Jerzy Łukaszewski: Bogdan Miś zdradził!6 min czytania

()

2015-08-10.

Gdyby zdarzyło mi się kiedyś przeczytać taki tytuł w gazecie nie zrobiłby już na mnie szczególnego wrażenia. Założyłbym się o każde pieniądze, że z artykułu dowiedziałbym się, iż rzeczony Bogdan Miś zdradził autorce/autorowi sekret przydatności wyższej matematyki do rozwiązywania problemów dnia codziennego albo coś równie wartościowego.

Dodatkowo byłbym pewny, że artykuł cieszy się poczytnością ze względu na alarmistyczny ton i mrożące krew w żyłach możliwości, które czytelnik złapany w tę pułapkę czułby się zobligowany zweryfikować.

I nic to, że po weryfikacji zmiąłby gazetę z niesmakiem czując się nieco oszukany faktem, iż red. Miś nie zdradził Ojczyzny, za co można by go obwiesić na latarni, ani niczego takiego. To nie ma znaczenia – gazeta kupiona, artykuł przeczytany – to grunt.

Zadziwiające, że po iluś tam już latach tych praktyk czytelnicy wciąż się nabierają na tego rodzaju tytuły. Wiem, że przynajmniej część z nich zna ten mechanizm, ale nie potrafi się mu oprzeć.

I leci taki na łeb i szyję, by przeczytać nius, że „Doda zabiła!”, z którego dowie się, że w jakiejś panience niejaka (nijaka?) Doda zabiła chęć współpracy na niwie poniekąd artystycznej.

Dlaczego? Coś w człowieku tkwi takiego, że nie może się oprzeć.

W kaszubskim czasopiśmie „Klëka” z 1938 roku czytam artykuł pana Józefa Smolika „Potworności tytułów” a w nim:

„…zastanówmy się więc, co się staje z tak subtelnym i czułym aparatem życia jakim są nerwy nasze i mózg gdy bez przerwy, przez szereg lat uderzają w nie potworności tytułów prasy codziennej.

Cytujemy to co z pierwszym promieniem słońca niesie nam owoc „pracy umysłowej” całego zespołu codziennego nabiału:

„Mordercy”, „Szampan i pot robotniczy”, „Wielka afera brylantowa”, „Afera nafciarzy”, „Scyzoryk zdradził szpiega”, „Mimowolny bratobójca”.

[…] bo weźmy pod uwagę, że wielkie litery wysadzone na pierwszej stronie pisma mają wyraźny posmak przynęty, ową tajemniczość publicznej rozpusty, kup a dowiesz się czarno na białem o wszystkich siedmiu grzechach głównych za jedyne 20 groszy…[…] skrzyp szubienic, rzężenie mordowanych, gwizd policjanta to już nie wypadki, ale akcesoria, nie zdarzenia, ale dekoracje ustawione przemyślnie dla ściągania uwagi i opłat”.

Jak widzimy ten mechanizm znany jest od dawna. Konkretnie od kiedy? Od zawsze? Chyba nie, bo w mojej kolekcji czasopism począwszy od wieku XVIII są one nieobecne.

Dlaczego? Co i kiedy się stało, że takie tytuły zaczęły „rządzić” na rynku prasowym? Czy można to ustalić?

Owszem, ale te ustalenia mogą nie być pochlebne dla nas samych o czym pamiętać należy zabierając się za to „śledztwo”. Biorę do ręki pierwszą z brzegu gazetę z kolekcji – „Tygodnik Mód” z 1874 roku.

Wybieram tę, ponieważ dziś to także tzw. „pisma kobiece” brylują w „teatrzyku tytułów” donosząc nam o niestrawności gwiazd, o pryszczach na twarzy kochanka siostry szwagra znanej postaci itd.

Krótki przegląd tytułów z tego numeru:

str. 1

„Dzień i noc” – poezje Ludwika Niemojowskiego

„Początek słowiańszczyzny” – szkic historyczny W.A. Maciejowskiego

str. 2

szkic jw.

str. 3

„Orzeł i gołąbka” – powieść w odcinkach Zeneidy Fleuriot uwieńczona przez Akademię Francuską.

str. 4

jw.

str .5

„List trzeci. Z Nowego Yorku do Chicago w Ameryce północnej – Sygurd Wiśniowski

Mała dygresja – Sygurd Wiśniowski – polski pisarz i podróżnik zupełnie i niesłusznie zapomniany, człowiek swojej epoki, zwany czasem awanturnikiem, bo osobiście włączał się do spraw, które inni jedynie omawiali przy kawiarnianym stoliku (poszukiwania złota w Australii, polowania itd.), pisarz wędrujący nie tylko po okolicach cywilizowanych, ale zapuszczający się na tzw. Dziki Zachód i opisujący tamtejsze lokalne wybory (arcyciekawie), żołnierz Garibaldiego, przyjaciel kacyków na Fidżi i paru innych wyspach Polinezji, a także autor przekładu na język angielski „Pana Tadeusza”.

Było kogo poczytać, naprawdę.

The end of dygresja

str. 6

“Korespondencja zagraniczna” – tym razem ze Lwowa

str. 7

„Przegląd literacki” – omówienie ostatnich nagród literackich Akademii Francuskiej.

str. 8

– jw. plus reklama  firmy pań Wilczyńskich specjalizujących się w handlu tiulami, koronkami, czepeczkami, negliżykami itp.

Pozostała cześć numeru to wykroje.

Inny numer tego samego tygodnika lubię szczególnie ze względu na doniesienia o pracach parlamentu angielskiego. Pozwolę sobie fragment zacytować:

„ … ze wszystkich tegorocznych posiedzeń parlamentu jedno tylko było zabawne, na którem debatowano o przyłączeniu wysp Fidżi. Jeden z członków Izby, sir William Lawson bardzo się sprzeciwiał przyjęciu podarunku, jaki monarcha tych wysp ofiarował królowej Wiktorii, byle w zamian popłaciła jego długi.

– Jak to? – wołał z oburzeniem, więc chcecie Jej Królewskiej Mości narzucić 150 000 dzikich poddanych, z których całe 20 000 maj…ą szkaradną wadę ludożerstwa? I zaczął kreślić przerażający obraz ludożerców.”

Prócz tego w numerze szkic o literaturze rosyjskiej oraz artykuł o „tegoczesnej” poezji włoskiej napisany przez Joannę Belejowską.

Można by wziąć inne czasopismo z tego samego okresu i otrzymać wyniki dość podobne.

Zero epatowania kryminałem, społecznym błotem, dobór tematyki na jakimś jednak poziomie.

Dlaczego?

Odpowiedź jest brutalnie prosta: pismo dostosowywało się do poziomu czytelników, bo przecież też „musiało się sprzedać”.

I dziwna rzecz – sprzedawało się!

Sprzedawało się pomimo braku na jego łamach skandali obyczajowych, afer, chamstwa, pomówień, posądzeń, szczucia i całego tego rynsztoka, jaki serwują nam nawet „najszacowniejsze” współczesne tytuły.

Te gazety czytali inni ludzie? Trochę tak, bo nie czytywali ich z pewnością wszyscy. Czy to wyjaśnienie tej „tajemnicy”? Nie do końca, to także poczucie szczególnej misji będące udziałem dziennikarzy, które w przyszłości zaowocowało społecznym uznaniem dla zawodu, to źródło ich zawodowego etosu, którym dziś tak ochoczo podcierają sobie sempiternę dla kawałka chleba.

Jeszcze cytat z kaszubskiej „Klëki” z 1938 r.

„…skutki takiego wołania „zbrodniczego” co dzień nie tylko, że powodują w całości narodu uszczerbek, ale zużywają energię myślową, tę najcenniejszą na świecie energię, na cele rozkładowe. Tysiące ludzi pracę swą koncentruje na gangrenie życia społecznego, tysiące ludzi czerpie z tego zyski występując w roli rajfurów zbrodni, kryminału i szału ogłupienia.

[…] z tego jednak nie wynika, by w Polsce brakowało ludzi uczciwych, lecz gdzie oni są? Dlaczego o nich milczą tytuły?

Panowie! Nie dajcie się usuwać z frontu życia na petit i nonparel!”

Niestety, dali się usunąć.

Upowszechnienie edukacji i czytelnictwa nie szło w parze z kształtowaniem gustów, umiejętnością wartościowania, a jeśli w grę weszła jeszcze polityka – skończyły się czasy bon tonu i tym podobnych „mieszczańskich przesądów”.

W gazetach endeckich sprzed wojny czytamy już o „piłsudczykowskiej czerezwyczajce” i tym podobne określenia.

To pokutuje do dziś. I gdyby mnie ktoś zapytał, czy jest na to jakaś rada, czy to się może zmienić na lepsze, na oba pytania odpowiem: nie.

Żadne racjonalne posunięcia, żadne zaklęcia nie zmienią tego kim jesteśmy.

A gazetowe tytuły o „Bogdanie Misiu, który zdradził” są lustrem, w którym co dzień się przeglądamy.

Nawet jeśli udajemy, że to nie nasze lustro.

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

7 komentarzy

  1. koraszewski 10.08.2015
  2. Marcin Fedoruk 10.08.2015
  3. SAWA 10.08.2015
  4. john 10.08.2015
  5. Eyolfa1952 11.08.2015
  6. pablobodek 13.08.2015
  7. Alina Kwapisz-Kulinska 19.08.2015