Rozszumiały się te ikony polskiego krajobrazu na długo przed tegoroczną końcówką października, jakby węsząc pismo nosem. Rozpłakały się w głos ikony dziennikarstwa nad losem (przyszłym) Ojczyzny. Tego dziennikarstwa rzetelnego, odpowiedzialnego. Znany powszechnie z uprawianej działalności Krzysztof Jackowski jasno widzi w kontekście ostatnich europejskich wydarzeń możliwość wybuchu w najbliższym czasie trzeciej wojny światowej. Uściśla nawet punkt zapalny i datę: Bliski Wschód, 2016 r.
W ciągu niespełna tygodnia tylko na tych łamach poczytałem sporo o dywagacjach na temat: porażka czy klęska oraz sukces czy tryumf; dowiedziałem się, że jednak nastał czas klęski, i już. I że to ma być koniec państwa, a właściwie naszej cywilizacji. Armageddon!
W związku z tym warto porobić na wszelki wypadek trochę zapasów domowych.
Pewien nadoptymista, którego notabene lubię czytać bodaj dla higieny psychicznej, przygasił tę pożogę stwierdzeniem, że obecne wybory to tylko incydent po drodze. Oby.
Gdzie tu pół żartem, gdzie pół serio, to trzeba wyniuchać samemu.
Otóż panowie, myśmy to już – o, pardon! – Polska to już przerabiała jakieś siedemdziesiąt lat temu. Niektórzy nawet na wybuch wojny z utęsknieniem czekali, choć zgliszcza jeszcze dymiły, a ranom daleko było do zabliźnienia. I co? I nic!
Jakoś przeżyliśmy te siedem dekad, większość jako najweselszy barak obozu, stosując w charakterze antidotum satyrę. Finezyjną, meandrującą, znacznie wyższych lotów niż ta obecna. Tylko przez ostatnie dwadzieścia kilka lat, już w tej faktycznie wolnej Polsce zaliczaliśmy falandyzację prawa, przełykaliśmy pecowanie prawdy na sposób poznański, i nadal trawimy z trudem – boć ciężkostrawna – kaczyzację umysłów.
Przysiedliśmy też fałdów.
Teraz ruch przeciwnika. Czas nowej jakości, nową, nie gorszą nazwą w przyszłości zapewne ochrzczonej. Ku rozwojowi języka.
Bagatelizować tego politycznego przełomu nie można. Za dopust boży wstyd przed samym sobą uznać. Ale takie larum czynić? Jednorazowe danie d… (pokorny ukłon w kierunku delikatności Damy) jeszcze niczego nie przesądza, a fortuna kołem się toczy.
Podźwignijcie się wszyscy paraliżującym strachem bądź rozegzaltowaną troską powaleni. Do roboty, w myśl Wojciecha Młynarskiego. Nie spuszczać z oczu przy tym. A to ciach! po łapkach, a to lu! w nich śmiechem.
To my, niepokorni od lat, satyrę wszak mamy we krwi. Już wiek temu Boy-Żeleński Zielonym Balonikiem walczył o Polskę, co ma we łbie olej. Kontynuować! To my wbijaliśmy Szpilki w zidiociałą rzeczywistość. To my spowodowaliśmy podniesienie żelaznej kurtyny, powalenie murów, dokonaliśmy wyłomu w kilkusetletniej tradycji obsady watykańskiego tronu.
To nie my – jeszcze nie my – stawiamy nowe mury i rozciągamy zasieki. To nie nam marzy się zamykanie granic czy symboliczne minowanie wód przybrzeżnych, nie nam grozi góralska secesja. Jeszcze nie nam.
Tendencje są widoczne w całej Europie, analogie same skaczą do oczu. Cameron też nie spodziewał się osiągnięcia parlamentarnej samodzielności. Powysadzał z foteli wielkich przegranych. Chwila euforii i… znalazł się na lekko patowej pozycji mając szkocki opór za plecami.
A u nas? Głowy, solidnie przyspawane tak jak i siedzenia do stołków, nie tak łatwo spadają. Bodajby tego mądrali z poprzedniej epoki, mężczyzny-polityka, co to wiedział jak skończyć. Lewicę.
Jednak może być weselej niż tragiczniej. Bez mała hazardowo. Pomimo rządów triumwiratu. A może ten estradowy linoskoczek przykuje do ławek na czas obrad większą liczbę posłów, a już obecnym skutecznie zakłóci internetowe buszowanie lub słodką drzemkę? A nuż zadziała jak klin lub zwali się na złamanie karku? Na dwoje tu babka wróżyła, niczego nie załatwi ponuractwo.
Sam nie tak dawno zabawiłem się żartobliwie we wróżenie z kawowych fusów, lecz nieodpowiedniego gatunku kawy, jak sądzę, bo wyszła z przepowiedni totalna klapa. Takiejże totalnej klapy życzę wszystkim czarnowidzom.
Nie szumcie wierzby nam…
Bo w opozycji nie jest źle.
WaszeR Londyński



Dobre..
A może usłyszę nareszcie z mównicy sejmowej…
Wysoki Sejmie zamiast gadać po próżnicy jak wszyscy.. zaśpiewam..
https://www.youtube.com/watch?v=4EyGOBL7GgY
Drogi panie! Wynika z tego, że obaj jesteśmy nadoptymiści, bo myślimy dokładnie to samo .
Jak słyszę byłych mędrców łkających nad „upadkiem cywilizacji”, to wiem, że wszystko dopiero przed nami. Prawdziwi mędrcy też, bo dotąd, jak się okazuje, mieliśmy jedynie atrapy.
Tak, wszystko jest incydentem, życie człowieka w skali historycznej czasem bywa nawet tylko jego częścią.
„Nigdy nie jest tak dobrze, jak mógłbyś zrobić i nigdy nie jest tak źle, niż gdybym ja to zrobił” – ot, takie ad hoc ukute przysłowie.
W pańskie ręce perswaduję… 🙂
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/fjp.jpg
@j.Luk
.
Rozbawił mnie rysunek.
Pomyślałem więc, że się w tym miejscu podzielę ostatnio zasłyszaną mądrością na temat pesymitstów, optymistów i innych …istów.
.
Pesymista widzi tunel.
Optymista widzi światełko w tumelu.
.
.
Realista widzi nadjeżdżający pociąg!
.
.
.
Maszynista widzi trzech idiotów na torach.
.
Pozdrawiam
Właśnie, wizje katastroficzne są zdecydowanie na wyrost. NAleży raczej spodziewać się groteskowej wersji IV RP z tymi samymi nieudacznikamni w rolach głównych. Nie będzie weselej, ale śmieszniej!