Nasz pobyt dwutygodniowy na Sycylii nazwaliśmy z Żoną „Śladami Jacka” (oczywiście Pałasińskiego), bo bardzo nam się podobały Jego TVN-owe relacje z tej wyspy.
Poniżej kilka migawek z tej wyprawy – nieco mniej optymistyczne:
- Jadę w Katanii (miasto koło Etny) wypożyczonym Fiatem Panda po lewym pasie dwupasmówki z prędkością około 60 km/h. Na prawym pasie mam tira. Z lewej strony na dużej prędkości wjeżdża stara, poobijana, renówka. Musimy się zmieścić we trzech na dwóch pasach. Widzę jednak w lusterku, że między mnie, a renówkę, wjeżdża skuter na znacznie większej prędkości. Mieścimy się we czterech! Takich sytuacji na drogach Sycylii miałem co najmniej kilkanaście. Dumny jestem z tego, że mojej Pandy nawet nie zadraśnięto!
- W każdym sklepiku dla turystów pamiątki z filmu „Ojciec chrzestny”. Moi Znajomi włoscy są bardzo rozweseleni. Okazuje się, że to nie Copolla sfilmował życie mafii, tylko odwrotnie- to mafiosi zaczęli się wzorować na postaciach filmowych. Inne pamiątki to głowy Mussoliniego. Jest także wino Duce. Moi Znajomi włoscy są bardzo zadziwieni- byli przekonani, że jest to zakazane. Co do wina, to dawniej we włoskich sklepach było też wino z Hitlerem i Janem Pawłem II. Teraz na Sycylii widziałem tylko Duce.
- Jedzenie w knajpach turystycznych odgrzewane w mikrofali. W porównaniu z Grecją znacznie gorsze i droższe.
- Przed Instytutem Włoskiej Akademii Nauk i wielką, niezwykle nowoczesną, fabryką ST Microelectronics puste śmietniki i olbrzymie ilości śmieci na ziemi. Zakład oczyszczania ma obowiązek opróżniać śmietniki, ale już nie czyścić chodniki wokół nich. W Polsce, wyszlibyśmy z instytutu i sami śmieci posprzątali. Tak samo było rok temu, dwa lata temu, i trzy.
- Po sztormie na plaży pojawiło się tysiące plastikowych butelek, torebek plastikowych, a także pełnych worków ze śmieciami w środku. Za to kupy psie wcześniej zrobione na brzegu zostały elegancko zmyte. W odróżnieniu jednak od śmieci przed instytutem, plaża w ciągu jednego dnia została idealnie uprzątnięta.
- Na lotnisku w Katanii kolejka do okienek AlItalia jest na 2 godziny. Na 6 automatów do wydawania kart pokładowych tylko 2 czynne.
- Widzieliśmy obóz dla uchodźców. Bardzo porządne domki, Murzyni grający w koszykówkę, suszące się ubrania. Tylko drut kolczasty na wysokości 5 metrów i komandosi z automatami zakłócają sielankowy obraz. A tak na marginesie, to czy ci Murzyni nie mogliby posprzątać trochę śmieci?
Oczywiście, powyższe siedem migawek to tylko wydziwiania starego malkontenta, który… jeszcze nie raz na Sycylię pojedzie. Pojadę przede wszystkim dlatego, bo mają tam fabryki high-tech, o jakich my możemy tylko pomarzyć. ST Microelectronics ma 2 mld Eur obrotu, zatrudniając 2000 ludzi. Firma 3Sun, produkująca przyrządy fotowoltaiczne jest mniejsza, ale też wygląda naprawdę imponująco.
Poza tym, są miejsca piękne- choćby Taormina, czy Sarukuzy. Obejrzenie tych miasteczek wynagrodzi widok wszystkich śmieci! A wino nawet takie po 3 Euro jest lepsze, niż w polskich supermarketach po 10 Eur! (droższych, niestety, jeszcze nie piję!).
Hazelhard
Inne zdjęcia z Sycylii można obejrzeć tutaj.



„Okazuje się, że to nie Copolla sfilmował życie mafii, tylko odwrotnie- to mafiosi zaczęli się wzorować na postaciach filmowych.” 🙂 🙂
A winem zainteresuj się w małych dziurach. Na pewno są tam lokalne winiarnie produkujące na pobliski rynek. Po alzackiej „przygodzie” z winem z jakiejś wiochy, które okazało się lepsze od okrzyczanych marek zawsze tak robię. Warto.
Dlatego lubię podróżować własnym samochodem, bo zawsze wynajdę 20-40 butelek taniego, a dobrego wina. Niestety, na Sycylię poleciałem samolotem, a ile można wypić na miejscu? 🙂
Wino na miejscu zawsze lepsze niż z importu. Niektóre podobno nie lubą podróżować. Ale może to też mit. Mieliśmy w Polsce w ’60-tych średnio dobry import z Jugosławii – Prokupac. Wracając z Grecji kupiłem w Zagrzebiu (’63) w jakiejś winnej piwnicy Prokupac – żupsko vino. Smak rozpoznam do dzisiaj (taki talent) – był świetny, i taki sam, po przywiezieniu gąsiora do Warszawy. Lokalne dziury włoskie są rzeczywiście ciekawe, ale w centrum „Buta” (innych nie znam) te prywatne, małe piwniczki robią na swój użytek głównie jakieś słodycze, co ja nie lubię. Jak będę wracał w końcu września, przywiozę sobie do domu 60l Francuza z Netto, po 1,79€/l. Wytrawny, zaskakująco dobry, choć bezpretensjonalny.
@A. Goryński ten mit o podróżach był żywy jeszcze w naszych młodych latach 60tych i by sobie z nim poradzić wina, które czekała podróż na ogół szprycowano alkoholem, którego większy niż zwykle procent miał zapobiegać psuciu się. Były mocniejsze, niż w oryginale, ale niestety, kosztem smaku.
Dziś już wiadomo, że to kwestia warunków przewożenia i problem zniknął.
Inny sposób radzenia sobie z kłopotem to przywożenie pulpy i jej dojrzewanie na miejscu. Pamiętasz nalepki na winie z napisem „Rozlewnia win importowanych w Toruniu”?
Zaliczyłem ciekawą wycieczkę do tego przybytku 🙂 Ale to opowieść dla pełnoletnich 🙂