Stefan Bratkowski: Giełżyński jeszcze wróci…

giełżyński2015-03-24.

Znikał na całe tygodnie, gdzieś w krajach dalekich od świata. Było ich niespełna dziesięciu, jeden w drugiego świetni dziennikarze, z Kapuścińskim Dziewanowskim i Giełżyńskim na czele. Przyzwyczaili nas, kolegów, że nigdy nie było pewne, czy wrócą, jechali na ogół w kraje gorące od napięcia lub wymagające czujności zwiadowcy. Czasem tylko wybierali się jak na wycieczkę, żeby opisać ciekawy zakątek świata.

Tym razem Wojtek nie wróci. Zniknął na dłużej. Ale tylu ich już zniknęło, że prawie nikt tego nie zauważa. Ot, jakby to było normalne. No ale jesteśmy w wieku, w którym się znika i tylko sami koledzy wiedzą, bo tylko oni pamiętają. Tak teraz i z Wojtkiem. Jednakże oni wrócą –swoimi reportażami, z których można się często więcej dowiedzieć, niż z pospiesznie kleconych, dzisiejszych notatek z podróży, udających dziennikarstwo.

Kiedy to najbardziej egzotyczne zdarzało się u nas, Wojtek był jednym z pierwszych, którzy pojechali się do Gdańska w 1980 r. i opowiedział, co się tam dzieje; pierwszy był pewny, że dojdzie do rozmów. Kiedy 4 czerwca 1989 r. szliśmy przegłosować demokrację w Polsce, on pierwszy opowiedział, jak protestującą młodzieży chińską tego samego dnia na Placu Tien An Men w Pekinie rozjechały czołgi, wysłane przez – ich rodziców. Pamiętam też jego opowieść o pięknościach w kraju Tajów i różne opowieści o przejmujących nędzą i ciemnotą losach Trzeciego Świata, gdzie koloniści brytyjscy ze swym poczuciem wyższości zostawili przynajmniej po sobie zmysł porządku, a koloniści francuscy, fraternizujący się z tubylcami – przynajmniej sympatyczny bałagan.

Nie wierzył w szybkie tam przejście do cywilizacji. Sam, zwolennik demokracji, wierzący w jej polską przyszłość, nie wierzył w skuteczność rewolucji w Trzecim Świecie. Przewidywał tylko znowu to samo – krew masowo przelewaną przez samych rewolucjonistów, bądź przez tych, którzy rewolucję stłumią, bądź przez tych, którzy zrobili by ją lepiej.

Przyszłość cywilizacji widział w oświacie, wychowaniu i ambicji postępu. Jak i u nas dzisiaj. Stąd ostatnia książka „Giełża” – o Edwardzie Abramowskim, naszym zapomnianym, genialnym filozofie rozwoju. Przywracał nam Abramowskiego – świadom, jak mi powiedział, że niedługo przyjdzie i jego samego przywracać pamięci.

Stefan Bratkowski

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com