Nie trzeba pisać za każdym razem, gdy się coś wydarzy. Wystarczy raz na parę lat, wszystko zostaje aktualne. Ten tekst ukazał się jako czołówka tomu szkiców „Kim chcą być Polacy” w roku 2007. Minęło osiem lat – i proszę sprawdzić, czy muszę pisać nowy. Zmieniłem tylko jeden wyraz, i to ze względów gramatycznych.
To nowa, niezwykła sytuacja, rzec można – raz na tysiąc lat. Bo już tak w naszej historii było – tysiąc lat temu, kiedy nasi przodkowie wchodzili w krąg cywilizacji chrześcijańskiej. Twórcy państwa Polan musieli się wtedy zastanawiać nad podobnymi pytaniami: kim byli, kim są i kim chcą być w nowej historii.
Dziś takie pytania pobrzmiewają swoistym wyzwaniem: wróciwszy z księżycowej gospodarki, wychodząc z feudalnego ustroju „realnego socjalizmu”, jesteśmy na rozdrożu, w swoistym przeciągu historii, a przyszłość już się właściwie zaczęła – z naszym wejściem do Unii Europejskiej.
Niestety, chwilowo dość trudno o wspólne zastanowienie nad państwem i społeczeństwem. Klimat naszego życia publicznego rozmowie nie sprzyja. Kiedy słyszymy o „marszu” pewnej grupy do rządów, brakuje tylko łoskotu werbli. Słyszymy język wojenny ze starą zasadą „dziel i rządź”, dla opanowania wszelkich sfer władzy i wpływów – bo nie wystarczy objąć stanowiska, trzeba jeszcze objąć rząd dusz; stąd i głoszone podziały – podziały minione, podziały, których nigdy nie było, i podziały nowe, wymyślane ad hoc, dla potrzeb walki, aż po nienawiść i obelgi z ust ludzi, powołujących się akurat na swą chrześcijańską rzekomo motywację.
Ideały tracą swój sens i wartość, międlone z fałszywą swadą w doraźnej służbie interesów. W atmosferze wrogości, insynuacji i jawnych pomówień wszyscy stają się podejrzani; najszlachetniejsi ludzie muszą się tłumaczyć z tego, czego nie zrobili. Jak zauważył socjolog, prof. Piotr Sztompka, niszczy się zaufanie wzajemne. Już nie na poziomie władz państwa, ale wśród zwykłych obywateli; zaczynamy niedowierzać sobie wzajem w codziennym życiu, a w życiu publicznym państwa niewiele jest osób, które darzymy zaufaniem, bo każdy autorytet w każdej chwili można opaskudzić.
Szczuje się najrozmaitszych nieudaczników przeciw elitom zawodowym, kulturalnym i kościelnym, obraża się je i traktuje z taką arogancją, jak w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku, kiedy władze gomułkowskie umyśliły sobie obalić „elity” kulturalne i stworzyć kulturze swoje własne autorytety z partyjnego nadania. Miały decydować, kto będzie elitą w polskim życiu umysłowym – osiągnęły efekt zgoła odwrotny, bo skonsolidowały przeciw sobie wszystkich.
Dziś co krok obserwujemy jakieś pozorowane wydarzenia, przy istnym pomieszaniu pojęć. Ignoranta, kwestionującego teorię Darwina, myli się z fachowcem; kłamstwo, głoszone urzędowo, z prawdą; kogoś, kto wrócił na gotową już wolność, z bohaterem. Krzykliwi lizusi wyznaczają normy moralności, a człowiek z wyrokiem ma sprawować urząd.
Demontuje się podstawowe, ledwo co sformowane struktury państwa demokracji; prokuratury stają się narzędziem władzy politycznej i szuka się sposobów, jak by tu podważyć niezawisłość sądów, poczynając od Trybunału Konstytucyjnego. Narastają niejasności wokół rzeczy oczywistych. Dość proste rozwiązania jawią się szklanymi górami nie do zdobycia, wiedza, czasem podstawowa, rozwiewa się gdzieś w tupecie pospiesznej wszechwładzy (…).
Nie tragizuję. Nie należy tym wszystkim przejmować się nadmiernie. To pewna pouczająca lekcja historyczna, którą musimy przejść, by na przyszłość nie lekceważyć wyborów i swoich uprawnień wyborczych. Lekcja ostrzegawcza, na wszelki wypadek: Hitler objął władzę w Niemczech nie w trybie zamachu stanu, lecz w trybie demokratycznych wyborów. Na szczęście, zawsze jest miejsce na zdrowy rozsądek, który brał u nas górę w najtrudniejszych momentach dziejowych (…)
Stefan Bratkowski



Dziś jesteśmy w kręgu cywilizacji państw demokratycznych. Istotnym czynnikiem kontrolującym demokrację są wolne media. Tymczasem zamieniły się one we współczesnej Polsce w tuby propagandowe faworyzowanych partii. O tym, że TV Republika jest silnie propisowska, na SO nie trzeba nikogo przekonywać. Proszę się dla kontrastu przyjrzeć się TVN. Wczoraj niemal całe Fakty poświęcone były wyjaśnianiu jakim złym człowiekiem jest Kaczynski. Następnie w FpF Schetyna kontunuował ten wątek, potem Balcerowicz mówił że wszyscy są nieodpowiedzialni, ale PIS bardziej, następnie Marcinkiewicz o tym jaki niebezpieczny jest Kaczynski chcąc wyprowadzić Polskę z UD. Okragle 90 minut w porze największej oglądalności będące sądem nad PISem.
Ponadto nieustające wsparcie dla tezy, że trzeba pomóc uchodźcom, bo bedzie wstyd w Europie gdy odmówimy, gdyby ktoś przeprowadził badanie opinii społecznej zadając oczywiste pytanie „czy jesteś na przyjęciem do Polski 10% muzułmańskich imigrantów przybywających do UE”, zapewne jakieś 90% odpowiedziałoby: NIE. Wczoraj w centrum Berlina muzułmański fanatyk biegał z nożem, ranił policjantkę, w końcu został zastrzelony. Naturalnie w Faktach o tym cisza…
Media stały się istotnym czynnikiem wspierającym degenerację sceny politycznej. Skutecznie pomagają władzy w oderwaniu się od rzeczywistości, a w tego konsekwencji w jeden z najniższych w Europie poziomów zaufania do polityków.
„Media stały się istotnym czynnikiem wspierającym degenerację sceny politycznej. Skutecznie pomagają władzy w oderwaniu się od rzeczywistości”
A w niedługiej perspektywie czasu konsekwencją tego stanu rzeczy będzie przejęcie tego elektoratu przez ulicę. Po prostu, ludzie tak czy inaczej zechcą wyrażać swoje nastroje i jeżeli w dalszym ciągu nie będą odczuwać, że ich głos jest również słyszalny w sejmie, na salonach, w mediach czy w słowach tzw. elit to zwyczajnie przeniosą się na ulice. To jest zupełnie naturalne zjawisko niejednokrotnie już w historii notowane, że gdy władza nie potrafi „zagospodarować” nastrojów społecznych to te wymykają się spod kontroli i zaczynają żyć swoim życiem. Doprawdy, to jest banał. A żeby było jeszcze śmieszniej, gdy tak się stanie to te tzw. elity obrażą się na „motłoch” jeszcze bardziej.
W każdym bądź razie będzie ciekawie.
Nie uważam, że media się zapędziły choć wszędzie mamy ich tabloidyzację. Od tego są władze i media, aby kształtować opinię publiczną a nie jej ulegać za wszelką cenę. worzeciwnym razie media i władze będą napędzały populizm…
Panie Andrzeju, no właśnie kształtują. Jeżeli w mediach tematem dnia jest nowa silikonowa d*** Dody, a politycy kłócą się o to kto na kogo krzywo spojrzał (Macierewicz vs Niesiołowski) to jak ma wyglądać ta „opinia”?
Jeżeli TV transmituje konferencję prasową, na której roztrząsany jest problem haftowanego ręczniczka pieseczka szefa związku zawodowego, to kto ma czas na cokolwiek innego?
Niestety, p. Brentano ma rację. Odjeżdżamy z politykami zupełnie innymi pociągami, choć niby z tego samego dworca.
@J.Luk: To jest właśnie tabloidyzacja mediów, bo walczą o sprzedaż swoich wiadomości. Tak jest wszędzie, niestety. Ale to nie znaczy, że nie ma w serwisie wielu portali informacyjnych rzetelnej informacji. Jest wybór na każde zapotrzebowanie i jest z czego wybierać. Narzekanie MaSza, że wiele środków informacyjnych poświęca swój czas na deprecjonowanie PiSu z Kaczyńskim jest dla mnie nie zrozumiałe. Są wybory, jest co dyskutować. Wyborcy niedługo wybiorą nowe władze. Czy to czas na roztrząsanie mniej politycznych tematów?
Przez lata PO z premierem Tuskiem ignorowała pisowskie hucpy i w tym samym czasie media zarzucały nas monotematem co prezes danego dnia powiedział. Czy to źle, że teraz dobierają mu się do skóry?
Cóż, telewizja, politycy, serwisy wiadomości nigdy nas nie zadowolą. Dlaczego? Bo są odbiciem samych nas. To nasze zwierciadło… A przecież powinny nas zabawiać!
@andrzej Pokonos oczywiście, że w sytuacji przedwyborczej jest normalne, że media skupiają się na faworycie, który przebiera nóżkami. Obojętnie kto by nim był.
Tyle, że im wciąż wystarczają sensacyjki, zamiast weryfikowania faktów. Wczoraj do obrzydzenia pokazywali, jak Kaczyński mówi „tualety”, natomiast meritum jego wystąpienia z kłamstwami (łatwymi do zweryfikowania) pozostawiali bez komentarza.
Poza serwisami informacyjnymi media owszem, mogą próbować mnie bawić. Jeśli potrafią.
Wie pan na czym ostatnio się łapię? Że wolę ogladać po raz setny”Panienkę z okienka” niż jakiś współczesny film 🙂
Mam ten sam problem w Stanach… Ale ostatnia debata prezydencka organizowana przez CNN była świetna! Do dziś ją wałkują.
Jak to jest możliwe w Polsce, że parę tygodni przed wyborami media nie zmusiły liderów największych partii do wspólnej debaty? Dla mnie to nie do pomyślenia!
@ autor
Calkowicie sie zgadzam z panem Bratkowskim. Zmarnowane 8 lat.
@ andrzej Pokonos
Media sa przede wszystkim by informowac. Gdy zaczynaja ksztaltowac opinie publiczna szerza propagande.
Albo wychowują… Uleganie tłumowi to czysty populizm. Tłum nigdy nie ma racji i światli ludzie muszą mu to uświadamiać. Pomijam już fakt, że o wszystkich faktach pisać się nie da; a już sam dobór jest opinią.
Jeśli tłum nigdy nie ma racji, a mądrzy ludzie muszą mu to uświadamiać, warto zastanowić się dokąd zmierzamy.
– Światła monarchia, najlepiej dziedziczna. Mądry władca wspiera mądrych ludzi i trzyma w garści głupi lud. Policja polityczna dba, aby ten ustrój nie został obalony.
– Realny socjalizm. Upaństwowienie, aby mądrzy ludzie kierowali gospodarką. Ponadto lud pije szampana ustami swoich przywódców.
– Faszyzm. Upaństwowienie kluczowych gałęzi gospodarki, rozbudowanie i dopieszczanie armii i policji politycznej, przekonanie o wyższości narodowej, szczegolnie wobec sąsiadów. Poza tym wszyscy są wielką rodziną i nic przeciw państwu, poza państwem i obok państwa. Antysemityzm zbędny, faszyzm niemiecki był nim opętany, włoski i hiszpański nie.
Każda z powyższych moźliwosci jest inna, każda broni przed głupotą ludu i wspiera ludzi mądrych, teoretycznie. Wspólny mianownikiem jest to, że taki model nie ma nic wspólnego z demokracją. W demokracji, jeśli wyraźna większość obywateli jest przeciwko czemuś co nie jest problemem czysto eksperckim, władzy nie wolno tego przeforsować. Musi swój „lud” najpierw przekonać. Tak jest np. w sprawie muzułmańskich imigrantów.
No dobrze MaSz. Czyli szneka z glancem musi wrócić do szkoły a sześciolatki won ze szkół, bo dobry lud tak chce. Tak trzymać?
@Andrzej Pokonos
Model jest prosty, jeśli naturalnie chcemy bawić się w demokrację, a nie jedynie udawać, że taką mamy.
W sprawach takich jak wiek szkolny, system wyborczy (JOW), jakaś fundamentalna zmiana modelu emerytalnego, wprowadzenie Euro itd), niezbędne jest referendum. W takich sprawach jak te z przyjmowaniem imigrantów, wystarczy analiza rzetelnych badań opinii. Jeśli np. rząd chce zrobić coś co popiera 45%, a przeciwnych jest 55% – ok, niech to robią. Jeśli jednak np. 90% jest przeciw, po prostu nie można tego forsować. I tyle.
Powyższe reguły nie dotyczą jakiś 99% decyzji, tu partia rządząca jeśli ma większość nie robi co uważa.
@MaSz: Demokracja to nie ślepa temida. To interakcja m.in. głupich z mądrymi. To sztuka przekonywania do dokonywania dobrych wyborów a nie złych. Najtrudniejsza sztuka, której politycy dopiero muszą się nauczyć, A społeczeństwo musi się nauczyć wybierać mądrych polityków. Ta nauka jak widzimy dopiero się zaczyna. Ślepa demokracja prowadzi na manowce (PiSu).
.
Dzisiejsze propozycje prezydenta Dudy w sprawie obniżenia emerytur to najlepszy dowód na jego niedojrzałość. I będzie tak brnął w swoje obietnice bez pokrycia tak długo, aż Pis nie zdobędzie władzy i nie odwoła jego wyborczych pomysłów, bo jako rządząca partia nie będzie w stanie ich spełniać. Dopóki PiS nie będzie u władzy, takie inicjatywy nowego prezydenta mogą być tolerowane przez PiS, bo na tym ta partia zbija interes, erodując inicjatywy rządzącej partii i nastawiając myślących inaczej wyborców przeciwko rządzącemu ugrupowaniu.
.
To stara śpiewka PiS a Pan, MaSz zdaje się tego nie dostrzegać przyklepując hucpę PiSu demokracją. Jak widać, tego się nie uczy w jedno pokolenie. To dłuższy proces. I można się nieźle poparzyć biorąc udział w tych gierkach sprytnych głupców.
Narzekanie na media niewiele wnosi. One poruszają się w rytm zainteresowań odbiorców. Najważnieszje, że dochodzi do coraz większej specjalizacji mediów. Internet wprowadza tutaj nowe formuły. Czy one oznaczaja lepszą jakość? Niekoniecznie wprost, ale zwiekszają konkurencję a to pośrednio będzie poprawiało jakość.
Media, podobnie jak polityce odzwierciedlają społeczną świadomość. Z ich upodobań, preferencji, kierunków i poziomu intelektualnego możemy pośrednio wnioskować na temat społeczeństwa. Jednym z wniosków jest skala działań jakie należy przedsiebrać abu stan istniejący zmieniać na lepsze. Sondaże przedwyborcze pokazuja możliwe zwyciestwo wyborcze PiS. Paradoksalnie zagrożenia dla demokracji jakie niesie ze sobą to ugrupowanie zmobilizuje nas do własnie takich działań i nad mediami i nad politykami, co w konsekwencjach oznacza wzmozenie działaności edukującej wyborców.
@slawek tyle, że musi być to edukacja pozasystemowa, inną opanowali politycy, którzy jeśli chodzi o swój i jej poziom staczają się coraz bardziej.
pięć lat temu opublikowałem w „Studio Opinii” swój pierwszy tu artykuł, o szkodliwości dotacji dla przedsiębiorców.
Niestety, też nadal całkowicie aktualny…
A wobec tego, że choć wielokrotnie zarzekano się, że przechodzimy na „instrumenty zwrotne”, to 90% obecnie środków na te cele to znów dotacje..
Aż się prosi o wznowienie..