Na początek parę liczb ilustrujących poziom rocznych wydatków na badania i rozwój (dane orientacyjne – proszę się nie czepiać szczegółów):
- Polska: 4-5 mld € (razem z Funduszami Strukturalnymi z UE),
- Program Unii €opejskiej Horizon2020: 11 mld €
- Niemcy: ok 60 mld €
- Hiszpania: ok. 14 mld €
- Volkswagen: ok. 10 mld € (przy sprzedaży ok 160 mld €)
- KGHM ok. 6 mln € (przy sprzedaży 5 mld €)
Co z tych liczb wynika?
- Ano, że państwowe i europejskie budżety na badania rozsmarowane na tysiące laboratoriów i na setki tematów są śmiesznie małe w porównaniu z dobrze ukierunkowanymi badaniami firm typu Volkswagen, Samsung, czy Pfizer.
- W Horizonie2020 średni nakład grantowy na jedno laboratorium wynosi około stu tysięcy €, co oznacza, że fundusze rozsmarowywane są na grube tysiące laboratoriów. Dodając do tego tzw., „success rate” 10%, oznacza to, że kwiat europejskich profesorów nic innego nie robi, tylko pisze proposale, a potem sprawozdania, czyli zajmuje się tzw. metanauką, zamiast prawdziwymi badaniami. Wiem, bo sam jestem takim profesorem (w roku 2013 dostałem nawet „Kryształową Brukselkę”, nagrodę dla przedsiębiorstwa realizującego najwięcej grantów europejskich!).
- Nakłady na B+R w KGHM są tak śmiesznie małe, że aż się wierzyć nie chce. KGHM, niestety, nie jest wyjątkiem. Procent na badania, jaki wydają w stosunku do przychodów, firmy hiszpańskie jest 10 razy większy od polskich.
Najrozmaitsi Ministrowie od badań naukowych w Polsce, których miałem przyjemność słuchać w ostatnich latach, jak jeden mąż (i żona, bo ostatnio mamy panie Ministry) powtarzali, że to za chwilę się zmieni, i polskie firmy zaczną wielkie sumy przeznaczać na B+R.
Kiedyś nawet zadałem pytanie, na które nie dostałem, niestety, odpowiedzi, było takie:
CO MA SPOWODOWAĆ, ŻE POLSKIE FIRMY ZACZNĄ PRZEZNACZAĆ 5-10% PRZYCHODÓW NA DZIAŁALNOŚĆ B+R?
Pytanie jest nadal aktualne.
Aby na nie odpowiedzieć trzeba jednak najpierw odpowiedzieć na pytanie prostsze:
DLACZEGO POLSCY PRZEDSIĘBIORCY TAK MAŁO TERAZ PRZEZNACZAJĄ NA B+R?
Moja diagnoza jest taka:
- Właściciele firm w ostatnich 20 latach wykorzystali proste metody rozwoju – kupno licencji, nowych urządzeń, nowe sposoby organizacji pracy. Dzięki temu z kompletnej PRL-owskiej beznadziei potrafiliśmy stać się krajem wytwarzającym przyzwoite średniozaawansowane produkty (np. pralki, czy lodówki). Niestety, żeby się dalej rozwijać, musimy mieć własne zaawansowane technologie. Powtarzają to od lat wszyscy Ekonomiści.
- Na czele firm stoją na ogół ludzie, którzy nigdy się z B+R nie zetknęli i pojęcia nie mają, jak to zorganizować.
- Polskie badania akademickie są nieskoordynowane, rozdrobnione, źle finansowane od lat, na niskim poziomie, i prawie że nie ma technologii, które można by skomercjalizować.
- Polska edukacja od przedszkola do doktoratu jest na żenującym poziomie.
Czyli, jak mówił towarzysz Wiesław: „Gdybyśmy mieli blachę na puszki, moglibyśmy produkować konserwy, ale nie mamy mięsa”.
Rok 2015 będzie rokiem kampanii wyborczych. Oczyma duszy widzę tematy dyskusji: in-vitro, pigułki elleOne, przekręty delegacyjne posłów, i inne równie „istotne” sprawy. Namawiałbym jednak Polityków z lewa i z prawa, aby zajęli się dziedziną życia, która jest najważniejsza dla dobrostanu naszego i naszych dzieci za lat 5, 10, 20. Dziedziną tą jest nauka i edukacja. Pytanie postawione w tym artykule czeka na odpowiedź. Także moją!
Hazelhard



Najpierw musi się znaleźć taki odważny, który przestanie płacić księdzom ze lekcje religii i wyrzuci religię z podstawowego planu lekcji (a najlepiej ze szkoły), a w to miejsce wprowadzi więcej fizyki, chemii i biologii.
Pozdrawiam
rzech
@Hazelhard. Ty tak naprawdę?.Nie widzisz tej przytłaczającej większości niskich czół kształtowanych 25 lat przez „niewidzialną rękę rynku” dla której jedynym osiągnięciem naukowym jest zwierzęcy strach o pracę?. Oni mają wybrać rozsądnych polityków dbających o dobro wspólne?. Ich dzieci już na starcie w przedszkolach i szkołach nie przejawiają chęci do nauki, za Gomułki była przynajmniej „chęć szczera”, o poziomie nauczania decydują przede wszystkim uczniowie, stado debili wraz z rodzicami skutecznie zniechęci każdego nauczyciela.
@ Aleksy
Sam jestes debilem.
@W.Bujak. Dziękuję że zauważyłeś moje zdolności przystosowawcze, jeszcze kilka lat tego „Meksyku” a najwybitniejsi zostaną zmuszeni do intelektualnej banicji.
„Dzięki temu z kompletnej PRL-owskiej beznadziei potrafiliśmy stać się krajem wytwarzającym przyzwoite średniozaawansowane produkty (np. pralki, czy lodówki)” – u mnie w domu wciąż stoi zamrażarka wyprodukowana w PRL-u w połowie lat osiemdziesiątych i działa bezawaryjnie do dziś. Natomiast lodówka wyprodukowana w 2002 roku w Polsce zaczęła szwankować po pięciu latach i z tego co wiem nie tylko ja mam takie doświadczenia. Byłbym więc ostrożny z tą „PRL-owską beznadzieją”.
@Kipi
Maszyna do szycia Singer mojej prababci pewnie do dzisiaj by szyła, gdyby mi jej nie ukradli. Obecne maszyny do szycia są do wyrzucenia po 2-3 latach. Po prostu, gdyby producenci maszyn używali metali takich samych jak 100 lat temu, to by zbankrutowali. Wiem, że to głupota cywilizacyjna, ale też temat na inną notkę.
W PRLu produktów na wysokim poziomie technologicznym było bardzo niewiele i jedna jaskółka (zamrażarka) wiosny (czyli mrozu) nie czyni.
@Hazelhard wystarczająco stabilny horyzont inwestycyjny ?
spójna polityka państwa np. w dziedzinie energetyki ? siedzę sobie w panowskim instytucie i w głowie zachodzę o co tu w ogóle chodzi, wygląda to jak ksiąstewka profesorskie, a że ja chyba pomiędzy nimi na miedzy to mnie tylko głowa od myślenia boli.
@PK’
Na głowę najlepiej robi ibuprofen, albo odizolowanie się od profesorów!
Co do energetyki, to jest wspaniały pokaz indolencji i hichsztaplerki. Pamiętam wywody profesorskie sprzed paru lat, jak to energia elektryczna z wiatraków i fotovoltaiki będzie napędzać samochody, bo przy spodziewanej niedługo cenie 200 dolarów za baryłkę ropy, to będzie opłacalne. Dzisiaj kosztuje ropa niecałe 50 dol., ale jakoś zielonoenergiści cicho siedzą…
racjonalność inwestycji w alternatywne źródła energii, a co za tym idzie takie R&D nie jest prostą pochodną cen ropy, PV, komórki paliwowe, baterie, materiały wiążące odwracalnie wodór itd. nauki materiałowe mają potężny potencjał innowacyjności. Na głowę najlepiej mi robi górski i morski wiatr, a że tak już mam, że nie lubię kolesiostwa to inna sprawa, wiesz przecież doskonale, że taki tytuł powinien zobowiązywać, co najmniej do uczciwości zawodowej, szkoda gadać.
Wobec tego polecam wiele miejsc Morza Śródziemnego, gdzie góry schodzą wręcz do morza i wiatr jest jednocześnie morski i górski.
Co do alternatywnych źródeł energii, to ja bym obstawiał ITER (kontrolowana synteza jądrowa) i geotermię. W krajach ciepłych można po prostu grzać wodę i już. Duże szanse dałbym glonom, które są zmorą na Bałtyku i najwyższy czas je zbierać i robić z tego gaz.
dzięki… ale to dokładnie nie o to chodzi żeby wyjeżdżać, a Tatry takie piękne. Może za mocno pojechałem w swoim komentarzu, przeformułowując: interesy grupowe to rzecz obecna wszędzie, więc i normalna, ja widzę tu łatwość przekraczania granic poza którymi konsekwencja w postępowaniu staje się destrukcyjna, czasami także autodestrukcyjna, w zasadzie tyle ale to także nie bez znaczenia.
Ja przecież o potencjale w nowych technologiach, horyzont inwestycyjny wydaje mi się ważny a wielkie koncerny swojego R&D pewnie do nas przenosić nie będą, stajemy się po prostu za drodzy, w znacznej mierze musiałyby zresztą wykształcić kadrę, stąd o stabilności polityki itd. ITER ? w sensie futurologii wyłącznie, przecież projekt jest kosmicznie drogi, znałem zresztą specjalistę który się pod iterowe projekty unijne podwieszał, można się kształcić więc i dobrze, że są, no ale to chyba tyle, wybudujmy na razie porządną elektrownię jądrową a na syntezę przyjdzie czas później.
do glonów nic nie mam, biedaczki niewinne, podgrzaliśmy Bałtyk no to mamy, hodowle alg itd, wszystko prawda, a nie marzą Ci się np. nowe technologie warstw GaNu, pewnie ci się nie marzą bo nad nimi pracujesz.
@ Aleksy
Jezeli nie potrafisz stanac na czele tych debili, tylko przed nimi uciekasz, to kto jestes? Juz wiele lat pracuje w firmie ktora moze posluzyc za model rozwoju. Z jednego zakladu w Kanadzie, przeksztalcila sie w globalna firme, i otwiera kolejne w swiatowych centrach przemyslu petrochemicznego. Rodzi to pewne odbicia, cos jak u ciebie. Wydzial rekrutacji opracowal testy, ankiety, rozmowy do uzycia przy naborze pracownikow produkcyjnych. Ci co je zaliczaja maja potencjal by kierowac zakladem, a ja im kaze pakowac worki na maszynie. Odchodza po paru miesiacach. Nigdy w swojej karierze zawodowej nie uzylem argumentu – to nie ja to moi pracownicy zawalili. Ide za firma i przenosze sie do kolejnego kraju. Wszedzie jest tak samo. Ludzie chca dobrze wykonywac swoje obowiazki, zalezy im na pracy i jest to ogromny potencjal dzieki ktoremu firma rosnie. Jeszcze jedno, moja firma to jest jeden czlowiek, wlasciciel. Wystarczy jeden zdolny, by tysiace ludzi mialo prace, rodziny, samochochody, domy. Tacy ludzie sa wszedzie, w Polsce tez. Radze dalej szukac odpowiedzi, co trzeba zmienic w naszym kraju.
@Hazelhard
Pół żartem, pół serio. Korea Południowa jest w pierwszej piątce najlepszych systemów edukacyjnych na świecie (według programu PISA prowadzonego przez OECD). Zarazem to właśnie Koreańczycy wiodą prym w częstotliwości popełniania samobójstw. Może więc jesteśmy niedorozwinięci, ale za to… żyjemy!
@F
Więcej samobójstw jest na Litwie i na Węgrzech. Korelacje statystyczne np., ilości zjadanych czekoladek w Niemczech i miejsca Atletico Madrid w lidze hiszpańskiej są ciekawe, ale niekoniecznie musimy je brać pod uwagę :-).
Teraz już całkiem poważnie. To jednak w Korei zabijają się na potęgę. Liczba samobójstw na Węgrzech spada od lat 80. XX w. Według najnowszych badań Węgrzy są na drugim miejscu.
http://data.oecd.org/healthstat/suicide-rates.htm
@F
A jednak Litwa. Węgry daleko:
http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_suicide_rate. Raczej bym porównywał się do Finlandii, czy Danii, bo Korea i Japonia durnieją z powodu gier komputerowych i internetu…
Pytanie pomocnicze dla naszych rzadowych eugeniuszy(*): kiedy w Polsce firmy otrzymaja ulge podatkowa od kosztow R&D?
* rzadowy eugeniusz to urzednik ktorego zaslugi polegaja glownie na pobieraniu genialnych dyrektyw oraz kaski z EU
@E
A czy wiesz, jak to jest w innych krajach?
Wiem jak jest w uk. W uproszczeniu £100 wydane na r&d liczy sie jako £130 kosztow. Czytam ze nasze eugeniusze cos takiego planuja wprowadzic (i byc moze stad rzadowy optymizm), tyle ze nie wiadomo kiedy. Moze w 2016, moze jak rabna reszte kasy z OFE – kto wie?
„potrafiliśmy stać się krajem wytwarzającym przyzwoite średniozaawansowane produkty (np. pralki, czy lodówki)”
Ale ile z tych lodowek jest prpdukowanych w firmach, ktore maja centrale w Polsce i tu musza ten caly sprzet zaprojektowac, zbafac itp.?
Co z tego, ze „produkujemy” lodowke, skoro tak naprawde polski pracownik fizyczny sklada to, co wymyslil Niemiec, Wloch, Koreanczyk, a ostatnio nawet Chinczyk (sic! vide ostatnie „inwestycje”, czyt. przejecia Haiera).
Stajemy sie tania sila robocza dla Chinczyka, oczywiscie tam, gdzie sprzyjaja nam nasza pozycja geograficzna i europejskie przepisy, bo np. jesli chodzi o male AGD, nawet jedna z nielicznych ocalalych polskich firm, Amica, dala juz sobie spokoj z produkcja i ogranicza sie juz tylko do brandowania produktow chinskich.
To kto ma wydawac tu te pieniadze na badania i rozwoj?
My nie tylko nie idziemy do przodu, my sie cofamy.
@W2
Są jaskółki- Pesa, Solaris, Fideltronic, a nawet Atlas. Tylko, że to bardzo, bardzo mało, jak na kraj 38-milionowy, i to jeszcze nie miliardy Euro przychodów, tylko miliony. KGHM, Grupa Azoty, czy Orlen, mogłyby stać się zalążkami polskich czeboli high-tech’owych, tylko czy naprawdę polski rząd (właściciel) tego chce.
Hazelhard pisze: 2015/01/24 o 11:17
ja bym obstawiał ITER (kontrolowana synteza jądrowa)
Jako odtrutke na wiare w ITER polecam „Sun in a Bottle: The Strange History of Fusion and the Science of Wishful Thinking”. Ksiazka dostepna na Amazonie. Nie ma usprawiedliwienia dla kogos, kto sie wypowiada na temat fuzji, nie przeczytawszy tej ksiazki.
.
i geotermię. W krajach ciepłych można po prostu grzać wodę i już.
Nie tak do konca już. Jest przyczyna, dla ktorej ludzkosc stosuje ogien nawet w cieplych krajach, zamiast uzywac slonca. Energia sloneczna wydzielana na sredniej wielkosci parkingu jest wieksza, niz energia wytwarzana przez niewielkie ognisko. Wiec po co palic ogien? Podpowiadam: liczy sie nie tyle energia, co koncentracja energii. Innymi slowy, gradient temperatury. Energia sloneczna albo geotermiczna jest moze wielka, ale rozproszona. Trudno jest napedzic silnik, jesli roznica temperatury jest niewielka, powiedzmy kilkadziesiat stopni. Latwo jest napedzic silnik, jesli gradient temperatury to kilkaset stopni. Tego kiedys uczyli w szkole sredniej. Byc moze przestali uczyc, i stad sie biora zwolennicy geotermii.
.
Innymi slowy, ludzie kiedys nie byli az tak glupi, jak nam sie byc moze wydaje. Gdyby mogli zbudowac energetyke na energii slonca, wiatru, i geotermii, to by zbudowali. (Skoro zbudowali piramidy i inne imponujące osiągniecia techniki.) Wiec pewnie bylo cos, co im przeszkadzalo. Tym czyms byla druga zasada termodynamiki, z ktorej wynika, ze sprawnosc energetyki zalezy od roznicy temperatur. Mala roznica oznacza malą sprawnosc. To wlasnie stoi na przeszkodzie zielonym energiom.
.
Duże szanse dałbym glonom, które są zmorą na Bałtyku i najwyższy czas je zbierać i robić z tego gaz.
Problemem jest znow rozproszenie tej energii. W glonach jest duzo wody. Trzeba ja usunac. W tym celu trzeba by uzyc energii, wiec bilans sie robi niekorzystny. Mozna nie usuwac, mozna fermentowac. Otrzymany roztwor alkoholu bedzie rozcienczony, wiec trzeba skoncentrowac. To tez kosztuje energie.
.
Jesli celem jest zrobienie dobrego bimbru, to bilans energii sie nie liczy. Jesli celem jest zrobic paliwo, to kazdy wklad energii odejmuje sie od efektu koncowego.
.
Ropa jest dlatego taka cenna, bo jest skoncentrowana. Ktos (Mama Natura) wylozyla energie na proces koncentracji, wiec my juz nie musimy. Dostajemy czyste weglowodory w prezencie i mozemy je spalac. Natomiast zupa glonowa sklada sie w wiekszosci z wody. Energia jest rozcienczona. Trzeba by ja skoncentrowac, a to kosztuje energie, wiec robi sie nieoplacalne w sensie energetycznym.
.
Tyle mniej wiecej wynika z drugiej zasady termodynamiki. Jeszcze nikt z nią nie wygral, co udekumentowal Wiktor Woroszylski w ksiazce „Cyryl, gdzie jestes?”. Tez polecam kazdemu fizykowi.
@N2
Ksiązkę „Sun in the bottle” oczywiście przeczytałem, zresztą dlatego, bo mi ją przed laty poleciłeś. Jednak z faktu, że ludzie hochsztaplerkę odstawiali przez 50 lat nie wynika, że jest to niemożliwe. Zobaczmy ITER za 20 lat!
Co do geotermii, to jest kwestia głębokości studni. Zdziwiłbyś się, ile Niemcy wydają właśnie na opracowywanie technologii dla geotermii, udając, że stawiają na fotovoltaikę i wiatraki.
Co do koncentracji światła słonecznego, to mamy proste urządzenie: soczewkę.
Co do glonów, to one rosną najszybciej, a trzeba je usuwać. Wody w nich nie ma po prostej obróbce suszenia.
Co do zasad termodynamiki, to światłem słonecznym zapalam ognisko, a lawa pali domy.
Wydatek Natury energetyczny na zrobienie węglowodorów był jakiś, ale był dużo większy na zrobienie piasku. Zupełnie nie kupuję tego argumentu! 🙂
Z pozdrowieniami
M
„Są jaskółki”
Przepraszam, ale jak na 6. kraj UE to jest jakiś żart. Nie jaskółki, a meszki owocówki. Żeby chociaż miały na czym się mnożyć, ale nie, jak jedna trochę urośnie, to druga zdechnie.
Spółki surowcowo-energetyczne ma prawie każdy kraj i niestety bardzo często niewiele z tego wynika, poza tym, że jest gdzie usadzić zasłużonych rodzinno-politycznie. Niestety nie wygląda na to, by w Polsce było tu wiele lepiej.
Patrząc zupełnie z zewnątrz to w miarę sensownie wygląda bodaj KGHM. Prezes Wirth zna się na swojej branży, sprawia wrażenie rozsądnego człowieka, sama firma zaczęła dbać dywersyfikację złóż, inwestować trochę w nowe technologie (chociaż to są grosze tak naprawdę – zresztą tu największą wiedzą dysponuje Hazelhard: ta cała NanoCarbon to sensowna inicjatywa?). Nawet ich klub piłkarski przestał wreszcie zapewniać sute emerytury podstarzałym gwiazdkom i bumelantom zza granicy, a zajął się czymś mogącym przynieść zyski tak finansowe, jak i społeczności lokalnej i krajowi jako takiemu, czyli szkoleniem kadr i młodzieży.
No ale to jest opinia kogoś kompletnie nie znającego się na górnictwie miedziowym i czerpiącego informacje z mediów.
Ogromna większość pozostałych spółek państwowych nie robi nawet tego. Te z potencjałem innowacyjnym (jaki był np. w telekomach) zostały dawno sprzedane, a wcześniej były zarządzane tak, że lepiej nie wspominać. Do paru jeszcze „naszych” dopłacamy grube miliony, mimo że nawet w krajach uznawanych w Polsce za zacofane i nieszczególnie zamożna dało się np. stworzyć z lokalnych linii lotniczych globalnych graczy (Turcja, Etiopia)
Także nawet, jakby zapadła twarda decyzja polityczna utworzenia „wysokotechnologicznego czembola” obawiam się, że powstałby po prostu biurokratyczny potworek na utrzymaniu wszystkich Polaków:/
Jeśli chodzi o PESĘ, to czytałem parę wywiadów z ludźmi, którzy ją tworzyli i wychodzi na to, że była to nieustanna walka nie tyle z konkurentami rynkowymi, czy ograniczeniami technologicznymi, a z „systemem”. A kiedy już przyszedł sukces, od razu pojawiły się oferty dla zwykłego, myślącego o zysku biznesmena, nie do odrzucenia. Panowie mogliby już dawno być rentierami na Karaibach albo menadżerami w zagranicznym koncernie – z sutymi pensjami, za to ze znikomą odpowiedzialnością.
–
Choć sam nie jestem zachwycony jakością produktów PESy, to chwała im za wytrwałość i ambicje. Marzyli o czymś więcej i byli gotowi poświęcić temu własne zdrowie, czas, spokój ducha swój i swoich rodzin. Tylko od ilu ludzi możemy tego wymagać? Jeśli najrozsądniejszym działaniem po odniesieniu rynkowego sukcesu jest sprzedaż firmy za granicę, to musimy liczyć się z tym, że większość ludzi to właśnie zrobi.
Musimy pomyśleć nad taką zmianą systemu, by ten rodzaj rozumowania i działania nie był najoczywistszą opcją.
—-
–
–
Przyznam, że o poważnych planach wykorzystywania zbieranych z morza dzikich glonów do produkcji energii na większą skalę nigdy nawet nie czytałem:P Nie sądzę, by było to tak proste
–
O fuzji natomiast owszem, troszkę słyszałem, tylko że to jest technologia z cyklu „zawsze za 30 lat+” i jakoś z biegiem czasu ten horyzont nigdy się nie przybliża. Biorąc pod uwagę, że w Polsce tak właśnie (no, w tym przypadku „za 10 lat”) wygląda od dawna budowa całkiem tradycyjnej elektrowni atomowej przy użyciu znanej, importowanej technologii, to nie sądzę, bym mógł mieć nadzieję na doczekanie się zaspokajania naszych potrzeb energetycznych przez ITER. A jestem jeszcze całkiem młody:P
–
Technologia, która ma jakieś sensowne szanse na dostarczenie światu potrzebnej mu energii w średnim i dłuższym terminie to nie fuzja, a rozszczepienie, tylko że przy wykorzystaniu neutronów prędkich. W nią jednak póki co też inwestuje się za mało i jej rozwój idzie jak krew z nosa.
–
Co do źródeł „zielonych”, to zabija je nie tyle 2ZT, co niestabilność i nieprzewidywalność takich zjawisk jak wiatr czy zachmurzenie w połączeniu z naszą niezdolnością do magazynowania elektryczności na większą skalę. W zasadzie moglibyśmy pokryć całe nasze zapotrzebowanie na prąd z wiatraków, gdyby tylko wiatr wiał cały czas ze stałą prędkością lub gdybyśmy mieli odpowiednio pojemne baterie. Na nic z tych rzeczy się jednak nie zanosi.
—
–
–
” ludzie kiedys nie byli az tak glupi, jak nam sie byc moze wydaje. Gdyby mogli zbudowac energetyke na energii slonca, wiatru, i geotermii, to by zbudowali. (Skoro zbudowali piramidy i inne imponujące osiągniecia techniki)”
Ale przecież na węglu i ropie też aż do całkiem niedawnych czasów nie zbudowali:P A jeśli zbudowali, to w takim samym stopniu jak z wiatru, czy wody – jak pozyskiwano pracę mechaniczną?:)
@Wersy 2
Zbieranie glonów mi się podoba, bo to paskudztwo, które i tak powinno się usuwać nie tylko ze względu na turystów, ale i na inne stwory morskie (np., ryby i mule!).
Ale glony można też hodować i to jest najefektywniejszy sposób zamiany CO2 i ciepła procesowego na masę zieloną, która po wysuszeniu jest dobrym paliwem.
Co do wiatraków, to należy spytać ile kosztują łożyska. Jest to naprawdę wielki high-tech, i wyprodukowanie ich pochłania olbrzymią ilość energii. Ile? Tego, niestety, nikt Ci nie powie…
Co do ITERu- może to fiction, ale wspaniała fiction!
Co do zwykłych elektrowni jądrowych, to też jestem za, ale na Studio Opinii lepiej się nie narażać z takim poglądem!
Co do grafenu, to jest fascynujący materiał, ale jeszcze wymaga lat badań. Nie oczekujmy cudów w 2 lata.
Pozdro
M