wiele lat temu, kiedy mieszkałem w gdańsku, w tamtejszym wojewódzkim organie PZPR „głos wybrzeża” ukazało się zdjęcie uśmiechniętej operatorki dźwigowej. miało ono zilustrować aktualne osiągnięcia stoczniownictwa.
podpis pod fotką wybiegał hen w przyszłość i przypominał obrazki z pornoshopów, będących jednym z rezultatów zwycięskiej walki o wolność i demokrację. wyróżniona przodownica socjalistycznego współzawodnictwa pracy, nazywała SIȩ anna rozkosz. przed nazwiskiem miała figurować pierwsza litera imienia, ta jednak zatarła się w druku i czytelnikom objawiła się ROZKOSZ NA DŹWIGU.
dziś rozkosz nie jest już tak jak w tamtej epoce częścią etosu pracy, lecz jedną z form leisure, lubo czysto polityczną roz(g)rywką.
przywódca aspirującej do zwycięstwa w przyszłorocznych wyborach i premier in spe ogłosił, że w polsce nie ma demokracji, bo wybory są fałszowane (oczywiście tylko te, które nie zapewniają mu większości, co powinno być podstawowym elementem samego już tylko aktu głosowania).
moja krakowska znajoma – lekarz psychiatra, opowiadała mi, że ile razy ogląda przemówienia owego polityka w telewizji (nie wymieniam go z nazwiska, bo i tak ma już za dużo reklamy), to tak jakby słuchała swoich pacjentów.
kiedy więc polityk ów (mówiący o prezydencie RP – ten pan) powiedział z trybuny sejmowej, że wybory samorządowe zostały sfałszowane, rozległy się głosy, że należy go ukarać, bo każda dyskusja o naprawie obyczajów politycznych zaczyna się od pokrzykiwań o ukaranie, rozliczanie, zabranianie i rozmaite inne „nie”. realizowanie tych żądań miałoby świadczyć o sile demokratycznego państwa.
można oczywiście go ukarać, a nawet uważam, że sejmowa komisja etyki poselskiej winna napiętnować naruszanie przez niego dobrych obyczajów parlamentarnych i sprzeniewierzenie się przysiȩdze poselskiej. główną jednak karę, jeżeli ma być skuteczna, winni wyznaczyć mu wyborcy.
trzeba im uprzytomnić, że kiedy przyjmuje się do pracy operatora dźwigu zostaje on poddany badaniom lekarskim i testom psychologicznym. przy formowaniu rządu, gdzie szkody mogą być dużo większe, nie ma wymogu badań wstępnych.
nie karzmy więc tego polityka, nie pozwólmy mu chodzić w glorii męczennika. głupio by to było i nieporęcznie jakoś. bądź co bądź jest on przecież naszą nieustającą rozkoszą na dźwigu.
natan gurfinkiel


A ja bym wprowadziła swoisty dodatek psychiatryczny dla czynnych polityków. Za coś w końcu będą musieli się leczyć na stare lata. Pan Prezes, z-ca p. Prezesa (chowany na okoliczność wyborów) dwóch wyraźnie niedouczonych prawników (że też nie wstyd Wydziałowi Prawa UJ dawać dyplomy takim osobom) i kilku panów, którzy swego czasu byli całkiem do rzeczy ale z wiekiem zgłupieli kompletnie, kilka pań, do których młodość wraca w dziwnej formie… Niech Pan pomyśli, p. Natanie – średni oddział szpitalny by się przydał; a za co?
W Łodzi w jednej fabryce spytali kiedyś Panią Sprzątaczkę, czy podjęła by się objąć funkcję dyrektora. Odpowiedziała bystrze: jak by mi dali jego pensję, bym się podciągnęła. Problem w tym, że jak się już siedzi na dźwigu, niesposób się podciągnąć. Za żadne pieniądze.