Zrozumiały żal Wiesława Michnikowskiego nasłuchującego plusków dochodzących z łazienki byłej ukochanej staje się ostatnio tym bliższy, że lekarze o specjalności psychiatria polityczna będą wystawiać coraz więcej zleceń na kąpiele zdrowotne swoim podopiecznym, ci zaś – jak można domniemywać – nie mają najmniejszego zamiaru z nich korzystać.
A szkoda.
Byłoby bowiem gdzie, a znając przedsiębiorczość wybrańców narodu z pewnością znalazłyby się owe kąpiele na liście refundacji NFZ, być może nawet z dopłatą dla korzystających, nie tak jak onegdaj.
Wpadła mi w ręce paczuszka druków z uzdrowiska w Rabce tuż sprzed I wojny światowej i tuż po niej. Lektura tylko z pozoru sucha i nudna, bo sięgnąwszy głębiej widzimy jak na dłoni ówczesne stosunki społeczne, warunki działalności prywatnych firm, jakimi były uzdrowiska, dostajemy informacje o najnowszych zdobyczach medycyny – jednym słowem – świat widziany okiem kuracjusza.
Rabka znana jest co najmniej od wieku XIII, a tamtejsze solanki wykorzystywane przez zakon cystersów o czym wspomina Długosz powołując się na męża św. Kingi, która jak wiadomo zasypała solą kraj nad Wisłą ku chwale Bożej i zwiększeniu dochodów małżonka.
O Rabce jako uzdrowisku zaczęło być głośno ok. połowy XIX wieku, co zbiega się z ogólnoeuropejskim pędem wyjazdów do wód, z czego korzystały nawet miejscowości nie posiadające zdrojów o właściwościach leczniczych, za to wody jako takie w dużej obfitości, że wspomnę choćby nadmorskie Westerplatte rozkwitające w tym samym czasie, czy funkcjonujący już parę lat wcześniej Ciechocinek mający podobne do Rabki zasoby tak solanek jak i borowiny.
Warunki działalności uzdrowiska były nieco skomplikowane. Firma prywatna, na ogół reprezentowana przez uznanego lekarza dzierżawiła teren od państwa, reprezentowanego z kolei przez wskazany bank i wnosiła do skarbu opłaty rozmaite, z którymi i dzisiejszy księgowy miałby pewnie problem, ponieważ ówczesne przepisy finansowe były mniej więcej na dzisiejszym poziomie, czyli pozostawiały już nie pole, ale wręcz stepy do interpretacji.
Z czterech posiadanych przeze mnie sprawozdań naukowych pisanych przez dr Annę Stachórską, dr Teodora Cybulskiego, dr Witolda Świerza i dr Ludwika Łuki w 1929 roku wyziera niezwykła fachowość i rzetelność w opisie wartości kąpieli zdrojowych, co dostrzegam przede wszystkim w zawartych tam przeciwwskazaniach przedstawionych w sposób jasny, czytelny i nie pozostawiający wątpliwości dla „zwykłego” czytelnika, bez wszechobecnej dziś pseudoreklamy nastawionej wyłącznie na zysk za wszelką cenę.
Ciekawe są też opisy konkretnych przypadków.
Próbka stylu:
„Dziecko 11 miesięczne; nie chodzi, zębów 9, blade, tusza niezła. Wybitne zmiany krzywiczne. Sześć tygodni leczenia klimatyczno solankowego, naświetleń kwarcowych, masaży: tusza i cera dobra, chodzi samo.”
Proszę pomyśleć, jak pięknie ubarwiliby ten tekst obecni spece od reklamy!
Najstarsze druczki zawierają namolne nieco porównania z badami zagranicznymi, szczególnie z głośnym w tamtych czasach Franzensbadem (Dziś Františkovy Lázně) uznawanym przez zagranicznych lekarzy za wzór niedościgniony, a który przy bliższym poznaniu okazywał się uzdrowiskiem nie oferującym niczego innego, niż chociażby Rabka.
Pieniądze.
Od razu trzeba powiedzieć, że uzdrowiska to nie były zakłady charytatywne, a wręcz przeciwnie. Kosztowały kuracjuszy sporo, co być może tłumaczy rzetelność opisów w obawie przed posądzeniami o wyłudzanie i ew. procesami sądowymi.
Wyobraźmy sobie kuracjusza, który dziennie idzie na kilka podstawowych zabiegów.
- Kąpiel mineralna – 6,50 zł ( w dużej wannie, mała to 4,50)
- Kąpiel borowinowa – 7 zł (całkowita, bo można było zamówić częściową bądź tylko okład)
- Kąpiel piankowa – 12 zł
- Masaż 5 zł (całkowity, bo można było sobie zawinszować jedynie częściowy twarzy, ręki, nogi itp.)
- Inhalacje kabinowe – 2.50
- Naświetlania lampa kwarcową – 4 zł (jeśli osobne, wspólne tylko 3 zł)
To tylko najbardziej podstawowe i popularne zabiegi. Turnus dwutygodniowy to już ponad 400 zł, co w roku 1929 oznaczało poważną sumę. A więc nie dla każdego.
Warto przy tym wspomnieć, że cenniki zawierały rubryczkę „dla pp. Urzędników Państwowych” (tak, pisanymi z wielkiej litery) z cenami niższymi średnio o 25%
Jeśli do tego dodać inne atrakcje, mniej lecznicze, które oferowane były przez okoliczne zakłady rozrywkowe, to koszt pobytu w uzdrowisku był zdecydowanie ponad możliwości przeciętnego człowieka.
Rabka wcześnie zaczęła się specjalizować w leczeniu dzieci. Powstawały pensjonaty zorientowane wyłącznie na ten rodzaj gości.
Prospekt pensjonatu wychowawczo – leczniczego „Jagoda” Michaliny Cieplowskiej to bardzo ciekawa lektura i to z wielu względów. Dlatego pozwolę sobie przytoczyć jego obszerniejsze fragmenty.
- Przyjmuje się dzieci i młodzież przez cały rok od lat 5-ciu do 18-tu (chłopcy do 14-tu)
- […] Wyklucza się dzieci zakaźne lub anormalne.
- Cena za utrzymanie, mieszkanie i opiekę fachowo-wychowawczą wynosi 12 – zł od dziecka dziennie. (lekarz, apteka, kąpiele oraz wszelkie zabiegi lecznicze liczy się osobno)
- Lekcje w zakresie szkoły powszechnej, średniej oraz języków i muzyki – na żądanie rodziców za osobną zapłatą.
- Dla dzieci oficerów WP i urzędników państwowych do VII st. sł. zniżki kąpielowe.
- Najtroskliwsza opieka moralna. Przyjmuje się tylko dzieci katolickie i postępuje wg najnowszych zasad pedagogiki[…]
- Zasady higjeny zachowane w najszerszym znaczeniu. Odkurzacz elektryczny, mycie rąk i płukanie gardła dezynfektantem.
- Żywienie indywidualne 5 razy dziennie, mięsne, jarskie lub tuczne bez żadnych opłat osobnych. Zastosowanie najnowszych zdobyczy wiedzy w zakresie żywienia (witaminy, owoce, śmietanka).
- Pensjonat posiada osobne pokoiki dla osób przywożących dzieci. Cena 14 – zł dziennie z całkowitym utrzymaniem.
Najciekawszy jest być może spis rzeczy, które dziecko musi przywieźć ze sobą.
A więc –
„… pościel duża, ciepła, kołdra lub koc, poduszka, duża biała kapa na łóżko. Potrójna zmiana bielizny pościelowej, odpowiednia ilość bielizny osobistej, odpowiednia ilość ubrań ciepłych i letnich, pończoch i skarpetek, ręczniki, ciepły koc do leżakowania, prześcieradło kąpielowe, ciepły sweter, 1 szlafrok ciepły lub pyjama, kalosze, śniegowce na kapcie, na zimę worek futrzany do werandowania w zimie, pantofle poranne, kostium kąpielowy do kąpieli słonecznych, worek na brudną bieliznę, odpowiednia ilość trzewików, 3 serwetki stołowe z kółkiem lub saszetką, przybory do mycia i czesania, rękawice do nacierania, mydło, szczoteczkę do zębów i paznokci, kubek lub szklaneczki, pasta do zębów i obuwia, szczotka i grzebień do włosów, pudełeczko z przyborami do szycia (dla dziewcząt), robótka, nożyczki, leżak.
Wszystkie rzeczy muszą być w dobrym stanie i znaczone[…].”
No cóż, na wczasy z FWP jeździło się nieco lżej. Proszę pomyśleć – jak i gdzie to wszystko upchnąć?! Czym to przewieźć?!
„Opieka moralna” obejmowała także indywidualne wizyty duszpasterza w pensjonacie (zgadnijcie – za opłatą czy bez?), uczestnictwo we mszy św. i umożliwienie przyjmowania sakramentów. Na tym w zasadzie opieka moralna się kończyła, co daje powód do podejrzeń, że stanowczo mylono moralność z religią, ale przecież właściciel pensjonatu to nie filozof, ani teolog, więc nie będziemy się czepiać. Tym bardziej, że jego pojmowanie świata współgrało z takowym u jego klientów, a pewnie wręcz od niego zależało.
Co Rabce trzeba oddać, to fakt, że tamtejsi lekarze rzeczywiście byli oblatani w najnowszych zdobyczach medycyny światowej, byli świadomi wszystkiego co mieli do dyspozycji i umieli to twórczo porównać z zastosowaniami zagranicznymi (jest ciekawa myśl porównująca rosyjski sposób kąpieli solankowych w wannach drewnianych z zachodnioeuropejskimi) i co za tym idzie, mogli się pochwalić niezłymi statystykami wyleczeń.
Statystyki to zresztą osobny ciekawy rozdział. Odnotowują np., że w sezonie 1929 z hydropatii korzystało 519 (od maja do września)osób, a np. z wziewalni w tym samym okresie 36 199 osób. Z tego powodu wziewalnia musiała być czynna po 14 godzin na dobę.
Jeśli porównać te dane z dzisiejszymi wyjazdami do sanatoriów, a szczególnie z nieformalnymi (takie modne słowo) celami jakie przyświecają np. wyjeżdżającym do Ciechocinka, to przyznać muszę, że te druczki brzmią nieco sucho i bezbarwnie.
Chociaż… wydana przez Komisję Zdrojową w Rabce broszurka informuje nas, że „… Klub Towarzyski w Rabce dla wspólnych zabaw towarzyskich, przedstawień amatorskich, koncertów, rautów, gier, zabaw dla dzieci, lekcji tańców itp. W lokalu Klubu restauracja, kawiarnia z dancingiem i mleczarnia”.
Nie wiem do czego komu mleczarnia na dancingu, ale pewnie to jakiś nieznany dziś zwyczaj. Muszę koniecznie zbadać.
Reasumując – kupka druczków z jednego miejsca na ziemi, bardzo „urzędniczych” w założeniu, ukazuje nam mimo wszystko ludzi. Ich problemy, sposób ich rozwiązywania, ich sposób na życie, na prowadzenie działalności, ich nadzieje, troski i zabawy.
Po bliższej lekturze nie są już takie „zurzędniczałe”.
Może się o tym przekonać każdy, kto wydobędzie z szuflady swoje osobiste papiery i sprawdzi co one o nas opowiadają.
Czasem warto to zrobić, nawet bez okazji.
Jerzy Łukaszewski



400 zł za dwa tygodnie to pewnie tyle samo, co 8000 zł dzisiaj. Sporo…
Nie powiem, że to drogo. Proponuję policzyć dwutygodniowy pobyt w „Klinice pod Tężniami im.św.JPII” oczywiście z sześcioma zabiegami dziennie. Plusem jest brak mleczarni, ale jest kawiarnia obficie zaopatrzona.