Natan Gurfinkiel: Mój Smoleńsk 1941

zsrrr wojna2015-06-25.

Już przebieg Wojny Zimowej (listopad 1939-marzec 1940) był zapowiedzią na temat “если завтра война”. Kilkakrotna przewaga armii pod dowództwem marszałka Timoszenki nie na wiele się zdała. W ciągu trzech i pół pół miesiąca nie mogła uporać się z niewielkim i niezbyt dobrze uzbrojonym wojskiem  fińskim.

Propaganda radziecka podnosiła element zaskoczenia jako wytłumaczenie klęsk Armii Czerwonej w 1941 roku, jednakże operacja na skalę “Planu Barbarossa” była niemożliwa do ukrycia. Pisał o tym Alelsandr Niekricz w swej książce “1941 czerwiec 22”, wydanej jeszcze  w ZSRR na fali odwilży, a mimo to  okrojonej przez cenzurę. Niekricz pisze, że Stalin demonstracyjnie lekceważył meldunki wywiadu radzieckiego na temat koncentracji wojsk niemieckich w okupowanej Polsce.

Wojna zastała mnie na koloniach w okolicach Połocka, gdzie mieszkaliśmy od 1940 roku. W dniu jej wybuchu  moi koledzy byli w entuzjastycznym nastroju – rozpiżymy niemiaszków w drobny mak i będziesz mógł wrócić do Warszawy, mówili.

Przed ucieczką (zwaną oficjalnie ewakuacją) spędziliśmy jeszcze  dziesięć dni w Połocku,

Z tego co przeżyłem (miałem naonczas 12 lat, więc dobrze pamiętam) nie wynika w żaden sposób, by ZSRR miał przewagę w powietrzu, o której pisze Sołonin – (22 czerwca 1941).  Naloty trwały  całymi  dniami i tylko raz zdołałem zauważyć samoloty z czerwoną gwiazdą w powietrzu.

Uciekaliśmy ciężarówką po zapadnięciu ciemności, zatrzymywani przez patrole wojskowe i z trudem dotarliśmy do Witebska (150 km od Połocka) po wielu godzinach objazdów, bo żołnierze nie wiedzieli gdzie są Niemcy, a gdzie “nasi”. Dotarliśmy do Witebska nad ranem. Pociąg do Smoleńska odjeżdżał późnym popołudniem. Przebycie kolejnych 150 km znów  zajęło wiele godzin. Kilkanaście razy musieliśmy wyskakiwać z pociągu.  Skład był cały podziurawiony od ognia karabinów maszynowych. było wielu rannych i najprawdopodobniej byli też zabici, choć nie w moim wagonie.

Do Smoleńska dotarliśmy już po zapadnięciu ciemności. Wyły syreny. bo właśnie rozpoczynał się nalot…

Szedłem z ojcem w kierunku zabudowań dworcowych. Niósł na ramieniu walizkę. W którymś momencie zapytał mnie czy mam chusteczkę do nosa –

– Mam

Zatrzymaliśmy się i ojciec zdjął walizkę.

– Przewiąż mi rękę – pokazał w którym miejscu – jak mocno jak się tylko da.

– Co się stało?

– Zostałem trafiony

Kiedy już przewiązałem ojca, podszedł do nas milicjant z pistoletem w ręku.

– Dalej, tu nie wolno się zatrzymywać.

– Mój ojciec jest ranny, powiedziałem.

Budynki dworcowe były zamknięte, ale milicjant powiedział coś wartownikowi i kazał mi czekać. Czekałem długo aż milicjant wyszedł z budynku.

– Ojca zabiorą do szpitala. Musisz już iść, bo tu nie wolno się zatrzymywać.

Poszedłem. znalazłem później w tłumie naszą polską sąsiadkę z Połocka, panią Hanię i jej syna Olafa, chłopca w moim wieku.

Budynki stacyjne były zaryglowane, a gdyby nawet nie były, to nie dawały bezpieczeństwa, bo co chwila żołnierze musieli gasić piaskiem bomby zapalające. Do miasta prowadził wiadukt. Na jego końcu stała barykada z żołnierzami  i  gniazdem karabinów maszynowych. Tłum miotał się tam i z powrotem między dworcem a zaporą,  oddaloną o jakieś pół kilometra. samoloty zrzucały rakiety oświetleniowe na spadochronikach. Gdyby nie nalot, można byłoby się nimi zachwycić, bo wyglądały  jak choinkowe świecidełka. Samoloty schodziły na małą wysokość i siekły do ludzi z CKM-ów. Tłum miotał się w obydwie strony.

Bałem się tak, że chciało mi się rzygać.Oszalały ze strachu miotałem się razem z tłumem, w bezsensownym pośpiechu, który nie mógł przecież nikogo  ocalić.

widziałem jak w oddali płonie miasto…

Biegłem tak razem z tłumem aż do chwili kiedy nagle przestałem się bać. Naraz zdało mi się, że ktoś przekręcił we mnie jakąś sprężynkę i ten ruch uwolnił mnie od strachu. chodziłem jak lunatyk, potykając się o zabitych i wdeptując w kałuże krwi, nie myśląc ani, przez chwilę, że sam mogę w dowolnym momencie podzielić los  ludzi, o których się potykam

Z zaciekawieniem oglądałem niemieckie samoloty w świetle reflektorów. Tylko raz  zobaczyłem jak pocisk z działa przeciwlotniczego trafił w samolot. Widziałem też pokaz akrobacji lotniczej. Dwa reflektory prowadziły maszynę i kiedy zasięg się kończył i samolot miał zostać przejęty przez dwa następne, pilot brawurowo zapikował w dół i reflektory nie zdążyły go już przechwycić. widowisko zafascynowało mnie do tego stopnia, że przestałem zdawać sobie sprawę z sytuacji i gotów byłem nagrodzić akrobatyczną wirtuozerię oklaskami.

Nalot skończył się o świcie. Kiedy samoloty już odleciały, słychać było jeszcze strzelaninę z dachów domów w mieście. Podobno ktoś strzelał do strażaków…

Rano, po odnalezieniu pani Hani i Olafa poszedłem do komisariatu milicji, żeby dowiedzieć się co się stało z ojcem. Milicjant wydzwaniał po szpitalach i po długiej chwili powiedział mi, że został tylko  lekko ranny i zostanie wypisany do szpitala.

– Poczekaj tu, zaraz przyjedzie karetka z twoim tatą.

Wyszedłem przed budynek. Rozsiane w wielu miejscach głośniki radiowe nadawały komunikat o programie niezwykłej ważności, który niebawem zostanie wyemitowany.

Niecierpliwiłem się, bo ojciec długo nie przyjeżdżał i poszedłem do komisariatu, by dowiedzieć się co jest powodem zwłoki.Powiedziano mi, żebym się nie martwił, że nic się nie stało, że może formalności muszą trochę potrwać.

Wyszedłem znów na powietrze. Ludzie stali i słuchali w ogromnym  skupieniu. – To Stalin, powiedział ktoś do mnie i w następnej chwili dobiegły mnie słowa, wypowiadane monotonnym, zachrypniętym głosem:

Niesmotria na gieroiczeskoje soprotiwlenije Krasnoj Armii…

ZSRR przegrał wojnę – pomyślałem…

Był 3 lipca 1941 roku. Wojna miała trwać jeszcze cztery lata.

Natan Gurfinkiel

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. J.S. 2015-06-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com