Jerzy Łukaszewski: Boney M pod Grunwaldem

nabu2015-08-13.

Kiedy jakiś czas temu Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo Historyczne, którego szefem jest ichni minister kultury ogłosiło, że „15 lipca 1410 jest pamiętną datą w historii Rosji”, a to z racji, że “tego dnia 1410 roku, rosyjskie wojska i ich sojusznicy: Litwini, Polacy i Czesi odnieśli zwycięstwo nad niemieckimi rycerzami w grunwaldzkiej bitwie”, internauci pokiwali tylko głowami, jako że w okresie nasilenia się bogoojczyźnianej propagandy w tym kraju można spodziewać się wszystkiego.

Nie posiadali się natomiast ze szczęścia, gdy nowa rzeczniczka PiS – Elżbieta Witek oznajmiła, że o Katyniu uczyła się z przedwojennych książek, które  udostępniał jej prof. Henryk Zieliński zezwalając na dostęp do prohibitów.

Szczęście internetowych hejterów było nieco przesadzone, a sprawa może być poważniejsza, niż się sądzi. Oczywiście dla nudzących się przed komputerem  jest frajdą, kiedy ktoś w tak spektakularny sposób robi z siebie idiotę/tkę, ale w tym przypadku już niedługo może być wszystkim nie do śmiechu.

Pan prezydent na cztery litery zapowiedział był bowiem „aktywne prowadzenie polityki historycznej”, a jest to coś od czego miłośnikom tej gałęzi wiedzy cierpnie skóra w najintymniejszych miejscach.

Kiedy skończył się PRL historycy (a przynajmniej ich większość) mieli nadzieję, że ten wstydliwy aspekt naukowej rzeczywistości odszedł raz na zawsze do lamusa. Niestety, dość szybko okazało się, że niekoniecznie. Po prostu jedną „jedynie słuszną wersję historii” zastąpiła inna i jak zwykle, znalazła licznych wyznawców.

Dlaczego nie można po prostu nauczać historii takiej, jaką ona jest? Nie mam pojęcia, bo nie trafiają do mnie komunały, że czemuś ona „musi służyć”. Czemu niby miałaby służyć „Syrenka” udająca Mercedesa? Ale spróbujcie do tego kogoś przekonać.

Pani Elżbieta Witek mogła rzeczywiście czytać w „przedwojennych książkach” o Katyniu, ale co takiego?

A np. , że jest to „stacja drogi żelaznej, moskiewsko brzeskiej, między Gusinem a Smoleńskiem o 611 wiorst od Brześcia”. Tak podaje bowiem „Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” pod red. F. Sulimierskiego, T. III, Warszawa 1882. str.911. I tylko tyle. Po co dorabiać do tego ideologię?

Niestety, tak było zawsze. Czytając starożytne księgi wyłapujemy obecność tego wirusa czasem nie bez trudu. Kroniki pisane były nie po to, byśmy my dziś odkrywali prawdę o tamtych czasach, ale po to, by jednych wybielić, innych pogrążyć, dodać dostojeństwa miernotom, spotwarzyć wielkich itd. Najpopularniejsza w Polsce kronika Galla to przecież nic innego, jak panegiryk na cześć faceta, który wynajął mnicha za pieniądze, a ten wykonywał swoje zadanie będąc zainteresowany głównie wynagrodzeniem, jak każdy pracownik najemny.

Nawet Biblia nie jest wolna od takich praktyk. Przez wiele lat odporna na krytykę naukową z racji pozycji Kościoła utrwaliła w umysłach ludzi całkowicie nieprawdziwy obraz wydarzeń i stosunków społeczno politycznych na Bliskim Wschodzie, z czym dziś musimy walczyć niekoniecznie odnosząc sukcesy, bo oskarżani jesteśmy wówczas o „nieposzanowanie tradycji”, „krecią antykościelną robotę” i wiele innych brzydkich rzeczy. I nawet tzw. zwykły odbiorca niechętnie odnosi się do naukowych rewelacji burzących mu z dawna ukształtowany obraz.

Ostatnia duża redakcja to czas po powrocie z tzw. drugiej niewoli babilońskiej. Temat o tyle ciekawy, że o tej niewoli słyszeli niemal wszyscy, ale o powrocie z niej już nie wszyscy. Nie uczy się kim byli Żydzi powracający z Babilonii po jej upadku na skutek perskiego najazdu. Nie mówi się, że w Izraelu zetknęli się z Żydami powracającymi z Egiptu, dokąd część z nich uciekła przed najazdem Nabuchodonozora, a także z tymi, którzy … zostali na miejscu nie będąc nigdzie deportowanymi.

Nawiasem mówiąc sam fakt, że część Izraelitów uciekając przed Nabuchodonozorem zbiegła do Egiptu jest wart zastanowienia ze względu na dość jednoznaczny i utrwalany po wielokroć obraz tego kraju jako „domu niewoli”. Tak się jednak złożyło, że w chwilach niebezpieczeństwa Żydzi tradycyjnie tam szukali ratunku. W domu niewoli? Trochę nielogiczne, nie?

Dziś dzięki badaniom możemy trochę inaczej spojrzeć na sytuację Żydów przesiedlonych w różne części wielkiego mocarstwa i na sprawę samych przesiedleń w ogóle.

Większość z nas pamięta pewnie przebój słynnej grupy Boney M

a niektórzy nawet operę „Nabucco” Verdiego, a z niej słynny chór niewolników

Boney M śpiewali zgodnie z tekstem Psalmu 137

Nad rzekami Babilonu —
tam siedzieliśmy i płakali,
kiedy wspominaliśmy Syjon…

o czym niekoniecznie wiedzieli wszyscy, którzy hasali raźno przy tej muzyce w dyskotekach. Szczególnie jeśli pani Kunicka odśpiewywała im „polską wersję” pt. „Gdzieś daleko jest Babi Ląd”.

I „Nabucco” (włoska wersja imienia Nabuchodonozor) i Boney M przedstawiają nam wersję biblijną – Hebrajczyków uciśnionych w okrutnej niewoli.

A jaka była rzeczywistość?

Po pierwsze trzeba wiedzieć, że Hebrajczycy nie szli do babilońskiej niewoli ani raz, ani dwa, lecz przydarzyło się to im co najmniej sześciokrotnie. Wersja biblijna jest więc swego rodzaju skomasowaniem tych przypadków w dwa wydarzenia dla osiągnięcia celu – oskarżenia Babilonii o wszystkie możliwe zbrodnie i to w konkretnym momencie historycznym.

Po drugie – wysiedleń nie dokonywali wyłącznie Babilończycy. To była ówczesna norma stosowana przez wszystkich, którzy mogli sobie na to pozwolić, czyli silnych.

Po co to było? Otóż nie było to zbrodnicze i bezsensowne okrucieństwo, lecz akcja wykalkulowana, w której zagarniało się ludzi przydatnych do czegoś we własnym państwie. A więc przede wszystkim rzemieślników, kupców znających się na handlu, kapłanów itp.

Stąd oczywisty wniosek, że nie wszystkich bo i po co?

Najciekawsze są jednak badania nad rzeczywistą sytuacją Hebrajczyków w tym „piekle na ziemi” jakim ponoć był Babilon.

Okazuje się, że nie byli dyskryminowani, ani prześladowani, a wręcz przeciwnie. Klinowe zapiski handlowe wskazują na istnienie wielkich firm kupieckich kierowanych przez Hebrajczyków, zdarzają się wysocy urzędnicy państwowi o imionach typowych dla Hebrajczyków (imiona babilońskie były najczęściej teoforyczne, a więc imię obce samo rzuca się w oczy) jak w przypadku Aaram – nadworny dostawca cukru czy Peqach – zarządca miasta, zdarzały się nawet toponimy hebrajskie jak w przypadku miasta Kar Au, co jest asyryjską formą imienia boskiego (JHWH). Jedna z babilońskich kronik mówi o karze nałożonej na niesolidnego kontrahenta, którą ten musiał wpłacić do skarbca świątyni boga Au czyli Jahwego.

Mieli własne majątki, niektóre całkiem spore, czego najlepszą egzemplifikacją są sumy jakie dawali na drogę rodakom powracającym do ojczyzny po obaleniu przez perskiego Cyrusa rządów Nabonida.

Przy okazji – Biblia wspomina o Baltazarze (słynne mane, tekel, fares) błędnie nazywając go królem. Baltazar był tylko synem Nabonida zastępującym go w czasie jego chwilowej nieobecności w pałacu.

Pozostaje pytanie: kto z Hebrajczyków i dlaczego wracał do Judei. Odpowiedź jest prozaiczna: ci, którzy w Babilonii nie zrobili kariery, którzy nie mieli wielkich majątków, ci którzy swe życiowe nadzieje wiązali z innym niż Babilon miejscem.

Jeszcze ciekawsze jest (a mówi o tym zapis biblijny), że ci „uciśnieni” wracali mając ze sobą 7337 sług i służebnic, 736 koni, 245 mułów, 435 wielbłądów, 6720 osłów. Jak na „biednych niewolników” całkiem nieźle. Wyobraźmy sobie tych co zostali. U Ezdrasza czytamy, że wspomogli wracających złotem, srebrem i szatami kapłańskimi. Plus 100 talentów złota na odbudowę świątyni jerozolimskiej.

W czasie redagowania Biblii przyjęli założenie czysto polityczne dostosowane do aktualnych potrzeb. Budowali państwo w opozycji do nieistniejącego już Babilonu jednocześnie łasząc się do zwycięzców (Persów. Można spokojnie założyć, że gdyby Pismo redagowali ci, którzy w Babilonie pozostali (a była ich ponoć większość z „uprowadzonych”) obraz wielkiego państwa byłby zupełnie inny.

Są  całe zastępy chrześcijan, którzy nie zamierzają przyjąć tego wszystkiego do wiadomości jakby obawiając się, że wyjaśnienie nieścisłości i ewidentnych przeinaczeń w warstwie historycznej mogłoby zasiać wątpliwości co do warstwy ideowej dzieła. Bzdura, ale działa.

Jeśli dodamy do tego postawę średnio dokształconych duchownych przestaniemy się dziwić histerycznej często „obronie” Pisma tak odzieranego ze „słuszności” przez współczesna naukę.

To też jest polityka historyczna. I ona też czemuś służy. A że niezgodna z prawdą, którą dziś bez trudu możemy odkrywać? Cóż, nikt nie powiedział, że fakty muszą mieć rację, prawda? Aż nadto często jesteśmy tego świadkami.

Dzieje się tak np. w przypadku Kościoła głoszącego (i znajdującego posłuch), że „zawsze trwał z narodem polskim w chwilach niedoli”, co jest kłamstwem tak łatwym do zweryfikowania, że zdumienie bierze jak się je słyszy. Nie uczy się uczniów w szkołach o potępieniu polskich powstań przez papieży, nie mówi się, że kiedy władze pruskie zakazywały śpiewania „Boże coś Polskę” to właśnie księża najczęściej donosili na wiernych do policji, czego dowody znajdujemy do dziś w archiwach.

Najgroźniejsze jest to, że dla polityki historycznej prawda jest niebezpieczeństwem. A co się robi z niebezpieczeństwem? No zwalcza się, prawda?

No i już dziś zwalcza się znane i udokumentowane fakty o wycofywaniu się brygady Świętokrzyskiej społem z żołnierzami SS na zachód, bo przecież to „żołnierze wyklęci”, a więc bohaterowie, z których należy brać przykład.

Wystarczy, żeby ktoś był przeciw komunie, aby go dziś zrobić bohaterem, bez względu na faktyczne dokonania.

Pisałem kiedyś o oszuście i kłamcy, który twierdzi m. in., że „walczył w powstaniu grudniowym” w 1970 r. Oszust ten wystawiony był przez PiS w wyborach samorządowych i ma już na koncie parę innych wyczynów „historycznych”.

Po co nam taka polityka historyczna? Komu służy? Nam?

Z historią ma tyle wspólnego co demokracja socjalistyczna z demokracją czy krzesło elektryczne z krzesłem.

Wolałbym nigdy więcej zwrotu „polityka historyczna” nie słyszeć. A już na pewno z ust najwyższych przedstawicieli mojego państwa.

Obawiam się jednak, że będę słyszał. I to coraz częściej. Szkoda.

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email

30 komentarzy

  1. hazelhard 2015-08-13
    • hazelhard 2015-08-13
  2. narciarz2 2015-08-13
  3. Magog 2015-08-13
  4. A. Goryński 2015-08-14
    • hazelhard 2015-08-15
    • slawek 2015-08-16
  5. W. Bujak 2015-08-14
    • BM 2015-08-14
    • Therese Kosowski 2015-08-18
  6. Zuzanna 2015-08-14
  7. W. Bujak 2015-08-14
  8. Aleksy 2015-08-15
  9. hazelhard 2015-08-15
    • BM 2015-08-15
      • Marian. 2015-08-15
        • BM 2015-08-15
  10. hazelhard 2015-08-15
    • BM 2015-08-15
  11. Magog 2015-08-15
  12. W. Bujak 2015-08-16
    • BM 2015-08-16
      • W. Bujak 2015-08-16
  13. hazelhard 2015-08-16
    • BM 2015-08-16
      • hazelhard 2015-08-16
  14. hazelhard 2015-08-16
  15. hazelhard 2015-08-16
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com