Andrzej Lewandowski: Maj 1986

szurkoski 1986 czarnobyl2015-04-28.

ECHA WYDARZEŃ: Za pasem maj. Z nim różne ciekawe echa przeszłości. Czasem współcześnie interpretowane, czasem po prostu przywołujące w pamięci obrazy dawnych dni…

W sporcie – jakże często Wyścig Pokoju, który był, którego następcy za łatwo się pozbyli. Dziś by mocno konkurował z Tour de France, Giro, Vueltą… Ale – nie czas żałować róż, gdy już uschły i kurz je przykrył. Choć wciąż wielu jest wdzięcznie pamiętających. Niedawno na Facebooku Lech Piasecki (mistrz świata, jeden ze sławnych zawodowców made in Poland) przypominał filmem, jak go dekorowano jako uśmiechniętego zwycięzcę Wyścigu Pokoju 1985. A w Berlinie , za jego sprawą rozbrzmiał Mazurek! Piasecki przed Andrzejem Mierzejewskim… Panowie – Szurkowski, Lang, Jaskuła, Mytnik, inni też chętnie odwołują się do wspomnień do imprezy wielkich sportowych sukcesów ich młodości…

Maj niósł więc latami sportowe emocje w najlepszym gatunku. Jak kraj długi i szeroki zamierał w napięciu i oczekiwaniu meldunków z trasy. W tle kształtowało się też przednie dziennikarstwo sportowe. Tomaszewski, Tuszyński. Do dziś tuzy TVP z Szaranowiczem, Szpakowskim i Jóźwikiem na czele; Urbaś – teraz pierwszy „konferansjer” PKOl, inni. Z „dawnych” – czołówka zawodu w komplecie…

Są też w kolorowych wspomnieniach obrazy w ciemniejszych barwach. Wśród nich Czarnobył. Karta wprost czarna; nie w historii sportu – ludzkości… Poświęciłem mu kiedyś gawędę. Wielu nie czytało, większość nie pamięta. Patyna czasu pokryła. Przypomnieć, we fragmentach – nie grzech…. W każdym razie nie za wielki.

czarnobyl

czarnobyl

***

Wyścig Pokoju 1986. W okolicznościach nadzwyczajnych. Start w Kijowie, bliziutko Kijowa – Czarnobyl. Z uszkodzoną elektrownią atomową. Do Warszawy dochodziły pytania od zachodnich federacji kolarskich. Alarmy coraz głośniejsze! Co się dzieje? Czy impreza się odbędzie? W jakim porządku geograficznym?

ONI – na zachodzie – szybciej i więcej wiedzieli, ale za ich sprawą niepokoje szybko dotarły nad Wisłę. Tyle że z wiedzą płyciutką, i tzw. decydentom jakby daną tylko we fragmentach. Pytania – sygnały już zobowiązały do poszukiwań odpowiedzi. Starano się zaalarmować nawałą pytań zachodnich federacji – współorganizatorów ze wschodu. Niejako wyprzedzająco formułowano propozycje szybkiej zmiany. Można start przenieść do Moskwy – trasa olimpijska, hotele itp. Trudno? To może zacząć w Warszawie. Uda się, choć w trybie nadzwyczajnym, ale jeśli sytuacja takowa?

W Moskwie był czas świąteczny, telefony urzędowe milczały, próby kontaktu… zostały próbami. Z czasem utrwaliła się jeszcze refleksja, że „czas zawinił”, nie milczące świątecznie telefony. Po prostu jeszcze obowiązywała zasada, że „stamtąd” mogą tylko wychodzić wieści o sukcesach, trudne sprawy zostawały za kurtyną milczenia… Szkoda, bo można było wyjść z impasu. Więcej – trzeba było!

Nasi kolarze mieli lepsze kontakty niż władza. Zakolegowani z amerykańskimi kolarzami, których do startu przygotowywał rodak – trener Borysewicz (twórca potęgi kolarstwa made in USA), dowiedzieli się szybko, że stało się coś strasznego. I że Amerykanie nie będą ryzykować – jadą do domu, nie do Kijowa. Wysoka władza administracyjna (z wicepremierem włącznie) takiej wiedzy nie miała! Kiedy więc i reprezentacja Polski oświadczyła, że nie jedzie; mimo, że sprzęt w samolocie, a samolot załadowany dziennikarzami – na Okęciu, i „pod parą” – zaskoczenie było kompletne. Bo przekonujący do wyjazdu mieli mniejszą wiedzę od przekonywanych…

Dyskusja była długa. Wicepremier, prezes PZKol, szef ówczesnej administracji sportowej… I kolarze, wraz z nimi Ryszard Szurkowski. Trener, a także wciąż przedstawiciel władzy – ustawodawczej. Wicepremier raz mówił doń – Panie Ryszardzie, raz – Panie Pośle… Dyskurs w już nieistniejącym hotelu Wera trwał długo. Z jednej strony przekonywanie, że zagrożenia dla zdrowia nie ma, z drugiej wnioski o argumenty mocniejsze niż słowa osobistego przekonania… Przekonani – nazajutrz polecą, nie uwierzą – nie polecą

Samolot wystartował. Ze sprzętem, dziennikarzami i… jednak zwiększonym niepokojem, co spotkamy po wylądowaniu. Kijów okazał się upalny, ulice tłumne, czasem przemykała długa kolumna wojskowa… Na pierwszy rzut oka – spokój. Też mało wiedzieli, czy uwierzyli, że nie jest niebezpiecznie?

Wiadomości o stanie przedstartowym – fatalne. Sędzia główny – nie przyjedzie. Pan Michał Jekiel, kiedyś wiceminister sportu, potem sekretarz generalny UCI (Międzynarodowa Federacja Kolarska), który przyleciał wraz z ekipą ludzi pióra i mikrofonu, natychmiast podjął działania. Przypiął swoje najwyższe odznaczenie z czasów wojny, wziął się za międzynarodowe konsultacje. Wreszcie mianował nowego sędziego głównego – pana dr. Dariusza Godlewskiego. Miał wszelkie uprawnienia, miał być polskim sekretarzem jury…

Telefony się grzały; rozmowy w Warszawie – trwały. Ja już byłem w Kijowie. O szczegółach mogą pewnie najwięcej opowiedzieć – Szurkowski, Bolesław Kapitan – wtedy szef sportowej administracji. Łatwo nie było, nikomu.. W każdym razie nazajutrz wylądował samolot rządowy z ekipą kolarzy; w pełnym składzie. Włącznie z Andrzejem Mierzejewskim – miał być podporą, kontuzja sprawiła ograniczenie roli do tzw. osoby towarzyszącej…

I zaczął się Wyścig. Uszczuplony, bo większość ekip zachodnich jednak się nie stawiła… „Kolarski zachód” reprezentowali Francuzi (z mistrzem świata), z opóźnieniem stawili się Finowie…

A autor tego wspomnienia, żeby trochę uspokoić siebie oraz kolegów zażądał specjalistycznego badania medycznego. Odbyło się, Z udziałem licznika Geigera. Po dziś oglądam kartkę opatrzoną stosownymi pieczęciami: „Taki to a Taki, obywatel Polski – prakticzeski zdarow… 8 maja 1986″

Andrzej Lewandowski

 

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com