amiszeJadąc mniej uczęszczanymi drogami w Ontario, szczególnie w okolicach miast Waterloo i Aylmer, można napotkać nietypowy pojazd: konną bryczkę mennonicką. Wzbudza to wielkie zainteresowanie u przejeżdżających autami, bo nie tylko bryczka, która jest pojazdem prawdziwie muzealnym, ale i jadący w niej ludzie wyglądają jak nasi przodkowie sprzed kilku wieków: mężczyźni przeważnie brodaci w ogromnych czarnych kapeluszach, czarnych spodniach z szelkami i czarnych kurtkach, kobiety w szarych długich, niekiedy do ziemi sukniach, z białymi lub ciemnymi czepkami na głowach, wszyscy, nawet dzieci, odziani są nietypowo, staroświecko, nawet w dni ciepłe opatuleni tak, że jedynie twarze są odsłonięte. Taki pojazd i jego podróżnicy to małe muzeum na kółkach.

Takie widoczki można obserwować w kilku innych prowincjach Kanady i w niektórych stanach USA, szczególnie w Ohio, Indianie, Pensylwanii. Największe ich skupisko jest na żyznych ziemiach w Lancaster w Pensylwanii. Są szanowani przez innych, bo są to ludzie o wysokich standardach moralnych, niewadzący nikomu, skromni, pokorni, posłuszni, wstrzemięźliwi, oszczędni, oddani swej wspólnocie i pracy, przeważnie na roli i w hodowli. Są żywym dowodem, że w obecnym zabieganym, nieco zwariowanym świecie, znajdują się oazy spokoju i zwolnionego tempa życia. Ich produkty spożywcze, a więc płody ziemi, mięso, mleko i przetwory mleczne, sprzedawane na targach w Waterloo, Aylmer i w wielu innych miejscach Kanady i Stanów są popularne i cenione przez wszystkich, bo to zawsze produkty zdrowe, niezmodyfikowane genetycznie, naturalne. Choć ci ludzie wyglądem i przekonaniami nie różnią się zbytnio od siebie, należą do dwóch społeczności religijnych – są to albo mennonici, albo amisze.

By zrozumieć tych nietypowych ludzi, trzeba się cofnąć o prawie pięćset lat, do początków Reformacji. Ten największy w chrześcijaństwie ruch religijny to rezultat buntu przeciw renesansowym papieżom, którzy nie dawali dobrego przykładu wiernym, a także reakcja na dość dalekie odejście społeczności katolickiej od Ewangelii. Bunt ten zapoczątkował Marcin Luter, a w kilkadziesiąt lat później większość księstw niemieckich, część Szwajcarii, potem Anglia i niektóre tereny obecnego Beneluksu oderwały się od Kościoła katolickiego, nastąpiły wojny religijne i jak grzyby po deszczu zaczęły się tworzyć różne wyznania prostestanckie. Szefami tych nowych kościołów stawali się władcy danego terenu w myśl ogólnie przyjętej zasady cuius regio, eius religio (czyja władza, tego religia). Powstał ogromny zamęt światopoglądowo-religijny. Istniała w tym czasie grupa ludzi, którzy nie czuli się już katolikami, ale nie wszystko co reprezentowali Luter, Zwingli, Kalwin było po ich myśli. Grupa ta powstała w Szwajcarii – to anabaptyści. Odwracali się od bogactwa, pychy, rozpusty, nierówności między wierzącymi, rozdmuchanego ceremoniału, uznali Biblię za jedyny przewodnik życia interpretując jej wypowiedzi dosłownie. Odrzucili rozbudowaną hierarchię kościelną.

2015-03-04_17-47_Anabaptyści, mennonici(2)

Młode amiszki uprawiają sporty

Nazwa tej grupy religijnej jest nieco myląca: anabaptyści w dosłownym znaczeniu to przeciwnicy chrztu; u nich przeciwnie, ceremonia ta jest jednym z najważniejszych fundamentów wiary – chrzest jest świadomą aklamacją przynależności do wierzeń ich grupy religijnej. Są jedynie przeciwni praktyce chrztu dzieci, bo dzieci nie są zdolne do podjęcia takiej decyzji. Dlatego nowi kandydaci tego wyznania, ochrzczeni w dzieciństwie, muszą dać się ochrzcić ponownie. Ludzie ci do głównych nurtów protestanckich kalwinizmu, luteranizmu, mieli też wiele zastrzeżeń. Przede wszystkim to, że mocno uzależniły się od władzy świeckiej. Nastąpiły prześladowania tej grupy nie tylko ze strony władz Kościoła katolickiego, ale i reformatorów i władców krajów protestanckich. Uznana została za ruch niebezpieczny, a obie wrogie jej strony wysłały na stos wielu anabaptystów; między innymi spalono żywcem jednego z jej założycieli Michaela Suttlera. Prześladowania te były powodem przenoszenia się tej społeczności z kraju prześladowań do kraju bardziej tolerancyjnego, a gdy już nie było gdzie uciekać, anabaptyści stawili czoła prześladowcom: z ludzi cichych, prostych, zatroskanych o innych, kochających pokój, zaczęli stawać się ludźmi reagującymi gwałtem na gwałt, czynnie walczącymi z swojej obronie.

Oni, w pierwszej połowie XVI wieku, byli inicjatorami tak zwanej wojny chłopskiej na terenie cesarstwa. Grupa anabaptystów pod wodzą Niderlandczyków piekarza Jana Matthijsa i krawca Jana z Leidy przejęła siłą władzę w mieście Münster, obecnie jednym z większych miast Westfalii. Wojsko katolickiego biskupa miasta nie zdołało pokonać rebeliantów. Po śmierci piekarza, krawiec ogłosił się królem, zaprowadzając teokrytyczną dyktaturę. Dopiero zjednoczone siły kilku sąsiednich księstw rozbiły tę grupę. Krawca w roku 1535 uśmiercono, a miasto biskupie oddano w ręce jego właściciela.

Po tej rebelii wielu anabaptystów doszło do wniosku, że walka i zabijanie są odejściem od ich zasad religijnych. Wojująca grupa zaczęła powoli wymierać, a umiarkowani wyznawcy zszokowani okrucieństwem i fanatyzmem współbraci w wierze w czasie powstania münsterskiego skupili się wokół katolickiego proboszcza Menno Simonsa. Odrzucili wszelką przemoc, wrócili do podstawowych zasad oryginalnego anabaptyzmu i od imienia przywódcy nazwani zostali mennonitami. Simons od nowa sformułował zasady wiary i moralności tego nowego pacyfistycznego ugrupowania w dziele pod tytułem “Fundament doktryny chrześcijańskiej”. Tytuł ten nawiązuje do wersetu 3:11 pierwszego listu do Koryntian: “Bo innego fundamentu żaden człowiek nie może stworzyć od tego, który już jest stworzony, którym jest Jezus Chrystus”. Doktrynę tę rozwinął w dwudziestu kilku innych publikacjach i kilkunastu otwartych listach do członków swej społeczności. Nalegał, by chrzcić wiernych począwszy od 14. roku życia. Ogłosił zakaz noszenia i używania broni nawet w obronie własnej – w zgodzie z tym postanowieniem jego brat i wielu innych mennonitów zginęło nie broniąc się przed atakiem. Niedozwolone było składanie jakiejkolwiek przysięgi i sprawowanie wysokich urzędów w społeczności, w której się żyło. Odrzucono instytucję kapłaństwa, a przywódcą religijnym stawał się jeden z członków grupy wybierany przez zgromadzenie. Przestrzegano rygorystycznie Dekalogu i innych zasad wiary i moralności.

Ten pacyfizm nie uratował anabaptystów przed prześladowaniami w całej zachodniej Europie, bo ciągle w oczach katolickich i protestanckich hierarchów uchodzili za niebezpieczną sektę, ale znaleźli się w lepszej sytuacji od waldensów, albigensów i katarów, których kilka wieków wcześniej, z przyzwoleniem papiestwa, wyniszczono prawie zupełnie. Mennonici mieli gdzie uciekać, rozprzestrzenili się w kilkudziesięciu krajach poza Europą zachodnią. Najwięcej z nich wyemigrowało do Ameryki Północnej. W roku 1693 Jakob Amman oderwał dużą grupę ludzi od społeczności mennonickiej w Szwajcarii i na terenach południowych Niemiec. Nazwali się amiszami; nazwa nawiązywała do nazwiska założyciela. Nie były to wielkie zmiany doktrynalne. Głównym nowym dodatkiem do istniejącego kanonu wierzeń był Meidung, czyli prawo wykluczenia ze społeczności tych członków, którzy nie przestrzegają zasad wiary i moralności, czy zhańbili się jakimś przestępstwem. Amman oparł tę praktykę na trzech wersach z Ewangelii św. Mateusza (18: 15-17): “Jeśli twój brat zgrzeszy przeciwko tobie, powiedz mu o jego przekroczeniu będąc z nim sam na sam”. Ewangelista dodaje, że gdy to upomnienie nie pomoże, trzeba je powtórzyć w obecności dwóch czy trzech świadków. Gdy to też nie zmieni postępowania grzesznika, trzeba go upomnieć przed społecznością kościelną, a gdy i to nie pomoże mu się opamiętać wtedy “niech się stanie dla ciebie jak poganin i poborca podatków”. Tu drobne wyjaśnienie: w czasach biblijnych Rzymianie sami nie zbierali podatków – robili to za nich wynajęci urzędnicy z ludności miejscowej. Władza ustalała, ile należy się jej pieniędzy z określonego terenu, a co poborcy udało się zebrać ponad sumę ustaloną, to jego własność. Poborcy, czyli ewangeliczni celnicy, oczywiście maltretowali podatników by jak najwięcej wyciągnąć kasy dla siebie, dlatego w czasach Chrystusa i nieco później powszechnie uważano ich za najgorsze męty społeczne.

Amisze różnią się także tym od mennonitów, że nie są tak restrykcyjni i surowi wobec własnej młodzieży. Młodzi po osiągnięciu 14 lat i ukończeniu szkoły wkraczają w okres zwany Rumspringa, mogą się wyszaleć, poznać grzeszny świat tej drugiej strony społeczności zwanej English, nawiązywać przyjaźnie, stosunki z ludźmi innych wyznań, ubierać się jak się tylko chce, zapuszczać włosy, uczestniczyć w imprezach, bywać na koncertach organizowanych dla młodzieży, żyć pełnym życiem młodego człowieka. Rumspringa kończy się z osiągnięciem wieku 20 lat. Wtedy trzeba dać się ochrzcić, przysiąc, że zostanie się amiszem do końca życia, wejść w związek małżeński i mieć dużo dzieci, a nagrodą jest przywilej zapuszczenia brody, ale nie wąsów, bo one kojarzą się tym ludziom z żołnierzami, gdyż tak najczęściej wyglądali oni kilka wieków wstecz. To absolutnie dobrowolny wybór młodego człowieka i wydaje się dość nieoczekiwane, że aż 90 procent młodych ludzi wybiera powrót do społeczności rodziców.

Wykluczenie było powszechnie znane w wielu religiach i społecznościach i to jeszcze przed czasami ewangelicznymi. Praktykowali je Ateńczycy w formie wydalenia z kraju i przejęcia majątku osób niegodzących się ze władzami miasta-państwa, a także przestępców. Był to tak zwany ostracyzm. W religii mojżeszowej też znano wykluczenie ze społeczności pod nazwą charem, najczęściej poprzedzone mniejszymi karami: nezifa, szamta i niduj. Zwyczaj ten praktykowany był w pierwszych wiekach w gminach chrześcijańskich. Później w Kościele katolickim zamienił się w ekskomunikę, która stała się potężnym orężem papiestwa w walce o hegemonię nie tylko religijną ale i świecką. To już nie był zwykły zakaz uczestniczenia w życiu religijnym, ale zamknięcie wiernym drogi do nieba, a na dodatek niektórych ekskomunikowanych prawo kanoniczne aż do roku 1983 określało jako vitandi, czyli osoby z którymi nie można utrzymywać jakichkolwiek kontaktów. W Ameryce Północnej amisze zachowali swą odrębność religijną od mennonitów, zaś w Europie wrócili do swej pierwotnej społeczności tworząc jednolitą mennonicką grupę.

Amisze w Ameryce Północnej utrzymują przyjazne kontakty ze starszymi braćmi w wierze. Jeśli są sprzeczki na tle religijnym, to najczęściej w ramach danej grupy. Takim przykładem może być pozbawienie współwyznawcy męskości, czyli obcięcie mu brody. Mennonici, amisze i inna mniej znana grupa niezależnych mennonitów zwana Brethren in Christ, stworzyli Mennonite Disaster Service i bardzo czynnie z własnych funduszy udzielają pomocy nie tylko własnym współwyznawcom, ale wszystkim pokrzywdzonym przez powodzie, trzęsienia ziemi, pożary, czy inne klęski żywiołowe.

Te grupy wyznaniowe znajdujące się na terenach Stanów Zjednoczonych i Kanady, to nie jakieś zwarte hierarchicznie organizacje, ale niezależne społeczności kilkudziesięciu rodzin. Większość trzyma się zwyczajów i zasad życia ustalonych prawie 500 lat temu, dlatego coraz trudniej znaleźć się tym ludziom w coraz bardziej restrykcyjnej dla nich świecko-technologicznej cywilizacji. Gdy na terenie Ontario zmuszano ich kilkadziesiąt lat temu do używania elektryczności do pasteryzowania mleka, nastąpił masowy exodus do Stanów – widziałem konwój bryczek mennonickich zmierzających na południe. W Stanach uporem i cierpliwością mennonici i amisze wynegocjowali dla siebie pewne przywileje i ustępstwa. I tak wielu z nich poszło do więzienia walcząc o to, by nie zmuszać ich młodzieży do kontynuowania nauki po ukończeniu ósmej klasy, aż wreszcie rząd federalny zaniżył ich wiek obowiązkowego uczęszczania do szkoły z szesnastu do czternastu lat. Od nakazu noszenia kasków na budowie zwolnił ich sam Kongres. Jeden z kongresmanów próbował przekonać zgromadzenie, że kapelusze amiszów są prawie tak twarde jak kaski, rozesłał po sali obrad taki kapelusz (myślę, że nieco “doszykowany”), a kongresmani, uznając, że jest wystarczająco twardy i odporny jak kask, uchylili dla nich przepis o kaskach. Walczyli twardo o prawo poruszania się po drogach publicznych, bo było dużo kolizji ich bryczek z autami, nieco ustąpili instalując światła ostrzegawcze na swych pojazdach i w dalszym ciągu poruszają się swymi bryczkami po mniej uczęszczanych drogach. W okresie obowiązkowej służby wojskowej są wyjęci spod tego obowiązku. Pozwolono im uczyć młodzież we własnych szkołach – to najczęściej jednoizbowe klasy w domach prywatnych. Choć sami skrupulatnie płacą wszelkie podatki, nie korzystają z żadnych zasiłków rządowych, a biedniejszych i potrzebujących współbraci wspierają sami. Powstał problem odnośnie obowiązkowych ubezpieczeń. Wywalczyli, że ich to prawo nie obowiązuje i że nawet rząd nie może wykładać tych pieniędzy na nich. Nie korzystają z elektryczności, a w czasach obecnych wielu z nas nie wyobraża sobie, jak można żyć bez niej. Tam gdzie jest absolutna konieczność jej używania, nie biorą jej z sieci, ale z baterii czy generatorów. Nie mają telefonów, komputerów, ale robią odstępstwa od reguły: mogą już dzwonić z telefonów publicznych czy używać komputera w pracy lub od życzliwego im sąsiada innej wiary. Do prac gdzie konieczne jest korzystanie z energii używają silników spalinowych i zbudowanych, najczęściej przez siebie samych, agregatów hydraulicznych. Na swych polach nie mogą korzystać z traktorów i innych skomplikowanych maszyn rolniczych, ale gdy życzliwy sąsiad zaorze im pole przy pomocy traktora, czy dokona innej zmechanizowanej pracy, nie przeszkadza im to, przeciwnie, są mu bardzo wdzięczni.

Podobnie jest z autem pasażerskim czy ciężarówką. Nie wolno im ich posiadać, ale korzystają z taksówek i nie wzbraniają się przed podwiezieniem ich autem innych. Godzą się także by jakiś cięższy sprzęt lub materiały budowlane były im dostarczane tymi “diabelskimi pojazdami” przez ludzi spoza ich społeczności.

Do niedawna zajmowali się rolnictwem, hodowlą zwierząt i przetwarzaniem produktów pochodzących od zwierząt. Teraz co niektórzy zakładają własne małe przedsiębiorstwa, czy nawet pracują u innych. Nie wyrzekając się swoich przekonań czysto religijnych i moralnych, powoli, niejako bocznymi drzwiami, wchodzą do społeczności, w której żyją. Coraz większe utrudnienia życiowe (bo to nie oni oddalają się od współczesności, ale coraz bardziej cywilizowany świat oddala się od nich) nie hamują ich rozrodczości, chociaż częściej chorują na choroby genetyczne i powodowaną przez nie bezpłodność z racji zawierania małżeństw tylko w ramach swych małych społeczności. Wysoki przyrost naturalny spowodowany jest zakazem aborcji i rozwodów oraz zaleceniem, by w każdej rodzinie było przynajmniej sześcioro dzieci. Dlatego przez ostatnie sto lat w Północnej Ameryce populacja tych grup wyznaniowych wzrosła około czterdziestokrotnie. Są powszechnie szanowani w Kanadzie i w Stanach, co im pomaga prowadzić godne, wzorowe, choć skromne życie, mimo wszelkich zakazów i bardzo restrykcyjnych zasad moralnych. Im bardziej cywilizacja oddala się od tych ludzi, tym większe jest zainteresowanie nimi wśród reszty społeczeństwa.

Miasteczka mennonitów St. Jacobs, Elmira w Ontario w pobliżu Waterloo i największą grupę tych ludzi osiedloną w Winnipegu odwiedzają dziesiątki tysięcy turystów rocznie, a amiszów i mennonitów w Lancaster i okolicach odwiedzają miliony. Ci nie separują się i nie unikają życzliwych im turystów, żywią ich, produkują dla nich pamiątki, sprzedają produkty żywnościowe, nawet prowadzą dla nich usługi hotelowe. To pomaga im nie tylko żyć dostatniej, ale mieć dodatkowe środki finansowe, którymi dzielą się z innymi szczególnie w czasach naturalnych klęsk.

Imigracja mennonitów do Kanady zaczęła się w roku 1776. Przybywali na tereny obecnej prowincji Ontario. Później rozprzestrzenili się po innych prowincjach. Jest ich obecnie w Kanadzie 200 tysięcy. Manitoba stała się obecnie prowincją z największą liczbą mennonitów, a Winnipeg jest miejscem koordynacyjnym tego ruchu religijnospołecznego. Poza dwoma wspomnianymi prowincjami, duże kilkudziesięciotysięczne grupy mennonitów żyją w Brytyjskiej Kolumbii, Albercie i Saskatchewan.

Mennonici z Niderlandów, obecnej Holandii, dotarli także do Polski począwszy od roku 1527. Zaludnili “niczyje” tereny Żuław przy ujściu Wisły – to jedyny większy teren w Polsce zwany polderem, czyli płaskim depresyjnym obszarem zalewanym wodą nawet gdy nie ma powodzi, które trzeba ciągle osuszać i zabezpieczać wałami, by nadawały się do uprawy. Osiedlili się też w pobliżu Warszawy w Kazuniu. Ich osadnictwo z upływem czasu rozprzestrzeniło się na Kujawach, w Wielkopolsce. Na Mazowszu osiedlili się też w Warszawie na Saskiej Kępie. W drodze na południe założyli swoje osady na Lubelszczyźnie, a nawet na ziemi wołyńskiej. Byli nazywani na terenie Polski Olędry lub Olędrzy. Osuszyli i zabudowali walami ochronnymi tereny przy ujściu Wisły, zainstalowali urządzenia hydrauliczne – będąc Holendrami byli ekspertami w tego typu pracach. Ziemia użyźniona naturalnie osadami wody wiślanej na tych terenach była bardzo urodzajna.

Poza tym ludzie ci mieli przywileje, między innymi byli wolnymi rolnikami, nie podlegali obowiązkom pańszczyzny. Stali się najbogatszymi w Polsce przedstawicielami klasy chłopskiej. Ich wioski były czyste, eleganckie, zadbane. Napływ na tereny dawnej Polski skończył się, gdy, szczególnie w zaborze pruskim, zmuszano ich do odbywania służby wojskowej. W roku 1945 wielu z nich opuściło te tereny przed zbliżającą się Armią Czerwoną. Innych po wojnie przesiedlono do Niemiec, bo posługiwali się gwarą niemiecką lub mówili po holendersku – prostackie władze wysiedleńcze uznały ten język za niemiecki i tę grupę, która nie była narodowości niemieckiej, przesiedlono do tego kraju. Zaniedbania w utrzymywaniu polderów spowodowały, że stały się rolniczo nieproduktywne przez dłuższy czas.

Po polskich Olędrach pozostały w kilku miejscowościach bardzo malownicze cmentarze i nieliczne eleganckie domy, zabudowania gospodarcze i kilka oryginalnych wiatraków. Niestety Polacy nie mają obecnie możliwości, jak tu w Kanadzie czy Stanach, zaopatrywać się w zdrowe, niezmodyfikowane mennonickie produkty żywnościowe, bo Olędrzy wyemigrowali z naszego kraju, a ci, którzy pozostali, całkowicie się spolszczyli.

Władysław Pomarański

Gazeta_logo

Print Friendly, PDF & Email