Polska Ludowa wśród wielu swoich niezapomnianych i rozczulających czasem zalet miała jedną, dość szczególną. Nauczyła mnóstwo ludzi czytać i pisać. Nie dość tego – w odróżnieniu od wolnej Ojczyzny, która nie uczy czytać ze zrozumieniem nawet prostych tekstów, uczyła czytania między wierszami.
Niemal każdy dorosły obywatel biorąc do ręki „Trybunę Ludu” wiedział, co czyta i dlaczego napisano tak, a nie inaczej. Wiedział co powinno tam być napisane, a także domyślał się bez trudu czego tam nie napisano.
Co ciekawe – o tym kto umiał tak czytać dowiadujemy się dziś, ci mniej zdolni ujawniają swą ułomność w tym względzie przy okazji rozmaitych dyskusji politycznych nawiązujących do PRL-u, a także procesów sądowych.
Prosty przykład: proces generała Jaruzelskiego, którego oskarżano m.in. w sprawie wydarzeń grudniowych na Wybrzeżu 1970r.
W świetle medialnych doniesień i sprawozdań z sali sądowej generał był głównym sprawcą, a więc winnym masakry, a to z tego powodu, że był z w tym czasie Ministrem Obrony Narodowej.
Ktoś kto w tym czasie był już co najmniej absolwentem przedszkola wiedział dobrze, że minister w porównaniu np. z sekretarzem wojewódzkim PZPR to był chłoptaś. Wiedział, kto tak naprawdę rządzi w tym kraju, a kto jest kwiatkiem u kożucha. Wiedział, że w wojsku liczy się nie tyle sam stopień, ale przede wszystkim funkcja i to niekoniecznie służbowa. Żadne formalne przypisanie kompetencji nie miało znaczenia, głos decydujący należał do kierownictwa partii i to bardziej wąskiego, niż się powszechnie sądzi.
Kiedy dziś usiłuje się przypisać odpowiedzialność ze względu na formalnie pełnione stanowisko, wykazuje się ignorancję dyskwalifikującą „badacza”, który nie odrobił nawet pierwszej lekcji z opisywanego tematu.
A jednak takich „badaczy” mamy multum i traktujemy ich serio. Przynajmniej niektórzy.
Jest to o tyle ważne, że zwykle dotyczy historii najnowszej i jej oceny, a po drugie – chyba jeszcze ważniejsze – gubi się w ten sposób prawda historyczna zawarta nie w dokumentach pisanych, lecz w ich „podtekstach”, w atmosferze politycznej, w niezapisanych nigdzie zasadach, które funkcjonowały w codziennej praktyce PRL, i które dobrze znane były jej obywatelom.
„Odkrywanie prawdy” o PRL-u w wykonaniu co bardziej bojowych odkrywców wychodzi więc kulawo, choć – trzeba przyznać – widowiskowo, ku uciesze tłumów. I chyba na tym jedynie polega wartość ich „badań”.
Młode pokolenie nie nauczy się od nich niczego, a już na pewno nie prawdy o PRL.
Generał Jaruzelski sądzony był również za bezprawne, i to w stosunku do prawa PRL, wprowadzenie stanu wojennego w 1981 roku. Jedną z tez obrony była ta, że zastosowanie tego środka represji uratowało Polskę przed wkroczeniem wojsk „sojuszniczych”, co według wszelkiego prawdopodobieństwa skończyłoby się o wiele gorzej – niektórzy twierdzą wręcz, że masakrą.
Oskarżyciele zaprzeczają tej tezie na ogół powołując się na słowa marsz. Kulikowa wypowiadane na naradzie dowódców manewrów „Sojuz- 81” odbytej na terytorium ZSRR w marcu 1981 roku.
Już sam fakt bezkrytycznego powoływania się na słowa radzieckiego marszałka jest tyleż niepoważny, co charakterystyczny dla niektórych polskich środowisk politycznych.
Ci, którzy mienią się najbardziej gorliwymi wojownikami z komunizmem jakoś dziwnie aprobują każdy wydany przez komunistyczne władze dokument i wierzą weń jak w Ewangelię. Taki np. IPN rzuca oskarżeniami na podstawie notatek SB, choć wiadomo już dziś, że lekko licząc połowa z nich mija się z prawdą. „System Lejzorka Rojtszwańca” działał aż nadto doskonale nie tylko w tej służbie. W oficjalnych raportach pisało się to, co przełożeni chcieli przeczytać – to takie proste.
Prawda materialna bardzo często nie ujrzała światła dziennego do dziś, a ferowanie wyroków li tylko na podstawie notatki jakiegoś SB-ka jest chichotem historii. Aż dziwne, że nikogo nie oburzały procesy, w których głównymi świadkami, a co za tym idzie – panami życia i śmierci – znów byli ci sami bezpieczniacy, którzy gnębili wcześniej oskarżanego właśnie obywatela. I praktycznie mogli zeznać wszystko. Im każdy uwierzył!
Czytanie zapisu narady marszałka Kulikowa literalnie prowadzi do tego samego właśnie. W sporze między Polakami niepodważalnym autorytetem niespodziewanie (pewnie i dla samego siebie) zostaje radziecki marszałek.
Tymczasem wystarczy poczytać te notatki „po PRL-owsku”, a ukażą nam nieco inny obraz sytuacji w roku 1981.
Na ogół jak mantrę powtarza się jedno zdanie z tego zapisu w formie:
„…sowieckie kierownictwo partyjne uważa, że polscy towarzysze muszą rozwiązać piętrzące się trudności własnymi siłami.”
W całości zdanie owo brzmi:
„…sowieckie kierownictwo partyjne uważa, że polscy towarzysze muszą rozwiązać piętrzące się trudności własnymi siłami, a nie stale zawierać kompromisy.”
Niby to samo, ale niekoniecznie. Szczególnie jeśli zestawi się to z innymi, rzadziej albo wcale cytowanymi wypowiedziami Kulikowa na tymże samym spotkaniu.
„Wkroczenie do Polski armii Układu Warszawskiego przyniosłoby wielkie polityczne konsekwencje i bez wątpienia przyniosłoby bardzo negatywne skutki Kubie, Angoli, Mozambikowi, Kampuczy i innym postępowym krajom. Poza tym w ocenie problematyki należy uwzględnić, że Polska jest krajem liczącym 35 milionów mieszkańców.”
Z pierwszego wynika, że kierownictwo radzieckie naciskało na polskich towarzyszy w sprawie rozwiązania problemu kontrrewolucji (jak ją nazywano), nie ma natomiast śladu o jakim często mowa – prośby tychże towarzyszy o radziecką interwencję.
Z drugiego wynika, że taka była rozpatrywana i na razie odłożona w czasie ze względów, o których powyżej, choć argumenty o Mozambiku i Kampuczy brzmią mało poważnie jeśli weźmie się pod uwagę znaczenie dla Rosji kraju w środku Europy.
Na dodatek Kulikow wyraźnie mówi czyim jest przedstawicielem. Nie on będzie podejmował decyzję.
Na tymże spotkaniu marszałek przedstawia „swoją” ocenę kierownictwa PZPR i najoględniej mówiąc – nie wypada ona zbyt pochlebnie. Mówi wprost o niezdolności polskiego kierownictwa z Jaruzelskim na czele do rozwiązania konfliktu. No to jak? Nie są w stanie go rozwiązać, ale mają rozwiązać? Bez braterskiej pomocy?
Czytając literalnie te zapiski otrzymujemy nielogiczny bełkot. A cokolwiek byśmy o radzieckim kierownictwie nie powiedzieli, mało prawdopodobne jest, by na czele bloku militarnego stawiało jakiegoś bełkotliwego jegomościa, który plącze się we własnych słowach.
„Nadeszła chwila, w której trzeba rozbić kontrrewolucję i już nie wolno z nią negocjować”
Kulikow mówi dalej o prowokacjach ze strony „Solidarności”. Warto przypomnieć co on nazywał prowokacjami. Wiele to mówi o tamtych czasach.
1.Przedstawiciele „Solidarności” zamierzają zająć rozgłośnię radiową w Szczecinie.
2.16.03.1981 r. przed rozpoczęciem w Legnicy pracy przez sztab kierowniczy manewrów „Sojuz-81” biskup wrocławski poświęcił siedzibę „Solidarności”.
3.” … w bezpośredniej bliskości sztabu Grupy Północnej, względnie sztabu kierowniczego w Legnicy, zebrało się ponad 1000 zwolenników „Solidarności”.
I taki drobiazg:
„… w wypadku prowokacji wobec towarzyszy sowieckich Armia Sowiecka przedsięweźmie i uczyni to, co uważa za konieczne i właściwe.”
Groźba aż nadto wyraźna, szczególnie w zestawieniu z wymienionymi przykładami „prowokacji”.
Jest w tej naradzie jeszcze jeden ciekawy element. Marszałek Kulikow ze zdziwieniem uspokaja polskich towarzyszy i stara się zneutralizować ich niechęć do kierownictwa armii NRD. Z zastrzeżeniami do tej armii wystąpiło polskie kierownictwo.
Dlaczego? Skąd tu nagle NRD?
Gdyby sojusznicze armie planowały w cichości „braterską pomoc” byłyby to zastrzeżenia zrozumiałe, ale przecież podobno nie planowały.
Kulikow wyraził również zastrzeżenia o do planowanej na późną jesień operacji systemowej wymiany poborowych w polskiej armii w liczbie ok. 65 tysięcy, które „… przyniosą polskiej armii wiele problemów”.
Poborowych po odbyciu służby zwalniano zawsze i cóż się nagle takiego stało, że budzi to niepokój marszałka?
Jak wiemy, poborowym tego rocznika przedłużono ostatecznie służbę. Jeśli ktoś chce, może wierzyć, że nie stało się to w związku z sugestią Kulikowa.
I na koniec sprawa odbywających się manewrów „Sojuz-81”. Kulikow oświadczył, że konieczne może się okazać ich przedłużenie, a ponieważ mogłoby to zostać wykorzystane politycznie przez wrogów, proponuje … nie ogłaszać w ogóle terminu ich zakończenia. Trwają i już.
Jeśli do tego wszystkiego weźmiemy pod uwagę rolę, jaką spełniało kierownictwo radzieckie wobec bratnich partii, to trudno obronić tezę, że to co stało się w Polsce było wyłącznie polską sprawą i polskim scenariuszem.
To co mówił Kulikow trzeba więc brać w pakiecie, a nie wyrywkowo i na dodatek dobrze wczytać się pomiędzy wiersze. Jak kiedyś.
I jeszcze jedna ciekawostka.
W numerze 3 rosyjskiego czasopisma „TankoMaster” z 2001 roku ukazał się artykuł z wynurzeniami Władimira Konowałowa, zastępcy dowódcy 237 pułku pancernego 31 dywizji czołgów w omawianym 1981 roku.
Artykuł dotyczył w zasadzie różnic pomiędzy dwoma typami czołgów – T-62 i T-72.
W zasadzie.
Czołgista swoje tłumaczenia umieszcza w kontekście, jak to nazywa – „marszu na Polskę” pod koniec 1981 roku.
Oczywiście, nie możemy jego wypowiedzi traktować jako dokumentu, ale jest on ciekawym świadectwem tego, co wtłaczano do głów radzieckich wojskowych w tamtym gorącym okresie.
- Po pierwsze, na początku był on absolutnie przekonany, że wkroczenie do Polski jest nieuniknione.
- Po drugie, wymienia czynności jakie się dokonywały w jego jednostce stacjonującej w Czechosłowacji. Pod koniec 1981 roku jednostkę przesunięto na północ, ok. 25 km od granicy z Polską. Po co? On jest pewien, że wie.
- Po trzecie, w sztabie dywizji opracowano plan zajęcia Krakowa, przy czym zmartwieniem dowódców miała być religijność Polaków, co mogło przysporzyć problemów w razie zajmowania kościołów.
To wszystko, oczywiście, jeszcze nic nie znaczy, tego rodzaju plany zwykle opracowuje się jako ćwiczenia, ale dziwne, że robiono je akurat wtedy i celem było polskie miasto, a nie np. jakaś wraża Kopenhaga (cel UW w planach strategicznych).
„Panowało przekonanie, że Polacy nie będą stawiać oporu, ale można się spodziewać prowokacji ze strony ekstremistów „Solidarności”…”
Oficerowie jednostki przeprowadzili nawet zwiad jeżdżąc po cywilnemu pod samą polską granicę autobusami rejsowymi, by nie wzbudzić podejrzeń polskich służb granicznych.
Wymarsz mieli wyznaczony na poranek 13 grudnia 1981 r. W nocy wysłuchali przemówienia Jaruzelskiego o wprowadzeniu stanu wojennego.
Konowałow pisze, że dobrze się stało, bo w przeciwnym razie dzisiaj uczestnicy niedoszłego wejścia nazywani byliby okupantami. Trudno mu zaprzeczyć.
O poziomie wiedzy na ten temat świadczy jego, dość naiwna, opowiastka o dacie wprowadzenia stanu wojennego.
Pisze on mianowicie, że była ona skorelowana z planami radzieckimi, a to dlatego, by satelity szpiegowskie skupiły się na ruchach wojsk radzieckich w pobliżu polskich granic i „nie zauważyły” ruchów polskiej armii wewnątrz kraju.
Widać tak im to później wytłumaczono i to przekonanie najwyraźniej trwa w rosyjskich głowach po dziś dzień.
Naiwność tej opowieści można przyrównać jedynie do amerykańskiego i watykańskiego wyjaśnienia dlaczego kierownictwo „Solidarności” nie zostało poinformowane o planach Jaruzelskiego, mimo że wiedziało o nich od płk. Kuklińskiego. Ponoć „obawiano się powstania w Polsce”.
Z tego wszystkiego wynika, że historia najnowsza daleka jest wciąż od pełnego wyjaśnienia. Dostępne dziś dokumenty tak naprawdę nie mówią niemal nic o faktach. Są za to pełne politycznych wskazówek, które jednak trzeba umieć czytać. Tym samym trudno ferować wyroki historyczne (sądowe zawsze łatwiej), bo możliwości błędu są widoczne gołym okiem.
Tyle, że to nikomu nie przeszkadza.
Jerzy Łukaszewski



ba, historyk, lub osoba, ktora lubi sie babrac przeszloscia, musi wsiaknac w mentalnosc danej epoki, ja zrozumiec, pojac jej „esprit” ( ducha), znalizowac a nastepnie przekazac mechanizmy dzialania.
Najwielszym grzechem badacza histori, to naciaganie do aktualnej mentalnosci, ewolucji moralnej spoleczenstwa..
wielki grzech.
amen.
Miał rację Leszek Miller, kiedy domaganie się lustracji przez ekipę solidarnościową określił apelem karpi o przyspieszenie Świąt Bożego Narodzenia. Pamiętamy lustrację Zyty Gilowskiej, gdzie tylko od dobrej woli zeznającego ubeka zależała jej przyszłość. Jeśli by powiedział „tak, donosiła” byłoby już po niej.
Pani Jadwiga Staniszkis gardłowała za lustracją. Kiedy się okazało że podejrzewają ją o to że była tajnym współpracownikiem bezpieki, zupełnie się rozsypała i zmiękła. Zobaczyła jak z człowieka łatwo zrobić szmatę w oparciu o niejasne zapiski i ewentualną dobrą wolę oficera bezpieki. Jednak kiedy stwierdzono że nie będzie oskarżenia, znowu nabrała wigoru i świętego ognia przeciw niezlustrowanym.
Teczki, prawdziwe lub fałszywe, wykorzystywano często w walce o stołki, o pognębienie konkurenta, jak choćby podrzucenie fałszywych oskarżeń o współpracę przed wyborami na szefa IPN. Niejednej niewinnej osobie zniszczono życie oskarżając o donosicielstwo, a często bez możliwości obrony. Okazało się, że często byli oficerowie służb zachowali więcej człowieczeństwa niż zwalczające się solidarnościowe „elity”.
@ Pirs
Problem w tym, ze nic sie samo nie naprawi. Mozna powiedziec, ze patologie sie dziedziczy. Jakis postep w naprawianiu naszego sadownictwa? Polowa panskiej rubryki to kwiatki z tej laki. Bez PISu nie byloby afery Nowaka, afery Hoffmna itp. Jaka wasza recepta – nie dla lustracji, nie dla opozycji politycznej. W Boga nie wierzycie, ale liczycie na cud.
Autor robi podstawowy blad. Te rozliczenia nie odnosza sie do przeszlosci, one naprawiaja przyszlosc. Prawa dziala tylko wedlug jasnych precyzyjnych przepisow. Nie widzi kto faktycznie byl duzy, a kto maly. Padlo na Hoffmana, jego pech. Takie rozliczenia benzyny, kilometrow robil kazdy posel. Zaplacil Hoffman. Przyjmujesz funkcje, przyjmujesz odpowiedzialnosc. W skali makro juz nie chodzi o sprawiedliwosc dla jednego czlowieka, chodzi o sprawnosc systemu. To dziala tez w druga strone. Jezeli cos uchodzi na sucho Frogowi, dlaczego ja mam placic mandat.
Co do samego wprowadzenia stanu wojennego, to pewnie nigdy nie będziemy w stanie powiedzieć, czy Ruscy by weszli, czy nie, bez niego (tego stanu). Natomiast nie jest sprawą kontrowersyjną, czy Jaruzelski wykorzystał stan wojenny do naprawy gospodarki. Nie wykorzystał. Sam stan wojenny doprowadził do śmierci pewnie kilkadziesiąt osób. Brak reform gospodarczych spowodował przedwczesne zejście z tego padołu (z biedy) znacznie większej ilości Polaków. O tym trzeba pamiętać. A to, że w warunkach dyktatury gospodarka i technologie mogą się świetnie rozwijać udowodnili Koreańczycy Południowi przed kilkudziesięciu laty, czy teraz Chińczycy.
@hazelhard, no i to właśnie stanowi najpoważniejszy zarzut w stosunku do niego jeśli oceniamy tę postać historycznie. Możliwości miał większe niż ktokolwiek, chyba. Tylko wiesz, oprócz możliwości trzeba jeszcze mieć umiejętności, a tego chyba zabrakło. „Naprawianie” gospodarki objawiło się w pomysłach zsyłania na Żuławy „niebieskich ptaków” czyli polityka znów zatryumfowała nad rozumem.
Natomiast nie jest sprawą kontrowersyjną, czy Jaruzelski wykorzystał stan wojenny do naprawy gospodarki. Nie wykorzystał.
.
Hazelhard, jak na fizyka rozumujesz malo precyzyjnie. Jesli jestes fizykiem teoretykiem, to powinienes sformułowac i ocenic załozenia. Oto podstawowe załozenie: „on mogł”. A tymczasem on nie mogł. Niewydolnosc gospodarki była spowodowana struktura zarzadzania, a ta była narzucona z zewnatrz. To w jej obronie Rosjanie byli gotowi wejsc do Polski. A Ty czynisz załozenie, ze on miał wolne rece i mogł sobie reformowac? Czys Ty sie z choinki urwał, chłopie?
.
A poza tym zauwaz prosze, ze gdy Jaruzelski juz mogł, to sie wział za takie reformy, ze system ich nie przezył. Podobnie, jak Gorbaczow, i byc moze według tej samej linii rozumowania, Jaruzelski zaczał od nadbudowy. Wiec gdy juz mogł, to reformował, choc skutki zaskoczyły i jego, i nas wszystkich. A gdy nie mogł, to nie reformował. Wiec moze popatrz na fakty, a potem dorabiaj teorie.
.
Natomiast gdybys był doswiadczalnikiem, to ja Cie bardzo prosze, popatrz na kolejne reformy powiedzmy polskiej nauki, realizowane w warunkach swobody i wolnosci. Rosjan nie ma, reformy sa, i jakie sa wyniki tego doswiadczenia? Porownaj, zastanow sie, po czym odpieprz sie od Generała.
polityka znów zatryumfowała nad rozumem
.
Polityka zawsze triumfuje nad rozumem. j.Luk, popatrz na dzisiejsza polityke i politykow, po czym odpieprz sie od Generała.
Skoro ten artykul jest o czytaniu miedzy wierszami tego, czego nie napisano, to wklejam swoj komentarz, ktory wlasnie napisalem na FB Prezydenta Dudy pod jego przemowieniem w ONZ. Cytuje:
.
Moim zdaniem najciekawsze jest to, o czym Prezydent nie wspomniał. Na przykład, nie wspomniał o najbardziej znanym na swiecie zyjacym Polaku. (Jest taki Polak, ktory kojarzony jest na swiecie ze słowem „Polska” zaraz po Koperniku.) Nie przypomniał, dlaczego ten Polak jest taki znany i jaka nauka moglaby z tego wynikac akurat dzis. To juz drugi raz Prezydent o nim zapomniał. Nie wspomniał o tym, ze przewodniczącym Unii Europejskiej jest inny Polak. Nie wspomniał w ogole o Unii Europejskiej, co jest dosc szokujące w przypadku prezydenta kraju członkowskiego w sytuacji, gdy kryzys uchodzcow moze rozwiazac Unia, a nie pojedynczy kraj członkowski. Prezydent wspomniał Francje, ale nie Unie, co jest duzym policzkiem pod adresem innych krajow członkowskich. Prezydent wymienił chrzescijan i jazydow, chociaz w konflikcie gina głownie muzułmanie i głownie oni sa uchodzcami. Prezydent nie nawiązał do obecnego papieza, choc wymienił przed-poprzedniego. Podobnie z prezydentami swojego własnego kraju: przed-poprzedni tak, ale zaden inny nie został wspomniany. Wysłuchalem przemowienia dwa razy, zeby nie przeoczyc zadnej z tych spraw, gdyby jednak o nich powiedział. Wymieniając to, o czym Prezydent Duda nie powiedział, mozna to krotko podsumowac: oto polityk wymiaru nie swiatowego, nie europejskiego, i nawet nie ogolnopolskiego. To jest tylko polityk jednego ugrupowania. Konstrukcja przemowienia tłumaczy sie potrzebami jego własnego ugrupowania na najblizsze wybory: Lech Kaczynski, Jan Paweł II, i chrzescijanie. Cała reszta po prostu nie istnieje. To bardzo zła wiadomosc dla Polski, ze głowa panstwa prezentuje na forum swiatowym wypowiedzi motywowane przedwyborcza polityką wewnetrzną jednego tylko ugrupowania. Prezydent przemawiał nie jak prezydent kraju, tylko jak agitator na wiecu wyborczym swojej własnej partii.
https://www.facebook.com/andrzejduda/videos/1198054603544778/
@Narciarz2
Czy komunizm wprowadzili politycy, czy naukowcy? Politycy, bo naukowcy najpierw wypróbowaliby to na myszach.
Co do polskiej nauki, to jakbyś jej nie reformował, to z takim budżetem i Salomon nie naleje.
Natomiast, czy generał mógł, czy nie mógł zreformować polską gospodarkę? Rosjanie by nie wkroczyli, gdyby na Ministra Gospodarki wziął Balcerowicza. W roku 1981-2 wojsko rządziło, nie aparat partyjny. I tylko wtedy za PRLu można było coś zmienić.
@narciarz2, no czy ja się przypieprzam? Ja? Taki zgodny chłopak? Był czas, że owszem, miałem coś do niego, ale to było 30 kg temu 🙂
Ale myślę podobnie jak @hazelhard
„W roku 1981-2 wojsko rządziło, nie aparat partyjny. I tylko wtedy za PRLu można było coś zmienić. ”
Na dodatek pamiętam oczekiwania wielu ludzi, także ze strony solidarnościowej, że SKORO JUŻ DOSZŁO do tego, to może by wykorzystać to dla naprawy czegokolwiek. I nie chodziło o jakieś rewolucyjne zmiany w gospodarce.
Tymczasem zaczęły się tworzyć nowe grupki „trzymające władzę” w niczym nie ustępujące starym.
Wiele wskazuje na to, że generał nie całkiem panował nad sytuacją od samego początku. Kto? A to właśnie bardzo chciałbym wiedzieć. Dlatego szperam.
Wiele wskazuje na to, że generał nie całkiem panował nad sytuacją od samego początku.
.
@j.Luk, ja uwielbiam Twoje historyczne eseje. Gdybys tylko zastosowal swoja wiedze i metody analizy do historii najnowszej. Przeciez najnowsza niczym sie nie rozni od starej. Kto, gdzie, i kiedy „całkiem panował nad sytuacją”? Pol Pot? Czyngiz Chan? Iwan Grozny? A obecnie moze Kim. Takie całkowite panowanie musi wygladac mniej wiecej jak na przykładach. Ruki po szwam, a jak nie, to spada głowa. Całkowite panowanie nad sytuacją widujemy takze w wojsku (ja widziałem), ale tez tylko do momentu, gdy oficer sie nie odwroci. A poza tym, zycie wyglada jak to zycie. Przede wszystkim chaos. Poza chaosem, lenistwo. Poza lenistwem, interesy. Piszesz o tym tak znakomicie, a kiedy przychodzi do lat ’80, budzi sie w Tobie marzyciel. W Hazelhardzie tak samo. Bądz historykiem i realistą, a zrozumiesz, ze dobry Bog zrobił co mogł. A potem trzeba było wzywac fachowca. Co tez Generał zrobił w rozsądnym czasie i momencie. Za namową Rakowskiego wezwał Wilczka, ktory był w niczym nie gorszy od Balcerowicza. Niektorzy twierdzą, ze był nawet lepszy.
.
Jak mowią Amerykanie, hindsight is 20/20. Dzisiaj wszystko wiemy (choc jak sam piszesz, nie wszystko), wszystko rozumiemy, i mamy dobre rady dla Generała. Tyle tylko, ze trydziesci lat spoznione. Moze trzeba by z zywymi naprzod isc i zapytac, jakie to dobre rady mamy dzis dla siebie w warunkach brunatnego marszu? Skoro tak dobrze wiemy, co nalezało zrobic wtedy, to powinnismy swietnie wiedziec, co nalezy zrobic dzisiaj.
@narciarz2 ja wiem, że Ty masz rację, ale jeśli chodzi o lata 80-te to trudno wyrzucić to coś, co w człowieku siedzi 🙂
Dlatego staram się jak najmniej zajmować historią najnowszą (słuchaczy uprzedziłem, ze moja historia Polski kończy się na latach 50tych) i to z kilku powodów.
Raz dlatego, że widząc „wyczyny” kolegów po fachu włosy mi czasem stają w poprzek, a dwa – wiem jak dużo jeszcze jest do odkrycia, odkopania i ile może być nieodkryte nigdy.
Na dodatek wykorzystywanie czasów zamierzchłych do bieżących zadań politycznych jest na ogół robione z krzywdą dla metodologii i nie ma na to siły, jak widzę.
Dyskutowałem kiedyś z jedną panią, wierną walkirią prezesa.
Pokazałem jej moje „archiwum” z sierpnia ’80 roku. Składałem w nim wszystko co wyprodukowała drukarnia za płotem, w stoczni im. Komuny w Gdyni, a co przy przekazywaniu dalej uszczuplałem o jeden egzemplarz tworząc to właśnie archiwum dla potomnych. M.in. skład grupy ekspertów MKS. Chodziło o to, że wśród nich nie figuruje nazwisko prezydenta wszechczasów poległego za wiarę i Ojczyznę pod Smoleńskiem.
I wiesz jaka była odpowiedź? ” – To niech pan teraz pokaże tę drugą listę z pełnym składem!”
Jak miałem ją przekonać, że żadnej drugiej listy nie było, nie ma i nie będzie?
Była. Ona wie, że na pewno była. Musiała być!
Może za 100, może za 200 lat ktoś wreszcie uwierzy, że była tylko jedna. Dziś nie.
@j.Luk, masz czas do 25-go, zeby wszystko sfotografowac, nagrac na nosniki cyfrowe, zdeponowac w banku, u znajomych, oraz zakopac w ogrodku. Po tej dacie będą chodzic trojki milicyjno-partyjne i szukac fałszywych swiadectw, ze to jakis Bolek podpisał Porozumienia Sierpniowe, a nie Jarosław Kaczynski. Fałszywe swiadectwa będą niszczone. Fałszywi swiadkowie będą wsadzani do aresztu wydobywczego, zeby sobie przypomnieli, jak to było naprawdę.
zadziwiające, że rozważania historyczne prowadzone są w konwencji deterministycznej „weszli by”, czy „nie weszli by”?
A gdyby tak określić szanse, na podstawie podobnych wydarzeń, zapędów reformatorskich niektórych „przebrzydłuch komuchów”,
jak..
Węgry ’56
Czechosłowacja ’68
(no, Afganistan, to nie były reformy ale też jakieś poczucie zagrożenia..)
Trudno mi się doszukać pozytywnych przykładów..
A czy Jaruzelski „wykorzystał szansę”?
– w czasie stanu wojennego zapewne ani nie widział potrzeby, ani nie miał możliwości, ani zaplecza intelektualnego po temu, ani politycznego..
Ale zrobił to dużo później, ODDAJĄC WŁADZĘ.
A ktoś, kto mówi, że „musiał” niech popatrzy na Rosję czy Chiny… Będąc w wojsku krótko po, jestem przekonany, że było by dostatecznie dużo chętnych do „brania za mordę”…
i..
Najważniejsza reforma gospodarki w Polsce, później tylko psuta, to nie Balcerowicz, ale Wilczek..
Cholera, komusi minister…
cóż..
c.b.d.o.
@PJD, w tekście jest odpowiedź, dlaczego te rozważania idą w tym kierunku. Dlatego, że te dwie przeciwstawne tezy są używane w postępowaniach sądowych. To nie jest tekst oceniający Jaruzelskiego. Dla mnie jest to więc problem czysto metodologiczny. Ile i jakich źródeł użyto do konstrukcji takiej, lub innej tezy. Niczego więcej nie miałem na celu.
@ PJD
Zgadzam sie, ze byla to najwazniejsza reforma. Nie dopowiedzial pan, dlaczego psuto reforme ministra Mieczyslawa Wilczka. Jest logiczne wytlumaczenie, ale o tym mozna pisac tylko u „oszolomow”. Moze pan potrafi to opisac tutaj.