Należę do tych, którzy są zdania, że optymalny dla kraju będzie wynik wyborów prezydenckich dający zwycięstwo Bronisławowi Komorowskiemu z możliwie dużą przewagą, najlepiej już w pierwszej turze. I że w dalszej kolejności wskazany będzie możliwie najlepszy wynik Platformy Obywatelskiej, w tegorocznych wyborach parlamentarnych.
Dlaczego? Wyjaśniałem i jeszcze będę wyjaśniał. Teraz się zastanawiam co należałoby zrobić, aby te wyniki osiągnąć, a przynajmniej przybliżyć je w możliwie dającym się stopniu.
Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że wynik wyborów we w miarę dojrzałej demokracji zależy od zachowania stosunkowo niewielkiej części aktywnego elektoratu, który stanowi mniej więcej połowę uprawnionych do głosowania.
Zwolennicy prezesa Kaczyńskiego i PiS-u stanowią około jednej trzeciej tej głosującej połowy społeczeństwa. Zwolennicy Platformy – to mniej więcej połowa tej połowy, co teoretycznie daje PO trwałą przewagę, a prezydenta Komorowskiego popiera nawet więcej ludzi niż partię, która go wysunęła. Teoretycznie, gdyż część tych wyborców nie pójdzie głosować. Przez ich absencję Komorowski będzie musiał startować w drugiej turze, w której wygra – zapewne – niewielką większością, a w wyborach parlamentarnych Prawo i Sprawiedliwość może zdobyć najwięcej głosów i niewykluczone, że to tej partii uda się zmontować koalicję rządową. A już słabą przewagę Komorowskiego PiS uzna za swój sukces. Zapewne słusznie, bo w polityce sukces rodzi sukces. Zwyciężający mają wzięcie.
Chwilowo sytuacja PO poprawiła się w stopniu zauważalnym. Było do przewidzenia, że Kaczyński i Macierewicz nie zdzierżą i w piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej dadzą kolejny popis. Nie zmieniło to w żadną stronę poparcia elektoratu PiS, Dla nich guru Jarosław może mówić co chce i nie ma to żadnego znaczenia dla stojącej za nim murem kohorty. Natomiast poparcie dla Platformy zwiększyło się i wyprzedza ona PiS o dobrych parę punktów. Tym raczej letnim zwolennikom PO, co to albo pójdą na nią głosować, albo i nie, panowie K. i M. przypomnieli jak niebezpieczny jest PiS dla kraju, i że najskuteczniej można go powstrzymywać głosując na PO.
Być może z tego platformianego wzmożenia skorzysta Bronisław Komorowski. Na wybory parlamentarne jesienią może już go nie starczyć. Tak czy inaczej, progiem do przejścia są majowe wybory prezydenta.
Jedną grupę docelową – target – obecnej kampanii stanowią ci chwiejni wyborcy. By do nich trafić trzeba sobie zdać sprawę z motywów, które nimi kierują. Nie są one w większości przypadków klarowne. Poważną siłą sprawczą jest zwykłe lenistwo: skoro Komorowski ma wygrać, to po co ja jeszcze mam tracić czas. Występuje ono w połączeniu z innymi racjami, które mogą być tylko wymówką, ale też w jakimś stopniu wyrażają poglądy tych ludzi.
Często cechuje ich przerośnięte ego. Wybory są dla nich przede wszystkim okazją do zademonstrowania, często samemu sobie, swoich postaw, sympatii i antypatii. Rzadziej myślą, że jest to działanie prowadzące do konkretnych wyników: takiego a nie innego składu parlamentu i innych ciał przedstawicielskich oraz do powierzenia konkretnym osobom konkretnych stanowisk w kraju, od prezydenta państwa do wójta. Ludzie ci nie biorą od uwagę, że niezależnie od tego czy oni zagłosują czy nie wybory przyniosą jakiś konkretny wynik. Nie ogarniają całości sytuacji. Rozumują na zasadzie pars pro toto. Dla niektórych argumentem by nie głosować na Komorowskiego może być jego udział w polowaniach, podpisanie czy niepodpisanie jednej ustawy, która dla nich akurat ma duże znaczenie. W grę wchodzi także rozumowanie: i tak wygra, więc niech nie ma zbyt wielu głosów, by nie myślał, że jest doskonały. W wyborach parlamentarnych anty motywacja będzie znacznie bardziej skomplikowana, ale na razie mamy przed sobą prezydenckie.
Potencjalni zwolennicy odmawiający poparcia to również członkowie wszelakich elit, autorytety – opinion makers, a w tym przede wszystkim dziennikarze. Wszyscy to ludzie wysoko ceniący to swoje ego, przywiązani do własnych postaw i odporni na argumenty, które by ich zmuszały do zmiany zapatrywań, czy choćby do próby przemyśleń. Często cechuje ich duch przekory. Przeważnie jednak są snobami. Niekoniecznie pociąga ich apel czy przykład wielkich artystów, uczonych, sportowców, bohaterów dramatycznych wydarzeń. Tu może zadziałać ich duch przekory. Lecz prawie zawsze lubią być publicznie uhonorowani i potrafią to docenić. Im z większej wysokości spływa ów honor tym skuteczniej zobowiązuje. W tym przypadku może wystąpić myślenie: prezydent daje mi Krzyż Zasługi, więc jeśli nadal będzie prezydentem, to może mam szansę na choćby Krzyż Kawalerski. Ale przeważnie już po zamienieniu kilku słów i uścisku ręki na oczach widzów i kamer pojawia się swoiście bezinteresowna wdzięczność.
Nie zaniedbując kursów bronkobusa i spotkań z możliwie największą ilością ludzi, prezydent mógłby zadbać o jak najszersze kontakty z przedstawicielami tych elit. Początek maja stwarza ku temu wyjątkową okazję. Święto na święcie. Liczy się nawet eleganckie zaproszenie z prezydenckim podpisem na jakąś trybunę czy do sektora dla VIP–ów. I photo oportunity. Co prawda, cokolwiek prezydent teraz zrobi, powie, pokaże – będzie okrzyknięte jako nadużycie jego pozycji i funkcji, więc nie ma się co specjalnie przejmować.
Oprócz tej specyficznej grupy docelowej, target to oczywiście ogół wyborców. Tu nie będzie skuteczny żaden program. Tym bardziej, że przecież urzędujący prezydent nie bardzo może obiecywać coś co leży poza zasięgiem jego konstytucyjnych możliwości. Należy, oczywiście pokazać co prezydent zrobił dobrego dla społeczeństwa. Powinien też krótko, dobitnie i jednoznacznie oświadczyć, że nie ma problemu euro. Lecz dzisiaj podstawowy aspekt do wygrania to bezpieczeństwo. Przy czym tu akurat samo hasło; ”zgoda i bezpieczeństwo” wydaje się nazbyt zdawkowe.
Prezydent nie powinien budzić strachu w narodzie. Zresztą nie ma powodu. Uwzględniając z jednej strony strachy przed Rosją, przechodzące w ustępliwość, a także fobie antyukraińskie, zaś z drugiej strony – powszechne i mocne nastroje antyrosyjskie, nie powinien zajmować żadnej strony i zrażać wielkiej części wyborców. Powinien natomiast przekonywać, że jesteśmy bezpieczni, jak nigdy w historii, bo mamy takie a nie inne sojusze i demonstrować to, również przez pokazywanie siebie z przywódcami NATO i UE. I do tego zwrócić uwagę na właściwą politykę obronną, odpowiedzialne zbrojenia, gotowość narodu do obrony. To są elementy łatwe do pokazania. Jak również do pokazania prezydenta w stosownych sytuacjach. Z wojskiem i z uczestnikami społecznego ruchu obronnego.
Na tym tle odwaga w stawianiu się Europie czy Ameryce wygląda żałośnie i warto na to zwracać uwagę.
Na zakończenie – apel o wyrazistość. Kluczowy warunek skuteczności w każdej kampanii. Na pytanie o obecność baz amerykańskich w Polsce prezydent odpowiedział wyczerpująco, kompetentnie, ale niejasno. Trzeba się zastanawiać nad tą odpowiedzią. A Duda poparł te bazy prosto i jednoznacznie. Punkt dla niego.
Ernest Skalski



Jeżeli to kogokolwiek interesuje: w pełni popieram opinię Ernesta.
Naturalnie ani prezydentura Bronisława Komorowskiego ani zwycięstwo PO nie mają rozsądnej alternatywy. PiS i jego kandydat Duda są mocno antysystemowi. Kłopot w tym właśnie, że opozycja nie ma żadnego programu pozytywnego. Nie ma konkurencji programowej a wyłącznie „polityczna” (personalna i ambicjonalna). Cierpi na tym Polska i uciekające szanse rozwoju w ostatniej perspektywie budżetowej UE. Brak reform służby zdrowia, nauki oraz wymiaru sprawiedliwości. Polityka „ciepłej wody w kranie” nie zastąpi koniecznych zmian. Ryzyko wojny z Rosją mimo wszystko oceniam jako niewielkie, stąd akcentuję politykę wewnątrz UE jako kluczową dla Polski..
Jeżeli uważają Panowie, że nie ma żadnej alternatywy wobec PO i widzicie PO w trzeciej kadencji z rzędu to na logikę tym samym twierdzicie, że demokracji w Polsce de facto nie ma. Dlaczego ? Ano dlatego, że demokracja ma to do siebie, że oferuje alternatywę, a skoro sytuacja polityczna w Polsce tej alternatywy Waszym zdaniem nie wykształciła to samo przez się rozumie, że nad Wisłą demokracji nie mamy (taki logiczny wniosek z waszego perorowania się nasuwa). Tylko nie rozumiem dlaczego wam tak do śmiechu … Z czego wy się tak cieszycie ?
@Brentano, warto zauważyć, że panie też coś uważają:) a co do wpisu spod @Brentwno, łatwo rzucić jakąś sugestię, bez żadnego uzasadnienia. I zapewne czekać na tę mannę z nieba co sama przyleci, nakarmi o jeszcze obroni. Zatem najpierw trzeba samemu uzasadnić, że w Polsce nie ma demokracji. Dodam od siebie, że w Polsce może być lepsza demokracja. Jak na przykład przekona się pana Kaczyńskiego, aby dobrowolnie odszedł z polityki, bo jego osoba zagraża szeroko rozumianej polskiej racji stanu.
Głosowanie na ponowny urząd prezydenta Komorowskiego w MOIM PRZYPADKU wyszło na zero. Do dziś prezydent nie odważył się bodaj dyplomatycznie ZWRÓCIĆ GŁOŚNO uwagę Ukrainy na ludobójstwo na Wołyniu. Ono było! Miało miejsce! Cały czas temat ten jest dyskretnie omijany. Wzajemne stosunki – przyjazne z Ukrainą MUSZĄ opierać się na prawdzie, a nie na wstydliwym przemilczaniu. Czego obawia się prezydent? Obawia się, że pan Poroszenko obrazi się na prawdę?.
To duży minus.
Duży plus to podpisanie ustawy antyprzemocowej. Już odszczekałam trzy razy swoją pewność, że prezydent ugnie się przed siłą purpuratów. Jednak nie.
Plus z minusem to zwyczajne zero. Może wydarzy się jeszcze coś co będzie już prawdziwym +1
Z wyrazami szacunku.
Tak i nie.Historii nie zmienimy a nasza,polsko-ukraińska- historia nie jest jednoznaczna dla stron bo punkt widzenia zależy od punktu spojrzenia.
I w tym kontekście cierpliwe,spokojne i wyważone stanowisko prezydenta Komorowskiego jest godne pochwały i kontynuacji.
Przeszłości nie zmienimy a przyszłości nie zbudujemy na obustronnych pretensjach.
Proszę spojrzeć na Francje i Niemcy.W konfliktach pomiędzy tymi państwami ginęły całe pokolenia.I co?…Dzisiaj te dwa kraje żyją zgodnie-ba,są lokomotywą UE.Proszę mi podać przykład dwóch innych państw europejskich mających taką przeszłość a dzisiaj żyjących w takiej zgodzie to zaproszę Panią do restauracji,którą Pani wybierze.Jeśli uważa Pani,że taka zgoda pomiędzy Polską i Ukrainą jest nierealizowalna to… nie zaproszę.
Trzeba uznac wizje PBK, gdy prosil o przebaczenie za Wolyn w parlamencie ukrainskim.
Nie mam większych pretensji do PBK, może jedynie chciałbym aby był nieco bardziej asertywny wobec różnych głupstw, które czynił rząd Tuska, a dziś Kopacz. Stąd podobnie jak Cheronea waham się.
Nie widzę jednak szans na oddanie głosu na PO w wyborach parlamentarnych. Partia, która pod 2 pełnych kadencjach osiągnęła taki poziom niekompetencji nie zasługuje na trzecią. Kolejne lata rządów PEK, lub zgodnie z wewnętrznym regulaminem partii: HGW (pierwszej wiceprzewodniczącej) – to dla mnie za wiele. Twierdzę, że zgnuśniałej i skrajnie niekompetentnej polskiej scenie politycznej należy się wstrząs, a nie akceptowanie obecnej degrengolady.
Długo się wahałem, czy głosować na urzędującego prezydenta. Przekonało mnie podpisanie przez niego konwencji i przerażająca mizeria lub/i chamstwo jego konkurentów, bijące na głowę mdły i przaśny styl Komorowskiego. Podobnie jak MaSZ uważam, że klasie politycznej należy się wstrząs, ale boję się, że po takim wstrząsie my będziemy bardziej wstrząśnięci od polityków.
@ wejszyc
Nas jest 38 mln. Czy PBK, to jest najlepsze na co nas stac.
Tak właśnie uważam. To jest prezydent nie na miarę naszych aspiracji, ale na miarę naszych możliwości. Na takiego nas stać. I jest to świadectwem kondycji tych 38 milionów.
Szanowny Wejszycu, przekonał mnie Pan.
Serdeczności 😀
Dwie okoliczności na niekorzyść PO:
– Bardzo rzadko doceniamy rolę jaką w demokracji odgrywa dobra jakościowo opozycja. O tej jakości obecnej opozycji w Polsce napisano na tym forum wiele – nie będę powtarzał. Chcę tylko powiedzieć, że mądra opozycja ma wpływ na rząd.
– Jedną z podstaw demokracji jest wymiana ludzi u steru. Bez tej wymiany władza się „męczy”.
Smutny tekst. 8 lat rządów PO, 5 lat rządów (całkiem dobrych) prezydenta Komorowskiego ale i tak jedyny argument, to ten, że za rogiem czyha Kaczyński. Na wypadek, gdyby ktoś zapomniał kim Kaczyński jest – kontrolowany przeciek w smoleńskiej sprawie do mediów. A jakby samych wygłupów prze-prezesa i jego przybocznego Macierewicza było mało, to jeszcze pani prezydent Warszawy w TV porówna do nazistów.
.
Naprawdę słabo. A tymczasem premier Ewa Kopacza jakieś tam swoje osiągnięcia przecież zanotowała.
@ Mr E.
Jeden przyklad, ze PBK byl prezydentem Polakow, nie PO. Bede naprawde wdzieczny.
To czysta demagogia. Żaden prezydent nie był „wszystkich”, tylko swojego ugrupowania. Natomiast każdy mówił, że jest „wszystkich”.
@BM Nie zgadzam się. Ja traktowałem każdego prezydenta jako swojego prezydenta. Szlag mnie trafiał, że, wg mnie – a mogłem się mylić, takie nic, takie zero, było moim prezydentem. Ale to nic i to zero było moim prezydentem.
Ja też tak traktuję prezydenta. Ale tu chodzi o relację odwrotną: co ON myśli o tym.
@ wejszyc
Tez tak to widze. Ma pan plus.
@ W. Bujak
chocby podtrzymanie inicjatywy ustawodawczej Lecha Kaczynskiego w sprawie dnia pamieci Zolnierzy Wykletych.
.
Z tego, co pamietam, to Komorowski byl tez pierwszym prezydentem skladajacym kwiaty pod pomnikami i Pilsudskiego i Dmowskiego (moge sie mylic).
.
Ot pierwsze z brzegu przyklady.
@ Mr E
PBK nie musi zaraz byc pisowski. Ale te miliony podpisow pod inicjatywami obywatelskimi, i zadnej reakcji. Gdyby PBK szedl w 11 Listopada w marszu narodowcow, dzis mialby pierwsza ture w kieszeni. A tak mielismy czekoladowego orla. Czy chce czy nie, PBK jest takze ich prezydentem. Zamiast walczyc, dolacz sie i zmien. Ale to herezja tutaj.
Czekalem na taka dyskusje. Sam probowalem zainicjowac ja pod wpisem pana Daniela Passenta. Powtorze wiec swoj wpis tutaj.
Nominowanie przez PO, Bronislawa Komorowskiego jako swego kandydata w nadchodzacych wyborach, jest kompletnie bez sensu. Gdy zostal wybrany na prezydenta pierwszy raz, bylismy znacznie mniej podzieleni smolenska tragedia niz teraz. Nie ma zadnej, alsolutnie zadnej mozliwosci, ze prezydent Komorowski zasypie te podzialy w drugiej kadencji. Partie musza sie roznic, walczyc na programy, ale ponad tym jest prezydent, jest Polska. BK prezydentem, PO wygrywa na jesien, i za piec lat jestesmy w tym samym miejscu ( to bardzo optymistyczna wersja).
A ja i tak oddam głos na obecnego Prezydenta mimo że na fotce wygląda na smarkacza..
W polityce liczy się doświadczenie które ściśle jest związane z wiekiem. Choć i ci wiekowi potrafią zaskoczyć ilością sieczki w głowie i gromadzą dookoła siebie, sobie podobnych.
Howg…
Redaktor Skalski pisze o ludziach z przerośniętym ego, doradzając prezydentowi, jak ich przekabacić… Ryzykowna konstrukcja.
To przykre, że polska polityka upodabnia się do amerykańskich filmów.
Kandydat, który chciałby podbić moje serce, musi być przede wszystkim wiarygodny. Najlepiej, żeby mówił to, co myśli, a myślał mądrze. I to nie od wczoraj, lecz od lat. Poza tym niech nie kalkuluje, komu wysłać zaproszenia ani gdzie kogo połechtać. Tak postępują ludzie małostkowi, żadne elity.
@Marcin Fedoruk, ma pan rację, ale wybierają też nie elity.
Nie da się grać w szachy i w hokeja jednocześnie, a matematyka jest bezlitosna.
Mam podobne zdanie jak @wejszyc.
@j.Luk
Matematyka sondażowa, mediokracja – to nie dla mnie. Takie marketingowe zagrywki uważam za cyniczne. A im więcej PR-u w polityce, tym większe pole do popisu dla populistów. Już teraz wielu wyborców narzeka, że wizerunek medialny przesłonił nam istotę rzeczy.
W poprzednim „Przeglądzie” opublikowano ciekawy wywiad z dr hab. Małgorzatą Molędą-Zdziech, autorką książki „Czas celebrytów”. Cytuję fragment wypowiedzi. Nie mamy już do czynienia z polityką, tylko z postpolityką, która opiera się nie na dyskusji o programach, różnicach ideowych, dostrzeganiu i definiowaniu problemów społecznych, tylko na umiejętności budowy wizerunku i narzucaniu swojej narracji. Szerzej ten proces nazywa się tabloidyzacją…
Nie wpychajmy polityków na te tory i nie tabloidyzujmy się sami.
Zabawię się w adwokata diabła (ale nie będę wychwalał PiSu – brrr).
Rozumowanie Autora pojmuję tak: trzeba poprzeć Komorowskiego żeby wygrał w pierwszej turze (w drugiej i tak wygra), wtedy da to impuls i zachęci mało refleksyjnych wyborców do głosowania na PO, co pozwoli zatrzymać PiS.
To rozumowanie pojawia się już od lat wśród polityków i publicystów sprzyjających PO. PiS jest zagrożeniem realnym, ale obecna PO wcale nie jest dobrym rozwiązaniem. Wiele z tego co PiS proponowało czy proponuje w sposób agresywny, PO realizuje w sposób spokojny. Tłumaczy się to lękiem przed agresywnym zachowaniem PiS, ale to nie jest cała prawda – po prostu bardzo wielu członków PO myśli podobnie jak członkowie PiS i dają temu często wyraz. Zwalając wszystko na zagrożenie PiSem, PO usprawiedliwia marne często rządy, co zapowiada większą degrengoladę w przyszłości, szczególnie gdy zabraknie pieniędzy z Unii.
Przed wyborami PO robi gesty w stosunku do mniej zaściankowego elektoratu ale potem nie realizuje obietnic.
Podpisanie ustawy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet zajęło PO i prezydentowi wiele miesięcy deliberacji i braku jasnego stanowiska. Gdyby nie wybory i potrzeba zyskania głosów to pewnie i ta ustawa czekałaby dalej na „utarcie stanowiska” w partii rządzącej.
Nie chcę zachęcać PO do kontynuacji takiej postawy. Uważam że tylko jakiś kopniak może spowodować zmianę (choć mam mało nadziei że tak się stanie). Może dopiero druga tura wyborów da coś do myślenia? Ale najprawdopodobniej nic nie da, najwyżej PO dojdzie do wniosku że lepiej należało prowadzić kampanię, a nie że potrzebny jest jakiś rozsądny program działania i lepsi kandydaci na prezydenta i posłów.
W każdym razie po wielu latach różnych głosowań mam dość wybierania mniejszego zła.
@PIRS
Dziękuję za wyrażenie również mojego poglądu. Mnie już tak ręce opadły, że nie mam siły pisać.
@PIRS, a pan jest przekonany, że jakiś program jest potrzebny? Obawiam się, że jest pan w błędzie. Prosta logika – jaki procent elektoratu jest w stanie i chce zgłębiać meandry politycznych programów i potrafi je właściwie ocenić? Najczęstszym zjawiskiem jest „ja na tego złodzieja głosować nie bede” – i próżno pytać, co „ten złodziej” mu ukradł.
Jeśli więc nie programem to czym można skusić wyborcę? No i tu zaczynają się coraz bardziej odjazdowe pomysły.
A że nie ma to już nic wspólnego z polityką? No pewnie, że nie ma. Chyba jeszcze tylko naiwni wierzą, że może mieć.
@Marcin Fedoruk „Nie wpychajmy polityków na te tory i nie tabloidyzujmy się sami.”
Ależ oni tam już dawno są, nie trzeba ich wpychać. To tylko niektórzy z nas są spóźnieni i nie nadążają. I nie ma żadnego znaczenia, czy nam się to podoba. Mi się nie podoba deszcz ze śniegiem. A jest.
„Jeśli więc nie programem to czym można skusić wyborcę? ”
.
Może realizacją programu?
To by była zupełnie nowa jakość w polskiej polityce. Program wszyscy mają (choćby to był program TV dołączony do piątkowej gazety), ale próba realizacji programu – o to jest coś, czy zdecydowanie możnaby się wyróżnić.
W zasadzie jedynym kandydatem, w którego wierzę, że dążyłby do razlizacji swoich pomysłów jest Paweł Kukiz. Pewnie pojawiałyby się inicjatywy ustawodawcze, konsultacje społeczne w pałacu prezydenckim itd. – byłby silny lobbing za wprowadzeniem JOWów.
Z tym, że akurat ja do JOWów przekonany nie jestem.
@j.Luk
Ale ja zastanawiałem się tylko nad własnym wyborem, a mnie przeszkadza brak programu, konformizm i hipokryzja.
@PIRS, ależ ja pana rozumiem i podzielam pański niepokój. Tylko co nam zostaje? Obrazić się na cały świat, że nie jest taki jaki byśmy chcieli? No nie jest, cholerka. Całe nieszczęście, że musimy wybierać nie mając wyboru i to pod dyktando tych, którym się wydaje, że go mają.
@Mr E, marzenia dobra rzecz. Z Kukizem to jest taka sprawa, że on nie jest kimś wyjątkowym. To klasyka. Ma bardzo niewielką wiedzę o funkcjonowaniu państwa i to mu pomaga być radykalnym. Dziwnym trafem wiedza zwykle stępia ten radykalizm, a więc należy mniemać, że osiągnąwszy ten stan spuściłby z tonu. I mielibyśmy to samo, tylko plus „rewolucyjny zamęt”.
Organizacja rokująca nadzieje to taka, która z biegiem lat staje się coraz bardziej skuteczna w wykonywaniu swoich obowiązków, stopniowo profesjonalizuje się. Tymczasem PO cechuje się trendem odwrotnym, jakość sprawowania władzy przebija kolejne poziomy zamulonego dna.
Zawsze podziwiam wiarę w cuda. W naszej polityce to wiara, że jakimś cudem ta partia nagle stanie się tym czym nigdy nie była: profesjonalną siłą polityczną potrafiącą wykonywać zadania do których aspiruje, a nie jedynie spółdzielnią pracy swoich członków i zaprzyjaźnionych, stosujących klasyczną populistyczną ideologię: „No może nie jesteśmy doskonali, ale ta straszna opozycja….”.
Owszem Kukiz jest pełnym wiary buntownikiem często naiwnym, ale jego postulat wprowadzenia JOWów to coś czego Polska potrzebuje jak ryba wody. Prymitywne partie wodzowskie to główna choroba polskiej polityki. Pół biedy gdyby ich wodzowstwo oznaczało wprawdzie zabetonowe ale kompetentnie środowisko, niestety to twory pozbawione podstawowej wiedzy i umiejętności kierowania dużym europejskim krajem w XXI wieku.
Mamy albo wierzących w cuda, albo przekonanych, że niezbędna jest choćby ryzykowna zmiana.
Nie będę podawał szczegółów (choć może, jak będę miał więcej czasu): z matematyczno-praktycznego punktu widzenia JOW-y to pomysł iście kretyński. Można tak zamanipulować wynikami wyborów odpowiednio ustalając granice obwodów wyborczych, że wygra partia. która reprezentuje zdecydowaną mniejszość elektoratu. Poza tym prowadzi to do – co najwyżej – duopolu partyjnego, a naprawdę – do monopolu. Wystarczy spojrzeć co się stało z senatem – tu przecież wybiera się według JOW; a poza PO nie ma tam praktycznie nikogo… System list partyjnych, ustalanych przez „kierownictwo” (czytaj wodza) jest też fatalny. Najlepszy – moim zdaniem – jest system amerykański: każdy rejestruje się jako np. demokrata czy republikanin, kandydat na dowolne stanowisko zgłasza się sam, zatwierdzają go i poddają prawyborom ci, którzy akurat przyjdą na konwencję – jeśli mają ochotę i ich to w ogóle interesuje (bo nie muszą, a żadnych władz partyjnych i „aparatu” w ogóle nie ma…), wynik prawyborów jest ostateczny, i kropka. No, ale ten system wymaga rezygnacji właśnie z aparatu, z tych wszystkich rad i komitetów politycznych, przywódców, „aktywu”, który tylko przebiera nogami za spodziewanymi w wyniku zwycięstwa posadami…
JOWy to istotnie rozległy temat wart szerokiej dyskusji, oczywiście nie są lekarstwem na całą naszą polityczną marność, ale sądzę, że krokiem we właściwym kierunku. Advocem dot. argumentu o istniejących JOWach w Senacie, one niczego nie zmieniają, bowiem centrum polskiej polityki jest Sejm a nie Senat. Model wodzowski tworzy ordynacja proporcjonalna do Sejma właśnie. JOWy mogą zacementować model dwupartyjne, ale niezależnie od nazw, to byłyby już inne partie.
Zgoda, model amerykański jest ciekawą alternatywą.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/minkiewicz.jpg
@Pirs: trochę racji w tym jest. PO jest rozwarstwiona i byłaby w stanie podzielić się na trzy partie obejmujące całe spektrum polityczne w Polsce. Stąd debata w PO zajmuje czas, (co czasem sprzyja lepszemu prawodawstwu, choć jak wiemy, nie zawsze…). Kontynuując, debata w PO może być taką trochę debatą sejmową albo obywatelską. Ale jest pytanie, czy o wszystkim ma decydować ta partia/koalicja rządząca? W sumie centralna administracja i rząd powinny stać na straży tworzenia dobrego prawodawstwa, koordynowania największych inwestycji, czyli stać na straży interesów gospodarzy kraju – jego obywateli.
.
Brak mi tutaj odniesienia do prostego faktu. Czy rząd i rządząca partia/koalicja rzeczywiście mają rządzić całym krajem? Czy to nie jest aby myślenie z poprzedniej epoki? Gdzie jest to całe państwo obywatelskie, te małe ojczyzny, lokalne samorządy, po prostu aktywność obywatelska. Śledząc debatę w Polsce nie widzę zupełnie tego głównego filaru gospodarowania: władz lokalnych i obywatelskiej inicjatywy. Wszyscy wieszają psy na administracji centralnej. A co ona może? Zbudować parę mostów? Wszyscy są szalenie rozpolitykowani na temat WIELKIEJ POLITYKI. Czyli tego, co dzieje się w Sejmie i wokoło centralnego rządu. A kto na codzień zechce się zajmować tym, co jest solą demokracji: władzą lokalną, czy ma czyste ręce i czy potrzebuje obywatelskiej pomocy. Jakoś o tym cicho-sza. Natomiast jak pokręcony facet jak Kaczyński czy Macierewicz otworzą usta, wszystkie mikrofony biegną w ich kierunku.
.
Chcemy mieć lepsze rządy, zacznijmy się oglądać naokoło nas. A nie krytykować coś, co w sumie jest wytworem tego porzuconego przez własnych obywateli tworu: władz centralnych.
Moi drodzy SOwcy.
Jakikolwiek rząd można porównać do orkiestry a społeczeństwo do widowni która wcale nie musi być zadowolona z dźwięków dobiegających z estrady choć muzykanci starają sie jak potrafią.
Naprawdę chcą pograć i starają się z całej mocy choć nie wiedza często jaki tytuł ma grany w danym momencie spektakl. Mają problemy z czytaniem nut, nie odróżniają operetki od opery, wolą w garderobie pograć Kolorowe Jarmarki bo każdy wtedy ma coś do powiedzenia i wystarczające umiejętności gry na grzebieniu też.
Stworzenie dobrej orkiestry trwa lata i musi być stale ten sam szef który decyduje co gramy i jak gramy i kto trzyma instrument w łapie.
Zmiany dyrygentów potrafią z doskonałego zespołu utworzyć prowincjonalną orkiestrę sprawdzająca się na odpustach.
Tam jest zawsze komplet słuchaczy którzy czy chcą czy nie, muszą godzić się z kocią muzyką, nabożnymi pieniami, handlarzami odpustowym badziewiem. W wypadku polityki, polityczne orkiestry odpustowe na całym świecie graja podobnie. A świat? Słucha tych co grają głośno i do tańca w dużej sali gdzie można urwać się na moment do baru aby wymienić parę uwag o jakości wykonawców choć nie mamy pojęcia dlaczego tak grają i takie melodyjki.
Z dodupnego koncertu zwyczajnie wychodzę…
Per analogiam, mam wyjechać z kraju? Aby na obczyźnie słuchać takiego samego kociokwiku i na dodatek bez rozumienia tekstu?
Słucham więc mojej fałszującej orkiestry, wyjców co udają że śpiewają arie, specjalistów od burczybasów udowadniających że nima lepszych instrumentów, i…
Przyzwyczaiłem się, bo co mam robić? Nosić non stop zatyczki do uszu?
Dlatego szef powinien zostać ten sam, a jakość orkiestry?
Może będzie lepsza.. młodzi są sprawniejsi brak im tylko cierpliwości.
Bronisław Komorowski napisał następujące słowa które na uroczystościach w Jedwabnem 10 lipca 2011 odczytał Tadeusz Mazowiecki:
„…naród musi zrozumieć, że był także sprawcą…”