizmu”.
Tego się trzymajmy. Od wielkiego dzwonu jednak możemy sobie zrobić ucztę i przygotować któreś z maseł smakowych. Podane do różnych rodzajów pieczywa na śniadanie, wyjęte z torby chłodniczej podczas majówki lub wieczorem, podczas przyjmowania przyjaciół, może być elementem uczty smakowo szalonej. Kupiłam osełkę masła i dla miłych przyjaciół przygotowałam masło w trzech smakach.

Masło łososiowe po mojemu
- masło
- łosoś wędzony na zimno
- sok z cytryny i ew. skórka z niej
- rozmaryn
Masło rozetrzeć z posiekanym drobno łososiem (trochę zostawić do dekoracji), rozmarynem i sokiem z cytryny oraz startą z niej skórką. Ugnieść w miseczce, przybrać pozostawionym łososiem i gałązką rozmarynu, ew. posypać z wierzchu skórką cytrynową. Schłodzić.
Masło serowe po mojemu
- masło
- ser pleśniowy typu bleu
- szalotka lub mała cebulka
- świeża mięta
Masło rozetrzeć z serem i cebulką posiekaną w drobniutką kosteczkę. Posypać listkami mięty, przybrać kilkoma krążkami cebulki i listkami mięty. Schłodzić.
Masło egzotyczne po mojemu
- masło
- przyprawa curry
- papryczka chili
- ananas świeży lub z puszki
- listki curry
Masło rozetrzeć z sypką przyprawą curry, posiekanym drobno ananasem i papryczką. Przybrać listkami curry, plastrem ananasa i krążkami papryczki. Schłodzić.
Celowo pomijam proporcje: każdy może je dobrać sam, w zależności od ilości masła i własnego smaku. Ostatnie masło można posolić, ale znacznie lepiej postawić solniczkę na stole. Na mój smak sól nie jest potrzebna, ale może komuś jej zabraknie. A może zaostrzymy smak dowolnego z maseł wcierając w nie paprykę lub pieprz?
Aby masło lepiej się rozcierało, warto je wyjąć z lodówki co najmniej na godzinę przed przyrządzeniem. Wszystkie dodatki siekamy bardzo drobno. Zestaw ziół można oczywiście zmieniać. Do łososia pasuje koperek i kuleczki czerwonego pieprzu, do sera – bazylia lub tymianek, do egzotycznego zamiast curry można dodać sypką paprykę i wyciśnięty czosnek. Masło ścierpi wszystkie eksperymenty. Byle potem gotowe wstawić do lodówki.
Do chleba podawać je można w miseczkach. Ale kto chce się bardziej pobawić, może je poporcjować. Na przykład uformować w wałeczek, mocno schłodzić i pokroić w krążki. To sposób najprostszy. Formuje się też masła smakowe w kulki, w prostopadłościany, wyciska z nich inne kształty, żłobkuje widelcem; to na pewno można znaleźć w internecie.
Pojedyncze porcyjki masła wygodnie się nakłada, no i elegancko wyglądają. Można je także dodawać do smażonych lub grillowanych mięs, ryb albo warzyw. Wtedy trzeba przemyśleć, jaki smak im nadać. Do podania w charakterze dodatku masło można rozetrzeć tylko z ziołami lub choćby natką pietruszki i z sokiem z cytryny. To bardzo szlachetny dodatek, który grillowaną rybkę, krewetki lub kotlet zamieni w potrawę wykwintną. Byle nie za dużo tego masła zjeść na raz!
Alina Kwapisz-Kulińska


Łososiowe spróbuję zrobić. A niech mi zatka 🙂
Najstarszy polski bajer masłowy to chyba rakowe, ale raki trzeba samemu złapać, bo powinny być bardzo świeże.
Do wypieków staropolskich, co ciekawe, używano masła (mówiąc Bułhakowem) „drugiej świeżości” i robiono tak z rozmysłem.
Rzecz nadaje się na głębszą analizę, ale ponoć chodziło o „efekty aromatyczne” po upieczeniu.
Nie próbowałem 🙂
Teorie dotyczące odżywiania zmieniają się często. Pamiętam artykuł pewnego profesora dotyczący szkodliwości jedzenia masła i zachwalający margarynę, a w kilka tygodni później ten sam profesor zachwalał w innym artykule masło.
Twierdzę, że po rodzicach dziedziczymy to co najgorsze, przynajmniej jeśli idzie o choroby i skłonności do nich. Po tatusiu odziedziczyłem wyższy cholesterol i w związku z tym słuchałem zaleceń lekarzy dotyczących diety, w tym ograniczania masła itp. W pewnym momencie przemyślałem sprawę i wróciłem do ulubionych dań, a mianowicie jajecznicy na maśle, jajek codziennie, masła w ogóle itd. Wszystkie wskaźniki mi się poprawiły!
Masło „bułhakowowskie” stosują Tybetańczycy, nawet do herbaty (jeśli ten napój jeszcze można nazwać herbatą).
Staram się nie czytać pani znakomitych tekstów zbyt późno, bo potem zaraz mam apetyt i opycham się na noc.
@PIRS i jeszcze tę herbatę solą 🙂
Swoją drogą zjadłbym takiego masełka z mleka jaków. Niekoniecznie „drugiej świeżości” 🙂