natan gurfinkel: wygrać/przegrać wybory6 min czytania

()

natan2015-10-08.

drodzy przyjaciele moi,

dopiero co powróciłem z wojażu, a gdym po raz pierwszy od dziesięciu dni uruchomił był komputer i jął przeglądać krajowe portale, zobaczyłem polskę w przedwyborczej w malignie.
słychać i widać było ino pisk beaty szydło, z trudem tłumiony szloch ewy kopacz i zaoceaniczne bredzenie macierewicza. nic więc dziwnego, że zamarzyła mi się natychmiastowa cisza wyborcza,postanowiłem zatem odstąpić od pierwotnego zamiaru wymądrzania się na temat wyborów – przynajmniej tym razem.

mało co robi nam tak dobrze na samopoczucie jak słuchanie muzyki. wypraktykowałem to na sobie – czuję się znakomicie i jestem radosny jak skowronek, choć wstaję od niego ździebko później, bo gdzieś między siódmą a ósmą rano.

jeżeli ktoś nie może żyć bez emocji, to nader à propos jednocześnie z kampanią wyborczą odbywa się konkurs chopinowski, można więc z pożytkiem dla zdrowia psychicznego oglądać lub słuchać przez radio transmisji z przesłuchań.

i pozwólcie mi tutaj trochę pobluźnić na temat chopina (choć lubię go w dobrym wykonaniu). profesor kroński, u którego zdawałem egzamin z historii filozofii – słynny „tygrys” z książki miłosza „rodzinna europa” mawiał: chopin, chopin… to takie plumplumkanie jakby się dziewica topiła w jeziorze…

ważne jest też na czym odtwarza się muzykę, bo nie można przecież codziennie chodzić na koncert. mój system audio (do którego dochodziłem latami, kupując i odsprzedając potem mniej zaawansowane modele) wart jest tyle, co jakiś średniolitrażowy samochód, ale jest bezpieczniejszy i generuje przyjemniejsze dla ucha dźwięki.

jak wiadomo, w sprzęcie audio można utopić dowolną sumę pieniędzy i zawsze jeszcze znajdzie się coś bardziej kosztownego. stosunek ceny do jakości rzadko bywa linearny, ta zależność często jest znacznie bardziej skomplikowana. ja już właściwie przestałem się tym interesować, bo po latach eksperymentów mam system wysokiej klasy i mogę koncentrować się na muzyce i zanosić dziękczynne modły do św. cecylii .

słucham muzyki świata (autentycznej muzyki ludowej, często z etnograficznych zapisów, takich, jakie w polsce niegdyś robiło małżeństwo sobieskich dla PiS-u – nie PiS-u, lecz państwowego instytutu sztuki, a w naszych czasach zajmuje się tym andrzej bieńkowski, z warszawskiej ASP). słucham też jazzu, klasyki rocka i muzyki klasycznej. gdy o tę ostatnią chodzi, to już od dawna kupuję nagrania ze względu na wykonawców, a nie tytuły, bo mam z grubsza cały wielki repertuar (gdy chodzi np. o mistrza jana sebastiana (bacha), to mam jakieś 50 (z ponad 200) kantat, suity na wiolonczelę solo, suity i partity skrzypcowe, das wohltemperierte klavier (obydwa zeszyty) wariacje goldbergowskie, suity angielskie i francuskie, koncerty brandenburskie, sonaty na różne instrumenty, ofiarę muzyczną, sztukę fugi, obydwie pasje, mszę h-mol – i jeszcze jakieś rozproszone kompozycje. niektóre pozycje mam w kilku wykonaniach. to samo jest z innymi kompozytorami. najmniej interesuje mnie opera z epoki bel canto, choć robię wyjątek dla nagrań marii callas i ostatnio cecilii bartoli. gdy chodzi o repertuar koncertowy i symfoniczny, to mam większość rzeczy,jakie przystają dżentelmenowi od muzyki.

epoka gigantów dyrygentury, wizjonerów takich jak furtwängler czy mengelberg skończyła się chyba pół wieku wstecz. na placu pozostał jeszcze pierre boulez, którego słyszałem na koncercie w carnegie hall sześć lat temu dyrygującego berliner staatskapelle w 8. symfonii (synphonie der tausend) mahlera – słyszałem, nie widziałem, bo stałem w foyer otoczony sporym tłumem melomanów, którzy, tak jak ja, odeszli z kwitkiem od kasy.

dyrygenci nowszej generacji bardziej niż w muzykę wsłuchują się w brzmienie swej orkiestry. dopiero w ostatnich latach pojawiły się na horyzoncie nazwiska, którym można rokować dużą przyszłość – jak na przykład marc minkowski i thomas harding, choć minkowski nie ma tak wiele czasu przed sobą, bo chyba dobiega sześćdziesiątki, ale wielkim dyrygentem trudno jest zostać przed pięćdziesiątką, bo prócz sprawności technicznej, temperamentu i muzykalności,niezbędna jest dojrzałość psychiczna, dystans, skłonność do refleksji, umiejętność oddzielania rzeczy istotnych od drugorzędnych i unikanie gwiazdorskich póz, które często towarzyszą sukcesowi u publiczności. dyrygentura jest czymś zgoła magicznym, bo orkiestra w pełnym składzie ma często ponad setkę muzyków – ludzi o różnych temperamentach, odmiennych gustach muzycznych, będących w chwili prób, a potem w czasie koncertu w różniącym się od siebie stanie psychicznym i dopiero dyrygent sprawia, że gromada tak różnych indywidualności poddaje się jego wizji i zaczyna grać jak jeden instrument…
przyjaciele, dobrego dnia, bo muzyka wywołuje u mnie słowotok, choć nie lubię gadulstwa…

appendices:

1. dla jerzego klechty: skoro szostakowicz jest twym ulubionym kompozytorem, to bardzo co polecam, 24 preludia i fugi w wykonaniu aleksandra mielnikowa.
dzieło to, nawiązujące do „das wohltemperierte klavier” j.s. bacha, powstało po tym jak szostakowicz zasiadał w jury konkursu pianistycznego, zorganizowanego w lipsku z okazji dwusetnej rocznicy śmierci mistrza, w roku 1950.

dotychczas nagranie tatiany nikołajewej uchodziło za referencyjne. nikołajewa ma również na koncie świetne wykonanie dwu i trójgłosowych inwencji i wariacji goldbergowskich bacha.

gdy chodzi o koncerty skrzypcowe szostakowicza nr. 1,2, to bardzo polecałbym wykonanie maksima wengerowa. nie słyszałem lepszego wykonania

2. kochany panie prezesie jarosławie kaczyński, jest pan znanym myślicielem i wielkim polskim humanistą, wierzę więc głęboko, że po przesławnej wiktorii w pamiętnym roku 2015 pochyli się pan nad obywatelami, skazanymi przez niezawisłe sądy na odosobnienie za nieposłuszeństwo wobec umocnionego przez pana państwa.

nie pozwoli pan przecież na to,by więźniowie gnieździli się, tak jak za rządów zdrajcy tuska, w przeludnionych celach. ta forma zamieszkiwania w naszym kraju będzie zarezerwowana dla muzułmańskiej dziczy, gdyby przeżarta do cna lewactwem unia europejska zmusiła polskę do otwarcia granic.

spodziewam się również, że gdybym ja sam znalazł się w ostrogu, to będę mógł wysłuchać nagrania wspomnianej symfonii gustawa mahlera na siedząco, a nie stojąc, tak jak w carnegie hall.

gdyby natomiast moim współwięźniem okazał się pan jerzy klechta, to chętnie wysłucham razem z nim polecanych mu kompozycji szostakowicza, który, choć rosjanin, wielkim kompozytorem był – jak boga kocham!

natan gurfinkiel

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

2 komentarze

  1. j.Luk 08.10.2015
  2. Leszek 09.10.2015