Sto smaków Aliny: Pomidory ze stołu milionerów

2012-08-21. Łódzka przedwojenna gazeta „Ilustrowana Republika” obok wiadomości z kraju przynosiła także opisy tego, co słychać na szerokim świecie. Mniej lub bardziej sensacyjne czy plotkarskie. Czytelnik zawsze lubił poczytać, jak wygląda życie gdzie indziej. Na przykład w bogatej Ameryce.

Przeciętny łodzianin należał raczej do biedaków niż bogaczy. Cieszył się, gdy miał pracę. Mieszkał w warunkach tragicznych. Większość mieszkań (60 proc.) stanowiły te jednoizbowe, koczowały w nich całe rodziny. W latach trzydziestych XX wieku tylko 7 proc. domów było podłączonych do miejskiej sieci wodociągów (jej budowę rozpoczęto dopiero w latach 20.), niespełna 15 proc. miało kanalizację, 11 proc. gaz, 67 proc. – elektryczność. W 1939 roku na 410 km łódzkich ulic niespełna 20 km miało ulepszoną nawierzchnię, 250 km – bruk. Mimo biedy łodzianie gazetę czytali. „Republika” osiągała spore nakłady, choć w mieście było 16 proc. analfabetów.

W tym drugim co do wielkości mieście, po Warszawie, nie żyło się dobrze. Ale o dobrobycie można było sobie poczytać. Na przykład w „Republice” z roku 1939. Oto barwny tekst o najbogatszych rodzinach amerykańskich i tym, w jakim luksusie żyją. Jak o wspaniałych salonach kąpielowych czytało się w mieście, w którym pierwszy miejski budynek podłączono do kanalizacji w roku 1927? Jak o ucztach milionerów (wtedy wystarczały jeszcze miliony dolarów) czytali ludzie nie mający na codzienny chleb (w roku 1938 w Biurze Funduszu Pracy zarejestrowano 76 tys. bezrobotnych). Można się domyślać.

Oto tekst, zamieszczam go zachowując reguły pisowni przedwojennej:

New York, w marcu [1939].

„Dwieście rodzin”, w których rękach znajdują się największe bogactwa Francji – to już dziś w Europie znane pojęcie. Niemniej znane pojęcie stanowią za oceanem „sześćdziesiąt rodzin”, które koncentrują w swym posiadaniu największe i najbogatsze trusty Stanów Zjednoczonych. Amerykański ekonomista Ferdynand Lundberg zadał sobie trud zebrania materiałów, dotyczących luksusowego sposobu życia tych niekoronowanych królów Ameryki, z których fantastyczną rozrzutnością walczy prezydent Roosevelt. Oto co w swej książce, którą czyta się, jak sensacyjną powieść, pisze Lundberg.

Bankiety dla psów

Amerykańscy bogacze wciąż jeszcze wydają bankiety dla psów , których nieraz posiadają setki nadzwyczaj drogich okazów […]

Fantastycznie drogie przyjęcia są ostatnio tak liczne, że niesposób wyliczyć wszystkie. Rodzina Dorrance wynajmuje stale drugie i trzecie piętro hotelu Bellevue-Statford w Filadelfii, ilekroć urządza wieczorowe przyjęcie. Według czasopisma „Fortune” salony są ozdobione bardzo rzadkimi kwiatami i roślinami,  klatkami, pełnymi kolibrów, tropikalnych, olbrzymich motyli i egzotycznych, maleńkich małpek. Z elektrycznie wytwarzanych obłoków spada na tańczących deszcz najdroższych róż i goździków. Koszty jednego takiego wieczoru oblicza prasa na 75 do 150 tysięcy  dolarów. A w porównaniu z innymi są to jeszcze skromne przyjęcia!

Goście zwożeni specjalnymi wagonami

We wrześniu roku 1930 państwo Henry L. Daugherty wydali bal na cześć swojej córki. Czczono jej dojście do pełnoletności w hotelu May – Flower w Waszyngtonie . Gości sprowadzano z Nowego Jorku specjalnie wynajętym ekspresem. Prócz salonów wynajęto w hotelu także pokoje dla służby i personelu pomocniczego. Koszty tego wieczoru gazety oceniły conajmniej na 250 tysięcy dolarów. . Podczas debaty w kwestii bezrobocia, jaka się odbyła następnego dnia w senacie, senator Norris wyraził się: „Nie wiem doprawdy, jak oni mieli serce uczynić coś podobnego!”

W roku 1936 pani Evelyn .Mc. Lean, dziedziczka olbrzymiego majątku, dumna właścicielka słynnego diamentu Hope wartości 2 milionów dolarów, urządziła w Waszyngtonie wielki wieczór sylwestrowy. Do kolacji zasiadło 325 gości, w zabawie wzięło udział 650. Ponieważ dom pani Mc Lean nie mógłby pomieścić tylu ludzi, dobudowano specjalne skrzydło, które po zabawie zburzono. Według relacji „New York Herald Tribune” same trunki tylko kosztowały 9000 dolarów. Składały się one z 480 litrów szampana, 288 flaszek whisky, 48 litrów cocktailów, 36 flaszek likierów i 440 galonów piwa . Menu składało się z pomidorów nadziewanych rakami, grzybów w śmietanie, kur, lodów, owoców i kawy.

Wyścig luksusu

Obecnie, znudzeni nieco miliarderzy poszukują nowych obiektów luksusu. Rodzina Ralpha Pulitzera w Nowym Jorku, jedna z najbogatszych, urządziła u siebie salę kąpielową w stylu dżungli, ściany są ozdobione małpami, flamingami i krokodylami, wymalowanymi prawdziwymi, złotymi farbami. Basen jest wyłożony czarnym marmurem i złotymi płytami.

Salon kąpielowy pani William Sterne jest wyłożony srebrem i udekorowany wyobrażeniami z życia na dnie morskim. Podobnie luksusowo urządzony jest basen w domu pani Seton Porter, którego koszty wyniosły 35 tysięcy dolarów. Ale zwycięzcą w wyścigu luksusowego urządzania łazienek jest fabrykant radioaparatów W. C. Grunow, którego basen wykonany z jednego kawała meksykańskiego marmuru i wyłożony 24 karatowymi płytami złotymi, kosztował 120 tysięcy dolarów. W innych domach złote płyty zdobią nietylko baseny, ale i całe mieszkania, z wyjątkiem naturalnie kuchen i służbowych […].

Salony kąpielowe 60 rodzin nie mają oczywiście nic wspólnego ze zwykłą łazienką normalnych śmiertelników. Jest to zazwyczaj sala ogromnych wymiarów z basenem do pływania i salą gimnastyczną, wyposażoną w liczne przyrządy. Lampy kwarcowe, aparaty do masażu, górskie słońce. Przeciętny członek bogatej rodziny wiele czasu spędza w kąpieli. Stamtąd się telefonuje, dobija interesów, dyktuje sekretarzom, słucha się radia i tu się przyjmuje wizyty przyjaciół. Profesor Freud naucza, że częste mycie rąk zdradza podświadome poczucie winy. Częste kąpiele oznaczają, być może. jeszcze gł ę biej w podświadomości ukryte, jeszcze większe poczucie winy. […]

Na końcu artykuliku autor opisuje bogactwo potentata prasowego W. R. Hearsta. Możemy je obejrzeć – w wersji filmowej, a więc wymiarze okrojonym – w „Obywatelu Kane” Orsona Wellesa. Do seansu z tym filmem, jeżeli do niego dotrzemy – a warto – możemy przygotować jako przekąskę pomidory faszerowane. Niestety, moje nie są z rakami, nie udało mi się ich dostać. Pomidory przyrządza się tuż przed podaniem, aby nie rozmiękły (z godzinkę można je przetrzymać w lodówce).

Pomidory milionerów po mojemu

4 pomidory
100 g drobnych krewetek w zalewie
mała puszka drobnego zielonego groszku
majonez
ew. łyżka brandy
natka lub świeże zioła
mieszanka kiełków (lucerna, soczewica, rzodkiewka, pszenica)

Pomidory wydrążyć, najlepiej specjalną łyżeczką (patrz: zdjęcie niżej); miąższ pozostawić do zupy lub sosu. Krewetki odsączyć na sitku, obsuszone wymieszać z groszkiem, częścią pokrojonych kiełków i ziół oraz z majonezem. Kto chce, może majonez uszlachetnić, dodając brandy. Wydrążone pomidory wypełnić nadzieniem. Ustawić na pozostawionych kiełkach, przybrać np. kilkoma krewetkami i listkiem ziół (użyłam bazylii). Gdyby farszu było zbyt dużo, położyć go na kiełkach, obok pomidorów.

 To wszystko. Przepis wyjątkowo prosty. Kto znajdzie tzw. ogonki raków, niech je da zamiast krewetek. Kto nie ma krewetek (ani na krewetki), niech doda wędzoną rybę, też będzie smacznie. Potrawa z rakami lub krewetkami nie jest tania, ale raz na rok za pobycie milionerem można zapłacić. W końcu dzisiaj niedziela. Upalna niedziela, może ostatnia taka w tym roku. Jakoś warto ją uczcić, no i gotować się nie chce.

A ci, którzy są przy apetycie i mają zasobne portfele, mogą dołożyć do menu pozostałe potrawy wsuwane przed wojną przez amerykańskich milionerów: „grzyby w śmietanie, kurę (!), lody, owoce i kawę”.

Alina Kwapisz-Kulińska

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Anna Mosiewicz 2012-08-25
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com