2015-02-08. (Od naszych kanadyjskich przyjaciół z „Gazety„).Dzisiaj kanadyjskie prawo jest już inne niż ponad rok temu, kiedy nagraliśmy rozmowę z Nim, ale argumenty w niej przedstawione są jak najbardziej aktualne.
Tę dyskusję i szeroką debatę spowodowało głęboko poruszające nagranie, które obejrzały miliony Kanadyjczyków.
Dr Donald Low, słynny “doktor SARS” – szanowany mikrobiolog, podziwiany za to jak poradził sobie na stanowisku dowodzącego kiedy w 2003 roku Kanadę opanowała epidemia choroby układu oddechowego, zmarł przedwcześnie, mając zaledwie 68 lat.
Umierał na nowotwór mózgu – chorobę, stopniowo pozbawiającą człowieka kontroli nad ciałem, funkcjami fizjologicznymi. 8 dni przed swoim odejściem, mając już problemy ze wzrokiem i poruszaniem, nagrał apel o to, aby Kanada dołączyła do innych krajów takich jak Holandia czy Szwajcaria, czy też niektóre stany USA, które pozwalają ludziom na śmierć z godnością. Do tych, którzy ex cathedra potępiają tego rodzaju życzenia, powiedział po prostu „Chciałbym abyście mogli przeżyć w moim ciele 24 godziny i myślę że zmienilibyście zdanie”.
Prawo do decyzji
(wrzesień 2013)
Śmierć to temat niewygodny. Niewygodne jest myślenie o tym jak będzie wyglądać nasz koniec i myślę, że wielu z nas odsuwa od siebie tego rodzaju myśli. Ale od tematu finału naszej ziemskiej podróży nie da się całkowicie uciec, bo co chwila dopada nas coraz to następne odejście do krainy lepszych, wiecznych łowów kolejnych znanych nam osób. Im starsi jesteśmy, tym częściej się to zdarza.
Niektórzy z nas żyją na co dzień w bliskości takiego odchodzenia. Od 10 prawie lat przybliżam się z dnia na dzień do chwili odejścia na zawsze mojej odchodzącej dzień po dniu coraz dalej i dalej Mamy. Wiem, że kiedy nadejdzie ta chwila ostateczna, już nieodwołalnie ostatnia, nie będę na nią gotowa, mimo tak długiego czasu przygotowywania się. Nie chcę tego planować i wyobrażać sobie szczegółów, mimo że pewnie powinnam. I tak wiem, że mnie to zaskoczy, tak jak zaskoczyła i przeraziła do głębi nieodwracalność śmierci, gdy umarł mój Ojciec.
Moja Mama nie wie, że odchodzi, tak samo jak nie wie, że jeszcze tu jest. Przynajmniej tak sądzę ja i ci, którzy nas otaczają. Nigdy nie dowiem się, co wie, a czego nie. Nie mówi, nie wyraża już prawe nic swoją mimiką (czasami grymasem sygnalizuje ból czy dyskomfort). Według wiedzy medycznej dostępnej na dzień dzisiejszy, wiedzy o mózgu i jego funkcjach, chyba nie wie już nic. Nie zdarzają się już uśmiechy ani chwile radości.
Nigdy nie rozmawiałyśmy o tym jak wyobraża sobie swoje odejście. Nie miała żadnych życzeń, o nic mnie nie prosiła. Jest więc jak jest i tak będzie.
Są jednak tacy, którzy mają konkretne wizje swoich ostatnich na tym świecie chwil. Wielu z nich to ludzie związani z medycyną albo tacy, którzy poznali smak śmierci w cierpieniach.
Właśnie zmarł przedwcześnie bo mając zaledwie 68 lat, dr Donald Low, słynny “doktor SARS”, szanowany i podziwiany za to jak poradził sobie na stanowisku dowodzącego kiedy Kanadę opanowała epidemia.
Umierał na nowotwór mózgu, tak jak umiera się na tę straszną chorobę, stopniowo pozbawiającą człowieka kontroli nad ciałem, funkcjami fizjologicznymi. Niedługo przed swoi odejściem, mając już problemy ze wzrokiem i poruszaniem, nagrał apel o to, aby Kanada dołączyła do innych krajów takich jak Holandia czy Szwajcaria, czy też niektóre stany USA, które pozwalają ludziom na śmierć z godnością. Do tych, którzy ex cathedra potępiają tego rodzaju życzenia, powiedział po prostu „Chciałbym abyście mogli przeżyć w moim ciele 24 godziny i myślę że zmienilibyście zdanie”.
Dr Low uważał, że człowiek ma prawo decydować o swoim życiu i żegnaniu się z nim, tak, aby mógł zachować poczucie godności. Mówił o tym jak odchodzi się pod opieką lekarza, bez bólu, spokojnie, zasypiając i nie budząc się już więcej. O takiej śmierci marzył, nie chciał, aby wcześniej przestał móc oddychać, przełykać, nie chciał znosić bólu i cierpień.
Osiem dni później dr Low zmarł.
Dr Low podobnie jak wiele innych w pełni świadomych osób, domagał się prawa do wyboru i decydowania.
Przeciwnicy legalizacji samobójstw pod kontrolą lekarza chcą decydować za innych, powołując się na święte prawo do życia, na brak prawa do uśmiercania. Prawo do odebrania sobie życia ma każdy z nas, to kwestia jego własnego sumienia i decydowania o sobie samym. Jeśli wierzymy w Boga, to z Nim będziemy się sami z tego rozliczali. Kiedy choroba pozbawia nas wolności decydowania i kontroli nad swoimi własnymi czynami, powinniśmy mieć prawo do tego, by lekarz, taki, który chce to wziąć na swoje sumienie, mógł pomóc nam w spokoju odejść skoro odejście jest i tak nieuniknione. Nikt nie powinien za nikogo decydować jak ma żyć i tak samo nie powinien mieć prawa do decydowania jak ma umierać.
Obejrzyjmy apel dr. Low
Co się zmieniło od 2013 roku – w moim życiu
Pisząc te słowa we wrześniu 2013 roku i nagrywając tę rozmowę na początku października 2013 roku nie miałam pojęcia, że parę tygodni później będę zmuszona do podejmowania najtrudniejszej decyzji mojego życia – moja 91-letnia mama, o której wspominam w rozmowie, trafiła do szpitala po rozległym wylewie, nieprzytomna i nieoddychająca samodzielnie. Do dzisiaj błogosławię ten szpital, lekarzy i pielęgniarki, za tę ostatnią drogę, jaką razem, dzięki nim, odbyłyśmy.
Przeniesiona na oddział opieki paliatywnej, odchodziła przez cztery dni, a ja byłam z Nią, odcięta jakby od świata w “domowo” wyglądającej sali-pokoju, gdzie miałam wygodną sofę, łazienkę i przede wszystkim opiekę-pomoc troskliwych pielęginarek, które czasem nocą nakrywały mnie kołdrą, a czasem siedziały ze mną i trzymając mnie za rękę, dużo ze mną rozmawiały. W szpitalu był wi-fi, więc z komputera mogłam puszczać Mamie kołysanki i melodie z Jej młodości. Mówiłam Jej wszystko, co mogła chcieć usłyszeć w tej ostatniej podróży, bo, jak mówili zgodnie wszyscy z personelu medycznego, słuch odchodzi ostatni, więc “mów do niej, mów…”
Ale najpierw musiałam podjąć decyzję, którą nadal budzi we mnie silne emocje. “Maria nie powróci do normalnego życia, jej mózg jest zupełnie zniszczony. Czy mamy podtrzymywać ją sztucznie przy życiu? Czy mamy ją odłączyć, a ona powoli odejdzie, w komforcie, jaki jej zapewnimy, bo jej ciało się zamyka. Organy przestaną funkcjonować same,” pytał lekarz. Odłączyć kroplówki – to znaczy skazać Ją na śmierć? A jaka jest alternatywa?
Podjęłam decyzję. Lekarze odłączyli maszynerię. Przeniesiono Mamę z pokoju na oddziale OIOM do tej naszej oazy na oddziale opieki paliatywnej. Wszystko w czasie, kiedy wyszłam na godzinę ze szpitala. Kiedy wróciłam, zaczęło się odchodzenie.
Nie rozmawiałyśmy nigdy szczegółowo o tym, jaki scenariusz uważałaby za właściwy. Ale na podstawie wielu rozmów z moją jeszcze świadomą wszystkiego Mamą uważałam, że tego by pewnie chciała. Odeszła w moich ramionach, spokojnie, po cichu. Do dzisiaj wspomnienie tych chwil jest dla mnie ukojeniem po stracie największej przyjaciółki i cudownej matki.
Moja rodzina zna moje preferencje. Myślę, że to ważne.
Czy to była eutanazja? Personel oddziału paliatywnego tak nie uważa. Ja chyba też nie. A jednak podjęłam decyzję, która bezpośrednio spowodowała śmierć drugiego człowieka.
Takie decyzje podejmowane są w tysiącach szpitali codziennie. Taką decyzję, znacznie bardziej dramatyczną, podjął w szpitalu po dniach walki i nadziei, mój przyjaciel, wspólpracownik i interlokutor w powyższej rozmowie Tomek Kniat kiedy wysiłki ratowania jego 13-letniego syna Filipa uderzonego przed szkołą przez samochód, okazały się daremne. Byłam wtedy z nimi w szpitalu, do ostatniej chwili. Wokoło kompletne pustki z powodu SARS (kto wtedy myślał, że lider walki z tą epidemią dr Low będzie 10 lat później nagrywał tak wstrząsający apel o prawo do śmierci z godnością), pielęgniarki w maskach, a tam podłączony do dziesiątek rurek i maszyn, wspaniały utalentowany chłopiec… Filip został odłączony, a mimo żalu odważnych mądrych rodzicow, żaden z jego organów nie mógł uratować życia innym – SARS powstrzymał na dłuższy czas wszystkie pobrania.
Co się zmieniło od 2013 roku – w Kanadzie
6 lutego 2015 roku Sąd Najwyższy jednogłośnie unieważnił zakaz wspomaganego samobójstwa, o który walczyło przez lata wielu chorych śmiertelnie Kanadyjczyków. Zaden z nich nie doczekał. Zmarł dr Low, odeszła też Sue Rodriguez, chora na na chorobę Lou Gehriga. W 1993 r. Sąd Najwyższy w tzw. sprawie Sue Rodriguez uznał, że nie ma ona prawa do pomocy w samobójstwie. Rodriguez odebrała sobie życie w 1994 r. z pomocą lekarza, którego tożsamość nigdy nie została ujawniona.
Za zmianą prawa opowiada się 84 proc. Kanadyjczyków (90 proc. w Nowej Szkocji i Kolumbii Brytyjskiej).
W Kanadzie medyczna pomoc w popełnieniu samobójstwa była nielegalna na mocy wyroku Sądu Najwyższego w 1993 r. (to tzw. Sue Rodriguez ruling). W kwietniu 2010 r. parlament federalny opowiedział się za utrzymaniem obecnych przepisów.
Natomiast we frankofońskim Quebec parlament prowincji uchwalił już w ub.r. prawo uznające, że decyzja o zakończeniu życia stanowi element opieki nad chorym i w związku z tym podlega ustawodawstwu prowincji. W Kanadzie sprawy opieki zdrowotnej leżą w gestii prowincji, a kwestie związane z kodeksem karnym – w gestii federalnej. Zalegalizowano prawo do wspomaganego samobójstwa. Rozwiązania przyjęte w Quebecu zostały zaskarżone do Sądu Najwyższego.
W czerwcu 2012 r. Sąd Najwyższy prowincji Kolumbia Brytyjska uznał, że przepisy kodeksu karnego są niekonstytucyjne i naruszają prawo osób śmiertelnie chorych i niepełnosprawnych fizycznie do decydowania o swoim losie. Rząd federalny złożył apelację i ją wygrał, ale Stowarzyszenie Wolności Obywatelskich Kolumbii Brytyjskiej (BCCLA) odwołało się do Sądu Najwyższego Kanady.
W piątkowym (6. 02) orzeczeniu Sąd Najwyższy podkreślił, że nic nie zobowiązuje lekarzy do udzielania pomocy w samobójstwie.
Środowisko lekarskie prowadziło już konsultacje na temat możliwych rozwiązań. W ub.r. Canadian Medical Association, organizacja zrzeszająca kanadyjskich lekarzy, przegłosowała rezolucję w sprawie dania lekarzom prawa do postępowania zgodnie z własnym sumieniem, gdyby wspomagane samobójstwo zostało prawnie dopuszczone w Kanadzie. Przy tym tylko 45 proc. lekarzy opowiada się za zmianą legislacji dopuszczającą takie działania.
Cytowany przez portal sieci radiowo-telewizyjnej CBC doktor Brian Finnemore podkreślił, że studenci medycyny uczą się stosowania zasady Hipokratesa „przede wszystkim nie szkodzić”. „Mocno wierzę, że zmuszanie człowieka do niekończących się cierpień oznacza, że mu się szkodzi” – dodał.
Konserwatywny deputowany do federalnego parlamentu, sparaliżowany po wypadku samochodowym Steven Fletcher, powitał decyzję sądu z radością. Był zwolennikiem zmainy prawa w Kanadzie od dawna. Wielokrotnie podkreślał, że mimo zakazu i tak do takich przypadków dochodzi w Kanadzie codziennie. „Ludzie głodzą się na śmierć w domach opieki. Inny klasyczny sposób to dodatkowa porcja morfiny. Wszyscy o tym wiemy, tylko nikt o tym nie mówi” – powiedział Fletcher.
Konserwatywny rząd federalny wiele razy podkreślał, że nie ma zamiaru powracać do dyskusji w sprawie wspomaganego samobójstwa, podobnie jak otwierać debaty na temat aborcji. Teraz będzie to konieczne. Dla rządu premiera Stephena Harpera nie jest to wygodna sprawa w roku wyborów federalnych. Harper stracił dwóch kluczowych polityków, a tu nieoczekiwany problem.
Udzielony przez Sąd Najwyższy rok na uchwalenie konkretnej ustawy w obliczu zmiany prawa pozwoli na dopracowanie m.in. ograniczeń i warunków, w jakich możliwe byłoby udzielenie medycznej pomocy w zakończeniu życia, np. że pacjenta musiałaby zbadać komisja lekarzy i pracowników służby zdrowia, by uzyskać pewność, że jest on w stanie pozwalającym na świadome podjęcie decyzji. Przy tym chory miałby gwarancje prawa zmiany decyzji. Natomiast lekarze mogliby skorzystać z klauzuli sumienia.
Sprecyzowania wymaga dość szeroki zakres przypadków, kiedy dozwolona może być pomoc medyczna w odebraniu sobie życia. sąd nie ograniczył ich do chorób terminalnych. Mówi się o cierpieniu niemożliwym do kontrolowania, nie ograniczając go do sfery fizycznej.
Dane z krajów, gdzie taka opcja jest legalna, wskazują, że korzysta z niej zaledwie 2-3 proc. umierających osób.
Konkluzja
Mamy prawo do wyboru. Na tym polega nasze człowieczeństwo, że możemy świadomie wybierać własną drogę. Nie życzę sobie, aby ktoś narzucał mi ograniczenia tych opcji według własnych wartości. Z niektórych dostępnych opcji mogę nie skorzystać, to moje prawo.
Nie życzę sobie, aby dlatego, że szanuję prawo umierającego człowieka do wyboru, zarzucano mi, że jestem zwolenniczką czy częścią czegoś, co określa się modnym acz bezsensownym pojęciem-wytrychem “cywilizacja śmierci”. Uważam życie za największy skarb, za coś, co trzeba celebrować i szanować, bronić i chronić. Ale nie chcę, aby zabierano mi prawo do wolności.
6 lutego w Kanadzie to nie początek upadku, a dzień zwycięstwa empatii nad arogancją wszystkich, którzy wiedzą lepiej.
Dr Małgorzata P. Bonikowska, Kanada


Wielu z nas stawało przed takim wyborem, przed decyzją, którą trzeba było podjąć, ja też. I do dziś mam wątpliwości.
Biorą się z tego, że nigdy do końca nie mamy gwarancji, że podejmując decyzję za kogoś wiemy o jego stanie wszystko. A już najmniej o tym, czego on by chciał.
Jeśli swą wolę wyraża osoba ciężko dotknięta chorobą, mamy podobną sytuację. My też czasem zdołowani jakąś sytuacją mówimy co innego, niż wcześniej i później. To normalna reakcja psychiki. Jeśli więc decyzję podejmuje osoba bardzo cierpiąca, to czy jest tu gwarancja „świadomej” decyzji? I znowu pojawiają się wątpliwości i to uzasadnione.
To są poważne sprawy i szkoda czasu na walkę z płytkimi intelektualnie nonsensami typu „cywilizacja śmierci” itp.
Reguły religijne nie są tu właściwym narzędziem właśnie dlatego, że są sztywne (kiedyś np. samobójców chowało się poza obrębem cmentarza, pewnie żeby inni się nie „zarazili”), ale szermowanie „wolnością” w tym przypadku też chyba nie jest najbardziej trafne, bo rozpoczyna dyskusję czym ona jest i kiedy ona jest? Zawsze? Bez względu na wszystko?
Dr Jerzy A. Łukaszewski, Polska
• Jednym z warunków, keidy może dojść do wspomaganego samobójstwa, jest to, że nie może to być życzenie wyrażone raz, w chwili, jaką Pan opisuje. Sue Rodriguez walczyła o prawo do wspomaganego samobójstwa kilka lat. Trudno mówić tu o działaniu na podstawie impulsu. Warto obejrzeć nagradzany film „At the End of the Day: The Sue Rodriguez Story”.
• To prawo obowiązywać będzie w kraju świeckim, jakim jest Kanada.
• Dyskusja o tym „czym jest wolność i kiedy jest” jest kluczową dyskusją naszych czasów, moim zdaniem.
O, wlasnie zauważayłam i napisalam do Pana Bogdana, że w tym materiale nie ma dwóch kluczowych elementów, do których odnosze się parokrotnie w artykule:
• mojej dyskusji z Tomkiem Kniatem
• apelu dr. Low
pełen materiał jest tutaj
http://www.gazetagazeta.com/2015/02/posluchajmy-i-obejrzyjmy-o-umieraniu-z-godnoscia/
Już wszystko powinno być na swoim miejscu.
Fakt, teraz jest jaśniej.
Zgadzam się ze zdaniem: „…Nie życzę sobie, aby ktoś narzucał mi ograniczenia tych opcji według własnych wartości.” przede wszystkim dlatego, że każdy przypadek jest indywidualny, tu nie ma opcji „kopiuj – wklej”.