Jubileuszowe teksty pojawiające się przy okazji wspomnień 50 rocznicy zakończenia Soboru Watykańskiego są często okazją do krytycznych uwag pod adresem współczesnej teologii katolickiej, której kondycja nie jest najlepsza, zwłaszcza w Polsce. Stało się niemal zwyczajem powtarzanie, prawdziwej bądź domniemanej debaty teologicznej, która w pierwszych wiekach rozgrzewała umysły „nawet handlarek na rybim targu w Aleksandrii”.
Nie były im obce subtelności rozważań trynitarnych. Lektura książki teologicznej napisanej przez specjalistę od programów komputerowych – to doświadczenie niezwykłe i poznawczo olśniewające. Oto znane z traktatów dogmatycznych prawdy rozpływają się jak misternie wyrzeźbiona w lodzie katedra pod wpływem promieni słonecznych. Pozostaje tylko wspomnienie złudnego piękna. Bob Seidensticker w książce Krzyżowy ogień. Historia niezwykłej duchowej podróży, (przekł. Dariusz Jamrozowicz, Wydawnictwo Błękitna Kropka, Nysa 2015) nie podejmuje rozprawy z teizmem w sposób przypominający tradycyjną obronę wiary, kiedy jej przeciwnicy zostają zredukowani do zamkniętych na prawdę głupców. Wprost przeciwnie, obrońcy wiary to osoby z krwi i kości, święcie przekonane, że to właśnie wiara jest źródłem nie tylko szczęścia wiecznego, ale sprawia, że i życie doczesne nabiera głębokich sensów i zachwycających barw. Ale tylko dla nich. Sceptyk nie daje się przekonać, co więcej ma przekonujące argumenty odsłaniające słabość teistycznego wywodu, wręcz jego bezsens. Co ważne, spór i tytułowe ogniowe pytania są formułowane w bardzo określonym kontekście i przez żywych ludzi. Warto w ten spór wejść, a nawet dać mu się porwać. Z tej lektury wychodzi się naprawdę odmienionym.
Ale książka Krzyżowy ogień to nie tylko zapis zmagań z pokusami wiary bądź niewiary. To również przenikliwy wgląd w pokusy daleko wykraczające poza teologię i pytania prowokowane przez religię. Owszem, istnienie Boga, wielość religii i ich historyczne meandry, ale też problemy znacznie bardziej przyziemne i rozgrywające się przede wszystkim między ludźmi. A więc miłość, choroba, trzęsienie ziemi, polityka, potrzeba uznania i chęć dominacji. Okazuje się, że pytania religijne są znacznie bardziej splecione z naszym codziennym życiem, niż nam się to zwykle wydaje. Przecież tak naprawdę pytając o Boga, pytam o człowieka i właśnie o tym drugim dowiaduję się znacznie więcej niż o tym pierwszym.
Czy to książka zagrażająca wierze? Ależ tak! Wiara ukształtowana na teologicznych fantazjach zostaje poddana miażdżącej logice wywodu. Nie pozostaje z niej nic, jak ze wspomnień dzieciństwa rozpływających się w wirze codziennych zajęć i kłopotów. Nie jest to jednak książka wroga religii czy Bogu. Paradoksalnie może się przyczynić do oczyszczenia pojęć narosłych zarówno w historii różnych religii, jak i wokół tak czy inaczej rozumianych bóstw, w tym Boga monoteistycznego. Ta lektura nie pozostawia obojętnym ani wierzącego, ani ateisty. Ten pierwszy może na nowo przemyśleć podstawy i źródła swojej wiary. Ten drugi może pogłębić argumenty przemawiające za odrzuceniem transcendentnych uzasadnień. W pewnym sensie może jednego i drugiego do siebie zbliżyć. Bardzo polecam lekturę tej książki każdemu, komu nie jest obojętna jakość jego życiowego wyboru.
Książka Boba Seidenstickera Krzyżowy ogień to nie jest kolejna książka z serii nowego ateizmu, które w ostatnich latach zdominowały rynek amerykański, przyczyniając się do dalszej polaryzacji społeczeństwa. Jej lektura wskazuje, że istnieje trzecia droga. Konfrontacja to tylko początek kwestionowania własnych argumentów. Prawdziwa przygoda zaczyna się wtedy, gdy musimy zbudować własny świat od nowa. Ale właśnie to jest najciekawsze. Krótko mówiąc, to książka dla odważnych i poszukujących. Stanowi prawdziwe wyzwanie, znacznie poważniejsze niż nowy program komputerowy.
Stanisław Obirek



@ Obirek. Zachęcająca recenzja, chociaż nie rozumiem pojęcia „trzecia droga”. Książkę nabędę w drodze kupna. Czy rzeczywiście książki nowego ateizmu zdominowały rynek amerykański? Sądząc po popularności inicjatyw kreacjonistycznych (muzeum kreacjonizmu, budowa Arki Noego) i prężności ruchów ewangelikalnych, literalne odczytywanie Biblii ma się w USA dobrze. Co Pan Profesor sądzi o nowym ateizmie i jego czterech jeźdźcach (Hitch niestety już nie żyje)? Komentarz do komentarza to za mało miejsca naturalnie. Może Pan się pokusi na jaki artykuł w SO? Pewnie coś o tym pisał Terlikowski, ale tego typa nie zamierzam czytać.
Kto pyta, nie rządzi. (moje)
Mam w tym semestrze zajęcia na temat ateizm vs teizm i coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że to najważniejsza debata naszych czasów. Oczywiście jeśli obie strony zachowują świadomość granic własnego wyboru. jak dotąd chyba najlepszy tekst na ten temat napisał Leszek Kołakowski „Wiara dobra niewiara dobra” do tomu „Co nas łączy? Dialog z niewierzącymi”. Jest on trudno dostępny, ale same tekst został chyba przedrukowany w jakimś wyborze esejów Kołakowskiego.
Zaglądamy w kosmos za pomocą teleskopów w miejsca o których nam się nie śniło, wysyłamy sondy które przysyłają zdjęcia z miejsc do których nieprędko dolecimy, wiemy wszystko niemal o życiu biologicznym komórki i jak się rozwija z niej skomplikowany organizm. Potrafimy robić przeszczepy, tworzyć istoty ludzkie bez udziału matki, zrównaliśmy swoją wiedzę z widzą hipotetycznego bóstwa i poszerzamy ją stale. Wchodzimy w biologię molekularną coraz głębiej, i co?
Dalej za podstawę naszej egzystencji i życia uważamy bajkę wymyśloną gdzieś na pustyni przez cwanych szamanów pasterskiego plemienia? Bardziej wiarygodny jest E.v.Daniken ze swoimi kosmicznymi hipotezami. Kim trzeba być intelektualnie aby dawać wiarę bredniom pastuchów z przed iluś wieków.
I dyskutować o nich!
Przygnębiające..
Ostro i bezmyślnie. Sorry, że tak ostro, ale ufam nie tak bezmyślnie. Szanowny Magogu, cały urok współczesnej refleksji teologicznej polega na tym, że zachowuje się dokładnie przeciwnie do tego, co Pan raczył napisać. Polecam inna książkę, holenderskiego teologa liberalnego i fizyka kwantowego w jednej osobie, Willen B. Dreesa, „Stworzenie. Od nicości do teraźniejszości”, którą Copernicus Center Press właśnie opublikowało (już z datą 2016). Niepotrzebnie się Pan irytuje, lepiej poczytać i nie przypisywać innym „zalet”, których nie mają. Nie mam żadnych udziałów w tym wydawnictwie, więc polecam całkiem bezinteresownie. Dla ciekawskich: http://www.ccpress.pl/szukaj/name-drees/
Drogi profesorze, dziękuje za namiary, pozycja wydaje się być ciekawa bo ma pogodzić ogień z wodą, przeczytam lecz obawiam się że nie znajdę w niej przekonujących dowodów iż nie mam racji.
Siedzę dobrze w temacie ale nie posiadam charyzmy aby prowadzić dyskusje w których obie strony mają rację i pozostają przy swoim.
Szkoda życia.. ja nie irytuję się już od lat, to nie ma sensu.
Nie przypuszczałem, że pan te kilka moich zdań potraktuje osobiście, przepraszam, nie chciałem urazić.
Refleksje teologiczne są nie dla mnie, nawet nie jestem asekuracyjnie agnostykiem, po prostu nie wierzę w żadne istoty nadprzyrodzone co nie przysparza mi przyjaciół nawet wśród bliskich.
Moje przekonania odnośnie wiary mają się nijak do kultury stworzonej przez ludzi wierzących. Dorobek ludzki w tej dziedzinie niezwykle cenię i jestem gorącym orędownikiem wszelkiej sztuki związanej z sacrum. Jeśli coś jest piękne to zwyczajnie jest.. i nie ma na to wpływu moja wiara czy niewiara.
Pan profesorze nie jest moim wrogiem bądź przeciwnikiem. Jest pan człowiekiem jak ja, mamy więcej wspólnego niż nam się wydaje choć mamy odmienne zdanie na istotne dla nas obu sprawy.
Cieszmy się tym co nas łączy, kulturą tworzoną przez wieki aż do dziś bez wnikania w motywacje duchowe twórców.
Pozdrawiam
Magog
Szanowny Panie, nie wziąłem Pańskich uwag do siebie, ale wydało mi się, że nie docenia Pan wysiłków ludzi próbujących pogodzić, jak Pan to ujął wodę z ogniem. Mnie się to wydaje nie tylko możliwe, ale i pożyteczne. By pozostać przy tej metaforze. Woda się podgrzeje, a ogień straci impet, więc nie ma czego się obawiać. A poza tym wymiana zdań, nawet ostrych, wcale nie musi oznaczać, że wzajemny szacunek się zmniejsza, wręcz przeciwnie.
pozdrawiam
obirek
Skorzystałem z rekomendacji i po przeczytaniu książki Bob’a nie znajduje w niej zaskakujących mnie odkryć – zaskoczeniem jest jedynie zakończenie.