Marek Kusiba: Święto dla leniuchów4 min czytania

()

kornhauser julian2015-06-04,

W roku urodzin Andrzeja Dudy, czyli w 1972, jego teść Julian Kornhauser opublikował debiutancki tom wierszy zatytułowany proroczo Nastanie święto i dla leniuchów… 

No i nastało: zięć poety został prezydentem, a leniuszki z PO zachodzą w głowę, jak to było możliwe. Gdyby czytali Kornhausera i Zagajewskiego, to by wiedzieli, że „świat nie przedstawiony” (tytuł ich książki – manifestu Nowej Fali), świat niedoceniany i co tu dużo mówić pogardzany, upomni się o swoje.

Trudno przewidzieć, co będzie dalej, ale zamiast prorokować o przyszłych losach Polski, na czele której stanie już w sierpniu prezydent-elekt, przywołajmy – Dudzie ku przestrodze – tytuły kolejnych tomików jego teścia; niektóre mogą okazać się równie profetyczne, jak debiutancki: „W fabrykach udajemy smutnych rewolucjonistów”, „Zabójstwo” (obydwa w 1973, zięć ma roczek), „Stan wyjątkowy”, „Zjadacze kartofli” (obydwa w 1978, zięć ma sześć latek i nie idzie do pierwszej klasy), „Zasadnicze trudności” (w 1979, zięć ma siedem lat i idzie do pierwszej klasy).

Zwłaszcza tytuły „Zasadnicze trudności” i „Stan wyjątkowy” budzić mogą obawy, podobnie jak tytuł powieści teścia „Stręczyciel idei”, w którym znajdujemy taki oto opis:

„Robię kolację, jak zwykle dość skromną, głównie z lenistwa. Wysuwam blat z kredensu, wyciągam pół bochenka chleba zakopiańskiego za 3 zł 30 gr., z szufladki nóż, z lodówki masło i słoik ogórków konserwowych. (…) Jajka skaczą w wodzie, obijają się o ścianki garnuszka, po chwili gaszę płomień, wyjmuję każde jajko z osobna na łyżeczce, wsadzam je pod kran, aby ochłodzić zimną wodą. Następnie rozbijam łyżeczką skorupkę i wlewam do szklanki zawartość. Skorupy kładę na blacie, do jajka dodaję sól, pieprz i trochę pokrojonego czosnku. Wszystko razem mieszam. Biorę do prawej ręki talerz z chlebem, do lewej szklankę z jajkami, wnoszę to do pokoju i stawiam na stole. Wracam, biorę kawę i jeden ogórek nabity na widelec. Zabieram się do jedzenia. Najpierw gryzę kawałek chleba rozkoszując się świeżym masłem, trochę zimnym, potem wybieram łyżeczką jajko, czując jego słony i pieprzny smak. Kiedy połykam to wszystko razem, sięgam po kawę, piję, ale nie łapczywie, powoli, jakby ze wstrętem. Ponawiam wszystkie czynności kilkanaście razy. Ogórek jem na końcu”.

Niepokojąca z profetycznego punktu widzenia wydaje mi się symbolika ogórka. Magdalena Ogórek przegrała z kretesem wyścig do fotela prezydenta, bo medialnie zaistniała znacznie lepiej w serialu „Czego boją się faceci, czyli seks w mniejszym mieście”. Mniejszym miastem były zawsze Gliwice, miasto urodzin Juliana Kornhausera.

Dom, sen i gry dziecięce” – to piękna, sentymentalna opowieść tego ostatniego o swoim  powojennym dzieciństwie żydowskiego chłopca. Można mieć tylko nadzieję, że nie okaże się profetyczny tytuł polsko-angielskiego wyboru wierszy teścia prezydenta „Been and Gone”, w przekładach mojego sąsiada ze strony w „Przeglądzie Polskim” w Nowym Jorku, Piotra Florczyka… Bo że będzie to „Inny porządek”, wiemy na pewno.

Zostańmy na „Kilka chwil” (to też tytuł teścia) przy Krakowie, z którego podobnie jak zięć pisarza pochodzi Andrzej Busza, poeta i conradysta, zamieszkały od pięćdziesięciu już lat w Vancouver. Dzięki cudownej Irenie Gostomskiej i jej przyjaciołom (także literatury) skupionych w Grupie Epizod (było, minęło?), mieliśmy tam niedawno wieczór promocyjny tomu Literatura polska obu Ameryk. Studia i szkice, wydanego na Uniwersytecie Śląskim (w koedycji z Polskim Funduszem Wydawniczym w Kanadzie) pod redakcją Beaty Nowackiej i Bożeny Szałasty-Rogowskiej, obecnej na spotkaniu.

Razem z panią doktor, jak i poetami Buszą i Sabo byliśmy zmieszani oklaskami, jakimi publiczność nagradzała wiersze, jak i wzruszeni miłością, jaką darzą w Vancouver Bogdana Czaykowskiego (urodzonego w Równem na Wołyniu – równe czterdzieści lat przed Andrzejem Dudą). Ten wybitny poeta, uważany przez Miłosza za równego sobie, nie miał szczęścia być uznanym za takowego w ojczyźnie, choć ukazały się tam jego znakomite książki, m.in. wydana przez Czytelnik obszerna Antologia poezji polskiej na obczyźnie 1939-1999 oraz w wydawnictwie Znak Jakieś ogromne szczęście. Wiersze wybrane z lat 1956-2006 (obie w koedycji z Polskim Funduszem Wydawniczym w Kanadzie).

A pozostaje mało znany, bo krytyka polska, jak za dawnych lat, dzieli literaturę polską na polską, czyli tworzoną w kraju, i tę tworzoną poza granicami, czyli jakby trochę mniej polską…

Dr Szałasta-Rogowska zauważyła, że gdyby Czaykowski znany był w Polsce od lat sześćdziesiątych, dzierżyłby poetyckie berło rangi Zbigniewa Herberta.

Nasuwa się tu tytuł jego zbioru esejów, wydanego równe dziesięć lat przed urodzinami prezydenta-elekta: „Barbarzyńca w ogrodzie”, i zdanie na temat Sieny, która z początku XII wieku „stanęła twarzą w twarz ze swoim przeznaczeniem. Miała do wyboru albo uległość, albo trudną niepodległość”.

Przed takim samym wyborem stoi Andrzej Duda w XXI wieku.

Marek Kusiba
Toronto

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

9 komentarzy

  1. Aleksy 04.06.2015
  2. j.Luk 04.06.2015
  3. Obirek 04.06.2015
  4. j.Luk 04.06.2015
  5. Anna-Maria Malinowska 05.06.2015
  6. slawek 06.06.2015
    • Marian. 06.06.2015
  7. Anna-Maria Malinowska 07.06.2015
  8. Therese Kosowski 08.06.2015