14 min czytaniaAndrzej Lewandowski: Jak Warszawa “poznała” KL Auschwitz

Ojciec autora

Ojciec autora

2015-06-21.

Odświeżanie pamięci

Kochamy pomniki, rocznice i jubileusze. Kochamy je święcić i… zapominać. Do tych zapomnianych należy pierwszy kontakt Warszawy z KL Auschwitz, hitlerowskim obozem koncentracyjnym. Kontakt nie za sprawą coraz straszliwszych wieści docierających do stolicy, lecz teraz już z mieszkańcami Warszawy niejako w roli głównej.

Rok po roku w zapomnieniu mija dzień 14 sierpnia – gdy transport opuścił stolicę, mija świt 15 sierpnia, gdy bici i popędzani razami opuszczali TAM wagony. Nie bardzo wiadomo: dla ilu była to ostatnia podróż w życiu; ale nie ulega wątpliwości, że dla wielu.

Dlaczego ten tekst publikujemy właśnie teraz? Bo wkrótce kolejna bolesna rocznica, jest sporo czasu, by się do niej Stolica przygotowała. 

Brani według listy

Wspominał kiedyś na łamach adwokackiej środowiskowej “Palestry” Stanisław Jagusz. Prawnik, doświadczony działacz społeczny i polityczny:
– Na skutek przemęczenia spałem tej nocy z 11 na 12 lipca doskonale … Obudził mnie ze snu dopiero głośny, przerażający ryk przy moim tapczanie: “Aufstehen! Haende hoch!”. Przede mną stało dwóch drabów ubranych po cywilnemu i jeden umundurowany gestapowiec. (…) Gdy przyjechaliśmy na ulicę Dzielną i ukazały się przed nami ponure mury więzienia zwanego popularnie Pawiakiem, szef gestapowców zapytał złośliwie, czy poznaję ten budynek. Oświadczyłem, że owszem – znany mi jest, i to dość dobrze. Na to gestapowiec dorzucił z ironią w głosie: “Ale bywał pan w nim w charakterze sędziego śledczego. Obecnie będzie pan tu przebywał jako więzień“.

“Brali z listy”, planowo. O tej samej godzinie, wedle tego samego scenariusza. Około 70 warszawskich prawników.

Okupant planowo zabierał się do eliminowania ludzi, których uznawał za groźnych – bo mogą odgrywać przywódcze role w organizowaniu oporu? Zapewne tak, znany był scenariusz w tym względzie. Poznawała go nie tylko stolica, miało z tym do czynienia wiele okupowanych miast. Prawnicy jednak znaleźli się dodatkowo w specyficznej sytuacji.

W połowie grudnia 1939 okupant rozwiązał Naczelną Radę Adwokacką, warszawska też pod przymusem przeszła do historii. Prawo okupacyjne zaczął stanowić wydział sprawiedliwości przy urzędzie gubernatora (szef dr Gollert), hitlerowcy powołali komisarza do spraw “reorganizacji adwokatury” (von Wendorff, były adwokat warszawski, Niemiec z pochodzenia) i zaczęło się “prześwietlanie adwokatury”.

Żeby zachować pozory powołano ciało doradcze zwane Beiratem. I oto, gdy okupant sam skreślił z listy adwokatów prawników pochodzenia żydowskiego i szukał w Beiracie poparcia dla tej decyzji: “Spośród 17 obecnych – napisał po latach adwokat Jan Gadomski – przeważająca większość, bo 14 wypowiedziała się negatywnie. Do tej większości należeli wszyscy adwokaci warszawscy“. Za karę skreślono ich z listy adwokatów, pozostali dalej podlegali “weryfikacji” a w sumie był to ledwie początek odwetu na środowisku. Jagusz: “Jestem przekonany, że to właśnie dr Gollert przygotował materiały dla gestapo w celu pozbawienia wolności i zsyłki do obozy zagłady w Oświęcimiu kilkudziesięciu patriotycznie myślących polskich adwokatów“.

Potem – w niewiadome

Relacje z 14 sierpnia są zgodne. Rankiem wywołani imiennie na dziedziniec Pawiaka 47 prawników z blisko 70 aresztowanych w lipcu. Skromne paczki “na drogę” przygotowane przez “Patronat. Grupa wciąż rosnąca o dołączanych więźniów. Wjeżdża kilkanaście “bud” – bicie kolbami, ładowanie. Ruszyli przez uśpione jeszcze miasto konwojem eskortowanym przez uzbrojonych motocyklistów. Na Dworcu Towarowym skład wagonów, tzw. bydlęcych. Już załadowanych ludźmi.

Jagusz: – Tylko przez szpary w drzwiach mogliśmy oglądać z trudem nazwy mijanych dworców kolejowych…

15 sierpnia o brzasku zauważyliśmy podczas dłuższego postoju na dworcu w Oświęcimiu napis w języku niemieckim AUSCHWITZ.

Prawników było w transporcie 47. Wacław Bereźnicki, Ignacy Chabielski, Józef Chaciński, Wincenty Herdin, Apolinary Kostro, Stanisław Jagusz i Tadeusz Rek, Wacław Lipka-Dukalik, Tadeusz Oberbek, Tadeusz Mikołaj Lewandowski, Henryk Świątkowski, inni. Z owych 47 – 27 zostało w KL Auschwitz na zawsze.

Bywa, że po latach czasem trudno ustalić indywidualne losy. Czasem nawet numery obozowe i dokładne daty oraz okoliczności pożegnania ze światem. Wiele dokumentów spłonęło wraz z powstańczą Warszawą, o zniszczenie wielu zadbali oprawcy. Nie do końca wierzę, znając niemiecką pedanterię, w powojenne informacje z wyspecjalizowanego ośrodka, że nie ma śladów pozwalających odpowiedzieć na konkretne pytanie dotyczące konkretnej osoby. Ale i wobec luk w dokumentach co się wydarzyło musi zostać w najtrwalszym archiwum – w pamięci kolejnych pokoleń.

Z ulicy – do obozu

Z Pawiaka wywieziono 513 więźniów, dołączono do nich 1153 z łapanek ulicznych. W obozie warszawiacy otrzymali numery 1513- 1899 i 1901- 3179.

W transporcie znaleźli się m.in. adwokaci, lekarze, oficerowie, harcerze, członkowie BKS Skra, księża, działacze społeczni i polityczni. m.in. w grupie wywiezionych z Pawiaka byli: Aleksander Iżycki – stary działacz ludowy, Stanisław Gieysztor – komendant straży ogniowej, dr Konrad Okólski – dyrektor szpitala Dzieciątka Jezus.

W pierwszym transporcie było “poza listą branki” ponad 1150 mężczyzn.Przeważnie młodych, z ulicznej łapanki. Ładnych kilka lat temu rozmawiałem z panem Kazimierzem Gałązkiewiczem w jego mieszkaniu przy Barcelońskiej. Przez kilka godzin był obozowym numerem 2190. Zachowałem tę opowieść z 1998 roku na taśmie magnetofonowej.

Wraz z odśpiewanym po niemiecku Marszu Oświęcimia, który musieli w obozie śpiewać pod batutą stawianego na beczce Adama Wysockiego ze sławnego w międzywojniu chóru Dana.

Fragmenty:
“…12 sierpnia miałem 18 i pół roku i byłem prawie najstarszym z sześciorga rodzeństwa. Prawie najstarszym, bo o roli głowy domu przesądzało wykształcenie. Chodziłem do II klasy licealnej, co, jak na rodzinę tramwajarską, nie było mało. Sprawy formalne musiały być na mojej głowie. Ojciec zginął podczas oblężenia Warszawy. Jechałem do Ratusza by załatwić jakieś papiery z tym związane. “9” dojechała do Nowego Światu, tam zwolniła i rozległy się okrzyki, że łapanka. Rozstrzeliwania, aresztowania już Warszawa znała, łapanki na taką skalę jeszcze nie. Rozbiegliśmy się po bramach. Gdy wydało się, że spokój – pod Kopernikiem to samo.

Szczęśliwie dotarłem, załatwiłem i wracam do domu. Pieszo. Bo już wszędzie słychać, że łapią; z tramwaju trudniej uciec. Jeszcze się chowałem przy Brackiej i kiedy uznałem, że bezpiecznie – wyszedłem. A tu Niemiec, kupka ludzi pod markizą sklepu i ” Halt” oraz groźba, że będzie strzelał. Zerwałem się jednak do ucieczki w stronę placu Trzech Krzyży, ale na wysokości dzisiejszej poczty zrezygnowałem.

Potem jechały “budy”, zbierały zatrzymanych, wiozły na teren ujeżdżalni przy Szwoleżerów. Każdy – jak stał. Dozorca z miotłą, tramwajarz w mundurze, listonosz z torbą… Noce pod niebem, strach, co będzie. Czasem bochenki chleba w zbity tłum i wiadra wody. Następny etap to selekcja, kto niezbędny dla funkcjonowania miasta – do domu, i do roboty. Tramwajarz, kolejarz. A inni…?

…Zajechały budy. Ubito nas do pełna i na dworzec. Tam wagony tzw. bydlęce, z okienkami u góry. Zadrutowanymi. Wpędzili według własnego planu, załadowali eskortę i w drogę. Dokąd? Był wśród nas chłopak, który handlował przed Pocztą Główną pocztówkami i papierem listowym. Też wzięli go jak stał. Zaczęliśmy pisać pocztówki i wyrzucać przez okna. Ja też.
– Kochana Mamo, zatrzymali nas. Wiozą w niewiadomym kierunku…
Wiadomość doszła do Warszawy.

Już po drodze mój wagon przeżył śmierć. Było wielu młodych zuchów. Otworzyli okienka i postanowili uciekać. Niestety, nie gdy pociąg jechał przez las, ale przez otwarte pola. Trzech zastrzelili w biegu, czwartemu kazali uklęknąć i strzelili w głowę. Zorientowali się, z którego wagonu ucieczka, kazali wysiadać i ogłosili, że za opóźnienie pociągu będzie kara i co dziesiąty ma być rozstrzelany. Na szczęście, potem ktoś wyższy rangą to odwołał. Zabitych wrzucono do wagonu, żywi resztę drogi odbyli na stojąco.

Drugie dziesiątkowanie przeżyłem w obozie… Po ucieczce z naszego bloku, co stwierdzono na apelu, było dziesiątkowanie. Wygrałem kolejny los na loterii życia. Że nie ja, a ktoś z prawej, czy lewej. Zabrali ich. Nie wiem jak zginęli, ale wiadomości, które się rozeszły po obozie wynikało, że śmiercią głodową…

…Ranek spotkał nas na jakiejś bocznicy. Wkoło SS-mani z psami, jacyś ludzie z pałami w pasiakach i myckach. Wrzask i poganianie kolbami. Gnali nas w kolumnach, 3-4 kilometry. Do bramy z napisem ” Arbeit macht frei”.

To był KL Auschwitz. W tej fazie inny niż ten, który potem musieliśmy zbudować. Po lewej stronie budyneczek, który jeszcze nic nam nie mówił, tzw. małe krematorium. Ogrodzenie inne, budynki parterowe, wielki plac pokryty żwirem, później zabudowany. Jedna jedyna studnia. Kazali się rozebrać, golenie, dezynfekcja, rejestracja. Dali pasiaki, czapki nie dostałem, butów nie było, zostałem w półbutach. Podział na bloki. Ja z kilkuset innymi dostałem się do ósmego.

Blokowym byt Leon. Bardzo groźny bandyta, atletyczny i urodziwy. Ilu ludzi za jego sprawą pożegnało się z życiem? Wielu. Tacy jak on i sztubowi byli panami życia i śmierci, jeszcze przed Niemcami. Sztuba to salka 8 na 4, wtłoczyli do niej 50-60 chłopa. Sienniki pod ścianami, na noc rozkładane, a my na nich pokotem. I bokiem. Gdy się chciało przewrócić na drugi, trzeba się było dogadać z sąsiadem, żeby na komendę. Bywało, że po przebudzeniu człowiek orientował się, że ten z prawej, lub z lewej jest już zimny. Ludzi wykańczali nie tylko bezpośrednio; zabijała praca, fatalne żywienie i tzw. durchfal, czasem zły humor nadzorcy, który walił czym popadnie i gdzie popadnie. Albo zabijał, tak się zapamiętał, albo zostawiał zbitego niechybnej śmierci.

…Początkowo nie pracowaliśmy. Na żwirowym placu odbywało się przez 6 tygodni tresowanie zugangów, czyli więźniów – nowicjuszy. Bieganie w kolumnach, żabka, tzw. rolowanie. Kto padł – tego pod studnię. Albo wrócił do przytomności, albo… Podobno właśnie w tym czasie Warszawa dobrze dowiedziała się, co to Oświęcim. Tyle przyszło zawiadomień o zgonach. Ja byłem młody i wysportowany, więc jakoś to znosiłem, ale ile serc nie wytrzymało?

Gdy nadzorcy się zmęczyli, była “nauka śpiewu”. Po niemiecku, ich wojskowe piosenki i Marsz Oświęcimia; pamiętam do dziś.

(Autor zapisał na taśmie przypomnienie owego “hymnu obozowego”). Dyrygować kazali Adamowi Wysockiemu z chóru Dana, stawiali na beczkę, żeby był widoczny. Gdy śpiew nie wychodził, znów był bieg, żabka, rolowanie. Po tym okresie oznajmiono, że koniec obżerania Wielkiej Rzeszy, i teraz mamy pracować na własne utrzymanie.

…Apel przed blokami. Wszyscy. Także chorzy i wyniesieni zmarli. Leon wrzeszczał “równaj w prawo”, i tak lał w gębę, że zęby wylatywały. Raport niemieckiemu podoficerowi i do pracy w różnych komandach.

Mnie było łatwiej niż wielu innym. Jak na ironię, byłem prymusem z niemieckiego w gimnazjum i liceum. Rozumiałem więc lepiej, co mówią i o jaki rodzaj pracy chodzi. Będzie się można jakoś oszczędzać, czy też przeżycie będzie sztuką. Straszliwa np. była praca w żwirowni, w której potem męczono Żydów i jeńców radzieckich. Na bocznicy, na którą bez przerwy zwożono materiały budowlane. Np. słupy betonowego ogrodzenia były tak wielkie i ciężkie, ze musiało je nieść kilkudziesięciu wychudzonych przecież więźniów. Worki z cementem, po kilkadziesiąt kilo. I biegiem. Na koniec dnia kładziono tam ludziom 5 cegieł na wyciągnięte ręce i trzeba było dostarczyć to do obozu. Dziś może się wydać, że to wcale nie tak daleko, ale wtedy… Dekarze, czyściciele, murarze i tak dalej. Przeszedłem wiele prób, na koniec byłem rymarzem. Dawałem sobie radę, biegunka też mnie ominęła, inni mieli mniej szczęścia. A mnie wydawało się przecież, że gorzej być nie może. Łapałem szansę, gdy powoływali grupę małoletnich, ale tylko dostałem w dupę, gdy się zorientowali, że jestem starszy.

Gdy ogłosili zapisy do Mauthausen, zgłosiłem się. Na szczęście, nie przenieśli, bo bym nie przeżył, ale już sam fakt zgłoszenia świadczy o tym, jak młody, zdrowy, zahartowany i jednak cwany chłopak widział KL Auschwitz. że to najgorsze miejsce na świecie. Już to podpowiada, co przeżywali inni. Starsi, chorzy, zbici, ci wzięci z listy, zapamiętani i przesłuchiwani przez Gestapo.

…Pyta pan o Gestapo. Ja miałem z nim do czynienia tylko raz. Podczas rewizji znaleźli scyzoryk, wykopałem gdzieś przy pracy. Poinformowano mnie o karze: godzina “słupka”. Na strychu bloku 11, bloku śmierci, były u powały łańcuchy. Nimi wieszano ręce od tyłu i podciągano, nogi nie dotykały podłogi. Wytrzymałem, ale jeśli ktoś był starszy, chory, wisiał 2-3 godziny? Z punktu widzenia więźnia nie pamiętam podziału na tych, którzy “z łapanki”, jako pewnie w założeniu siła robocza do rozbudowy obozu, i tych wziętych na specjalne życzenie Gestapo. ONI to wiedzieli, myśmy się dowiadywali przypadkiem. Był oto ze mną w komandzie, w którym można było przeżyć, doczekać nawet ewentualnego zwolnienia młody chłopak, Jurek. Pamiętali o nim. Został kiedyś wezwany i nie wrócił. Poszedł pod mur. A w ogóle, to byliśmy przemieszani. Nie istnieliśmy jako ludzie z imieniem i nazwiskiem. Byliśmy tylko numerami. O każdej porze musiałem recytować po niemiecku, że numer 2190 zgłasza się na rozkaz. Przestałem być Kazimierzem Gałązkiewiczem z warszawskiego Mokotowa. Na szczęście los pozwolił do tego wrócić.

Wie pan, że potem w mojej sztubie byt Stefan Jaracz? Pamiętałem go ze sceny, ze szkolnych wypraw do teatru. Tu też jako numer, jak inni. A plastycy Zamecznikowie, z którymi krótko byłem w grupie młodocianych nim mnie z niej nie wyrzucili? Tak, byliśmy tylko numerami i wszyscy – z łapanki i z Pawiaka, z kolejnego transportu – więźniami politycznymi. Tyle, że jak widać Gestapo różne miało wobec niektórych zamiary. Jedni, jeśli przeżyli, mogli marzyć o zwolnieniu, inni musieli zostać na zawsze.

Sielanka lata 1939, po której zaraz nastąpił Armageddon

Sielanka lata 1939, po której zaraz nastąpił Armageddon

…Jeszcze chce pan słuchać o życiu i śmierci? Nosiłem trupy do krematorium. Jeszcze były proste trumny. Po dwóch zmarłych do jednej, tacy byli wychudzeni. Kiedyś pracowałem w obsłudze rolwagi 6. Kazali po apelu czekać. Potem jechaliśmy za bramę, do drugiego obozu. Staliśmy za stajniami, blisko rozlegały się salwy. Rozstrzeliwali ludzi spoza obozu. Byli w cywilnych ubraniach. Może skazani w Katowicach, w Oświęcimiu. Wieźliśmy zwłoki nieszczęśników do krematorium. Potem trzeba było wymyć rolwagę i siedliśmy do posiłku. Jedliśmy tymi rękami, które przed chwilą zajmowały się zabitymi. Właśnie po to, żeby przeżyć. Z radością, że jeszcze żyjemy. Dziś ty, jutro ciebie. Przecież człowiek, każdy, za godzinę sam mógł nie żyć. Nawet śmierć za nic była na porządku dziennym. A wie pan jak wyglądali pierwsi jeńcy radzieccy? Było już bardzo zimno. Pędzili ich z bocznicy nago. Potem spali nago, grzejąc się wzajemnie. Koce dostali później. Z każdym powrotem do obozu było ich mniej na własnych nogach. Ilu przeżyło z pół tysiąca więźniów mojego pierwszego bloku? Nie wiem. Może czterdziestu. Może.

…Jak wróciłem? Rodzina się starała. Wtedy jeszcze czasem “wspaniałomyślnie” zwalniali. Moi pisali gdzie się dało. Do kancelarii Hitlera, do gubernatora, do biskupa Kaczmarka o wstawiennictwo, wszędzie. Wiem, że do kancelarii pismo dotarto, bo matka czy siostra otrzymała odpowiedz “z ptakiem”, że sprawa jest rozpatrywana. Ostatni okres spędziłem jako rymarz, czyli pod dachem. Inaczej może bym i ja zimy nie przeżył.

…Początkowo o obozie bałem się mówić nawet matce. Przed zwolnieniem zapowiedzieli, że za informacje można tam wrócić i już zostać… Konspiracja? Nie za bardzo. Któż by chciał człowieka po Oświęcimiu? Może go tam złamali i będzie wtyczką. Ja też bałem się prowokacji, która oznaczałaby powrót…” Lata minęły, większość z tych , którzy przeżyli – z przyczyn biologicznych opuściła nasz świat. Pan Kazimierz zapewne też, bo był w latach i schorowany. Ale czy pamięć o tym, co było może opuścić potomnych? Wedle mnie – musi być świeża na zawsze! I odnawiana!

Andrzej Lewandowski

Fotografie z archiwum rodzinnego autora

 

Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. j.Luk 21.06.2015
    • al 21.06.2015
  2. al 21.06.2015
  3. j.Luk 21.06.2015
  4. jotbe_x 23.06.2015
    • al 24.06.2015
  5. al 24.07.2015
  6. al 05.08.2015