Jerzy Łukaszewski: Już kąpiesz się nie dla mnie…

RABKA_3542015-11-13. 

[dropcap]Z[/dropcap]rozumiały żal Wiesława Michnikowskiego nasłuchującego plusków dochodzących z łazienki byłej ukochanej staje się ostatnio tym bliższy, że lekarze o specjalności psychiatria polityczna będą wystawiać coraz więcej zleceń na kąpiele zdrowotne swoim podopiecznym, ci zaś – jak można domniemywać – nie mają najmniejszego zamiaru z nich korzystać.

A szkoda.

Byłoby bowiem gdzie, a znając przedsiębiorczość wybrańców narodu z pewnością znalazłyby się owe kąpiele na liście refundacji NFZ, być może nawet z dopłatą dla korzystających, nie tak jak onegdaj.

Wpadła mi w ręce paczuszka druków z uzdrowiska w Rabce tuż sprzed I wojny światowej i tuż po niej. Lektura tylko z pozoru sucha i nudna, bo sięgnąwszy głębiej widzimy jak na dłoni ówczesne stosunki społeczne, warunki działalności prywatnych firm, jakimi były uzdrowiska, dostajemy informacje o najnowszych zdobyczach medycyny – jednym słowem – świat widziany okiem kuracjusza.

Rabka znana jest co najmniej od wieku XIII, a tamtejsze solanki wykorzystywane przez zakon cystersów o czym wspomina Długosz powołując się na męża św. Kingi, która jak wiadomo zasypała solą kraj nad Wisłą ku chwale Bożej i zwiększeniu dochodów małżonka.

O Rabce jako uzdrowisku zaczęło być głośno ok. połowy XIX wieku, co zbiega się z ogólnoeuropejskim pędem wyjazdów do wód, z czego korzystały nawet miejscowości nie posiadające zdrojów o właściwościach leczniczych, za to wody jako takie w dużej obfitości, że wspomnę choćby nadmorskie Westerplatte rozkwitające w tym samym czasie, czy funkcjonujący już parę lat wcześniej Ciechocinek mający podobne do Rabki zasoby tak solanek jak i borowiny.

Warunki działalności uzdrowiska były nieco skomplikowane. Firma prywatna, na ogół reprezentowana przez uznanego lekarza dzierżawiła teren od państwa, reprezentowanego z kolei przez wskazany bank i wnosiła do skarbu opłaty rozmaite, z którymi i dzisiejszy księgowy miałby pewnie problem, ponieważ ówczesne przepisy finansowe były mniej więcej na dzisiejszym poziomie, czyli pozostawiały już nie pole, ale wręcz stepy do interpretacji.

Z czterech posiadanych przeze mnie sprawozdań naukowych pisanych przez dr Annę Stachórską,  dr Teodora Cybulskiego,  dr Witolda Świerza i dr Ludwika Łuki w 1929 roku wyziera niezwykła fachowość i rzetelność w opisie wartości kąpieli zdrojowych, co dostrzegam przede wszystkim w zawartych tam przeciwwskazaniach przedstawionych w sposób jasny, czytelny i nie pozostawiający wątpliwości dla „zwykłego” czytelnika, bez wszechobecnej dziś pseudoreklamy nastawionej wyłącznie na zysk za wszelką cenę.

Ciekawe są też opisy konkretnych przypadków.

Próbka stylu:

„Dziecko 11 miesięczne; nie chodzi, zębów 9, blade, tusza niezła. Wybitne zmiany krzywiczne. Sześć tygodni leczenia klimatyczno solankowego, naświetleń kwarcowych, masaży: tusza i cera dobra, chodzi samo.”

Proszę pomyśleć, jak pięknie ubarwiliby ten tekst obecni spece od reklamy!

Najstarsze druczki zawierają namolne nieco porównania z badami zagranicznymi, szczególnie z głośnym w tamtych czasach Franzensbadem (Dziś Františkovy Lázně) uznawanym przez zagranicznych lekarzy za wzór niedościgniony, a który przy bliższym poznaniu okazywał się uzdrowiskiem nie oferującym niczego innego, niż chociażby Rabka.

Pieniądze.

Od razu trzeba powiedzieć, że uzdrowiska to nie były zakłady charytatywne, a wręcz przeciwnie. Kosztowały kuracjuszy sporo, co być może tłumaczy rzetelność opisów w obawie przed posądzeniami o wyłudzanie i ew. procesami sądowymi.

Wyobraźmy sobie kuracjusza, który dziennie idzie na kilka podstawowych zabiegów.

  • Kąpiel mineralna – 6,50 zł ( w dużej wannie, mała to 4,50)
  • Kąpiel borowinowa – 7 zł (całkowita, bo można było zamówić częściową bądź tylko okład)
  • Kąpiel piankowa – 12 zł
  • Masaż 5 zł (całkowity, bo można było sobie zawinszować jedynie częściowy twarzy, ręki, nogi itp.)
  • Inhalacje kabinowe – 2.50
  • Naświetlania lampa kwarcową – 4 zł (jeśli osobne, wspólne tylko 3 zł)

To tylko najbardziej podstawowe i popularne zabiegi. Turnus dwutygodniowy to już ponad 400 zł, co w roku 1929 oznaczało poważną sumę. A więc nie dla każdego.

Warto przy tym wspomnieć, że cenniki zawierały rubryczkę „dla pp. Urzędników Państwowych” (tak, pisanymi z wielkiej litery) z cenami niższymi średnio o 25%

Jeśli do tego dodać inne atrakcje, mniej lecznicze, które oferowane były przez okoliczne zakłady rozrywkowe, to koszt  pobytu w uzdrowisku był zdecydowanie ponad możliwości przeciętnego człowieka.

Rabka wcześnie zaczęła się specjalizować w leczeniu dzieci. Powstawały pensjonaty zorientowane wyłącznie na ten rodzaj gości.

Prospekt pensjonatu wychowawczo – leczniczego „Jagoda” Michaliny Cieplowskiej to bardzo ciekawa lektura i to z wielu względów. Dlatego pozwolę sobie przytoczyć jego obszerniejsze fragmenty.

  1. Przyjmuje się dzieci i młodzież przez cały rok od lat 5-ciu do 18-tu (chłopcy do 14-tu)
  2. […] Wyklucza się dzieci zakaźne lub anormalne.
  3. Cena za utrzymanie, mieszkanie i opiekę fachowo-wychowawczą wynosi 12 – zł od dziecka dziennie. (lekarz, apteka, kąpiele oraz wszelkie zabiegi lecznicze liczy się osobno)
  4. Lekcje w zakresie szkoły powszechnej, średniej oraz języków i muzyki – na żądanie rodziców za osobną zapłatą.
  5. Dla dzieci oficerów WP i urzędników państwowych do VII st. sł. zniżki kąpielowe.
  6. Najtroskliwsza opieka moralna. Przyjmuje się tylko dzieci katolickie i postępuje wg najnowszych zasad pedagogiki[…]
  7. Zasady higjeny zachowane w najszerszym znaczeniu. Odkurzacz elektryczny, mycie rąk i płukanie gardła dezynfektantem.
  8. Żywienie indywidualne 5 razy dziennie, mięsne, jarskie lub tuczne bez żadnych opłat osobnych. Zastosowanie najnowszych zdobyczy wiedzy w zakresie żywienia (witaminy, owoce, śmietanka).
  9. Pensjonat posiada osobne pokoiki dla osób przywożących dzieci. Cena 14 – zł dziennie z całkowitym utrzymaniem.

Najciekawszy jest być może spis rzeczy, które dziecko musi przywieźć ze sobą.

A więc –

„… pościel duża, ciepła, kołdra lub koc, poduszka, duża biała kapa na łóżko. Potrójna zmiana bielizny pościelowej, odpowiednia ilość bielizny osobistej, odpowiednia ilość ubrań ciepłych i letnich, pończoch i skarpetek, ręczniki, ciepły koc do leżakowania, prześcieradło kąpielowe,  ciepły sweter, 1 szlafrok ciepły lub pyjama, kalosze, śniegowce na kapcie, na zimę worek futrzany do werandowania w zimie, pantofle poranne, kostium kąpielowy do kąpieli słonecznych, worek na brudną bieliznę, odpowiednia ilość trzewików, 3 serwetki stołowe z kółkiem lub saszetką, przybory do mycia i czesania, rękawice do nacierania, mydło, szczoteczkę do zębów i paznokci, kubek lub szklaneczki, pasta do zębów i obuwia, szczotka i grzebień do włosów, pudełeczko z przyborami do szycia (dla dziewcząt), robótka, nożyczki, leżak.

Wszystkie rzeczy muszą być w dobrym stanie i znaczone[…].”

No cóż, na wczasy z FWP jeździło się nieco lżej. Proszę pomyśleć – jak i gdzie to wszystko upchnąć?! Czym to przewieźć?!

„Opieka moralna” obejmowała także indywidualne wizyty duszpasterza w pensjonacie (zgadnijcie – za opłatą czy bez?), uczestnictwo we mszy św. i umożliwienie przyjmowania sakramentów. Na tym w zasadzie opieka moralna się kończyła, co daje powód do podejrzeń, że stanowczo mylono moralność z religią, ale przecież właściciel pensjonatu to nie filozof, ani teolog, więc nie będziemy się czepiać. Tym bardziej, że jego pojmowanie świata współgrało z takowym u jego klientów, a pewnie wręcz od niego zależało.

Co Rabce trzeba oddać, to fakt, że tamtejsi lekarze rzeczywiście byli oblatani w najnowszych zdobyczach medycyny światowej,  byli świadomi wszystkiego co mieli do dyspozycji i umieli to twórczo porównać z zastosowaniami zagranicznymi (jest ciekawa myśl porównująca rosyjski sposób kąpieli solankowych w wannach drewnianych z zachodnioeuropejskimi) i co za tym idzie, mogli się pochwalić  niezłymi statystykami wyleczeń.

Statystyki to zresztą osobny ciekawy rozdział. Odnotowują np., że w sezonie 1929 z hydropatii korzystało 519 (od maja do września)osób, a np. z wziewalni  w tym samym okresie 36 199 osób. Z tego powodu wziewalnia musiała być czynna po 14 godzin na dobę.

Jeśli porównać te dane z dzisiejszymi wyjazdami do sanatoriów, a szczególnie z nieformalnymi (takie modne słowo) celami jakie przyświecają np. wyjeżdżającym do Ciechocinka, to przyznać muszę, że te druczki brzmią nieco sucho i bezbarwnie.

Chociaż… wydana przez Komisję Zdrojową w Rabce broszurka informuje nas, że „… Klub Towarzyski w Rabce dla wspólnych zabaw towarzyskich, przedstawień amatorskich, koncertów, rautów, gier, zabaw dla dzieci, lekcji tańców itp. W lokalu Klubu restauracja, kawiarnia z dancingiem i mleczarnia”.

Nie wiem do czego komu mleczarnia na dancingu, ale pewnie to jakiś nieznany dziś zwyczaj. Muszę koniecznie zbadać.

Reasumując – kupka druczków z jednego miejsca na ziemi, bardzo „urzędniczych” w założeniu, ukazuje nam mimo wszystko ludzi. Ich problemy, sposób ich rozwiązywania, ich sposób na życie, na prowadzenie działalności, ich nadzieje, troski i zabawy.

Po bliższej lekturze nie są już takie „zurzędniczałe”.

Może się o tym przekonać każdy, kto wydobędzie z szuflady swoje osobiste papiery i sprawdzi co one o nas opowiadają.

Czasem warto to zrobić, nawet bez okazji.

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. hazelhard 2015-11-13
  2. Leszek 2015-11-14
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com