Jerzy Klechta: Przyjaciel  i  wróg

rosja2015-07-15.

Podróżując po świecie, trudno ominąć Rosję. Wielki kraj, większość to polakożercy z Putinem na czele, ale bywa, że i wspaniali ludzie, jak mój przyjaciel Grisza Lepilin.

Jego matka, nauczycielka języków obcych, Polka, wracała po wojnie jednym z pierwszych transportów do kraju. W pociągu poznała Moskala. Tak się w sobie podczas podróży zakochali, że zostali z sobą na całe życie.  Owocem jest Grisza. Polka postawiła Moskalowi jeden warunek: gdy urodzi się dziecko – w domu będzie z nim rozmawiała po polsku, nadto zostanie katolikiem. Moskal słowa dotrzymał. Dopiero drugi syn został wychowany na Ruska.

Dzięki Griszy poznałem najpiękniejsze moskiewskie i podmoskiewskie cerkwie i cerkiewki, także te, których nie znajdziemy w przewodnikach, po sowieckiej ateizacji pozostały po nich tylko ruiny. Ślady wielkości i piękności, jeśli nie zostały zrównane z ziemią, żyją przez wieki.

Dzięki Griszy – fizyk z wykształcenia – wszedłem do grona Moskwiczan patrzących na nas, Polaków z szacunkiem i podziwem.

Z Griszą znamy się od lat, jeszcze z czasów komunistycznych. Wówczas rozmawialiśmy szczerze tylko wtedy, gdy byliśmy sami, i to na wolnym powietrzu. Trudno przyrównywać reżim radziecki do peerelowskiego, choć były z tego samego pnia. Znajoma Griszy, skrzypaczka, wybrała się z nami na spacer po Moskwie. Weszliśmy do jednej z cerkwi. Za kilka dni została zadenuncjowana przez 10-letniego syna, który nam towarzyszył i uznał, że o czynie matki należy powiedzieć nauczycielce w szkole. Takie to były czasy.

Polska jest na Rosję skazana, tak jak i na Niemcy. I choć prawie w każdej polskiej rodzinie ktoś doznał cierpień od jednego lub drugiego sąsiada, żyć trzeba, i to wcale nie w nienawiści. Rosja jest wielka, Niemcy są bogate, Polska ma aspiracje.

Ilekolwiek byśmy jeszcze wykonali kroków ku zachodniemu czy wschodniemu sąsiadowi, ciągle dla Niemców pozostajemy krajem “drugiej kategorii” ( bo i pod wieloma względami rzeczywiście wleczemy się w tyle), zaś dla Rosji – niesforną, zbuntowaną prowincją, w ustach putinowców, podobnie jak ongi stalinowców – niewdzięczną.

Niemców długo  przekonywaliśmy do naszych możliwości w Unii Europejskiej, Rosjan powinniśmy przekonywać, że ich spojrzenie na nas jest fałszywe. Także co do tego, że prowincją, czyli Krajem Nadwiślańskim, zostaliśmy nie z własnego wyboru (choć głupota rodaków czy zdrada swoje zrobiły), że ani Katynia, ani “dobijania” Powstania Warszawskiego z rozkazu Stalina zapomnieć nie można, a wyzwolenie z rąk Armii Czerwonej (niezależnie od tego, że walczyła z Germańcami) trudno za wyzwolenie uznać, skoro otworzyło okres zakamuflowanej, co prawda, ale jednak faktycznej okupacji.

Owocną drogą jest szukanie wśród nich takich jak Grisza, a spośród powszechnie znanych – takich, jak nieżyjący wielcy nasi przyjaciele Okudżawa i Wysocki; czy takich jak moi wyśmienici koledzy dziennikarze z Niemiec: Renate Marsch, Klaus Bachmann, Thomas Urban.

Renate tak się w Polsce rozkochała, że na emeryckie lata osiadła pod Mrągowem na stałe.

Napomykam o nich dlatego, że siła przyjaźni czy zwykłego porozumienia bierze się z bezpośrednich kontaktów, z rozmów, ze wspólnego słuchania Szostakowicza, Prokofiewa, Bacha i Chopina.

Jeśli słabszy zachowuje postawę wasala, staje się jeszcze słabszy. Jeśli silniejszy ciągle grozi palcem – wiadoma rzecz, to twój wróg.

Jerzy Klechta

 

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Magog 2015-07-22
  2. PK 2015-07-22
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com