Jerzy Dzięciołowski: Obrazek z Chałup4 min czytania

()

2012-08-31. Udałem się do Chałup.

W czasach „Chałupy welcome to” trzydzieści lat temu z okładem, przy głównej ulicy rybackiej wioski była kawiarenka z tarasem, sześć krzeseł na osiem, w której wypadało bywać. Pierwszeństwo miała „warszawka” i aktorzy z pierwszej półki. Zamawiało się drinka i niespiesznie obserwowało otoczenie, które donosiło, kto się z kim zadał i co z tego wynikło. Drugą najważniejszą instytucją, poza „kultową” kawiarenką, była plaża dla nagusów. Zbigniew Wodecki, który Chałupy odkrył dla Polski, zwierzył się w „Wysokich obcasach”, że w beztekstylnej części plaży nie gustował i nie dał się rozebrać, mimo zapewnień znajomych, że nago jest pięknie, bo człowiek jest wreszcie wolny. Na pierwszy pokaz wolności bez tekstylnych granic, bo wszystkie inne, niestety, ciągle były, pojawiło się na wydmach wzdłuż rozebranej plaży kilkuset tubylców z rybackiej wioski i dalszych okolic Półwyspu Hel. Wbrew zakazom, że po wydmach się nie chodzi. Dzielni pogranicznicy (była kiedyś taka formacja

w Wojsku Polskim), którzy rezydowali w wieżach obserwacyjnych wzdłuż wybrzeża, też nie mogli dać odporu, bo sami byli zainteresowani obserwacją wypukłości i innych kształtów.

W tamtych czasach gościli nas państwo Golowie. Antoni to był w Chałupach ktoś: rybak i dodatkowo kościelny. Trudy życia na morzu i dzwonnica wyrobiły w nim pogodę ducha, której nie stracił do dziś, mimo że jego świat rybackiej wioski przestał istnieć. Antoni skoro świt wyruszał na Zatokę Gdańską lub Bałtyk, stawiał i ciągnął sieci i przywoził prawdziwe flądry, w odróżnieniu od filetów z tej ryby dostępnych obecnie. Irmina, żona rybaka, serwowała jeszcze węgorze. Na zatoce halsowały omegi oraz DZ-ta z adeptami żeglarskiego fachu. Kiedy bryza gasła, a słońce wpadało do zatoki, rzeczywistość zamieniała się w obrazek z widokówki. Antoni, kiedy już się rozgadał, informował, że nie zawsze było tak błogo. Bałtyk potrafił walnąć w półwysep i w 1939 roku, kilka miesięcy przed wybuchem wojny, przerwał Hel powyżej Chałup. Stoi tam kamień-olbrzymek ze stosownym napisem. Wyrwę zasypano i nadzieja, że będziemy mieć wyspę na Bałtyku – upadła. Nie wiadomo, kiedy stało się oczywiste, że zatoka to idealne miejsce do ślizgania się na deskach i uprawiania katesurfingu, czyli używania deski z latawcem. Akwen jest duży i płytki, więc bezpieczny dla początkujących rodzicieli i ich pociech, a woda cieplejsza niż gdzie indziej. Znam ludzi, którzy potrafią w wolnym dniu wsiąść w Katowicach w samochód i przyjechać do Chałup, żeby się poślizgać trzy godziny. A przecież autostrada A-1 nie jest jeszcze kompletna, zaś korek coraz częściej jest jak Hel długi.

Teraz gościmy u pani Bogusi. Pani Bogusia wzięła w ubiegłym roku kredyt ponad 400 tys. złotych. I na domu-pudełku, dwanaście metrów na dwanaście, jak przewidywał PRL, zbudowała dach, a pod nim sześć pokoi różnej wielkości, z łazienkami każdy, wyposażonymi w płaskie telewizory i internetowe łącza. Mąż pani Bogusi pracuje na platformie wydobywczej, dzieci ukończyły studia i są na swoim; gospodarz, gdy wraca do miejsca zamieszkania, chwili nie może usiedzieć spokojnie: jak nie kosi trawy, to naprawia ogrodzenie albo zbiera owoce w ogrodzie. Z okien podwyższonego domu widać zatokę, a jak się sosny na wydmach przerzedzą, to będzie widać i morze, do którego jest ze sto metrów. Jeśli więc pogoda będzie jako taka, pani Bogusia kredyt udźwignie. Nie ona jedna. Z dawnej rybackiej wioski Chałupy została nazwa. Na palcach jednej ręki liczy się domy, które nie mają jeszcze nowych tynków, podwyższonych dachów, tabliczek z informacją o pokojach do wynajęcia. Konkurują smażalnie ryb, sprzedawcy słodyczy i owoców. Na zatoce, w nocnej porze, bo rzecz jest przeciw naturze i prawu, dosypuje się piasek, żeby jeszcze zyskać skrawek lądu i mieć miejsce pod namioty i przyczepy kempingowe. Praktycznie od Władysławowa po Chałupy półwysep od strony zatoki jest we władaniu surferów. Chałupy, nie tylko z powodu limitów połowowych napisanych w Brukseli, dostosowały się do rzeczywistości. Kaszubi, lud pracowity, tak jak niegdyś mierzyli się z morzem, tak dziś mierzą się z kapitalizmem.

Tylko dawne miejsce spotkań high-life’u opustoszało i stoi dziś zaniedbane. Ktoś przegapił, że nadeszło nowe.

Wszystko się zmienia – jak mawiał filozof. Trwa jeszcze niezmieniona plaża dla wielbicieli nagiej wolności.

Jerzy Dzięciołowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.