Nie jest to wiedza subtelna, raczej siermiężna. Po raz kolejny zamienia ambonę (tym smutniejsze, że dzieje się to w miejscu symbolizującym religijność polskich katolików) w wiec przedwyborczy. Po raz kolejny dzień 3 maja stał się dniem katolickiej akcji politycznej. Można tego nie odnotowywać i zwyczajnie ignorować, ale może warto też pamiętać, że polski Kościół katolicki zwyczajnie nie umie obejść się bez politykierstwa.
Zaczął niewinnie i ewangelicznie od cytatu z Ewangelii Janowej, który zupełnie po bożemu zinterpretował: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym” (J 15,1). „Prawdziwym” to znaczy szlachetnym, dobrym, rzeczywistym, a nie pozornym lub domniemanym. Krzewem jest wyłącznie sam Chrystus. Krzew żyje ciągle, natomiast latorośle zmieniają się z roku na rok, podobnie jak zmieniają się pokolenia. Chrystus trwa wiecznie, a pokolenia ludzi Kościoła ustawicznie się wymieniają”. Ale ewangelicznego zapału nie starczyło na długo. Górę wziął polityczny instynkt. Wiadomo, wybory prezydenckie, więc trzeba wskazywać właściwy kierunek. Niby nic zdrożnego, a nawet jak najbardziej zasadne. Jest pewien problem jednak z tym wskazywaniem.
Hierarchy pouczenia zaczęły się zupełnie przyzwoicie, niestety tylko początek był zgody z duchem Ewangelii, tym chętniej go przywołuję: „W związku z tym – w bliskości wyborów prezydenckich – wypada przypomnieć najpierw o prawie i obowiązku katolika udziału w wolnych wyborach dla pożytku dobra wspólnego. To prawo i obowiązek wynika z naszej wolności, a wolność to również odpowiedzialność za siebie i innych. A zatem dobrowolna rezygnacja z udziału w wyborach jest grzechem zaniedbania, ponieważ jest odrzuceniem odpowiedzialności za losy Ojczyzny. Nie możemy zapomnieć o tym, że Pan Jezus posłał apostołów na cały świat, aby go zmienili, a nie żeby świat zmienił apostołów”.
Ale już za chwilę była nachalna polityczna agitka i tak już pozostało. No bo, co to znaczy prawo Boże, jak je odkryć, jak się do niego dostosować? Pluralizm, jaki bp Gądecki proponuje katolickim biskupom jest podobny do pluralizm w czasach realizmu socjalistycznego. Towarzysze mogli sobie myśleć, co chcieli – jednak w sprawach zasadniczych mieli słuchać partii. Czy nie tak brzmi takie oto wezwanie hierarchy: „Politycy, którzy należą do Kościoła, mają prawo różnić się między sobą w wielu sprawach. Mogą należeć do różnych partii politycznych, mogą proponować odmienne sposoby ochrony i promowania wartości. Kościół nie ogranicza ich sumienia w odniesieniu do wyboru doraźnych środków rozwiązywania problemów społecznych i gospodarczych, nie zmusza ich do członkostwa w takiej czy innej partii, dopuszcza pluralizm w interpretowaniu podstawowych zasad teorii politycznych, nie zgadza się jednak na to, by katolickiemu politykowi – w imię wolności sumienia – wolno było wszystko w odniesieniu do stanowienia prawa przekreślającego prawo Boże”.
Konia z rzędem kto mi wyjaśni na czym polega prawo Boże. Historia Kościoła katolickiego uczy, że zmienne jest. Przykładów aż nadto, służę chętnym bogatym zestawem.
Jednak zakończę koncyliacyjnie. Biskup Gądecki wie, że ludzie zagłosują po swojemu i słusznie doradza księżom, by się nie wychylali, bo ich nazbyt gorliwe zaangażowanie może się obrócić przeciwko nim, jak to już nieraz bywało. Dlatego powiada: „Duszpasterze natomiast – jako świadkowie rzeczywistości nadprzyrodzonej – nie powinni angażować się w kampanii wyborczej po żadnej konkretnej stronie. Winni unikać prezentowania własnego wyboru jako jedynego uprawnionego. Winni również respektować dojrzałość świeckich i przez formację ich sumień pomagać im taką dojrzałość osiągnąć. Kapłan nie jest ustanowiony dla polityki, lecz dla formacji sumień według Ewangelii tak, by były one zdolne do podejmowania samodzielnych decyzji. Do zadań kapłańskich należy podawanie etycznych kryteriów wyborów i pozostawienie wiernym odpowiedzialności za ich decyzje”.
Przynajmniej tyle. Nie będziemy mieli agitatorów w dniu wyboru. Inna sprawa czy księża posłuchają Przewodniczącego Episkopatu Polski? To dobre pytanie, na odpowiedź przyjdzie poczekać do wyborów.
Stanisław Obirek



Profesorze drogi, taaakie pytanie?
” Konia z rzędem kto mi wyjaśni na czym polega prawo Boże.”
A przecie to takie obrazowe, piramidka z oczkiem pośrodku a na samej górze łącznik z niebiesiami zwany Namiestnikiem Bożym.
On wie wszystko najlepiej, bo szef przekazuje mu wieści czego chce a czego nie. Zaczęło się od Mojżesza i trwa do dzisiaj.
Oczko mruga do swoich i jest dobrze.
Firma przesiewała i przesiewa pracowników, wy.. tych co się z nią nie zgadzają. Firma ma się jeszcze dobrze, musi tylko przestrzegać dyscypliny, kto łamie zasady wewnętrzne firmy ten łamie Prawo Boże.. a za to kara bolesna na tym łez padole.
Traci się wikt i opierunek, i kwaterę, i splendory. A robota fajna, trzeba tylko ugiąć karku i nie mądrować. I nie daj Bóg zadzierać z hierarchią, wiać i udawać że nic się nie działo, nigdy!
Koń z rzędem jest mi zbędny..
Może to będzie taki mały kroczek gwoli objaśnieniu co to jest to…
@ autor
W zasadzie ma pan racje. W normalnie funkcjonujacym kraju, byloby to moze sluszne. Ale nie u nas. My mamy ersatz a nie media publiczne, czy tez publiczna telewizje. Wedlug nich i co niektorych naszych politykow Pawel Kukiz to jest nowa twarz w polskiej polityce, swiezosc i oferta dla mlodych. Zalaczam link do tekstu jego przeboju. Chyba wystarczy.
http://teksty.org/piersi,rodzina-slowem-silna,tekst-piosenki
Oby słowa Przewodniczącego EP, zostały usłyszane w kręgach, do których są adresowane. Mnie zaciekawiły też ostatnie wypowiedzi abp Głódzia który, co prawda nie odniósł się bezpośrednio do przedwyborczej kampanii, ale ostrzegał w swojej 3-cio majowej homilii ,że „Wraca recydywa starego sposobu traktowania katolickiej wspólnoty narodu. Nie uwzględnia się jej argumentów, postulatów, protestów”. W porównaniu do przytoczonych w artykule słów abp Gądeckiego o prawie bożym, hierarcha Głódź zdaje się być szczególnie zatroskanym kwestią prawa stanowionego i tu zadaje pytanie:” Jak ma ufać i darzyć szacunkiem państwo, które zaczyna forsować rozwiązania ustawowe sprzeczne z katolickim porządkiem moralnym, z nauczaniem Kościoła?”. A jako przykład podaje m.in „ustawę przemocową, negującą porządek naturalny”. I tu przychodzą mi na myśl słowa przeczytane niedawno w rozmowie dla Kultury Liberalnej, „Kościelne bezprawie? O łamaniu zasady bezstronności państwa” -„Episkopat wyznaje przedsoborową zasadę pośredniej władzy Kościoła w sprawach doczesnych. Nie uznaje autonomii porządku doczesnego – biskupi nie żądają uchwalania ustaw, które dopuszczałyby stosowanie katolickich norm moralnych. Żądają ustaw, które nakazywałyby stosowanie tych norm, niezależnie od poglądów pluralistycznego społeczeństwa”.
Dlatego na tle takich wypowiedzi, sądzę, że nie wszyscy hierarchowie, znajda w sobie tyle pokory i samokontroli aby nie brać udziału w przedwyborczej agitacji. A słowa abp Gadeckiego o pozostawianiu wiernym odpowiedzialności za ich samodzielne decyzje, i tak sprowadzą się do wykładania prostemu ludowi, w jakich granicach może się mieścić ta samodzielność, aby za bardzo nie odbiec od „etycznych kryteriów wyborów” o jakich usłyszą z ambony jeszcze nie raz. Ale mam nadzieje ze tu się mylę.
„[P]olski Kościół katolicki zwyczajnie nie umie obejść się bez politykierstwa”. Ten kościół jest czystym politykierstwem, oprócz politykierstwa nie ma w nim nic, politykierstwo to jego istota.
@ morgana wejszyc
Kosciol moze bezposrednio brac udzial w rzadzeniu krajem, lub moze wplywac na wybor osob, ktore beda rzadzic. Nie ma trzeciej drogi. Cepelia juz byla.
@ W.Bujak. Uprzejmie dziękuje za potwierdzenie mojej opinii o polskim krk. Jednocześnie uważam, że są inne drogi. Intelektualnie niedostępne dla kreatur w rodzaju Zawitkowskiego lub Głodzia, ale możliwe w jakiejś odległej perspektywie.
Abp. Gądecki wyraził się na tyle jasno, że każdy, kto kieruje się wskazaniami hierarchii kościelnej, będzie wiedział na kogo na pewno nie głosować (i na kogo głosować). Nie trzeba wymieniać nazwisk. A w następną niedzielę, pomimo ciszy wyborczej, jakieś sugestie z ambon na pewno padną, chociaż może w zawoalowanej formie. Stwierdzenie, że „władza, która nie respektuje prawa bożego stanie się prędzej czy później bandą złoczyńców”, nie pozostawia żadnych wątpliwości co do intencji wygłaszającego te słowa.
„Kościół nie ogranicza ich (polityków) sumienia w odniesieniu do wyboru doraźnych środków rozwiązywania problemów społecznych i gospodarczych (…), dopuszcza pluralizm w interpretowaniu podstawowych zasad teorii politycznych, nie zgadza się jednak na to, by katolickiemu politykowi – w imię wolności sumienia – wolno było wszystko w odniesieniu do stanowienia prawa przekreślającego prawo Boże”. Ktoś kiedyś powiedział, żeby Bogu oddać co boskie, a cesarzowi co cesarskie. Ciekawe, czy abp. Gądecki pamięta, kto to był.
Łomajgod! Serio był taki ktoś, kto powiedział, żeby „Bogu oddać co boskie, a cesarzowi co cesarskie” robiąc abepe Gądeckiemu krecią robotę?! Pewnie jakiś ateistyczny ideolog marksistowski! 🙂
Na szczęście większość katolików głosująca w większości polskich wyborów, nie słucha nachalnej propagandy niektórych księży i biskupów, nie słucha tych co bardziej nienawistnych i obrzydliwie kłamliwych argumentów – tylko kieruje się własnym wyborem.
Gdybym był odrobinę bardziej (jeszcze bardziej!) złośliwy, to bym powiedział, że PO ma za swoje, za opłacanie się Kościołowi przez wszystkie lata rządzenia. Opłacania, i niedopuszczania do wolnej wymiany myśli w publicznych mediach. Niedopuszczania, i utrzymywania bzdurnej zasady, że nie można obrażać uczuć religijnych, a uczucia logicznego myślenia można bez skrępowania. Że można nasze dzieci ogłupiać.
Problem w tym, że nie jestem złośliwy i będę głosował na Katolika, ale nie z powodów merytorycznych, tylko znowu wybiorę „mniejsze zło” :-(.
@ hazelhard. To nie jest żadna złośliwość, a uczciwe opisanie sprawy. Ja też, ze zgrzytaniem zębów, wybiorę mniejsze zło, czyli tego mordercę saren.
@hazelhard, zawsze jest pole do kompromisu 🙂 🙂
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/wilq.jpg
A serio, to kiedyś zamieszczałem oświadczenie przedwyborcze przedwojennego biskupa Okoniewskiego, bardzo wpływowej postaci Kościoła, który zachęcał do udziału w wyborach, a jednak potrafił powstrzymać się od tego wszystkiego, od czego nie uciekł Gądecki.
Wynikałoby z tego, że pozycja Kościoła jest dziś znacznie silniejsza, niż przed wojną w katolickiej do cna II RP.
To też warto odnotować.
@ Anna R.
Demokracja i nowoczesne spoleczenstwo pozwala kazdemu byc tym kim jest. KK wierzy, ze zlo to wynik braku obecnosci Boga. Co zlego w tym, ze postepuje zgodnie z zasadami swojej wiary. Pani i tak odda swoj glos w lokalu wyborczym, nie w kosciele.
W. Bujak
Niewątpliwie oddam głos w lokalu wyborczym i będę głosować zgodnie z własnym sumieniem. Nikomu nie bronię głosić swoich poglądów, ale czy kazanie na mszy w święto, nie tylko państwowe, ale również kościelne, nie mogłoby być poświęcone jednak innym sprawom? Wiem, że to mało realne życzenie i każda okazja jest dobra (np. ostatnie Święta Wielkanocne), żeby zabrać głos w sprawach, które aktualnie są wałkowane, a ze świętami nic wspólnego nie mają. Ideałem byłoby samo wspomnienie o konieczności wzięcia udziału w wyborach bez dalszych instrukcji, które antagonizują społeczeństwo, już i tak mocno podzielone. Język kazań jest bardzo często wykluczający (kto nie z nami, ten przeciw nam). A gdzie tu miejsce na jakąkolwiek wolność sumienia? Przecież nauczanie Kościoła w niektórych sprawach uległo zmianie, więc nie do końca mogę się zgodzić, że prawo naturalne/boże, na które powołuje się chociażby abp. Gądecki jest od zarania dziejów niezmienne. Nie zapominajmy też, że władza prezydenta jest ograniczona. Ma on między innymi tzw. prawo weta, ale jeśli Sejm je odrzuci, to prezydent ustawę musi podpisać, niezależnie od posiadanych poglądów.
Obirek: zgoda, zgoda, ale jedna mała poprawka terminu. To nie był realizm socjalistyczny tylko realny socjalizm.
Tak oczywiście realny socjalizm, tak jak teraz mamy realny katolicyzm a nie realizm katolicki. A swoją drogą polecam nader pouczającą książkę Marcina Króla „Byliśmy głupi”, zwłaszcza część opisującą jego przygodę z otwartym katolicyzmem, czyli lata współpracy z Tygodnikiem Powszechnym. Też tam byłem, też widziałem i poza drobnymi nieścisłościami Król oddał klimat tamtych czasów dość dobrze. Ciekawe, że skądinąd długa recenzja w rzeczonym TP do tej sprawy się nie odnosi, czyżby cenzura obyczajowa?
Znajomy wysłał mi email i pozwolił go upublicznić więc to robię z przyjemnością: „Hmmmm – tylko co on właściwie miał wedle Ciebie powiedzieć?! „Róbta co chceta”, to zupełnie dwa odmienne porządki, które oddziela mur analogiczny do zasieków na granicy palestyńsko-izraelskiej?! My się na tematy świata tego nie wypowiadamy?!
Wydaje mi się, że nie jesteś do końca sprawiedliwy w stosunku do St. G.
Po pierwsze sama wypowiedź to trochę zaklęcia rytualne, które przedstawiciele KRK wypowiadają przed wyborami. Przytaczana przez Ciebie wypowiedź jest dość stonowana. Podkreśla pluralizm oraz przestrzega przed mieszaniem się księży w kampanię, to zdecydowany plus. W zasadzie twoje uwagi dotyczą jednego, nie przeczę, że ważnego zdania – które jest pewnym kościelnym skrótem myślowym – prawo boże przed prawem stanowionym, a co najmniej jako kryterium oceny tego drugiego. Masz rację, że nie jest to ostre rozróżnienie, ale w praktyce biskupi zdają sobie w co raz większym stopniu z tego, że w pluralistycznym społeczeństwie co raz trudniej jest o proste przełożenie katolickich wymagań moralnych (nie tylko mówi się o „prawie bożym”, niekiedy inny wytrych „prawo naturalne”, gdy chcą odwołać się nie tylko do dekalogu, lecz także do „racji rozumu” stającego w obliczu prawdy). Widać, że nie ja jednej kościelnej strategii co zrobić z in vitro, przynajmniej ostatnio się to tak rysuje.
Natomiast, wydaje mi się, że nolens volens dotykasz poważniejszego problemu współczesnych demokracji. Czy głos przedstawicieli religijnych ma być obecny w przestrzeni publicznej czy też nie?! Czy mogą oni – w odwołaniu się do głoszonych przez siebie poglądów religijnych – głosić potrzebę nie tylko ich poszanowania, ale przede wszystkim wskazywać na pewne istotne intuicje, które owe przekonania religijne z sobą niosą. Wiem, że inaczej wygląda tak w krajach o mocnym spluralizowaniu opinii publicznej, a inaczej w krajach bardziej religijnie homogenicznych – jak Polska. Na to nakłada się nie tyle kwestia ingerencji ludzi KRK w życie publiczne ile podczepianie się polityków pod księżą sutannę, aby legitymizować się w oczach wyborców – a to czynią od prawa do lewa, każdy na swój sposób. Jesteśmy w trakcie (osobliwej) sekularyzacji, która tu meandruje jak Biebrza po bagnach i starorzeczach, przy różnych rekonkwistach „melioracyjnych”.
Nie odbieram wypowiedzi St. G. jako poparcia jednej opcji, która usiłuje „podlizywać” się KRK w kwestii in vitro – jeśli wskazanie na zasadność uwzględniania (przynajmniej w pewnym dalszym planie, horyzoncie) „prawa bożego” przez polityków przyznających się do katolicyzmu (nie koniecznie w imię profitów politycznych, ile w imię pewnej spójności głoszonych poglądów) uznać za jednoznaczną egzemplifikację tego problemu.
Tu oczywiście pojawia się – nieuniknione moim zdaniem – napięcie między między dwoma etykami weberowskimi – z jednej strony, etyka przekonań (prawo boże, naturalne – nawet jeśli historycznie podlegające zmianom, ewolucjom itp.), a z drugiej etyka odpowiedzialności (konieczność uregulowania pewnych kwestii, które są nieuregulowane, z uwzględnieniem opcji odmiennych – czyli różnego rodzaju „kompromisy aborcyjne”). To, że każda ze stron usiłuje w ich zawieraniu ugrać jak najwięcej dla siebie, to zrozumiałe. Ale wydaje mi się, że w pragmatyce działania dyplomaci KRK to uwzględniają i ostatecznie tak postępują, nawet jeśli z ambon lubią wypowiadać się duchu „ani guzika nie oddamy”.
Prawo boże jest zmienne? (Mt 5,17.18) arogancja czy ignorancja?