Kilka dni dyskusji nad zjawiskiem, które wielu kojarzy się jedynie z hasłem „rozp*** to wszystko”, hasłem którego nawet nie starają się zrozumieć, pokazało jak miałka jest tak naprawdę dyskusja polityczna w Polsce. Szczytem zdolności analitycznej jest przewidywanie kto i z kim zawrze powyborczą koalicję, zupełnie nie zwracając uwagi na to w jakim celu. Cel – władza – jawi się jako wartość sam w sobie i nie trzeba już zawracać głowy szczegółami.
Nieistotnymi jak obywatel po zakończeniu głosowania.
I choć symptomy tego, co dzieje się dziś w Polsce widoczne były już w 2011 roku w innych krajach, traktowano to jako egzotykę nie mającą dla nas znaczenia. Dziwne to, bo właśnie głosiciele wspólnej Europy, zwolennicy jak najpełniejszej integracji powinni zauważyć to jako pierwsi.
Nie zauważyli, więc wg ich logiki – zjawisko nie miało prawa zaistnieć. No ale zaistniało ośmieszając fałszywe wielkości i ich epigonów, którzy jeszcze dziś udają, że nie widzą co się dzieje w imię zaakceptowania ich towarzystwa przez bankrutujące mądrości.
Nawet przy gasnącym ognisku można się jeszcze jakiś czas ogrzać.
Rozmawialiśmy, na ile to było możliwe, o niesformalizowanym dotąd (a wg własnych założeń nigdy) ruchu, którego chwilowym liderem stał się Paweł Kukiz, ograniczając się do próby zrozumienia zjawiska na gruncie polskim.
A przecież już w roku 2011 mieliśmy do czynienia z „ruchem oburzonych” w Hiszpanii i wystarczyła prawdziwa, fachowa analiza, by odpowiedzieć sobie na pytanie: czy czeka nas coś podobnego?
Nie zrobiliśmy tego i dziś , z wielkimi oporami, ale nadrabiamy tę lekcję.
Wtedy większość z nas była gotowa się założyć, że u nas coś takiego nie zaistnieje.
Prof. Jerzy Kochan z Uniwersytetu Szczecińskiego twierdził w 2011 roku, że nasza ślepota jest wynikiem tego, iż w Polsce „nie dostrzega się ruchu społecznego protestu, bo neoliberalizm i klerykalizm podały tu sobie ręce. Bez kościelnego błogosławieństwa dziki polski kapitalizm by się nie utrzymał”. Można się zgodzić bądź nie z tą opinią, faktem jest, eksplozja Kukiza zastała komentatorów życia politycznego nieprzygotowanych jak uczniaki, które zaskoczyła niezapowiedziana klasówka.
Pewnie stąd pierwsze komentarze, w których więcej było emocji, niż czegokolwiek innego, z wiedzą o przedmiocie na czele.
To się zdarza, to nie wstyd, trzeba tylko szybko tę naukę nadgonić.
Wiara (bo to jest tylko wiara) w samoregulacyjne zdolności rynku utrzymuje się u nas mimo przykładu USA, które z budżetu chroniły prywatne banki, mimo przykładu Grecji, nad którą z troską pochyla się UE zamiast czekać, że rynek ją sam wyprowadzi na prostą (bądź nie), mimo wypowiedzi takich tuzów liberalizmu jak Jeffrey Sachs czy Jeremy Rifkin, którzy dziś na ich podstawie mogliby zostać nieomal członkami partii socjalistycznej.
Ruch oburzonych zaistniał w USA, w Holandii, Belgii, Hiszpanii, Francji i in.
Dlaczego sądzono, że nie zaistnieje w Polsce? Czyżby u nas nie miały miejsca te same zjawiska, które tam doprowadziły do wrzenia?
Owszem, miały i mają. Integracja ma także tę stronę.
Nasi eksperci wygłaszają opinie, które mogą jedynie zaostrzyć sytuację. Dr Maciej Krzak ( szef Zespołu Makroekonomicznego Centrum Analiz Społeczno Ekonomicznych. Wcześniej był konsultantem Banku Światowego, oraz głównym ekonomistą kilku banków komercyjnych) wygłosił był pogląd, iż „Wypłacanie jednorazowych ogromnych premii, nieprzystających do zarobków zwykłych obywateli powoduje bunt wśród ludzi. Powoduje to żądzę odwetu. Dlatego mamy protesty na Wall Street. Na to nakładają się jakieś nieuczciwości…”
„Jakieś nieuczciwości”. Poezja.
Zapomniał tylko dodać, że te premie nie przystają do zarobków, z których trudno się czasem utrzymać, a to klucz do sprawy. Nie sama różnica w pobieranych sumach.
Uczyłem swoich słuchaczy analizy źródeł historycznych wskazując, że ta sama wypowiedź w ustach różnych ludzi oznaczać może co innego. Charakterystyczne, że to właśnie dr Krzak nazywa ruch oburzonych „demagogią”. Nawet mnie to nie dziwi.
Bankierzy, którzy biorąc od Obamy miliardy na ratowanie swoich banków, które nie Obama doprowadził do stanu kryzysowego, przyznają sobie jednocześnie milionowe premie. Wg dr Krzaka wskazywanie na to jako na patologię to demagogia. Tylko tak dalej.
Tymczasem to prowokuje pytanie: kto tak naprawdę rządzi? Ludzie, których wybieramy, czy kto inny schowany za ich plecami? Brak odpowiedzi to pole uprawne wszelkiego typu teorii spiskowych. Skoro budżet złożony z naszych podatków jest do dyspozycji bankierów, na których nie głosowaliśmy w wyborach to… ? Itd.
Niejasne związki rządzących z kapitałem to kolejne zjawisko doprowadzające do wrzenia. Pokazywałem niedawno przykład, jak amerykański bank reguluje swoje przepisy na naszym rynku nie licząc się z prawem polskim. Nikogo to nie zainteresowało. Komentatorzy może przeoczyli, a politycy? Nie wiedzą o tym? Czy mają to w nosie, by nie insynuować wprost, że w portfelu? Chętnie bym usłyszał odpowiedź na to proste w gruncie rzeczy pytanie.
Takich przypadków możemy wskazywać bez liku, i u nas i gdzie indziej.
A może uśpiło naszą czujność to, że ruch oburzonych najsilniej dał znać o sobie w krajach najbardziej zadłużonych, co w czasie kryzysu stało się wręcz niebezpieczne? My tymczasem na tle Europy wydawaliśmy się być nieomal Arką Noego, niezatapialną pośród odmętów.
Od lat mówiliśmy o konieczności budowy w naszym społeczeństwie klasy średniej. Historia dowiodła jej przydatności dla stabilnej konstrukcji społecznej także u nas, w wieku XIX i później.
A tymczasem powiększająca się polaryzacja społeczeństwa pod względem zasobności portfela jest faktem znanym, nie są to jakieś tajne dane, a jednak nikogo nie niepokoiła tyle czasu.
Oczywiście, wszystko można wytłumaczyć „bezinteresowną polską zawiścią” ponieważ ostatnimi laty nauczono nas pochylać głowy z pokorą przed oskarżeniem byle śmondaka o byle co i mechanizm ten zdążył się już w naszych umysłach zadomowić.
Ale czy na pewno wszystko?
Daliśmy sobie wmówić, że człowiek, który chce pracować na etacie, a po godzinach pracy zajmować się swoimi sprawami, to nieudacznik. Bo nie walczy o siódmy samochód i trzecią willę, nie ma ochoty zajmować stanowiska swojego szefa, nie przemieszcza się po kraju zgodnie z radą Balcerowicza w poszukiwaniu coraz to lepszych warunków. Narzucono nam zupełnie nienaturalną wizję człowieczeństwa, którego istotą jest praca i wszystkie jego aspekty muszę się wokół niej obracać. Współczesny człowiek nie ma prawa zbierać znaczków czy chodzić na ryby, bo musi uczestniczyć w eventach organizowanych przez firmę, gdzie absencja jest niemile widziana, a bywa, że powoduje niemiłe konsekwencje. Jest przedmiotem czyjejś gry i to w coraz większym stopniu. Powoli staje się niewolnikiem.
Ktoś stanie w jego obronie?
Degrengolada polskiej lewicy (a mówiąc uczciwie – nie tylko polskiej) też dołożyła cegiełkę do tego muru, który podzielił społeczeństwa.
Młoda lwica tego nurtu, Barbara Nowacka wymienia siedem – osiem bytów czy pseudobytów politycznych o lewicowej proweniencji, które mają stać się ponoć nadzieją polskiej lewicy zupełnie nie zwracając uwagi, że obraca się wciąż w kręgu starych przyzwyczajeń i starej terminologii. Ważniejsze jest kto z kim się połączy, kto z kim wystartuje do wyborów, niż zaduma nad tym, czy lewica jest dziś komuś do czegoś potrzebna i co to w ogóle dziś znaczy „lewica”?
Jak dotąd była rodzajem wentyla bezpieczeństwa, który chronić umieli nawet zdeklarowani liberałowie dla własnego, dobrze pojętego interesu.
Dziś gdzieś to zanikło.
Partie lewicowe mają w swej genezie historycznej związki zawodowe. Co mogą wygenerować nasze związki zawodowe? Czasem wydają się tworami nie z tej epoki, nie nadążającymi za zmieniającym się światem.
A może to kierunek zmian, w jakim podąża świat wznieca tyle emocji inicjując samoistnie ruchy oburzonych?
Kiedy na przełomie XVIII i XIX wieku rewolucja przemysłowa wywracała świat do góry nogami takie ruchy również miały miejsce. Łącznie z ekscentrycznymi z dzisiejszego punktu widzenia żądaniami, by „zniszczyć maszyny zabierające pracę”. Do pewnego stopnia sytuację mamy podobną. Rewolucja technologiczna mająca miejsce na naszych oczach zmienia wszystko.
Tęsknota za spustem surówki w hutach, fedrowaniem na przodku, budowaniem coraz większych statków dla samego budowania i dumy z tego „osiągnięcia”, pracą polegającą na przebywaniu w biurze od 7:00 do 15:00 tkwi w wielu umysłach i pewnie też sercach.
Ostatnio przypłynął do Gdyni jeden z największych w świecie kontenerowców. 8100 kontenerów za jednym zamachem (to więcej, niż w całym pierwszym roku istnienia przeładowała gdyńska baza kontenerowa). Obliczyłem, że zatrudnionych przy rozładunku było ok. 10% tej załogi, która w latach 70tych dokonywała tej czynności tradycyjnie, gdy towar był w workach lub skrzyniach.
Wiem, że trudno pogodzić się z tym faktem tym, którzy utracili pracę przy przeładunku, ale czy można podnieść postulat „Zniszczmy kontenerowce!”?
To tylko jeden z ogromnej liczby przykładów jak zmienia się świat. Te nowe problemy, które rodzą się w tle wymagają jeśli nie interwencji, to przynajmniej rzeczowej analizy ze strony rządzących. By tak się stało, rządzący muszą być fachowcami. A kim są? Do znudzenia będę pytał kto pracuje w naszych ministerstwach, skoro najdrobniejszy problem rozwiązywać muszą i to w drodze przetargu firmy zewnętrzne. Podkreślam sprawę przetargu, bo poza wszystkim innym on wydłuża czas ew. reakcji ministerstwa na zachodzące zjawisko czy incydent.
Jak wobec nowego świata powinna zachowywać się lewica? Lewica, która mogłaby odgrywać tę samą rolę, jaką odgrywała w dotychczasowej historii świata.
Czytając radosne enuncjacje o powstaniu kolejnej lewicowej inicjatywy w ogóle nie widzę, by ten problem ją zajmował.
Gdyby umiała się w nowym świecie znaleźć byłaby buforem, który chroniłby świat przed ew. wstrząsami będącymi efektem ruchów oburzonych, na które nikt nie ma, a często wręcz nie chce mieć pomysłów.
Polska lewica takim buforem w najbliższym czasie nie będzie. Na razie prominentni jej przedstawiciele spierają się zawzięcie pod czyim sztandarem ma się odbywać jej „zjednoczenie”. Ważniejszych problemów nie mają.
Ruchy oburzonych i u nas i na świecie są ideowo niedookreślone, co spędza sen z powiek komentatorom przywykłym do łatwego szufladkowania wszystkiego.
Tymczasem te ruchy wyrosłe na bazie tych samych problemów szukają rozwiązań na wszystkich możliwych polach. Wspomniany wcześniej prof. Kochan wskazuje na istniejące w tych ruchach „różne koncepcje: od socjaldemokratycznych typu skandynawskiego, poprzez zrównoważony rozwój zielonych, aż po nurty rewolucyjne: komunistyczne, socjalistyczne, marksistowskie, maoistowskie […]Ta złożona koalicja traktuje siebie nie tylko jako projekt polityczny, ale wręcz cywilizacyjną alternatywę mogącą uchronić Ziemię przed katastrofą.”
U nas dochodzą do tego koncepcje tzw. narodowe, czasem wręcz faszystowskie, odwołujące się do tradycji katolickiej. Ale to tylko lokalna specyfika. Podłoże jest to samo.
Barbara Nowacka, którą razi koszulka Kukiza z logo Narodowych Sił Zbrojnych zauważa mimo to, że „…zawód z powodu korupcji, łamania obietnic i zamknięcia Platformy, milczącego strażnika systemu, odczuwa wielu ludzi i oni nie muszą mieć poglądów Kukiza. Mają natomiast ochotę na zmianę, którą na jakimś etapie wydał im się właśnie on…” oraz przypomina, że podobne było podłoże sukcesu Palikota w 2011 roku. On zawiódł, a kojarzył się mimo wszystko z „cywilizowaną” opozycją. Jeśli taka nic nie zdziałała, czas na coś ostrzejszego – taka logika oburzonych jest uprawniona choćby nam się to nie wiem jak nie podobało.
Nie mam ani gotowych rad, ani rozwiązań. Wiem tylko, że jeśli nasza optyka pozwala jedynie na dostrzeganie „pijaka Kukiza, ekscentryka Kukiza” itd. i dobrowolnie, z uporem maniaka zamykać będziemy oczy na to co się wokół nas w świecie dzieje zaskoczy nas jeszcze niejedno. I to niemile.
Jerzy Łukaszewski


„Wiara w samoregulacyjne zdolności rynku utrzymuje się u nas mimo wypowiedzi takich tuzów liberalizmu jak Jeffrey Sachs czy Jeremy Rifkin, którzy dziś na ich podstawie mogliby zostać nieomal członkami partii socjalistycznej.”
Drażni mnie mylenie definicji – stąd ta uwaga. Amerykanie pisząc i mówiąc o liberalizmie mają na myśli to co my rozumiemy jako socjalizm. Oni się takim rozumieniem liberalizmu posługują co najmniej od lat 40estych ubiegłego wieku, a Pan dzisiaj odkrywa, że amerykański liberalizm jest w założeniach łudząco podobny do socjalizmu … Amerykański liberalizm jest czymś zupełnie innym od tradycyjnie rozumianego europejskiego liberalizmu, którego propagatorami byli Adam Smith czy David Ricardo.
A to się wzięło przede wszystkim z tego, że kapitalizm jako system gospodarczy przestał dominować w USA w czasach, gdy pojawiła się potrzeba by polityka wsparcia państwowego w postaci Nowego Ładu rozwiązała te problemy, których nie mogli lub nie chcieli rozwiązać kapitaliści. Kapitalizm nie poradził sobie z masowym bezrobociem i dlatego upadł w USA dawno temu. Na miejsce kapitalizmu przyszedł menadżeryzm, nowy liberalizm czy jak to tam określono. A nadano temu zjawisku nowe łatki bo mimo wszystko w USA wówczas komunizm cieszył się złą sławą to żeby przekonać ludzi do nowego posługiwano się dawnymi terminami by opisać coś co już jednak dawnym ustrojem nie było. I tak oto dzisiaj Europejczycy pisząc o amerykańskim liberalizmie najczęściej nie mają świadomości, że piszą o systemie gospodarczym, który od liberalizmu w rozumieniu Hayeka jest daleki.
Najwieksza zagadka w artykule autora jest fakt zanikania klasy sredniej. Postep technologiczny, organizacyjny, internet powinien wrecz spowodowac jej burzliwy rozwoj. Wlasnie poda ostatni monopol wysoko rozwinietej gospodarki – wytwarzanie i dystrybucja energii elektrycznej. Piszac „klasa srednia” nie mam na mysli wielkosci dochodow a raczej fakt samozatrudniania, posiadanie wlasnego biznesu. Zwykle generowalo to dochody z tego przedzialu. I tu moze lezy rozwiazanie zagadki. Wysoce wydajna, super sprawna obrabiarke mozna zainstalowac w garazu. We wlasnym domu mozna otworzyc biuro. Koszty wlasne minimalne, ale nie powstaja. Dlaczego? Bo wysokie koszta narzucone przez panstwo, kompletnie niwecza przewage niskich kosztow wlasnych.
@Brentano ok, poprawmy na „tuzy neoliberalizmu”.
Ale głównie chodziło o to, że np. Jeffrey Sachs i inni mówią dziś zupełnie co innego, niż wtedy, gdy u nas wprowadzano reformę Balcerowicza, a na nich przecież się w niej opierano. Balcerowicz dalej mówi to samo co mówił. Trochę to dziwne, nie?
Kapitalizm zaczął zmieniać swoje oblicze z w ostatniej ćwierci XIX wieku i proces ten do I wojny światowej zmienił charakter z kapitalizmu „właścicielskiego” na „menedżerski”. Po prostu nastąpił proces profesjonalizacji funkcji zarządzania a wymusiły to m.in. banki odmawiając kredytowania właścicielom, których firmy przerosły swoich założycieli. Kapitalizm to system, w którym dzięki mechanizmowi wolnego rynku kapitał pracuje i zarabia na siebie a czy ma on postać właścicielską czy menedżerską czy jak współcześnie interaktywną to oznacza wyłącznie inną formę tego samego mechanizmu. New Deal F. Delano Roosevelta przyniósł w tamtych warunkach rezultaty, podobnie jak duża skala interwencjonizmu państwowego (FED i FOMC) w USA w latach 2008 – 2014. Jednocześnie w tym samym państwie tryumf święciła reganomika. Warto pamiętać, że kapitalizm rozwija się cyklicznie i w zależności od fazy cyklu koniunkturalnego różne narzędzia bywają bardziej efektywne – raz interwencjonizm a innym razem liberalizm. Twierdzenie, że współczesny amerykański liberalizm jest podobny do socjalizmu jest bardzo ciekawym wybrykiem umysłowym, nie mającym nic wspólnego z rzeczywistością. Skala ubóstwa i różnic społecznych jest o wiele większa niż w Europie, w tym także w Polsce, z tym że odbywa się to przy kilkakrotnie wyższym niż u nas poziomie życia. Nie wiem o jakie wypowiedzi Sachsa i Rifkina chodzi dlatego trudno mi się wypowiadać a ponadto nie oni jedni mówią co innego bo i faza rozwoju jest inna. Jeśli chodzi o Grecję to UE wpompowała w nią miliardy euro a i tak dojdzie do upadłości i wyjścia jej ze strefy euro – nie ma darmowych obiadów. Rynek dużo szybciej uzdrowiłby Grecje gdyby wywalono ja od razu ze strefy euro. A tak dopłacaliśmy miliardy a Grecję i tak będzie musiał uzdrowić rynek po jej usunięciu ze strefy euro. Inaczej choroba lenistwa i oszustwa przeniesie się na Włochy, Hiszpanię, Portugalię i …Francję, co oznaczałoby rychły koniec nie tylko euro ale całej UE.
***
Balcerowicz powtarza wciąż te same rzeczy bo ciągle nie potrafimy ich w Polsce załatwić w gospodarce i albo „stawiamy wóz przed koniem” albo staramy się „popychać wóz sznurkiem”.
* * *
Jeśli dobrze rozumiem w artykule chodzi o to, że nie umiemy czy nie potrafimy prawidłowo odczytać rewolty oburzonych i nie mamy dostatecznie rozwiniętej klasy średniej aby ustabilizować system na okoliczność wstrząsów. Sęk w tym, że system jest zmieniany przez rytm i tempo przemian światowych a tego żadna klasa średnia nie jest w stanie powstrzymać.
* * *
Zanim znajdziemy odpowiedź na rewoltę oburzonych już będzie kolejna faza przemian. Zmiany na świecie przyspieszają a człowiek jest bardzo konserwatywnym bytem.
@slawek Sachs od jakichś dwóch lat zwraca uwagę na „niesprawiedliwości społeczne”, co akurat w jego ustach brzmi ciekawie.
A chodziło mi głównie o to, by nie patrzeć tylko na swoje podwórko, lecz spróbować powiązać niektóre zjawiska z tym co się dzieje dookoła. Szczegóły ekonomiczne zostawiam, bo to nie moja branża, opieram się na opinii mądrzejszych.
Klasa średnia była i jest zwykle stabilizatorem. Jej brak, bądź marginalne występowanie może oznaczać groźniejsze w skutkach wstrząsy, niż gdzie indziej.
„Zmiany na świecie przyspieszają a człowiek jest bardzo konserwatywnym bytem.”
No właśnie. Dziś to widać wyraźniej, niż kiedykolwiek.
Zaczynaja sie pojawiac analizy pozytywne, ktore nieco odbiegaja od przemyslen j.Luka. Oba ponizsze teksty mowia w zasadzie to samo. A mianowicie, Komorowski i PO przegrywaja przez skrajna niekompetencje w sprawie internetu. A niekoniecznie przez tajemnicze a potezne zjawiska, ktore probuje analizowac j.Luk.
.
Wnioski z kampanii wyborczej w internecie: Hejterami się nie wygrywa [analiza Orlińskiego]
http://wyborcza.pl/1,75968,18104866,Wnioski_z_kampanii_wyborczej_w_internecie__Hejterami.html
.
Jeszcze ciekawszy jest list otwarty:
Rząd, zamiast się samobiczować, powinien poprawić politykę informacyjną [LIST]
http://wyborcza.pl/1,95892,18112347,Rzad__zamiast_sie_samobiczowac__powinien_poprawic.html
.
W LISCIE autor wytknąl, ze tzw. tasmy prawdy zostaly sfalszowane. Na przyklad, Bienkowska powiedziala o 6 tysiącach w zupelnie innym sensie i kontekscie, niz to sie rozeszlo po narodzie. Jesli to prawda (ja tasm nie slucham), to niesprostowanie tego falszu jest faktycznie poteznym dowodem niekompetencji otoczki medialnej rządu. A takze dowodem skrajnej nieuczciwosci dziennikarzy, ktorzy tego nie wyjasnili.
.
Ciekaw jestem, czy PO zdola sie otrzasnac poprzez wywalenie na zbity pysk swoich specow od PR i wynajecie nowych.
@narciarz2, wszystko jest możliwe, ale tych artykułów nie da się jednak porównywać z szerszą analizą. One dotyczą szczegółów, powiedzmy – technicznych, a nie istoty zjawiska.
Oczywiście, że słynny POwski PR to była bzdura na resorach, bo PO pewnie nawet nie wie co to znaczy, sądząc z ich zachowania. A o zatrudnianie hejterów oskarżają się dziś wszystkie strony, ostatnio pan Szejnfeld, ale jak się chciałem zatrudnić jako hejter to nikt nie umiał mi wskazać gdzie mam się zgłosić 🙂 Ot, taka urban legend.
Ma pan rację co do pani Bańkowskiej, ale to samo było z krzesłem szoguna. Wszyscy widzieli, że na nie nie wlazł i mówili, że wlazł.
Takimi chwytami technicznymi jak narzędzia internetowe można jakiś czas neutralizować niekorzystne zjawiska, opóźniać ich pojawianie się, ostrość itd. ale to jest jak lekarstwo na ból głowy – przyczyny nie wyleczy.
@narciarz2
.
Niezwykle ciekawą analizę przebiegu ostatnich wyborów, zaobserwowanych zmian i co one oznaczają na przyszłość przeprowadził Edwin Bendyk w artykule z 9 czerwca 2015 „Losy politycznych kampanii ważą się w sieci. Jak internet zmienia politykę”.
.
Niestety nie mogę podłączyć linku; artykuł jest dla abonentów Polityki Cyfrowej. Polecam jednak gorąco. Jest to moim zdaniem najlepsza analiza tematu.
A ja się będę upierał, że nie jest, nie widząc.
Wie Pani dlaczego? Bo Wy wciąż, z uporem maniaka chcecie pisać nie o tym, co jest tematem artykułu, ale o konkretnej kampanii, chwytach marketingowych, kto wygrał, a kto z kim w koalicji itd.
Powtórzę – to są szczegóły techniczne, nieistotne dla tematu zasadniczego. Zupełnie nieistotne.
I nie mają znaczenia żadne kampanie. Internet o tyle zmienia politykę, że ludzie mają ze sobą ułatwiony kontakt, że bez łaski mediów wiedzą co się dzieje na drugim końcu świata i dlaczego. Nie politycy, nie mityczni hejterzy, ale zwykli ludzie mogą wymieniać opinie. W takiej sytuacji żadna kampania, żadne sztuczki nie są w stanie zmienić ich myślenia.
Oderwijcie się na chwilę od tej traumy pokomorowskiej. To jest tylko incydent, jeden z wielu zachodzących w świecie na tym samym tle.
Od zaś słyszałem że konkurencja jest napędem rozwoju, jakiegokolwiek. Z racji wolnego zawodu była to oczywista oczywistość, nabyta przez lata edukacji muzycznej a i dalej życie uczyło tego samego. Dawno temu znajomy Francuz (komunista) powiedział,
wiesz.. gdyby nie realne istnienie waszego systemu to u nas ten pieprzony kapitalizm nic by nie zrobił w sferze socjalnej i nie tylko w niej. Zabiłby nas, jak niewolników. Myślę, że to do czego zmierzacie może przynieść fatalne skutki dla wszystkich. Jak się jest monopolistą z prawem wyłączności na muzykę to wszyscy muszą tańczyć tak jak im grają.
Był to rok 1986.. i stało się.
Obecnie realną konkurencją dla kapitalizmu są Chiny? Rosja?Zachód raczkiem wycofuje się z tego co musiał dać obywatelom aby w głowach ich nie zaświtała myśl o rewolucyjce, bo bunt cyklicznie sie pojawia.
Konkurencji brak, można zabierać co się chce.
PS.
W Polsce nie istnieje konkurencja międzypartyjna, nie oferują nic konkretnego, układ zwyczajnie zdycha, osiągnęli to co chcieli. Mamy więc na horyzoncie Kukiza a raczej niezadowolenie powszechne dające poparcie temu kto głośno protestuje.
Kończy się era bezkarności politycznej, pytanie czy to coś zmieni. Do zmian niezbędne są pieniądze, kto je wyłoży?
@j.Luk:
no to prosze, kolejna analiza. Tym razem dotyczy szerszego kontekstu spolecznego. Moze sie Panu spodoba?
http://wyborcza.pl/magazyn/1,145247,18019508,Platforma___samo_zlo__Wasz_hejt_jest_zalosny.html
@narciarz2 no proszę wybaczyć, ale jeśli to jest analiza, to mamy różne słowniki 🙂
To tylko płaskie powielenie tego co mówił w rozmowie z red. Bratkowskim prof. Krzemiński. Tyle, że on mówił mądrze. Dla p. Danielewskiego ta sytuacja to też „nowość”. Tymczasem ona narastała miesiącami i latami, o czym także tutaj mówiło wielu z nas. Wystarczy sprawdzić archiwum.
Aaaa. bo mi urwało… p. Danielewski pisze o przegranej PO i reakcji po tej przegranej. Ja piszę o tym, że to musiało nastąpić i że była to tylko kwestia czasu. Coś podobnego zaczyna się w tej chwili w Niemczech, a tam PO nie ma.Proszę zauważyć jak zaczyna „nurkować” projektowana formacja p. Petru i zastanowić się dlaczego.
@j.luk
A może jest tak, że to są różne aspekty tej samej sprawy?
.
Podobno (ja się z tym zgadzam) każdy problem ma 12 aspektów, nawet w pewnym momencie wzajemnie sprzecznych.
Nie dziwię się wcale, że jak padło w „Rejsie”: lubimy śpiewać tylko te piosenki, które już znamy. Człowiek analizuje świat aparatem pojęciowym jakim dysponuje. Woli układanki partyjno-personalne, kampanie marketingowe i wyborcze zamiast badania rzeczywistości. Skoro nie rozumie ruchu oburzonych to jak ma go analizować? Tym bardziej, że sami badacze w większości jeszcze nie spróbowali odpowiedzieć na pytanie o co chodzi. Mnie samemu, wydawało się, że chodzi o kilka zasadniczych procesów rozwijających się w Polsce od 1989 r., nasilających się w latach 2007-2015:
– fasadowość demokracji,czyli iluzoryczną kontrolę wyborców nad parlamentarzystami i radnymi,
– autorytarny i/lub wodzowski model partii politycznych wykluczających demokracje wewnątrzpartyjną co wpływa na charakter państwa traktującego obywatela jak przedmiot nie jak podmiot,
– traktowanie obywatela przez aparat państwowy jako (potencjalnego lub nawet faktycznego) złodzieja i oszusta i konstruowanie w myśl tej filozofii państwa i prawa,
– nadmierny fiskalizm doprowadzony w czasach Rostowskiego/Szczurka do absurdu zalewu wzajemnie sie wykluczających przepisów, nowelizacji oraz idiotycznych interpretacji,
– biurokracja produkująca prawo powielaczowe aby uzasadnić swoje istnienie,
– posłowie, którzy za punkt honoru stawiają sobie produkcje prawa kompletnie niespójnego z rzeczywistością i minimum rozumu (ostatnio w TOK FM była ciekawa audycja o ratyfikowaniu przez Polskę konwencji ochrony pieszych na drogach, w tym na przejściach na pasach – pominąwszy fakt, ze polskie tłumaczenie zostało zubożone o najważniejsze pojęcie tej konwencji, to jeszcze posłowie chwalili się, że już 3 lata pracują nad potworkiem prawnym – ustawą, która będzie wprowadzać rozwiązania pośrednie, kompletnie bzdurne prowadzące wprost do wzrostu zagrożenia pieszych na pasach i drogach,
– syndrom bizantyjskiej formy sprawowania władzy zamiast służby i partnerstwa z obywatelami,
– ciągłe mnożenie oraz komplikowanie prawa i rozrost urzędów co skutkuje gorszym i ciągle zmienianym prawem zamiast deregulacji i debiurokratyzacji, zamiast doprowadzenia uproszczenia i zmniejszenia ilości regulacji proces dokładnie przeciwny,
– rozwiązanie dopadającej nas pułapki średniego rozwoju, na tle nieumiejętności wykorzystania kapitału społecznego.
Tymczasem chodzi być może o to też ale rewolucjoniści zaczynają od JOWów jako panaceum na nasze kłopoty.
Tymczasem ruch oburzonych to albo zupełnie co innego albo dużo więcej niż to o czym wyżej wspomniałem.
* * *
Może ja się nie znam, ale dla mnie na razie, dopóki nie zobaczę o co naprawdę chodzi co będzie zawierał program oburzonych to oznacza wróżenie z fusów i przypisywanie oburzonym intencji i pomysłów, których naprawdę nie mają!
@slawek ja tylko próbuję powiedzieć (choć średnio mi to wychodzi), że Polska nie jest samotną wyspą na oceanie i że pewnie trendy występują na całym świecie, a więc rozpatrywanie ich jako wyłącznie naszego problemu zubaża nasze poznanie.
Proszę przeczytać:
„… Całe społeczeństwo rozszczepia się coraz bardziej i bardziej na dwa wielkie wrogie obozy, na dwie wielkie, wręcz przeciwstawne sobie klasy…”
„…Godność osobistą zamieniła w wartość wymienną, a na miejsce niezliczonych uwierzytelnionych dokumentami, uczciwie nabytych wolności, postawiła jedyną, pozbawioną sumienia wolność handlu.”
***
„…Garstka ludzi na szczycie piramidy robi majątek, podczas gdy bardzo wielu ludzi nie znajduje żadnego oparcia w nowej światowej gospodarce. Teraz mówimy jedno: domagamy się oparcia i potrzebujemy systemu gospodarczego, w którym mniej jest wykluczeń.”
„…Opodatkujcie bogatych, skończcie wojny, wzmocnijcie zabezpieczenie socjalne”. Tymczasem dzieje się dokładnie na odwrót. Mam nadzieję, że demonstranci nie przestaną domagać się reform, bo to, co mówią, jest słuszne.”
„…żyjemy w czasach, kiedy na całym świecie dostrzegamy, że strategie ekonomiczne muszą być przebudowane, ponieważ obecne podejście w gospodarce prowadzi do zbyt wielu nierówności”.
Brzmią podobnie te cytaty? Dwa pierwsze to z „Manifestu komunistycznego” Marksa. Trzy pozostałe to Jeffrey Sachs.
Jarosław Kaczyński poleca książkę Thomasa Piketty’ego nazywanego „nowym Marksem”. Ciekawe, prawda?
Może więc on zauważył to, czego uparcie nie chcą widzieć inni?
@j.Luk: Te cytaty dowodza, ze tzw. normalni ludzi od setek lat maja ciagle te same złudzenia. Pan jako historyk na pewno moze znalezc podobne cytaty z polskich mow sejmowych za Jagiellonow oraz krolow elekcyjnych. Tylko ze co z tego? Jeszcze jeden protest? Kiedys byly bunty chłopskie, teraz sa bunty oburzonych. Cieszmy sie, ze oburzeni w Polsce raczej na pewno nie beda postepowac jak Jakub Szela. (Porownanie nie jest absurdalne, niech Pan popatrzy na Bliski Wschod.)
.
Niech Pan tez zauwazy, ze „protesty społecznosciowe” niekoniecznie maja pozytywne nastepstwa. Była pomaranczowa rewolucja, potem Majdan, i co sie tam teraz dzieje? Na Bliskim Wschodzie jeszcze gorzej. Arabska wiosna przeszła w koszmar. Na Zachodzie przynajmniej nie dochodzi do rzezi. Ruch Occupy Wall Street wypalił sie pokojowo. Reguła jest chyba taka, ze ruch protestu jest jak wyciagniecie zawleczki z granatu. Dalszy rozwoj wypadkow zalezy od tego, co w tym granacie nagromadzono. W Polsce, jak Pan wie, nagromadzono szambo, ale na szczescie nie trotyl (odpukac). Mozna wiec przewidywac, ze bedzie duzo smrodu, ale krew sie nie poleje. W tym nasze szczescie. Inni nie maja tak dobrze.
.
Przykro mi to powiedziec, ale nagromadzenie pozytywnego obywatelskiego potencjału musi zajac jakies dwa pokolenia. Tego trzeba uczyc w szkołach. Dlatego najwazniejszym postulatem powinno byc szkolnictwo. (Ja tego nie odkryłem, ja sie tego uczyłem w czasach podobno słusznie minionych.) Niestety, w polskim systemie edukacyjnym ciagle majstruja jakies sukinsyny. Mozna sie pocieszyc, ze szkoła i tak traci znaczenie i zamiast niej liczy sie internet. Ale jak Pan wie, internet mozna porownac do McDonalda. Smacznie i niezdrowo. Obywateli sie raczej nie wychowa na internecie. Zamiast tego, swietnie sie udało wychowac oburzonych. Oburzeni własnie pokazali, ze wystarczy im podstawic wygadanego kandydata i oni za tym pojda. Okazało sie, ze oburzonych mozna zmanipulowac udajac jeszcze wieksze oburzenie. Tego nie mogła zrobic partia władzy, bo niby na kogo ona moze byc oburzona? Natomiast oburzona moze byc opozycja, no i własnie była. Proste jak konstrukcja cepa.
.
Jesli obecny ruch oburzonych porownac do Solidarnosci A.D. 1980, to widac, czego oburzonym brakuje. Brakuje woli, checi, i cierpliwosci do organizowania. Oburzeni chcieliby juz. No, to oni beda mieli „juz”. Juz maja prezydenta, ktory bedzie słuzył nie im, tylko Kaczynskiemu i biskupom. Tyle osiagneli w ostanich wyborach. W nastepnych maja szanse osiagnac jeszcze wiecej. Na skutek ich oburzenia premierem zapewne zostanie siedemdziesiecioletni młodzieniec bez prawa jazdy, ale za to wspomagany przez piecdziesiecioletniego piosenkarza.
@narciarz2
„normalni ludzi od setek lat maja ciagle te same złudzenia.”
A gdyby zamiast „złudzenia” napisać „potrzeby”? I to, że czasem są one uwzględniane, a czasem nie? Pisałem kiedyś o Kazimierzu Wielkim i jego „miłości” do chłopów. Tam nie było żadnej miłości. Tam był prosty rachunek ekonomiczny i polityczny. Mądrego króla, który umiał spojrzeć dalej, niż dziś. On nie chciał mieć z nich zysku już dziś. Wiedział, że uwzględniając ich potrzeby jutro będzie miał znacznie większy. A na dodatek spokój w królestwie, bezcenny.
Pisze pan, że oburzeni chcieliby „dziś”. To prawda. A kapitał? Czeka do jutra? Też nie, zdziera co może jak złodziej, który wie, że za chwile będzie musiał uciekać.
Zgadzam się z panem co do edukacji i czasu jaki ona musi zająć. Bo musi. Wprowadza się więc kolejne „reformy” w tym temacie.
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Czarne-flagi-na-Uniwersytecie-Gdanskim-n91376.html
Tego nie zrobiła opozycja.
Oczywiście, że każdy ruch oburzonych ma swoje mrzonki. Bez nich nie wychodzi się na ulice. Nasz ma takie, że wystarczy magiczna sztuczka pn. JOW i wszyscy będą szczęśliwi. A na dodatek zakłada, że wykończy system najpierw obalając władzę PO, a potem już łatwiej obali PiS. I że to wszystko jest proste. Dajcie już spokój temu Kukizowi 🙂 Jemu też się wydaje, że przewodzi jakiemuś ruchowi, podczas gdy nawet ze strony tego ruchu słyszy się, że niekoniecznie. W każdej rewolucji potrzebny jest bard, głosiciel haseł, po prostu zwykły głośnik. Wymaga pan sensownych poglądów od głośnika?
Przywoływałem to co się dzieje na świecie po to, by tak jak pan zobaczywszy skutki tych ruchów gdzie indziej, spróbować przewidzieć ew, następstwa u nas. I znaleźć środki zaradcze. Bo u nas nikt ich NIE CHCE szukać. Zamiast tego najświetniejsi komentatorzy (od polityków to ja już niczego nie wymagam) zapętlają się w gmatwaninie „kto z kim” i ile to będzie procent, co w momencie wzrostu siły buntu (a on nie powiedział jeszcze ostatniego słowa) nie ma najmniejszego znaczenia.
Cytaty przywołałem akurat te, by pokazać, że gdzie indziej nawet tacy neoliberałowie jak Sachs potrafią zauważyć niebezpieczeństwo i zdumiewająco zbliżyć się do Marksa, być może koniunkturalnie – nie wiem – ale szukając sposobu na przetrwanie.
U nas nikt nawet nie próbuje. P. Petru proponuje coś wręcz odwrotnego. No i ostatnio pikuje w dół jak rybitwa.
@ j.Luk „…zobaczywszy skutki tych ruchów gdzie indziej, spróbować przewidzieć ew, następstwa u nas. I znaleźć środki zaradcze. Bo u nas nikt ich NIE CHCE szukać.”
Ma Pan rację, że publicyści i dziennikarze gubią się w arytmetyce partyjnej. Ruch oburzonych na razie nie ujawnia swoich postulatów (oprócz JOW) i nie ma co liczyć, że to zrobi. Politycy zajęci są ochroną swoich pozycji jako elementu systemu i od nich nie wypłynie prawdopodobnie żadna myśl twórcza na temat rewolty. Również wielu dyskutantów na SO odwołuje się do sprawdzonych wzorców, które w istniejącej sytuacji nie działają. Ojcowie założyciele SO nie są w wieku, w którym robi się rewolucję. Przeciwnie każda rewolucja zagraża z trudem osiągniętej stabilizacji. Im człowiek starszy tym bardziej się boi.
Co można w takiej sytuacji zrobić? Dyskutować nad rozwiązaniami problemów, które nas na co dzień bolą i których pozytywnego rozwiązania oczekiwalibyśmy. I zaprosić do dyskusji wszystkich zainteresowanych – łącznie z założycielami SO. Nawet jeśli uda się zaproponować kilka sensownie ułożonych rozwiązań to i tak będzie z tego większy pożytek, niż omawianie cały czas niefunkcjonalnych zachowań polityków.
Na konferencji zorganizowanej przez Partię demokratyczną w. Cimoszewicz powiedział m.in.
” Polska zmarnowała ostatnie 10-11 lat. – Płyniemy z uszkodzonym sterem, bez map, bez kompasu. (…) Nie ma żadnej poważnej debaty w naszym kraju, w naszym społeczeństwie, oczywiście zero refleksji na temat przyszłości […] w Polsce będzie się zwiększała presja społeczna nowych pokoleń na to, aby „żyć tak, jak na Zachodzie”. Nie tylko w takim wymiarze materialnym, ale także – jak przekonywał – będzie to dotyczyło jakości funkcjonowania państwa, oczekiwań związanych z jakością oferty politycznej, klasy politycznej i wielu innych kwestii związanych z jakością życia.”
No więc ktoś zaczyna coś zauważać. Tyle, że to na razie margines, który łatwo obrzucić dyżurną inwektywą „komuch”.
Daj nam Panie Boże i św. Genowefo więcej takich komuchów.
Tu jest ciekawy artykul pokazujacy, jak dziala w Polsce system. Od siebie dodam komentarz, ze podobnie dziala system w USA. Jest jedna roznica. W Polsce winien jest czlowiek z dlugimi wlosami (patrz artykul), zas w USA winien jest czlowiek z ciemnym kolorem skory.
http://wyborcza.pl/magazyn/1,145323,18111785,Ostatnia_szansa_dla_panstwa_polskiego.html
Rzeczywiście ciekawy, ale nie odkrywczy. Tu jest więcej szczegółów, ale o takich właśnie przypadkach pisaliśmy na SO wielokrotnie. To jest ta gleba, na której wyrasta (bo w końcu musi) bunt.
„wyrasta (bo w końcu musi) bunt”
Dobrze, ze wyrasta. Zle, ze wybrał Dude. Duda jest ostatnim człowiekiem, ktory uleczy ten system. Jak zawsze, na plecach buntownikow jadą kombinatorzy.
„Daj nam Panie Boże i św. Genowefo więcej takich komuchów.”
Są na takich sprawdzone metody. Jego załatwiono przy pomocy asystentki. Innym podrzucono dziadka z Wermachtu, wyperfumowanego żigolaka, albo torbę z pieniedzmi. Mozna także uzyc kwitow albo pochodzenia. Tworcze wykorzystanie spuscizny generała Moczara to specjalnosc patriotycznej prawicy. Ciemny lud kupi wszystko bez różnicy.
.
Nie chcę byc obrzydliwy. Chętnie widziałbym we władzach kraju powiedzmy pięciu sprawiedliwych. Albo chociażby przyzwoitych. Wkurzeni ich nie zastąpią. Wkurzenie łatwo prowadzi na manowce. A poza tym, bardziej prawdopodobny jest Macierewicz niz jacys wkurzeni. Pod jego nadzorem zobaczymy prawdziwą naprawę systemu. Nie wiem, czy będzie co zbierac po takiej naprawie.
@narciarz2 ależ oczywiście, że wkurzeni ich nie zastąpią. Co do tego nikt chyba nie ma wątpliwości. Natomiast oni sprawią (już sprawiają), że zaczyna się głośni mówić o patologiach, bo dotąd intelektualny, za przeproszeniem, terror stosowany przez samozwańcze elity sekował każdego, kto odważył się o tym wspomnieć.
Ale każda rewolucja, nawet najbardziej łagodna ma swoją cenę. I zapłacimy ją, bo nie mamy innego wyjścia. Było, ale woleliśmy je przespać w oparach megalomanii i samozadowolenia podsycanego przez tłumy pochlebców.
A technicznie, to już wiele razy wspominałem – oni nie kryją się z tym, że wybrali Dudę, bo wg nich jest tak cudaczny, że nie będzie żadnego problemu z jego obaleniem bądź choćby dyskredytacją uniemożliwiającą mu działanie.
Nie umiem powiedzieć czy ich strategia przyniesie spodziewane efekty. Nie jestem wróżką.
Jedyne co mnie pociesza to fakt, że dziś Polska jest w stanie to przetrwać. 20 lat temu byłbym pełen obaw.
Do Kopernika byl w astronomii wielki balagan. Wszystko sie strasznie komplikowala. Niby dalo sie opisac i wyliczyc, ale po jakich trudach. Po Koperniku wszystko zrobilo sie proste i piekne. Radze, zrobcie to samo z PO co Kopernik zrobil z Ziemia. Moze i wasze prognozy nie beda sie wtedy rozmijac o lata swietlne z rzeczywistoscia.
P.S. Autor zaczal bardzo ambitnie, i w dobrym gronie mogl z tego wyjsc niezly kawalek dyskusji. Postep jakis byl. Nie dalo sie bez PISu, ale chyba nikt nie hakowal KRK.
@narciarz2 (14. czerwca 16:53),
Trafiło na poetę, to sprawę upublicznił. Co by było, gdyby trafiło na zawodowego żołnierza – komandosa? Taką fabułę wymyślił Artur baniewicz w książce pt. „Drzymalski przeciw Rzeczpospolitej”.
@ j.Luk Dwa optymizmy:
– „…nie będzie żadnego problemu z jego obaleniem bądź choćby dyskredytacją uniemożliwiającą mu działanie.”
– „…dziś Polska jest w stanie to przetrwać.”
…i trzeba trzymać kciuki aby obydwa się sprawdziły.
Dla mnie największą korzyścią tej rewolty pozostaje: „…że zaczyna się głośni mówić o patologiach, bo dotąd intelektualny, za przeproszeniem, terror stosowany przez samozwańcze elity sekował każdego, kto odważył się o tym wspomnieć.”
Powinniśmy doprowadzić do sytuacji by o wielu problemach które występują rozmawiać codziennie i stawiać je politykom do rozwiązania a najlepiej podsuwać gotowe wzorce i domagać się realizacji. To trochę jak w komunie – rewolta potrzebna jest aby odblokować możliwości oraz kanały artykulacji interesów społecznych.
„Kapitalizm to system, w którym dzięki mechanizmowi wolnego rynku kapitał pracuje i zarabia na siebie a czy ma on postać właścicielską czy menedżerską oznacza wyłącznie inną formę tego samego mechanizmu. Kapitalizm rozwija się cyklicznie i w zależności różne narzędzia bywają bardziej efektywne – raz interwencjonizm a innym razem liberalizm.”
Co oznacza, że kapitał pracuje na siebie ? Jaki to jest kapitał ? Co jest kapitałem w kapitalizmie, a co jest nim dzisiaj ? Tam gdzie zmienia się struktura własności tam i zmienia się system – już Marks miał tego świadomość. Nie ma czegoś takiego jak kapitalizm menadżerski. Nie istnieje kapitalizm bez własności środków produkcji. W zmienionym systemie zmieniła się również istota kapitału. Jakim na przykład kapitałem dysponuje General Motors ? Na czym polega istota kapitału tej symbolicznej i niegdyś kapitalistycznej firmy amerykańskiej ? Dzisiaj jest to kapitał powstały z opodatkowania, a firma nie ma właściciela bowiem jest we władaniu akcjonariuszy i urzędników państwowych. General Motors nie jest firmą kapitalistyczną. Dawniej tę firmę założył kapitalista, który doszedł do tego dzięki własnej inicjatywie, pomysłowi i pracy robotników. Włożył w firmę to co jego i swoje też wyciągał. Wszelkie zyski, straty czy ryzyko obarczały właściciela. Natomiast dzisiaj kiepskiej kondycji General Motors nie jest winien nikt tak jak i nikt nie może być ojcem ewentualnego sukcesu tej firmy, a prezes jeżeli miałby odejść to mógłby liczyć na wysoką odprawę. Właśnie dlatego, że zmieniono strukturę własności z kapitalistycznej na menadżerską. To już nie jest kapitalizm mimo że nadal na rynku mamy szerokie nagromadzenie towarów i nieograniczoną ofertę różnych usług. Ale kapitalizm definiuje się na podstawie struktury własności, a ta przeszła w ręce urzędników państwowych i różnych administratorów mających prawo wydawania różnych zezwoleń.
Dzisiaj własność jest koncesjonowana, licencjonowana czy w inny sposób definiowana przez urzędnika państwowego. Pojęcie własności prywatnej typowe dla kapitalizmu nie obowiązuje już od wielu lat na zachodzie świata. Jednakże nadal to głównie prywatni przedsiębiorcy wypracowują majątek, który jest wysoko opodatkowany. Nie oznacza to jednak, że panuje kapitalizm. Nawet Oskar Lange potrafił wymyślić socjalizm w którym byli obecni kapitaliści (wystarczało ich tylko odpowiednio opodatkować i koncesjonować).
Poza tym ja już pisałem o tym, że w Ameryce liberalizm jest tym co Europejczycy rozumieją jako „welfare state” czy tzw. trzecia droga więc proszę nie mylić pojęć. Interwencjonizm i liberalizm są w amerykańskim dialekcie języka angielskiego synonimami. Robi Pan błędy językowe. Republikanie są ekonomicznie za kapitalizmem, a Demokraci ekonomicznie są za liberalizmem (socjalizm, trzecia droga, welfare state, zwał jak zwał). Po prostu, w Ameryce jakiś czas temu zafałszowano właściwe rozumienie liberalizmu i stąd ten galimatias.
@J.Luk
Problem polega na tym, że obecny system ekonomiczny oparty jest w przeważającej mierze na kredycie, a nie na własności prywatnej. Nie ma zabezpieczenia w złocie czy w czymkolwiek wymiernym. Lichwa jednakże musi mieć swoje źródło i te się kończy bo nastąpił niż demograficzny, a ludzie zachodu nie chcą się rozmnażać, a w każdym bądź razie nie jest to domeną ludzi z tzw. wyższych sfer hierarchii społecznej. John Maynard Keynes wymyślił taki oto system oparty na kredycie. No, ale nie można nieustannie się zadłużać wobec tego dług ten zrzuca się na barki przyszłych pokoleń. To wszystko nie ma prawa się utrzymać bowiem system zakłada, że roszczenia starszych będą rosnąć (no bo dlaczego nie), a młodzi mają to wszystko dźwigać. To jest spory ciężar. Nie da się tego dźwigać i stąd te problemy. A politycy wiadomo, dorwali się do żłoba i ciągną ile mogą otrzymując milionowe odprawy jak Pan Lewandowski.
Ludzie to widzą bo nie są idiotami, a poza tym to nie jest kwestia, tak jak to w zupełnie bezmózgi sposób tłumaczą pewni ludzie, dobrego lub złego PR. Mamy rok 2015 i w Polsce internet jest już na tyle rozpowszechniony, że dawna Polska prowincja nie jest już tym czym była kiedyś. Głupcy tego nie rozumieją i myślą, że jeżeli PO będzie miała dobry PR to wygra wybory … Internet oferuje alternatywny obraz rzeczywistości (jaki by on nie był) i ludzie nie ograniczają się dzisiaj do telewizora, radia czy gazety codziennej.
@Brentano staram się nie mylić pojęć, choć pisząc możliwie „na skróty” czasem tak wychodzi, ma pan rację.
Wspominając Sachsa też należałoby powiedzieć, że dziś pasuje on do europejskiej partii socjalistycznej, takiej jakie my znamy, nie Amerykanie. General Motors nic nam tu nie da, bo teraźniejszy bunt nie jest skierowany przeciw kapitalistom – wytwórcom, ale głównie bankom, jak to pan zauważył.
Co do internetu mam podobnie zdanie co pan.
@slawek, tak dla rozluźnienia 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=BHEJ3shIYDA
@j.Luk dziękuję. Widziałem ten spektakl w telewizji w 2003 roku. On wtedy wcale nie był tak zabawny jak dzisiaj bo wisiało nad nami ryzyko Leppera, ale i tak wtedy uśmiałem się serdecznie. Życie napisało w 2005-2007 niewiele ale jednak lepszy scenariusz.
* * *
Czytając takie wpisy jak ostanie Brentano na temat kapitalizmu i innych pojęć zastanawiam się czy w ogóle jest sens publicznej debaty? Mimo wszystko odpowiadam, choć powoli tracę cierpliwość. Upieranie się w niewiedzy jest jedną z możliwych postaw ludzkich, ale nawracanie innych na swoją ignorancję jest czymś dla mnie niepojętym. Niepojętym bo groteskowym i szkodliwym. Robienie wody z mózgu czytelnikom na SO – po co?
@j.Luk
Nie, nie, ta pierwsza część postu była adresowana do @Sławka, którego zdaniem ja coś wymyślam pisząc o amerykańskim liberalizmie. Ja nic nie wymyślam. W Ameryce rozumienie lewicy zawsze było bardziej prorynkowe aniżeli na Starym Kontynencie i obca im jest komunistyczna nomenklatura stąd tez upodobanie do „liberalism”, a nie „socialism”. Oni po prostu nie rozumieją co to takiego ten komunizm bo i też niby dlaczego by mieli …
Proszę zauważyć, że kredytem posługują się dzisiaj nie tylko banki, ale również i politycy, którzy obiecują to czego spełnić się nie da. Politycy wykorzystują nie tylko banki do tego celu, ale i różne instytucje publiczne jak ZUS, służbę zdrowia, szkolnictwo, administrację co powoduje inflację tych instytucji – czyli spadek ich wartości. Inaczej rzecz ujmując, kolejne partie polityczne przez wszystkie te lata zaciągały kredyt na poczet przyszłych pokoleń obiecując coraz to więcej i coraz głupiej zakładając, że i tak spłacać to będzie opozycja lecz nie oni.
Obecnie na fali jest ta sprawa nagranych rozmów, ale moim zdaniem PO powinno polecieć za to co zrobiono przy budowie autostrad. Ja wiem, że przewoźnicy nie czytają umów i jest to ich błąd, ale oni tak po prostu działają. Przewoźnicy zaufali Państwu, które zleciło kierownictwo przy budowie autostrad firmie najtańszej i zarazem najmniej stabilnej i wiarygodnej. W efekcie wielu przewoźników popadło w poważne problemy finansowe bowiem mieli faktury za wykonaną usługę, ale nikt im za to nie zapłacił i musieli od tej usługi zapłacić jeszcze Państwu podatek. Za takie dziadostwo powinno się wsadzać do więzienia. Drobni przedsiębiorcy, często opierający swój biznes na rodzinie, zaufali Państwu, a Państwo zrobiło ich w wała. A to są przecież wyborcy. Oni im tego nigdy nie zapomną. Prawdę mówiąc to ja już bym lepiej dobrał tą firmę kierującą całą tą budową aniżeli ta banda partaczy. Wystarczy popatrzeć w księgi, opinie kontrahentów, działalność na rynku, rozpoznawalność, itd. A co ono zrobili ? No jak można było tak spartolić by nie popłacić ludziom za wykonaną robotę ?
@ Brentano rzeczywiście „Nie ma czegoś takiego jak kapitalizm menadżerski.”, ponieważ słowa „manager” nie da się przetłumaczyć na polski jako menadżer, nawet fonetycznie. Istnieje naturalnie pojecie „kapitalizmu menedżerskiego” i dotyczy ono tych przedsiębiorstw, gdzie funkcje zarządzania oddzielone są od własności. Taka forma kapitalizmu nie powstała w okresie New Dealu, ale w II połowie XIX wieku. Przyczyny były prozaiczne – żeby sfinansować wielkie przedsięwzięcia infrastrukturalne jak budowa dróg, kolei, elektrowni, stalowni, telegrafu, telefonii, etc. potrzeba było większego kapitału niż zakumulowany przez pojedynczych właścicieli, czy nawet dziesiątki najbogatszych właścicieli. Ówczesne setki milionów dolarów czy miliardy odpowiadały dzisiejszym dziesiątkom i setkom miliardów. Żeby zgromadzić taki kapitał potrzebna była nowa instytucja prawna, powstała z rozwinięcia spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Była nią spółka akcyjna gwarantująca gromadzenie dowolnej ilości kapitału. Dzięki rozproszeniu akcjonariuszy oraz instytucji anonimowości pojedynczej akcji możliwe było gromadzenie dowolnej ilości kapitału, a dzięki szybkiemu rozwojowi rynku kapitałowego (giełdy papierów wartościowych) na którym handlowano tymi akcjami zapewniona została płynność kapitału zaangażowanego w akcje. Tysiące, dziesiątki tysięcy i setki tysięcy drobnych ciułaczy składało się na budowę infrastruktury jako drobni akcjonariusze, tylko dlatego, że mieli szansę dodatkowego zarobku na rynku kapitałowym. To m.in. było przyczyną bardzo szybkiego rozwoju tych przedsięwzięć infrastrukturalnych, także dzięki zaangażowaniu tzw. brudnych pieniędzy, a współcześnie jest jednym z istotnych źródeł problemów i nierówności, o których piszą Rifkin, Sachs, Piketty i inni. (Ich prace zresztą nie są jednoznacznie akceptowane w świecie nauki, często wskazuje się na istotne uchybienia metodologiczne.) Otóż w takich przedsiębiorstwach trudno byłoby wyobrazić sobie jedność własności i zarządzania charakterystyczną dla firm właścicielskich czy rodzinnych (własność jednego człowieka czy rodziny). W ten sposób zaczął się kształtować model przedsiębiorstwa, w USA zwanego korporacją od słowa „Corporation” a w Wielkiej Brytanii „PLC” (spółka akcyjna jako Public Limited Company) gdzie zarządzanie zostało oddzielone od własności i powierzone zawodowym menedżerom. W literaturze dotyczącej „Business Administration” pojęć „kapitalizm właścicielski” i „kapitalizm menedżerski” używało się i używa dla określenia który z rodzajów własności dominuje w gospodarce z punktu widzenia produktu krajowego brutto (GDP). Używa się także pojęcia „kapitalizm państwowy” jeśli własność dominująca należy do skarbu państwa – tak zresztą wielu teoretyków nazywało komunizm. Miesza pan jeszcze do tego staruszka Marksa: „Tam gdzie zmienia się struktura własności tam i zmienia się system – już Marks miał tego świadomość.” Nie wiem skąd pan zaczerpnął ten cytat i nie wiem czy akurat Marks tak twierdził, ale to potwierdza moją tezę, której zresztą nie wymyśliłem a napisała ją historia: pojedynczy właściciele – „kapitalizm właścicielski”, tysiące, setki i miliony akcjonariuszy: „kapitalizm menedżerski”.
* * *
Zadaje Pan szereg pytań na które nie udziela Pan odpowiedzi: „Co oznacza, że kapitał pracuje na siebie ? Jaki to jest kapitał ? Co jest kapitałem w kapitalizmie, a co jest nim dzisiaj ? Kapitałem we współczesnym świecie jest wiele więcej czynników niż za czasów Marksa, gdzie kapitał traktowany był dobra występujące w postaci rzeczowej: ziemia, budynki, maszyny, narzędzia, itd. oraz finansowej – pieniądze. Nawiasem mówiąc odpowiadając na Pańskie pytanie w kapitalizmie i ówczesnym i dzisiejszym nie każde pieniądze są kapitałem. Są nim tylko te które przeznaczone zostały na cele inwestycyjne a więc: oszczędności oraz inwestycyjne papiery wartościowe, akcje, obligacje, bony karbowe, oraz inne instrumenty finansowe o charakterze inwestycyjnym. To właśnie oznacza, że kapitał pracuje na siebie – inwestycje przynoszą dochód. Idąc dalej tropem Pańskich pytań warto wspomnieć, że współcześnie obok w/w form kapitału z czasów Marksa za kapitał uznaje się również: technologię, wiedzę, informację, własność przemysłową i szerzej intelektualną (licencje, patenty, itp.)
* * *
Radykalnie nie ma pan racji – kapitalizm nie zniknął i nie znika niezależnie od tego jaką formę przyjmuje. Wielkie korporacje są własnością tysięcy i milionów akcjonariuszy a nie urzędników czy skarbu państwa. Oczywiście współczesny kapitał „nie powstaje z opodatkowania”. Myli pan redystrybucję dochodów ze źródłem ich powstawania. Źródłem dochodów a więc pomnażania kapitału był, jest i pozostanie zysk. Błędnym rozumowaniem jest również, że „ …firma nie ma właściciela bowiem jest we władaniu akcjonariuszy i urzędników państwowych.” Firmy są we władaniu akcjonariuszy, którzy są tak samo konkretnym właścicielem jak pojedynczy Kowalski a rola urzędników jest taka sama niezależnie od formy własności przedsiębiorstwa. To, że spółkami akcyjnymi w imieniu i na rzecz akcjonariuszy zarządzają menedżerowie nie zmienia ustroju na „liberalism” (co pan błędnie interpretuje jako amerykańską wersję socjalizmu) a zmienia jedynie formę przedsiębiorstwa. Kredyt jest źródłem finansowania działalności bez zmieniania własności podmiotu tak było od wieków, kiedy powstał kredyt.
* * *
Zwraca pan uwagę na elementy, które nie zmieniają istoty kapitalizmu a powodują interwencję państwa: w przypadku wielkich korporacji jak GM, państwo interweniuje ponieważ upadłość molocha miałoby skutki fatalne dla całego państwa. Tak było w przypadku oszustw kreatywnej księgowości Enronu.Podobnie w przypadku wielkich banków lub towarzystw ubezpieczeniowych a więc instytucji zaufania publicznego państwo rezerwuje sobie wpływ na cześć uprawnień właścicieli (nadzór finansowy) przeciwdziałając upadłości całego sektora, ergo ryzyku upadłości państwa. Nawiasem mówić w kryzysie 2008-2014 rząd USA a ściślej FED i FOMC kupiły znaczne pakiety akcji banków dofinansowując zachwianą równowagę sektora, żeby począwszy od 2012 roku stopniowo odsprzedawać te pakiety z zyskiem.
* * *
„Problem polega na tym, że obecny system ekonomiczny oparty jest w przeważającej mierze na kredycie, a nie na własności prywatnej.” Kredyt jest źródłem finansowania działalności bez zmieniania własności podmiotu tak było od wieków, kiedy powstał kredyt.
I tak można w nieskończoność prostować pańskie „rewelacje”, na temat nieomal wszystkich stosowanych pojęć „Welfeare State”, „liberalism”, etc. Mnie nie chodzi o to aby udowadniać panu brak wiedzy – to nie mój problem. Chodzi o to, aby panu uświadomić, że rozumowanie oparte na założeniach „jak sobie mały Kazio wyobraża świat” bazując na błędnych przesłankach prowadzi do błędnych wniosków. A one niepotrzebnie wprowadzają w błąd ludzi, którzy nie muszą być specjalistami i potem ci ludzie upierają się przy nietrafnych diagnozach. Wszystko o czym napisałem łatwo sprawdzić w literaturze fachowej, a nawet prościej w Wikipedii, gdzie pana „rewelacje” łatwo zweryfikować.
* * *
Problemy współczesnego świata są o wiele poważniejsze. Ponad 200 letni rozwój kapitalizmu spowodował gigantyczne nagromadzenie kapitału w rękach stosunkowo niewielkiej grupy ludzi na świecie. (Szacuje się, że mniej niż 3% ludzkości dysponuje ok. 90% kapitału na ziemi). Jednocześnie ten kapitał jest wielokrotnie większy niż możliwości jego zyskownych inwestycji. Stąd rodzi się wiele problemów jak fikcyjne zyski, nadmuchiwanie aktywów, wielokrotne zyski na fikcyjnych aktywach, etc. Stąd też pochodzi główny problem współczesności – gwałtowne bogacenie się bogatych i postępująca szybko pauperyzacja biedniejszych. O tym właśnie piszą Rifkin, Sachs, Piketty i inni. Właśnie to jest przyczyną ruchów oburzonych przelewających się przez nieomal cały cywilizowany świat.
@Brentano, ale gdyby wybrali firmę na tych zasadach o jakich pan mówi, inni wyborcy oskarżyliby ich o branie łapówek, bo niby dlaczego wybrali firmę droższą? Tak to u nas działa. O prawie przetargowym nieraz już rozmawialiśmy. Ponoć to ma się zmienić, ale nie wróżę sukcesów. A skandal to oczywiście jest, tylko nie ma jak go uniknąć. Nie znam się na szczęście na sprzęcie wojskowym, ale proszę zauważyć co się działo ostatnio wokół śmigłowców dla armii. Najczęściej podnoszonym argumentem była nienajniższa cena i to, że nie nasze. Związki zawodowe zabierały głos w tej sprawie, co czyni całą rzecz tragikomiczną. Armię moglibyśmy uzbroić w patyki, ale żeby były naszej produkcji i za pół ceny. Przecież to jest chore. Ergo: jesteśmy w tym wszystkim tak zapętleni, że czasem współczuję politykom, a czasem myślę, że właśnie takie uzależnienie ich demoralizuje.
@ Brentano obawiam się, że to pan myli pojęcia i to wielokrotnie tak bardzo, że nie wiadomo jak wyjaśniać. Z jednej strony napisał pan „Jednakże nadal to głównie prywatni przedsiębiorcy wypracowują majątek, który jest wysoko opodatkowany.” Z drugiej strony twierdzi pan, że kapitalizm został w USA w latach 40 XX wieku zastąpiony przez liberalizm oraz, że JM Keynes wymyślił gospodarkę opartą o kredyt. (Pomijając fakt, że kredyt towarzyszy człowiekowi od zarania gospodarki rynkowej a więc jakieś 5 tysięcy lat, a miasta włoskie po upadku cesarstwa rzymskiego tworzyły banmkowe imperia kredytowe.)To co przeważa – kapitalizm czy inny rodzaj gospodarki? Jak pan wejdzie na Wikipedię znajdzie pan tam bardzo klarowne wyjaśnienie znaczenia kategorii kapitalizmu. Kapitalizmu w czystej postaci – od tamtej pory przeszedł on znaczną ewolucję ale jego istota, sens i treść pozostaje niezmienna. Ewolucja nie zmieniła jednak podstaw kapitalizmu: prywatnej własności i rynku jako regulatora procesów gospodarczych.
Miesza pan Marksa, a więc badacza który zmarł w 1883 roku kiedy kapitalizm był w bardzo pierwotnej postaci. Oskara Lange, który próbował na siłę połączyć efektywny kapitalizm z doktryną komunizmu co spowodowało tyle, że w efekcie był oportunistą. Miesza pan urzędników i akcjonariuszy oraz licencjonowanie i koncesjonowanie pewnych dziedzin z istotą kapitalizmu – wolnym rynkiem oraz prywatną własnością. Słowem groch z kapustą. Napisałem panu obszerną odpowiedź ale nie spodziewam się jej moderacji wcześniej niż jutro o ile w ogóle. Wymądrza się pan pisząc: „Interwencjonizm i liberalizm są w amerykańskim dialekcie języka angielskiego synonimami.” A dalej: „Republikanie są ekonomicznie za kapitalizmem, a Demokraci ekonomicznie są za liberalizmem (socjalizm, trzecia droga, welfare state, zwał jak zwał).” Każde z tych ostatnich pojęć ma zupełnie inne znaczenie i sens ale pan nie ma o tym nawet bladego pojęcia. Jeżeli poważnie wziąć to co pan napisał to oznacza, że kiedy rządzą w USA republikanie to panuje tam kapitalizm a kiedy demokraci „interwencjonizm”. Jeśli zerknie pan do definicji interwencjonizmu przeczyta pan, ze to tylko narzędzie wpływania państwa na gospodarke w ramach kapitalizmu i kropka.
* * *
Na tym tle zarzuca mi pan: „Robi Pan błędy językowe.” Nawet tutaj pan jest nieprecyzyjny, bo chodziło panu o błędy pojęciowe a nie językowe. Nie przypominam sobie żadnego błędu językowego ponieważ posługuję się prawidłowo polskim.(Przynajmniej staram się). Na koniec wspomnę, że przy takim pomieszaniu pojęć nawet dzisiaj w kiepskiej szkole wyższej dostał by pan z „Ekonomii politycznej kapitalizmu” pałę i musiałby pan nauczyć się jej porządnie. Jeżeli się czegoś nie wie lepiej się dowiedzieć a nie wymądrzać narażając na śmieszność, niestety.
Na koniec cytat dla debili: „Oni po prostu nie rozumieją co to takiego ten komunizm bo i też niby dlaczego by mieli …” Świetnie rozumieją komunizm bo mieli i mają najlepsze ośrodki sowietologiczne na świecie – zresztą w nauce maja wszystko co najlepsze. I tyle są warte pańskie wymądrzania się. Zęby bolą od czytania takich „mądrości”.
j.Luk pisze:
2015/06/15 o 14:00
Dziękuję – ta „cegła” ku pokrzepieniu serc i oświeceniu umysłów:
http://www.answerthefuture.pl/img/KIG_RAPORT.pdf
Przeczytanie a właściwie uważne przestudiowanie odpowiada na nasze potrzeby rozwojowe i jest znacznie ciekawsze niż wszyscy politycy „do kupy” (za przeproszeniem).
@slawek, dzięki. Zatapiam się w lekturze.
@Sławek
Bardzo przepraszam, ale niestety nie da się rozmawiać o ekonomii politycznej i definicjach z człowiekiem, który przyjmuje rolę surowego belfra okładającego niesfornego ucznia linijką po dłoniach wyzywającego od debili, ale twierdzi jednocześnie, że Nowy Ład to po prostu inna forma kapitalizmu.
W roku 1933 rząd federalny posługując się specjalnie do tego wydanym rozporządzeniem konfiskował obywatelom złoto i zakał jego posiadania powyżej pewnej ilości. Te złoto w dużej części jest do dzisiaj przechowywane w Fort Knox bo nigdy do obywateli nie wróciło. Coś co było zwykłym bandytyzmem pan określa jako kapitalizm w innej formie. Państwo wmieszało się w giełdę w latach 20 ubiegłego wieku. W efekcie zaczęły powstawać jakieś dziwaczne fundusze inwestycyjne, które startowały z kapitałem 500$, a w roku 1928 miały wartość już kilkuset milinów dolarów. Oczywiście rok później leciały totalnie na pysk ciągnąc za sobą wszystko. Nic dziwnego, że gdy w 1929 matematyka powiedziała „sprawdzam” to spece od lewarowania przy takich wymysłach zaczęli skakać z wieżowców. Tylko co miał do tego kapitalizm ? Kapitalistów nie interesowało zatrudnianie ludzi przy pracach, które nie przynosiły dochodów to też właśnie Roosvelt rozwiązał problem bezrobocia pchając ludzi do różnych projektów publicznych fundowanych z pieniędzy podatników. Hitler zaś rozwiązał to wojną na czym później z kolei wypłynęło USA. To nie jest kapitalizm szanowny panie. Tam gdzie nie ma własności prywatnej lub też o definicji tegoż decyduje urzędnik, tak jak w czasach obecnych, to kapitalizmu nie ma. To są podstawy.
General Motors to nie jest żaden interwencjonizm w ramach kapitalizmu – to już jest czysty socjalizm. Ta firma rok rocznie przynosi miliardowe straty. Z tym, że tak rozumie się w Ameryce „liberalism”. Problem powstaje wtedy, gdy do tekstów zza Wielkiej Wody zabierają się amatorzy angielskiego i faszerują czytelnika swoimi tłumaczeniami. To jest kalka – błąd językowy polegający na tym, że amator tłumaczy słowo tak jak jest rozumiane w jego języku, a nie w oryginale. A pan nadal upiera się przy tak oczywistej kwestii. Tak, amerykański liberalizm należy na nasz przekładać jako socjalizm bo General Motors to już czysta komuna, a administracja Obamy mówi przy tej okazji zawsze o liberalizmie. A takich spółek czy firm tam jest więcej, a co gorsza tak też funkcjonuje tam wiele miast (Detroit czy Baltimore).
Pan tego nie rozumie, że nie wystarczy gospodarki oprzeć na prywatnej produkcji by narodził się z tego kapitalizm. Kapitalizm to specyficzne prawo, kultura gospodarcza jak pisał Max Weber (lub mentalność kapitalistyczna wedle von Misesa) i wreszcie wolny rynek, a nie zgraja menadżerów. Dzisiaj dominuje gospodarka koncesjonowana, a nie kapitalistyczna. Przykładowo my również oparliśmy gospodarkę na prywatnej wytwórczości, ale tylko dyletant nazwał by to kapitalizmem. Nasze prawo nie sprzyja przedsiębiorcom, a rynek wolny wcale nie jest bo nie dosyć, że są limity produkcyjne czy opodatkowany handel to dochodzą do tego pozwolenia urzędnicze wedle, których można lub zabrania się prowadzić działalności. Oczywiście można uciec w tzw. szarą strefę, ale za to jest kryminał, a nie wolny rynek.
A Marksa przytoczyłem bowiem rozumiał on z kapitalizmu więcej od pana mimo, że było to prawie 200 lat temu i mimo że jednak nie do końca wiedział o czym pisał. Jest pan jakieś 200 lat do tyłu jeżeli chodzi o teorię ekonomii.
pozdrawiam
@ Brentano – niestety wszystkie moje argumenty pozostają w mocy. Nadal upiera się pan nad pomieszaniem z poplątaniem. Jeżeli nie rozumie pan profesjonalizacji funkcji zarządzania, która liczy sobie ponad 150 lat, to odrzuca pan także mającą amerykańskie korzenie (Frederick Winslow Taylor) doktrynę Scientific Management. Ta właśnie nauka zapoczątkowała rewolucję w zarządzaniu nie tylko w USA ale na całym świecie. Bez tej wiedzy świat obecny byłby nadal w epoce co najwyżej prohibicji czyli w latach 20 XX wieku. To właśnie cała literatura polskojęzyczna w dziedzinach „Management”, „Business Administration”, „Economics” nazywa zawodowych szefów „menedżerami” i to słowo przyjmuje się w Polsce jako prawidłowe. (Menadżerami w Polsce czasem nazywamy szefów cyrków lub impresariów gwiazd muzyki rozrywkowej.) We wszystkich tekstach myli pan własność z ingerencją państwa. Co więcej według pana kapitalistyczne przedsiębiorstwo ma jednego właściciela a taki np. GE, Amazon, Facebook czy Microsoft, Boeing mające miliony akcjonariuszy to przedsiębiorstwa jakie? Komunistyczne? Z faktu, że GM przynosi, jak pan pisze miliardowe straty, nie wynika, że nie jest firmą kapitalistyczną. Wynika tylko, że Amerykanie upierają się, iż umieją produkować samochody, podczas gdy najlepiej na świecie robią to Niemcy, Japończycy i Koreańczycy. To, że politycy amerykańscy są skłonni pokrywać straty GM pieniędzmi podatników, to zupełnie inna sprawa niż kapitalizm. To dyskusja o naturze państwa i systemu politycznego. Podobnie Baltimore czy Detroit są przykładami źle przeprowadzonej restrukturyzacji i upadłości całych miast, a nie braku kapitalizmu!
Wielki kryzys, dmuchanie aktywów, New Deal, fundusze inwestycyjne wykorzystujące „financial leverage”, zachowanie państwa, nie świadczą o braku kapitalizmu tylko o różnych fazach jego rozwoju i różnych formach wpływania państwa na gospodarkę. Od czasu New Deal Amerykanie coraz lepiej wpływają na swoja gospodarkę.
Ani Marks, ani Max Weber(teoretyk biurokracji w państwie pruskim), ani von Mises nie są w stanie uzasadnić mizerii pańskiej amatorskiej wykładni dziejów, gdzie wszystko się miesza jak w beczce z kapustą i grochem. Pańskie „rewelacje” są po prostu głupotami przy których pan się niepotrzebnie upiera wystawiając sobie samemu świadectwo ignorancji i nieumiejętności oddzielenia od siebie takich kategorii jak państwo, miasto, urzędnik, właściciel, akcjonariusz i menedżer. Określenie „zgraja menadżerów” wystawia panu dodatkowo świadectwo ksenofobii oraz niezrozumienia współczesności. To m.in. dzięki tej „zgrai” przeciętny T-shirt w hipermarkecie kosztuje od $ 0,1 a do 1 zamiast do $ 10 do $20 itd. To dzięki tej „zgrai” latamy samolotami na średnich dystansach za $ 100 zamiast za $ 1000, etc.
Rozumiem pańskie frustracje, ale wynikają one w dużej części z braku aparatu analitycznego do zrozumienia procesów, które pan obserwuje. I nie dodaje panu powagi powoływanie się na „Wielką Wodę”. Znam sporo Amerykanów, którzy wstydziliby się za prezentowany przez pana poziom argumentacji. Niepotrzebnie wdaje się pan w polemikę o rzeczach, o których ma pan wyłącznie pojęcie „potoczne” będące mieszaniną błędnych stereotypów, uproszczeń, przesądów, emocji czy ignorancji. Na SO bezpieczniej jest być naprawdę zawodowcem a nie gołosłownym pieniaczem. Bezpieczniej z punktu widzenia własnej śmieszności.
Na koniec kilka uwag porządkowych – nie okładałem i nie okładam nikogo „linijką po dłoniach”, nie rozmawiam z panem o definicjach bo pan ich po prostu nie zna. Wolę być obrzucony epitetem „przyjmującego rolę surowego belfra”, niż wykazać się kompletną ignorancją i upierać się jak pan, że można mieć tak wykrzywione spojrzenie na historię gospodarczą USA. Co do teraźniejszości nie mam pytań! Jeśli pan potrafi czytać, to powinien pan rozumieć, że nikogo nie wyzywałem od „debili”.