Pogrzeb się skończył, krewni i znajomi udają się do knajpy jak staropolski obyczaj każe. Mniej więcej po godzinie – dwóch impreza przestaje przypominać żałobną, pojawiają się weselsze wspomnienia o zmarłym, z rozczuleniem przypomina się jego wpadki i wybryki, w których sami żałobnicy mieli swój wspominany z rozrzewnieniem udział, towarzystwo coraz bardziej rozruszane i niewykluczone, że gdyby była zamówiona orkiestra, rozpoczęłoby tańce.
Zaczynają się kontakty interpersonalne pomiędzy żałobnikami i coraz mniejsza ich liczba pamięta o szanownym zmarłym, z którego przyczyny się zebrali.
Może faktycznie aż tak bardzo nie ma o kim pamiętać? W końcu – miał też swoje za uszami.
Mniej więcej klasyczny obraz polskiej stypy jak ulał pasuje do obecnego obrazu Polski powyborczej.
Zmarły nie dość, że pod koniec życia dał się wszystkim nieźle we znaki, to i nawet teraz zamiast leżeć spokojnie oczekując życia wiecznego, jak mu to obiecał pleban na pogrzebie za zwyczajową cołaskę, to kręci się w trumnie chcąc na współużytkownikach cmentarza sprawić wrażenie, że on tu jest przez nieporozumienie, że tylko chwilowo, że to niechcący i w ogóle pogrzeb odbył się zbyt pospiesznie.
Już nie pamięta o pompie nadziei, która przedłużyła mu życie, o całej aparaturze podtrzymującej życie, a zbudowanej ze sztucznego tworzywa zadufania doładowywanego pewnością siebie pseudoelit (pseudo, bo tylko z własnego nadania), nie pamięta o placebo strachu przed zmianą lekarza, placebo nie działającym od dłuższego czasu, a wciąż aplikowanym bezmyślnie i bez względu na zmieniające się okoliczności.
Owszem, gotów jest winić wszystkich razem i każdego z osobna za to co się stało. Uwierzy byle szamanowi, który potwierdzi jego przydatność dla świata i zakwestionuje informację o zgonie pomimo stwierdzenia tego faktu przez wielu innych.
Tzw. człowiek postronny otrzyma w efekcie taniec zombie prowadzony w leniwym rytmie i z kiepską choreografią, a na dodatek tyłem do niego na znak, że zombie nadal uważa się za pępek świata i publiczność jako taka nie jest mu do niczego potrzebna.
Ponieważ w naszej kulturze, czymkolwiek ona naprawdę jest, nie zwykło się mówić źle o zmarłych, wielu przyjmuje postawę człowieka wierzącego, że zmarły to nie zmarły, tylko chwilowo wyłączony z bieżącego rytmu życia i nadal próbuje analizować jego postępki, jak gdyby miały się te analizy na coś przydać delikwentowi po powrocie pomiędzy żywych.
Stypy nie ma, stypa zmienia się w antrakt teatralny, w trakcie którego niejeden spośród publiczności ochładza przegrzane zmysły napojami z lodówki w barze, a inni – wręcz przeciwnie dogrzewają je masochistycznie chyba w celu pełniejszego odczucia poniesionej straty.
Gdyby przysłać do nas biegłego rewidenta z dawnego PGR-u, zaprawionego w swej robocie, za to nieczułego na efekty specjalne serwowane z lubością przez reżyserów klasy C, to jego opis wyglądałby mniej więcej w ten sposób.
Rządząca przez osiem lat PO nie zrobiła nic, by kolejne wybory wygrać. Wręcz przeciwnie, można było odnieść wrażenie, że z wielkim zaciekawieniem spogląda na tych, którzy zaplanowali sobie jej dobicie. To tak jakby świnia nie uciekała przed rzeźnikiem, ale liczyła na to, że gospodarz nie lubi go co najmniej w tym samym stopniu co ona. Kiedy rzeźnik okazał się bliskim krewnym gospodarza, nastąpił koniec. Nieodwołalny, nie do cofnięcia i bez żadnej nadziei na przyszłość. Świnia, która uwierzyła, że jest gospodarzem pokwikuje jeszcze w przedśmiertnych drgawkach, ale posoka cieknie już wartkim strumieniem i jedyne co może się jeszcze zdarzyć, to nadpodaż kaszanki, nic więcej.
Wstawione do chlewika dwa młode prosiaki chrumkają z zadowolenia, że wreszcie dorwały się do koryta, choć ciasno przy nim i smrodliwie, bo druga świnia, która tymczasowo zajęła miejsce pierwszej rozpycha się i chlapie błotem, a zdarza się, że i ugryzie w podkręcone ogonki młodej trzody.
Świnka Nowoczesna podejrzewana, że jest nieślubnym dzieckiem zmarłej przewodniczki stada usiłuje zmyć z siebie tę przyłataną hańbę i robi co może, by zmarłą zbezcześcić, co w jej naiwnym rozumowaniu ma ją zabezpieczyć przed dalszym szarganiem jej metryki urodzenia.
Prosiak Kukiz obżarł się tajemniczego zielska, które ktoś mu dołożył do karmy i szczęśliwy jak nigdy ukazuje zadowolony ryjek nie do końca orientując się, gdzie się właśnie znajduje. Razem z kolegami, mądrzejszymi od siebie wybierał się wprawdzie na podbój Tronu Wszechświata, ale po drodze zmienił kolegów, zbyt widać przyziemnych jak na jego wysublimowany gust, dobrał sobie takich, którzy utwierdzali go w mniemaniu o własnej wyższości ponad wszelkie stada nierogacizny i efekt jest taki, że dziś jest przekonany, iż stoi na szczycie nie zauważając, że jest to tylko szczyt kupki łajna w głębokiej dolinie rodzimego chlewika.
Pękaty knur, który zajął główne miejsce przy żłobie wpadł w taki samozachwyt, że przestało mu robić różnicę, czy je pełnowartościową karmę, czy podgryza ogonki swoich wyznawców, a bywa, że i niechętnych sobie. Gryzie, póki może łapczywie, nie szczędząc resztek zębów bo wie, że taka sytuacja może długo nie potrwać. Podgryzani popasą się, podrosną i w końcu któryś będzie miał dość szczypania w ogon. A wtedy może zdarzyć się wszystko.
Na razie jednak tryumfuje.
Rzecz jest ciekawa z psychologicznego punktu widzenia, bo niemal klasyczna. Knur zwycięzca w jednej chwili zyskał sobie nowych zwolenników, którzy jeszcze niedawno odżegnywali się od niego ze wstrętem.
Dziś wpadają w zachwyt. Mnoży się pogłowie ekspertów wychwalających go pod niebiosa, także per procura np. wychwalających głąbowatą świneczkę posyłaną przez niego jako reprezentantkę chlewu. Stado klaszcze w pijanym zachwycie. I jeszcze jakiś czas poklaszcze.
Trochę zresztą nie bez racji, bo wygrywając koryto knur pokazał, że jeszcze coś potrafi. Pokazał też coś więcej – to, że nadstawiając uszu usłyszał lepiej, niż inni jak kwiczy reszta jego świata.
Z tego kwiku stworzył sobie program i wygrał, to takie proste.
I nic to, że ów kwik pochodził od pogardzanych przez elitę stada mieszańców pozagatunkowych, że był płytki, bezmyślny i bezładny.
Knur nauczył się liczyć i wyszło mu, że tych mieszańców jest najwięcej. Wmówił im, że nie są mieszańcami, a wręcz przeciwnie – jedyną wartościową rasą, a pozostali odszczepieńcami niewartymi uwagi, no może poza celebrowaną formą circenses – świniobiciem.
Rasowe sztuki, które nagle i odgórnie pozbawione zostały rasy zgłupiały ze szczętem. Zamiast rozejrzeć się za jakimś nowym reproduktorem, choćby i klasy wojewódzkiej skoro na krajową nikogo dziś nie stać, stoją smętnie na cmentarzu chłonąc z nadzieją dźwięki dochodzące z grobowca eks przewodniczki. Udają, bo trudno przypuszczać, że wierzą, na jakiś cud, który sprawi, iż ona zmartwychwstanie i odmieni ziemię. Tę ziemię.
Udają, że nie widzą jej szamotania się tuż pod korzonkami trawy, jak rozpycha się w grobie niezdolna nawet do spostrzeżenia gdzie jest.
W chlewie zaś z dnia na dzień coraz więcej gnoju na posadzce, bo taka estetykę lubi tłum, a tłum to liczba, a więc wszystko. Wszechświat, moc, gospodarz.
I nawet w obliczu zbliżających się Świąt trudno liczyć na świniobicie. Rzeźnik tym razem naprawdę okazał się bliskim krewnym gospodarza.
W tych warunkach radziłbym nie przegapiać stypy. Jest co jeść, jest co wypić, a zdarzy się to i orkiestra zagra. Póki co.
Jerzy Łukaszewski


Takie sobie. Powiem wiecej, idiotyczne i przeszarzowane. Jedynie rysunek na poziomie.
…tylko proszę, powoli, bo jestem w żałobie…
–Wybieram najbardziej świńską wersję tego starego dowcipu.
Z ciekawości pytam: w jakim miejscu chlewu Autor umiejscawia siebie?
Pani Alino, a jak pani woli? W tym ujęciu oboje jesteśmy gospodarzami, a w „Folwarku zwierzęcym”?
Jak ja wolę, nie ma nic do rzeczy, nie moja bajka. Metafora dla mnie zbyt skomplikowana. Jak to, pewnie, dla owcy.
Korwin-M. pewnie byłby tekstem zachwycony. Ja nieco mniej, nie dlatego, że świnie, tylko, że jest to pewien opis rzeczywistości bez próby podania hipotezy, dlaczego świnie platformiane działały tak, jak działały. Dlaczego? Bo głupie były, że na przewodnika stada wybrały nie osobnika alfa, tylko gamma? Ale dlaczego były tak głupie?
Michał, pal sześć platformiane. Sęk w tym, czego chce stado. A czego chce to mogłeś dziś zobaczyć.
„Wola narodu jest ważniejsza od prawa. Nawet od Konstytucji” (cyt) K. Morawiecki.
Poczytaj sobie komentarze
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1017099,title,Przepychanki-przed-Sejmem-Starli-sie-zwolennicy-i-przeciwnicy-zmian-w-TK,wid,18019565,wiadomosc.html
Hazel – to ja Ci podpowiem – bo świniom z PO się wydawało…..że mają najfajniej zakręcone ogonki. Tak długo straszyli pisem, że jak w bajce o piotrusiu………przyszedł wilk i ich zjadł. Teraz ci sami będą bronić demokracji. Obawiam się, że ich obrona się skończy tak samo…….
A Demokracja się sama obroni. Bez udziału Zolli i innych troli tego formatu.
Pani Alino – Pani się nie wysila umysłowo. Pani się nadstawi do strzyżenia…… – jak to owca…..
j.Luk – zauważ – dla pańszczyźnianych zawsze nadzieja w zagranicy. Bo nasi elitarni nigdy tej pańszczyzny nie zniosą. A jako przykład – Austria. Austriakom też się wychylił Jorg Haider. Przyszła Unia i pozamiatała. U nas nawet zamiatać nie będzie potrzeby.
Unia jest bezsilna. Unia to jest zlepek bez wspolnej armii i bez wspolnej polityki. Unia ma marchewkę, ale nie ma kija. Jak mowił Teodor Roosevelt „speak softly and carry a big stick” – mów łagodnie i trzymaj gruby kij za plecami. Bez kija uprzejmy głos zamienia sie w zaklinanie rzeczywistosci.
.
Wracając do polskiego podworka, najezdzcy jeszcze nie mają kija, ale od dawna mają kastety. A w kije własnie chcą sie zaopatrzec. W tej chwili jest juz troche pozno, zeby stawiac im zapory.
.
Jesli idzie o komentarze rozmaitych trollow, to jesli zacznie sie kryterium uliczne, to po prostu nic nie wiadomo. Z jednej strony łysi, a z drugiej ludzie z etosem. Wynik moze byc nieprzewidywalny. W komentarzu pod artykułem A.Koraszewskiego przedstawiłem cztery scenariusze na 3-go grudnia. Będzie wiadomo, ktory sie zrealizował, zanim zostaną uwolnione z moderacji.
.
Byc moze optymalne rozwiazanie dla kraju polegałoby na tym, zeby w armii znalezli sie patrioci, ktorzy zrobią porządek z „patriotami”. Ale zanim sie generałowie obudzą, to zostaną wyrzuceni i w armii będą rządzic kaprale po szkole medialnej ojca Rydzyka. A wtedy Putin moze juz spokojnie posłac swoich chłopakow na wyżerkę.
Panie Sir Jarek, wysilać się nie muszę, bezmyślenie jest dla owiec i baranów naturalne jak oddychanie.
Jako komentarz przypomnę dowcip Andrzeja Krauzego z lat 70. (trudno uwierzyć, ale nie było wtedy jeszcze PiS-u i on go nie wspierał). Przed stadem baranów i owiec występuje wilk z tekstem: „mnie się nie bójta, bójta się Lisa Chytrusa i Sroki Plotkarki”. Smutne, ile osób i dzisiaj się nabiera na tę gadkę.
Narciarzu – prosze przeczytać wywiad Red Żakowskiego z Prof. Markiem Safjanem w Polityce. Dlatego pisałem o Europejskiej Miotle i dawałem przykład Austrii. A co patriotów w armii – Pan raczy żartować. Armia ma siedzieć w koszarach. Proszę się nie dać ponieść jakiemuś afektowanemu wzmożeniu moralnemu. W środku Europy nie urodzi się żaden faszyzm – pomęczymy sie trochę z pokłosiem ciepłej wody w kranie i w końcu zaczniemy budować nowoczesne Państwo – a nie republikę kolesi.
Jeśli miałbym wieszczyć – to wszystko zmierza ku dobremu.Zaraz nastąpi rozpad PSLu, stoczy się w burą maź. Będzie szansa na pozbycie sie KRUSu. Rozpadnie się partia bezideowych złodziei i pieczeniarzy – czyli PO. PiS własnymi rękoma poderżnie sobie gardło przecinając wrzód jaki od 10 lat nabrzmiewał nam w Polsce.
Powstaną dwie nowe partie – na prawicy – NowoczesnaPL i lewicowe Razem. I jakaś formacja reprezentująca wieś.
Narciarzu – zobaczysz – będzie normalnie i po europejsku.
No cóż, Styropianowa Bestia zdycha – to i konwulsje nami szarpią.
No cóż, Styropianowa Bestia zdycha – to i konwulsje nami szarpią.
Nie wierzę..